Выбрать главу

— Rand, pewien jesteś, że nie ma żadnego sensu w próbie uczynienia rzeczy takimi samymi... albo... — Nie umiała tego przekazać, jednak on potrząsnął głową, jeszcze zanim urwała.

— Wydaje ci się, że to zmiana osnowy Wzoru? Myślę, że gdybym próbował czegoś takiego, to rozerwałoby mnie na strzępy. Ja wiercę dziurę. — Dźgnął ją palcem, jakby chciał to zademonstrować.

Cóż, dalsze pytania nie miały sensu. Z irytacją poprawiła szal.

— Rand, w kwestii tego Ludu Morza. Nie wiem o nich nic ponad to, co czytałam — nie była to prawda, ale nie miała zamiaru go o tym informować — jednak to musi być coś ważnego, skoro pokonali taki szmat drogi, aby cię odnaleźć.

— Światłości — wymamrotał nieobecnym głosem — przeskakujesz z tematu na temat, jakbyś była kroplą wody na rozgrzanym ruszcie. Zobaczę się z nimi, kiedy znajdę na to czas. — Przez chwilę nie mówił nic i tylko pocierał dłonią czoło, jego oczy zaś wpatrzone były w pustkę. Zamrugał oczami i powrócił do rzeczywistości. — Masz zamiar stać tutaj i czekać, póki nie przyjdą znowu? — Naprawdę chciał się jej pozbyć.

Przy drzwiach zatrzymała się jeszcze na moment, jednak on już spacerował po komnacie z rękoma zaplecionymi za plecami i mówił coś do siebie. Cicho, ale potrafiła rozróżnić niektóre słowa.

— Gdzie się ukrywasz, żebyś sczezł? Wiem, że tam jesteś!

Drżąc, zmusiła się do wyjścia. Jeżeli naprawdę pogrążał się w szaleństwie, to nie było jak temu zaradzić. Koło splata Wzór tak jak chce; nie ma innego wyjścia, jak tylko zaakceptować dany splot.

Przyłapawszy się na tym, że obserwuje uważnie przechodzących korytarzami służących i zastanawia się, którzy z nich mogą być agentami Aes Sedai, wzięła się w garść. Koło splata Wzór tak jak chce. Skinęła jeszcze w stronę Somary, uniosła głowę i bardzo się starała nie biec, kiedy wędrowała w stronę najbliższego wejścia dla służby.

W najlepszym powozie Arilyn, który oddalał się od Pałacu Słońca, niewiele rozmawiano; w ślad za nim jechał wóz, na którym przywieziono skrzynie; obecnie znajdowały się na nim jedynie służące i woźnica. Nesune uniosła w zamyśleniu palce złączonych dłoni ku górze, a potem przytknęła je do ust. Fascynujący młodzieniec. Fascynujący przedmiot badań. Jej stopa dotknęła jednej ze skrzynek na okazy, wetkniętej pod siedzenie; nigdzie się bez nich nie ruszała. Można by pomyśleć, że świat już dawno temu został skatalogowany, jednak od czasu opuszczenia Tar Valon udało jej się znaleźć pięćdziesiąt gatunków roślin, dwakroć tyle owadów, skórę i kości lisa, trzy gatunki skowronków oraz co najmniej pięć gatunków wiewiórki, co do których pewna była, że nie znalazły się jeszcze w żadnych systematykach.

— Nie miałam pojęcia, że przyjaźnisz się z Alviarin — powiedziała po jakimś czasie Coiren.

Galina parsknęła.

— Nie muszę być jej przyjaciółką, żeby wiedzieć, iż czuła się dobrze, gdy wyjeżdżałyśmy. — Nesune zastanawiała się, czy tamta zdaje sobie sprawę, że wydyma wargi. Być może nie było to nazbyt widoczne, ale człowiek powinien panować nad swoją twarzą. — Czy sądzisz, że on naprawdę wiedział? — ciągnęła dalej Galina. — Że my... To jest niemożliwe. Musiał zgadywać.

Nesune nadstawiła uszu, chociaż z pozoru wciąż w roztargnieniu pocierała palcami wargi. Najwyraźniej była to próba zmiany tematu, znak tego, że Galina jest rozdygotana. Zapadła długa cisza, której żadna z nich nie przerywała, ponieważ żadna nie chciała wymienić imienia al’Thora, a inne kwestie jakoś nie wydawały się nawet w połowie równie doniosłe. Dlaczego Galina nie chciała mówić o Alviarin? One dwie z pewnością nie były przyjaciółkami; rzadkością była Czerwona, która dobierała sobie przyjaciółki spoza własnej Ajah. Nesune zanotowała sobie to pytanie w odpowiedniej przegródce umysłu.

