— Zręczny przeciwnik — stwierdził Caldin, zanim Reene odeszła choćby na pięć kroków. Zastawi na ciebie jakąś dającą się łatwo przejrzeć zasadzkę, z której wywiniesz się bez trudu. Nabierzesz wtedy ufności we własne siły, stracisz czujność i wpadniesz w drugą, tym razem groźniejszą.
Nandera niemalże weszła mu w słowo:
— Młodzi mężczyźni mogą być impulsywni, mogą postępować pochopnie, mogą być głupcami, jednak Car’a’carn nie może pozwolić sobie na bycie młodym mężczyzną.
Rand spojrzał na nich przez ramię i rzucił krótko:
— Jesteśmy teraz wewnątrz pałacu, wybierzcie swoje dwójki.
Zdziwił się trochę, że Nandera i Caldin również siebie włączyli w skład jego eskorty, natomiast w najmniejszym stopniu nie poczuł się zaskoczony, gdy ruszyli za nim pogrążeni w grobowym milczeniu.
Przy drzwiach do komnat nakazał im wpuścić Elenię do wnętrza, kiedy się tylko pojawi, i zostawił ich na korytarzu. W środku czekał już na niego śliwkowy poncz w kutym, srebrnym dzbanie, ale nawet nie spojrzał w jego stronę. Stał tylko nieruchomo, wpatrzony weń pustym wzrokiem, i zastanawiał się, co powiedzieć Elenii, póki nie przyłapał się na tym, co właściwie robi. Aż chrząknął z zaskoczenia. Po cóż niby miał planować?
Pukanie do drzwi zapowiedziało przybycie słomianowłosej Elenii, która natychmiast po wejściu skłoniła się przed nim. Miała na sobie suknię haftowaną w złote róże. W przypadku każdej innej kobiety te róże stanowiłyby wyłącznie motyw zdobniczy, jednak na Elenii musiały zawierać jakąś sugestię względem Różanej Korony.
— Mój lord Smok okazał się prawdziwie łaskawy, że zechciał mnie przyjąć.
— Chciałbym zadać ci kilka pytań odnośnie dziejów Andoru — powiedział Rand. — Napijesz się śliwkowego ponczu?
Oczy Elenii aż rozszerzyły się z radości; opanowała się dopiero po chwili. Bez wątpienia wcześniej dokładnie zaplanowała sobie, w jaki sposób sprowadzi rozmowę na kwestie choćby odległe powiązane z jej roszczeniami, a teraz on sam jej to proponuje. Na lisiej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech.
— Czy wolno będzie mi nalać memu Lordowi Smokowi? — zapytała, nie czekając nawet, by skinieniem dłoni wyraził zgodę. Była tak zadowolona z kierunku rozwoju wydarzeń, że oczekiwał niemalże, iż za chwilę usadzi go w fotelu i podsunie podnóżek. — Na jaki okres historii mam rzucić ci nieco światła?
— Chodziłoby mi o ogólne wprowadzenie... — Rand zmarszczył brwi, takie pytanie stanowiłoby dla niej doskonały pretekst do wymienienia szczegółowo wszystkich swoich przodków -...to znaczy, chciałbym się dowiedzieć, jak doszło do tego, że Souran Maravaile sprowadził tutaj swoją żonę. Czy on pochodził z Caemlyn?
— To Ishara sprowadziła tutaj Sourana, mój Lordzie Smoku. — W oczach Elenii rozbłysła przelotna pogarda. — Matką Ishary była Endara Casalain, która z kolei była w owym czasie gubernatorem Artura Hawkwinga na tych terenach... prowincja nazywała się Andor... a także córką Joala Ramedara, ostatniego króla Aldeshar. Souran był jedynie... jedynie generałem — chciała już powiedzieć „plebejuszem”, gotów był się o to założyć — chociaż jednym z najlepszych, jacy służyli pod Hawkwingiem, rzecz jasna. Endara zrezygnowała ze swoich roszczeń i oddała hołd Isharze, uznając w niej królową. — Rand jakoś nie potrafił uwierzyć, by przebiegło to w taki sposób, tak gładko. — Oczywiście, były to najgorsze czasy, jakie sobie można wyobrazić, tak samo złe jak okres Wojen z Trollokami, nie mam w tej kwestii najmniejszych wątpliwości. Kiedy umarł Hawkwing, każdy szlachcic sądził, że to właśnie on zostanie Najwyższym Królem. Albo Najwyższą Królową, jeśli chodzi o szlachcianki. Ishara wszakże doskonale zdawała sobie sprawę, że nikt nie podoła temu zadaniu, zbyt wiele było zwalczających się frakcji, przymierza zaś rozpadały się nazajutrz po tym, jak zostały zawarte. Przekonała więc Sourana, by poniechał oblężenia Tar Valon, i sprowadziła go tutaj z tak liczną armią, jaką tylko potrafił zebrać.
