Выбрать главу

Mężczyzna klasnął w dłonie i zadyszane kobiety opuściły miecze, niektóre rozmasowywały dłonie najwyraźniej nienawykłe do takiego zajęcia. W tym momencie, z jakiegoś miejsca, poza zasięgiem wzroku Randa, wybiegli służący; kłaniali się w lewo i prawo, podsuwając tace zastawione dzbanami i pucharami. Dziwne jednakże nosili liberie, zwłaszcza jak na cairhieniańska służbę. Wszystko bowiem, co mieli na sobie, było nieskazitelnie białe. Suknie, kaftany, spodnie. Wszystko.

— A cóż to takiego? — zapytał.

Rhuarc chrząknął z obrzydzeniem.

— Panny ewidentnie wywarły wrażenie na Cairhieniankach swym stylem życia — wyjaśniła z uśmiechem Berelain. — Zapragnęły zostać Pannami. Pannami miecza, nie zaś włóczni, jak przypuszczam. — Sulin aż zesztywniała z obrazy, zaś inne Panny rozgadały się w mowie gestów, wyraźnie zdradzając gniew. Niczym nie zrażona Berelain ciągnęła dalej: — Pozwalam im tu ćwiczyć, ponieważ ich rodzice z pewnością by się na coś takiego nie zgodzili. W mieście istnieje już co najmniej kilkanaście szkół, w których kobiety uczą się szermierki, przy czym nie jedna uczęszcza do nich po kryjomu. Oczywiście nie tylko kobiety uległy tej modzie. Aielowie zrobili wrażenie na całej cairhieniańskiej młodzieży, która stara się przyswoić sobie ji’e’toh.

— Oni je wypaczają — warknął Rhuarc. — Wypytują nas o nasze obyczaje, a któż potrafiłby powstrzymać się przed ukazaniem temu, kto chce się uczyć, właściwego sposobu życia? Nawet jeśli to zabójca drzew. — Miał taką minę, jakby chciał splunąć. — Ale oni słuchają, co im mówimy, a potem wszystko przekręcają.

— Wcale niczego nie przekręcają — zaprotestowała Berelain. — Moim zdaniem oni to adaptują do innych warunków. — Rhuarc lekko uniósł brwi; widząc to, westchnęła. Oblicze Haviena, kiedy zobaczył, że ktoś ośmiela się sprzeciwiać jego władczyni, można by uznać chyba za przykładowy wizerunek zniewagi. Ani Rhuarc, ani Berelain w ogóle nie zwrócili na niego uwagi; oboje nie spuszczali wzroku z Randa. On zaś odniósł wrażenie, że ten spór bynajmniej nie trwa od dziś.

— Wykoślawiają je — powtórzył z naciskiem Rhuarc. — Ci odziani na biało głupcy twierdzą, że są gai’shain. Gai’shain! — Pozostali Aielowie zaszemrali; Panny ponownie wymieniły jakieś uwagi w języku gestów. Havien wyraźnie się trochę zaniepokoił. — Podczas jakiej bitwy czy też napaści zostali oni pojmani? Czym jest toh, jakie winni spełnić? Utrzymałaś mój zakaz pojedynków w mieście, Berelain Paeron, ale oni pojedynkują się dalej, zawsze, jak im się zdaje, że nikt ich nie przyłapie, i przegrany przywdziewa biel. Jak jeden uderzy drugiego, podczas gdy obaj są uzbrojeni, to ten uderzony wyzywa tego pierwszego na pojedynek, a jeśli tamten mu odmówi, to przywdziewa biel. Co to ma wszystko wspólnego z honorem lub zobowiązaniem? Zmieniają wszystko i robią takie rzeczy, na których widok Sharamam by się zarumienił. Temu należy położyć kres, Randzie al’Thor.

Berelain z uporem zacisnęła usta, palce jej dłoni wczepiły się w suknie i zacisnęły w pięści.

— Młodzi mężczyźni zawsze wadzą się między sobą. — Mówiła tonem tak protekcjonalnym, że doprawdy można było zapomnieć, iż sama jest przecież równie młoda. — Ale od czasu jak wprowadzili ten zwyczaj, przynajmniej nikt nie zginął w pojedynku. Ani jednej ofiary. Samo to warte jest przyzwolenia, by dalej się tak zabawiali. Poza tym musiałam już stawiać czoło różnym ojcom i matkom, niekiedy posiadającym znaczną władzę, którzy domagali się odesłania ich córek do domu. Nie odmówię teraz tym młodym kobietom tego, co im obiecałam.

