Выбрать главу

Jedna z tych nazw mocno poruszyła jakąś strunę w pamięci Randa, tak samo zresztą, jak położenie tego miejsca, na wschód od Baerlon, nad Arinelle, w odległości kilkunastu dni drogi od Białego Mostu.

— To tam też był gaj? — zapytał, palcem wskazując znak.

— W Aridhol? — zapytał Haman. — Tak. Tam też był. Bardzo smutna sprawa.

Rand nie uniósł nawet głowy.

— W Shadar Logoth — poprawił Hamana po chwili. — Rzeczywiście bardzo smutna sprawa. Czy mógłbyś... czy zechciałbyś... pokazać mi Bramę do Dróg, gdybym cię tam zabrał?

21

Do Shadar Logoth

— Zabrałbyś nas tam? — zapytała Covril, marszcząc brwi i spoglądając groźnie na mapę w dłoniach Randa. — W ten sposób musielibyśmy znacznie zboczyć z drogi, jeżeli poprawnie zapamiętałam położenie Dwu Rzek. Nie będę marnowała kolejnego dnia, z których każdy może mnie przybliżyć do Loiala. — Erith zdecydowanie przytaknęła jej słowom.

Haman, którego policzki wciąż mokre były od łez, aż pokręcił głową na ich pochopność, lecz sam również oznajmił:

— Nie mogę się na to zgodzić. Aridhol... Shadar Logoth, jak właściwie je określiłeś... nie jest miejscem dla kogoś tak młodego jak Erith. Nawiasem mówiąc nie jest to miejsce także dla kogokolwiek innego.

Rand wyprostował się, pozwalając mapie opaść na posadzkę. Znał Shadar Logoth lepiej, niżby można było sobie tego życzyć.

— Nie stracicie czasu. W rzeczywistości zyskacie. Zabiorę was tam dzięki Podróżowaniu, przez bramę; w ciągu jednego dnia przebędziecie większość drogi do Dwu Rzek. Nie zabawimy tam długo. Wiem, że jesteście w stanie zaprowadzić mnie prosto do Bramy do Dróg. — Ogirowie potrafili wyczuwać Bramy, jeżeli nie znajdowały się zbyt daleko.

To z konieczności wywołało kolejną naradę przy fontannie, Erith domagała się, aby ją do niej włączono. Do Randa dochodziły jedynie strzępy dyskusji, ale widział, jak Haman kręci uparcie głową, najwyraźniej nie zgadzając się na jego plan, natomiast Covril — z uszami tak sztywno sterczącymi, że wydawało się, iż dzięki nim usiłuje uzyskać dodatkowe cale wzrostu — wyraźnie przy nim obstawała. Z początku Covril spod zmarszczonych brwi patrzyła tylko na Erith albo na Hamana; niezależnie od tego, jakie związki łączyły teściową i synową u ogirów, najwyraźniej uważała, że młodsza kobieta nie powinna się wtrącać do całej sprawy. Dość szybko jednak zmieniła zdanie. Obie kobiety ogirów osaczały Hamana, niezmordowanie przekonując go do swych racji.

— ...zbyt niebezpieczne. Zdecydowanie zbyt niebezpieczne — zabrzmiał podobny do odległego grzmotu głos Hamana.

— ...dzisiaj już prawie na miejscu... — Cichsze brzmienie głosu Covril.

— ...pospiech tylko szkodzi...

— ...mój Loial...

— ...mój Loial...

— ...Mashadar u naszych stóp...

— ...mój Loial...

— ...mój Loial...

— ...jako Starszy...

— ...mój Loial...

— ...mój Loial...

Haman podszedł z powrotem do Randa, tak szarpiąc poły swego kaftana, jakby chciał rozerwać go na pół; tuż za nim szły kobiety. Covril o wiele lepiej panowała nad swoją twarzą niż Erith, która wyraźnie usiłowała ukryć uśmiech, jednak jej zakończone pędzelkami uszy sterczały radośnie, zdradzając przepełniającą ją satysfakcję.

— Postanowiliśmy przyjąć twoją propozycję — zaczął powściągliwie Haman. — Niech to bezsensowne wałęsanie po świecie skończy się, bo będę wtedy mógł wrócić do mych uczniów. Oraz do Pnia. Hm. Hm. Dużo będzie do opowiadania przed Pniem.