— To Souran Maravaile oblegał Tar Valon?-zapytał zaskoczony Rand. Artur Hawkwing przez dwadzieścia lat oblegał Tar Valon i wyznaczył nagrodę za głowę każdej Aes Sedai.
— W trakcie ostatniego roku oblężenia — odparła z lekkim zniecierpliwieniem — przynajmniej tak odnotowują źródła historyczne. — Wyraźnie było widać, że Souran nie interesuje jej w najmniejszym stopniu, ważne było to tylko, iż był mężem Ishary. — Ishara była mądra. Obiecała Aes Sedai, że jej najstarsza córka zostanie odesłana na nauki do Białej Wieży, tym samym uzyskała ich poparcie oraz doradczynię z Wieży o imieniu Ballair; była pierwszą władczynią, która tak postąpiła. Oczywiście pozostali poszli potem w jej ślady, nie potrafili jednak zrezygnować z tronu Hawkwinga. — Mówiła teraz z wyraźnym ożywieniem, z pojaśniałą twarzą, gestykulując wolną dłonią, podczas gdy w drugiej trzymała zapomniany zupełnie puchar. Słowa wypływały z jej ust niepowstrzymanym strumieniem. — Całe pokolenie musiało przeminąć, zanim sama idea umarła, chociaż Narasim Bhuran próbował dopiąć swego jeszcze w ostatniej dekadzie Wojny Stu Lat... skończyło się to całkowitą porażką i ostatecznie jego głowę zatknięto na ostrzu piki... zaś wysiłki Esmary Getares, poczynione trzydzieści lat wcześniej, z początku również przyniosły jej znaczne powodzenie, zanim nie spróbowała podbić Andoru, w efekcie czego resztę swego życia spędzić musiała jako „gość” królowej Telaisien. W końcu Esmara została zamordowana skrytobójczo, chociaż nie istnieją żadne zapisy, z których wynikałoby, dlaczego ktoś mógłby pragnąć jej śmierci, po tym jak Telaisien rozbiła jej potęgę. Rozumiesz, królowe, które nastały po Isharze, począwszy od Alesinde a skończywszy na Lyndelle, kontynuowały tylko to, co ona zaczęła, i nie sprowadzało się to jedynie do wysyłania córek na naukę do Wieży. Ishara wykorzystała Sourana, by zabezpieczył zbrojnie granice jej ziem; pierwotnie było to tylko kilka wiosek wokół Caemlyn, potem jednak powoli rozszerzała zakres swej władzy. Cóż, docieranie do brzegów Erinin zabrało jej kilka lat. Jednak kraj, którym władały królowe Andoru, znajdował się pod ich rzeczywistym panowaniem, podczas gdy większość tych, którzy mienili się królami i królowymi, wciąż bardziej zajęta była nowymi podbojami, niźli umacnianiem swej pozycji na ziemi, jaka przypadła im w udziale.
Przerwała na chwilę, by zaczerpnąć tchu, a Rand wtedy pospiesznie wtrącił słowo. Elenia mówiła o tych wszystkich ludziach, jakby ich osobiście znała, jednak jemu aż kręciło się w głowie od niezliczonych imion, które słyszał po raz pierwszy w życiu.
— Dlaczego więc Dom Maravaile już nie istnieje?
— Żaden z synów Ishary nie przeżył dwudziestego roku życia. — Elenia wzruszyła ramionami i upiła łyk ponczu; ten temat najwyraźniej jej nie interesował. Ale nasunął jej na myśl nową kwestię. — Przez okres Wojny Stu Lat rządziło dziewięć królowych i żadna z nich nie miała syna, który dożyłby dwudziestego trzeciego roku życia. Jedna bitwa goniła drugą i zewsząd nadciągali wrogowie Andoru. Cóż, za panowania Maragaine czterej królowie powiedli przeciwko niej swe armie... na marginesie, jest takie miasto, które nazwę swoją wzięło od tej bitwy. Królowie ci nazywali się...
— Ale wszystkie królowe były potomkiniami Sourana i Ishary? — wtrącił szybko Rand. Ta kobieta gotowa zamęczać go codziennymi wykładami, jeśli jej na to tylko pozwoli. Siadając, dał jej znak, by również zajęła miejsce.
— Tak — odparła z wahaniem. Być może przyczyną tego wahania był Souran. Jednak zaraz potem jej twarz znowu pojaśniała. — Rozumiesz więc, jest to kwestia tego, ile ktoś ma w swoich żyłach krwi Ishary. Ile pokoleń go z nią łączy i jaki stopień pokrewieństwa mu przysługuje. W moim przypadku...