— Jeżeli zgadywał, to w takim razie zbiłby majątek na jarmarku. — Coiren nie była głupia. Napuszona ponad wszelkie wyobrażenie, ale nigdy nie zachowywała się głupio. — Jakkolwiek bezsensowne się to może wydawać, musimy zakładać, że potrafi wyczuć obecność saidara w kobiecie.

— To może być równoznaczne z katastrofą — wymruczała Galina. — Nie. To niemożliwe. Musiał zgadywać. Każdy mężczyzna potrafiący przenosić założyłby, że objęłyśmy saidara.

To wydymanie warg irytowało Nesune. Cała ta wyprawa ją irytowała. Byłaby więcej niż szczęśliwa, gdyby ją poproszono o przyłączenie się do niej, ale Jesse Bilal nie poprosiła; Jesse, praktycznie rzecz biorąc, przemocą wsadziła ją na konia. Bez względu na to jak działo się to w pozostałych Ajah, po przewodniczącej rady Brązowych nie spodziewano się takiego zachowania. A ze wszystkiego najgorsze było to, że towarzyszki Nesune do tego stopnia skupiały się na młodym al’Thorze, że zdawały się ślepnąć na wszystko inne.

— Czy macie jakiejś podejrzenia — zastanowiła się na głos — względem tożsamości siostry, która uczestniczyła w naszym posłuchaniu?

To mogła nawet nie być siostra — trzy kobiety Aielów odwróciły głowy, kiedy weszła do Królewskiej Biblioteki, a dwie z nich potrafiły przenosić — jednak zadała to pytanie, żeby sprawdzić, jak zareagują. Nie rozczarowała się; albo raczej właśnie się rozczarowała. Coiren tylko wyprostowała się bardziej, jednak Galina zapatrzyła się na nią ogłupiała. Nesune mogła tylko powstrzymać westchnienie. Naprawdę były ślepe. Znajdowały się w odległości jedynie kilku kroków od kobiety, która potrafiła przenosić, i nie wyczuły jej tylko dlatego, że nie mogły jej zobaczyć.

— Nie mam pojęcia, w jaki sposób została ukryta — ciągnęła dalej Nesune — niemniej dobrze byłoby poznać ten sposób. — To musiało być jego dziełem, spostrzegłyby przecież każdy splot saidara. Nie pytały wszak, czy na pewno się nie myli, wiedziały, że kiedy stawia hipotezę, zawsze to wyraźnie zaznacza.

— Potwierdzenie, iż Moiraine żyje. — Galina rozparła się na siedzeniu z ponurym uśmiechem. — Proponuję, byśmy wysłały Beldeine na jej poszukiwanie. Potem możemy ją pojmać i związaną wrzucić do piwnicy. Dzięki temu nie stanie już między nami a al’Thorem; na koniec będziemy mogły zawieźć ją do Tar Valon razem z nim. Wątpię, by w ogóle zauważył jej brak, póki będziemy mu błyskać złotem przed oczami.

Coiren zdecydowanie pokręciła głową.

— W sprawie z Moiraine nadal nie mamy żadnego przekonującego potwierdzenia. To mogła być ta tajemnicza Zielona. Należy sprawdzić, kim ona jest; co do tego sprzeciwu nie zgłaszam, ale całą resztę należy bardzo dokładnie przemyśleć. Nie będę ryzykowała losów tak dokładnie zaplanowanego przedsięwzięcia. Musimy zdawać sobie sprawę, że al’Thor jest związany z tą siostrą... kimkolwiek ona jest... oraz że jego prośba o więcej czasu może być tylko rozmyślnym posunięciem strategicznym. Na szczęście czasu nam nie brakuje. — Galina pokiwała głową, jakkolwiek z wahaniem; wydano by ją za mąż i osadzono na jakiejś farmie, gdyby naraziła na ryzyko ich plany.

Nesune pozwoliła sobie na leciutkie westchnienie. Absorbując od tego nadymania się, mówienie rzeczy oczywistych stanowiło jedyną prawdziwą wadę Coiren. Miała bystry umysł, tyle że rzadko kiedy decydowała się go używać. Ale z drugiej strony czasu im rzeczywiście nie brakowało. Ponownie dotknęła stopą skrzynki na okazy. Niezależnie od tego, jak się potoczą wydarzenia, artykuł, który zamierzała napisać na temat al’Thora, stanowić będzie ukoronowanie jej życia.