Выбрать главу

Kosztowało go to dużo wysiłku, ale ostatecznie przyniosło mu ulgę. Gdy odwrócił się od zwłok Desory, poczuł czystą, niczym nie zmąconą ulgę, kiedy przekonał się, że to drugie ciało, o którym sądził, że również należało do Panny, było w istocie ciałem mężczyzny, nadzwyczaj niskiego jak na Aiela. Bolał również nad mężczyznami poległymi w jego służbie, ale jeśli o nich chodziło, powtarzał sobie stare powiedzenie: „Pozwól zmarłym spoczywać w spokoju i troszcz się o żyjących”. Nie było to łatwe, jednak potrafił się do tego zmusić. Kiedy ginęła kobieta, nie potrafił myśleć w ten sposób.

Jego wzrok padł na spódnice rozpostarte na bruku. Nie tylko Aielowie ginęli.

Bełt kuszy ugodził nieszczęsną dokładnie między łopatki. Tyłu jej sukni nie plamiła ani jedna plamka krwi; wszystko odbyło się szybko, drobny akt miłosierdzia. Ukląkł i odwrócił ciało tak delikatnie, jak tylko potrafił; z klatki piersiowej sterczał grot bełtu. Kobieta miała kwadratową twarz, była w średnim wieku, jej włosy prószyła już siwizna. W szeroko rozwartych, ciemnych oczach zastygł wyraz zaskoczenia. Nie znał jej imienia, ale tę twarz pamiętał. Zginęła dlatego, że znalazła się na tej samej ulicy co on.

Schwycił ramię Nandery, a ona strąciła jego dłoń, gdyż mógłby jej przeszkodzić w razie konieczności użycia łuku, ale spojrzała na niego.

— Znajdź rodzinę tej kobiety i dowiedz się, czy nie można im jakoś pomóc. Złoto... — To nie wystarczy. Oni powinni odzyskać żonę, matkę; nie potrafił im tego dać. — Zobacz się z nimi — powiedział. — I dowiedz się, jak się nazywała.

Nandera wyciągnęła dłoń w jego stronę, po czym ponownie ułożyła ją na swym łuku. Kiedy wstawał, Panny bacznie go obserwowały. Och, obserwowały wszystko dookoła równie bacznie jak zazwyczaj, ale te zasłonięte twarze cokolwiek za często zwracały się w jego stronę. Sulin wiedziała, jak on się czuje, nawet jeśli nie zdawała sobie sprawy z istnienia listy, nie miał jednak pojęcia, czy poinformowała o wszystkim pozostałe. Jeżeli tak uczyniła, to nie miał pojęcia, jakie właściwie to wzbudziło w nich uczucia.

Poszedł do miejsca, w którym się przewrócił, podnosząc po drodze z ziemi Berło Smoka. Samo pochylenie się kosztowało go mnóstwo wysiłku, a krótkie przecież drzewce włóczni zaciążyło w dłoniach. Jeade’en nie odbiegł daleko, kiedy poczuł, że jego siodło jest puste; zwierzę było dobrze wyćwiczone. Rand wspiął się więc z powrotem na grzbiet srokacza.

— Tutaj już zrobiłem wszystko, co tylko było można — powiedział...

„Niech sobie myślą co chcą”.

... i spiął konia.

Nawet jeśli nie potrafił uciec przed wspomnieniami, uciekł jednak Aielom. Na jakąś chwilę przynajmniej. Zdążył już oddać wodze Jeade’ena stajennemu i wejść do pałacu, zanim dogonili go Nandera i Caldin, a wraz z nimi około dwu trzecich całego stanu Panien i Górskich Tancerzy, których wzięli ze sobą. Reszta została, aby zająć się ciałami poległych. Na twarzy Caldina zastygł grymas irytacji. Na widok tego ognia, jaki rozgorzał w oczach Nandery, Rand ucieszył się, że nie zasłoniła twarzy.

Zanim Rand zdążył przemówić, podeszła do niego Pani Harfor i ukłoniła się głęboko.

— Lordzie Smoku — zaczęła niskim, silnym głosem. — Nadeszła prośba o audiencję u ciebie, wystosowana przez Mistrzynię Żeglugi z klanu Catelar, Atha’an Miere.