Rand nie dbał o to, co Haman będzie miał do opowiedzenia przed Pniem na jego temat. Ogirowie trzymali się na ogół z dala od ludzi i odwiedzali ich siedziby tylko wtedy, gdy należało dokonać napraw ich starożytnych dzieł w kamieniu, nieprawdopodobne więc było, by ich opinia mogła wpłynąć na myślenie ludzi o nim, czy zaszkodzić jego sprawie.

— Dobrze — powiedział. — Poślę kogoś, by przyniósł wasz dobytek z gospody, w której się zatrzymaliście.

— Mamy wszystko ze sobą. — Covril przeszła na drugą stronę fontanny, pochyliła się i wyprostowała, trzymając w dłoniach dwa tobołki, ukryte wcześniej za cembrowiną basenu. Każdy z nich dla człowieka oznaczałby spore obciążenie. Podała jeden Erith, zaś rzemień drugiego przerzuciła sobie przez głowę, tak że przecinał teraz jej pierś i przyciskał tobołek do pleców.

— Gdyby tu był Loial — wyjaśniła Erith, postępując podobnie ze swoim tobołkiem — bylibyśmy gotowi do wyruszenia natychmiast do Stedding Tsofu. W przeciwnym wypadku i tak mieliśmy zamiar ruszać w dalszą drogę. Bezzwłocznie.

— Tak naprawdę to chodziło o łóżka — wyznał Haman, rozkładając ręce na szerokość odpowiadającą wymiarom ludzkiego dziecka. — Kiedyś w każdej gospodzie w Zewnętrzu były dwa lub trzy pomieszczenia dla ogirów, ale teraz trudno takowe znaleźć. Niełatwo mi to pojąć. — Popatrzył jeszcze na poznaczone mapy i westchnął. — Niełatwo mi to pojąć.

Rand zaczekał, aż Haman zarzuci na plecy swój tobołek, a potem pochwycił saidina i otworzył bramę tuż obok fontanny, otwór w powietrzu, za którym widać było zrujnowane, zarośnięte zielskiem ulice oraz rozpadające się budynki.

— Randzie al’Thor. — Sulin weszła na dziedziniec niemal spacerowym krokiem, na czele grupki obładowanych mapami służących i gai’shain. Towarzyszyli jej Liah oraz Cassin, którzy starali się udawać podobną obojętność. — Prosiłeś o kolejne mapy. — Przelotne spojrzenie, jakie rzuciła w stronę bramy, było niemalże oskarżycielskie.

— Potrafię ochronić samego siebie lepiej, niźli ty byś była zdolna — odpowiedział jej Rand lodowatym tonem. Nie miał zamiaru, żeby tak to zabrzmiało, ale otulony w Pustkę nie potrafił sprawić, by jego głos brzmiał inaczej. — Tam nie ma nic, z czym mogłyby poradzić sobie twoje włócznie, a jest za to parę rzeczy, względem których okażą się bezradne.

Kamienna twarz Sulin nadal przypominała maskę.

— To tylko dodatkowy powód, byśmy tam się znalazły. Takie postawienie sprawy nie miało przypuszczalnie sensu dla kogokolwiek innego, jak tylko Aielów, ale...

— Nie będę się z tobą kłócił — powiedział. Jeżeli jej nawet zabroni, to i tak będzie starała się pójść za nim; wezwie Panny, które będą próbowały przeskakiwać przez bramę, nawet jeśli będzie się już zamykała. — Spodziewam się, że reszta dzisiejszej straży czeka gdzieś niedaleko. Zwołaj je. Ale wszystkie mają trzymać się blisko mnie i nie wolno im niczego dotykać. I zrób to szybko. Ja również chcę się z tym jak najszybciej uporać. — Wspomnienia, jakie wyniósł z Shadar Logoth, z pewnością nie należały do przyjemnych.

— Odesłałam je, tak jak nalegałeś — powiedziała z niesmakiem Sulin. — Policz powoli do stu.

— Do dziesięciu. — Pięćdziesięciu.

Rand skinął głową. Palce kobiet zamigotały. Jalani natychmiast skoczyła do wnętrza pałacu, zaś dłonie Sulin zamigotały znowu. Trzy kobiety gai’shain wypuściły mapy z rąk i popatrzyły na nią zaskoczone — Aielowie nigdy, przenigdy nie wyglądali na tak zaskoczonych — po czym, zakasawszy swe długie białe szaty, zniknęły we wnętrzu Pałacu, i choć poruszały się nadzwyczaj szybko, Sulin natychmiast je wyprzedziła.