— Trzymaj je tutaj, jeśli tego chcesz — powiedział Rhuarc. — Pozwól im nawet uczyć się walki na... miecze, jeśli taka twoja wola. Ale zabroń im udawać, że stosują się do ji’e’toh. Niech skończy się już to przywdziewanie bieli i mienienie się gai’shain. To, co oni robią, to zwykła obraza. — Spojrzenie chłodnych błękitnych oczu spoczęło na Berelain, jednak ona, wpatrzona niewzruszenie w Randa, nawet na niego nie zerknęła.

Wahał się jedynie przez moment. Pomyślał, że przecież w istocie rozumie, co tak popycha młodych Cairhienian w stronę ji’e’toh, Dwakroć pokonani przez Aielów w ciągu dwudziestu kilku lat, z pewnością musieli się zastanawiać, jaka też tajemnica stoi za sukcesami tamtych. Albo może doszli po prostu do wniosku, że ich porażki oznaczają, iż sposób życia Aielów jest zwyczajnie lepszy. Oczywiście Aielowie musieli być zdenerwowani tym, co uważali za szyderstwo z ich wierzeń, niemniej jednak niektóre z sposobów, w jaki sami mogli zostać gai’shain, wydawały się wcale nie mniej osobliwe. Ma przykład mówienie do jakiegoś mężczyzny o jego teściu albo do jakiejś kobiety o jej teściowej — czyli o drugim-ojcu i drugiej-matce, ujmując rzecz nazewnictwem Aielów — uznawane było za akt wrogości, dostatecznie poważny, by usprawiedliwiał dobycie broni, chyba że ci, do których się zwracano, sami ich pierwej wymienili. Jeżeli natomiast obrażony dotknął cię, po tym jak już powiedziałeś, co powiedziałeś, to zgodnie z ji’e’toh popełniał czyn równający się dotknięciu uzbrojonego wroga bez wyrządzania mu żadnej krzywdy. Zdobywało się przez to dużo ji, sprowadzało na tamtego mnóstwo toh, jednak dotknięty mógł domagać się statusu gai’shain, aby pomniejszyć honor drugiej strony i swoje własne zobowiązanie. Wedle ji’e’toh właściwie sformułowane życzenie zostania gai’shain musiało być honorowane, tak więc, ostatecznie, mężczyzna lub kobieta mogli zostać gai’shain tylko dlatego, że wspomnieli czyjąś teściową lub teścia. Niewiele głupsze od tego, co robili ci Cairhienianie. A właściwie wszystko sprowadzało się do jednego. Powierzył Berelain najwyższą władzę w tej krainie, musiał jej okazać swe poparcie. Nie mógł postąpić inaczej.

— Cairhienianie obrażają cię tym tylko, że są Cairhienianami, Rhuarc. Pozwól im być sobą. Kto wie, może w końcu nauczą się dosyć, dzięki czemu przestaniecie tak ich nienawidzieć.

Rhuarc mruknął coś gniewnie, a Berelain uśmiechnęła się. Ku zaskoczeniu Randa, przez chwilę wyglądała tak, jakby chciała pokazać Aielowi język. Na pewno tylko to sobie wyobraził. Była od niego starsza zaledwie o kilka lat, ale już władała Mayene, kiedy on wciąż jeszcze pasał owce w Dwu Rzekach.

Rand odesłał Cormana i Haviena do ich oddziałów i ruszył dalej, z Rhuarkiem i Berelain po obu stronach, reszta też starała się trzymać blisko. Procesja. Brakowało tylko werbli i trąb.

Gdzieś z tyłu dobiegło go znowu trzaskanie mieczy ćwiczebnych. Kolejna zmiana, chociaż niewielka. Nawet Moiraine, która od jakże długiego przecież czasu studiowała Proroctwa Smoka, nie wiedziała, czy ponowne Pęknięcie Świata mające być jego dziełem, oznaczać będzie nowy Wiek; z pewnością jednak powodował zmiany, w taki czy inny sposób. Tyle samo zmieniało się przypadkiem, co w efekcie przemyślanego działania.

Gdy dotarli do drzwi gabinetu zajmowanego wspólnie przez Berelain i Rhuarka — znajdującą się na ścianach boazerię dekorowały symbole wschodzącego słońca, z czego zapewne należało wyciągnąć wniosek, iż dawniej komnatę wykorzystywali do jakichś celów królowie — Rand zatrzymał się, stając twarzą w stronę Sulin i Uriena. Jeżeli tutaj nie pozbędzie się swoich strażników, to już chyba nigdy mu się to nie uda.