Nawet jeśli znakomity krój biało-czerwonej sukni Reene nie stanowił dostatecznego dowodu na to, że jej tytuł: „Pierwszej Pokojówki” stanowi niezbyt stosowne określenie, to jej maniery z pewnością zadawały mu ostateczny kłam. Ta pulchna kobieta z siwymi włosami i ostrym podbródkiem próbowała patrzeć Randowi prosto w oczy (musiała odchylać w tym celu głowę do tyłu), nadto w jakiś sposób udawało jej się połączyć stosowną porcję szacunku z całkowitym brakiem służalczości oraz godnością, na jaką nie byłoby stać większości szlachcianek. Podobnie jak Halwin Norry, została, kiedy większość uciekła, chociaż Rand podejrzewał, że uczyniła tak po to, aby ocalić i ochronić Pałac przed najeźdźcami. Nie byłby zaskoczony, gdyby się pewnego dnia okazało, że od czasu do czasu przetrząsa komnaty w poszukiwaniu ukrytych wartościowych przedmiotów będących na stanie Pałacu. Nie byłby zaskoczony, gdyby się dowiedział, że próbuje robić rewizję osobistą Aielom.

— Lud Morza? — zapytał. — Czego oni chcą?

Odrzuciła go cierpliwym spojrzeniem, próbując zdobyć się na odrobinę tolerancji dla jego niewiedzy. Czego zresztą nie omieszkała wyraźnie okazać.

— Petycja tego nie stwierdza, mój Lordzie Smoku.

Jeżeli nawet Moiraine wiedziała coś o Ludzie Morza, to nie uznała tej wiedzy za niezbędną część jego edukacji, jednak wnioskując z postawy Reene, ta kobieta musiała być kimś ważnym. Sam tytuł „Mistrzyni Żeglugi” z pewnością miał swój ciężar. To oznaczało, że będzie musiał przyjąć ją w Wielkiej Komnacie. Nie był w niej od czasu powrotu z Cairhien. Nawet nie dlatego, by miał jakieś szczególne powody do unikania sali tronowej — po prostu nie było takiej potrzeby.

— Dziś po południu — oznajmił powoli. — Powiedz jej, że spotkam się z nią wczesnym popołudniem. Przydzieliłaś jej dobre apartamenty? Zadbałaś o jej świtę?- Wątpił, by ktoś noszący tak znaczący tytuł podróżował samotnie.

— Chciałam to uczynić, ale odmówiła. Zatrzymała się wraz z towarzyszącymi jej ludźmi w „Kuli i Pierścieniu”. — Skrzywiła się nieznacznie; najwyraźniej jej zdaniem pozycja Mistrzyni Żeglugi nie upoważniała do takiego zachowania. — Byli bardzo zmęczeni po podróży, stroje całkiem zakurzone, ledwie trzymali się na nogach. Wszyscy przyjechali na koniach, nie w powozach, a nie wydaje mi się, by byli przyzwyczajeni do takiego sposobu podróżowania. — Zamrugała oczami, jakby sama zaskoczona, że do tego stopnia straciła kontrolę nad sobą, i po chwili była już równie chłodna i zdystansowana jak przedtem. — Jeszcze ktoś chce się z tobą zobaczyć, mój Lordzie Smoku. — W jej głosie pobrzmiewała tym razem ledwo wyczuwalna nuta niesmaku. — To lady Elenia.

Rand omalże sam się nie skrzywił. Z pewnością tamta uraczy go kolejnym wykładem dotyczącym podstaw jej roszczeń do Tronu Lwa; jak dotąd podczas takich okazji udawało mu się nie usłyszeć więcej niźli jednego słowa na trzy. Z łatwością mógłby jej odmówić. A jednak naprawdę powinien dowiedzieć się więcej na temat dziejów Andoru, a nikt ze znajdujących się w jego otoczeniu nie dysponował szerszą ich znajomością niźli Elenia Sarand.

— Czy naprawdę zamierzasz oddać Dziedziczce Tronu to, co jej należne? — Ton, jakim Reene wygłosiła te słowa, nie był ostry, a jednak trudno byłoby się w nim doszukać choćby śladu szacunku. Wyraz jej twarzy nie zmienił się, jednak Rand był pewien, że gdyby udzielił niewłaściwej odpowiedzi, tamta w każdej chwili mogłaby krzyknąć: „Za Elayne i Białego Lwa!” — i zapewne spróbowałby go uderzyć, nie dbając o obecność Aielów.

— Tak uczynię — westchnął. — Tron Lwa należy do Elayne. Na Światłość, na moją nadzieję powtórnego odrodzenia i zbawienia, nie może być inaczej.

Reene przez chwilę wpatrywała się w niego badawczo, potem raz jeszcze ukłoniła się głęboko.

— Przyślę ją do ciebie, mój Lordzie Smoku. — Kiedy odchodziła, jej plecy były sztywno wyprostowane, ale zawsze przecież tak było; nie umiał stwierdzić, czy uwierzyła chociaż w jedno jego słowo.