Nynaeve miała wrażenie, że z oburzenia zaraz oczy jej wyjdą z orbit. A więc to dlatego tak na nią patrzył. Przepełniająca ją euforia rozwiała się niczym mgła w podmuchach wiatru — cóż, po części był to gniew, po części poczucie poniżenia. Ten mężczyzna wiedział, pomyślał sobie, że ona... Zaraz. Przez chwilę wpatrywała się w Elayne spod zmarszczonych brwi, potem jednak postanowiła nie wypowiadać głośno pytania, które przyszło jej do głowy. Czy Nynaeve była jedyną, na którą Birgitte doniosła Uno, czy może o Elayne też powiedziała? Elayne trafiła jakby do rodziny zastępczej. W Thomie znalazła pobłażliwego ojca, który chciał ją nauczyć wszystkiego, co wiedział, w Birgitte zaś starszą siostrę, która sądziła, że do jej obowiązków należy powstrzymywanie tej młodszej od skręcenia sobie karku przy dosiadaniu konia, którego jeszcze nie ujeździła.
— W takim razie — oznajmiła głosem bez wyrazu sprawdźmy, czego możemy się nauczyć od Logaina.
Domek był naprawdę niewielki, tylko dwie izby, jednak grube, kamienne ściany zapewniały we wnętrzu względny chłód. Logain, ubrany w samą koszulę, palił fajkę i czytał przy oknie. Aes Sedai dobrze o niego dbały. Stoły i krzesła były porządne jak wszędzie w Salidarze — nic wyszukanego, jednak dobrze zbite, chociaż znowuż nic do niczego nie pasowało — czerwono-złoty dywan zakrywał większą część podłogi tak czysto wyszorowanej, iż Nynaeve wątpiła, by to on sam zajmował się sprzątaniem.
Kiedy weszły do środka, odłożył książkę, z pozoru zupełnie nie dbając, iż wcześniej nie zapukały. Podniósł się leniwie, wystukał fajkę, wdział kaftan, a dopiero potem ukłonił się.
— Dobrze jest znowu was widzieć po tak długim czasie. Myślałem, że o mnie zapomniałyście. Czy wypijecie ze mną odrobinę wina? Aes Sedai mnie nie rozpieszczają, jednak to co mi serwują, nie jest wcale takie złe.
Propozycja wypicia wina byłaby już dostatecznym zaskoczeniem — Nynaeve ledwie udało się nie okazać zdziwienia — nawet gdyby miała jeszcze na nie ochotę. Przedtem myślała o Uno; fakt że ten również był mężczyzną wystarczał sam w sobie. Nie było potrzeby dodatkowego rozniecania gniewu myślami o Małej Wieży. Kiedy jednak już o niej pomyślała, jej gniew stosownie wzrósł. Nagle Prawdziwe Źródło było już w zasięgu ręki, niewidzialne ciepło tuż poza polem widzenia. Otworzyła się i przepełnił ją saidar; jeżeli to, co czuła wcześniej, można było określić jako euforię, to teraz opanowała ją ekstaza. Potrafiła się temu poddać, żeby Theodrin sczezła!
— Usiądź — poleciła mu chłodno. — Nie mam czasu na pogaduszki z tobą. Masz tylko odpowiadać na moje pytania.
Logain wzruszył ramionami i zastosował się do rozkazu, pokorny niczym szczenię. Nie, to jednak nie była pokora; w tym uśmiechu kryła się najczystsza obraza. Po części wynikała ona z uczuć, jakie żywił względem Aes Sedai, co do tego Nynaeve nie miała wątpliwości, po części jednak... Obserwował Elayne, która zasiadała właśnie na drugim krześle, układając suknię z wystudiowaną dbałością. Nawet gdyby Nynaeve nie widziała, na co tamten patrzy, to jako kobieta i tak by rozumiała. Nie chodziło o żadne uśmieszki, o żadne pożądliwe zerkanie, po prostu... Nynaeve nie wiedziała, o co, czuła tylko, że tamten podobne uczucia kieruje w jej stronę i nagle zaczęła bardzo wyraźnie uświadamiać sobie, że oto on jest mężczyzną, a ona kobietą. Być może spowodował to fakt, że był tak przystojny, miał takie szerokie ramiona, jednak przyzwyczajona była lepiej myśleć o samej sobie. Oczywiście, że nie o to chodziło.
Odkaszlnęła i oplotła go cienkimi włókienkami saidara — Powietrze i Woda, Ogień i Ziemia, Duch. Wszystkie żywioły Uzdrawiania, teraz jednak wykorzystane w postaci sondy. Pomogłoby, gdyby mogła położyć na nim swe dłonie, ale nie potrafiła się do tego zmusić. Wystarczająco nieprzyjemne było to, że musiała dotykać go strumieniami Mocy. Był zdrowy jak byk i niemalże równie silny, niczego mu nie brakowało... a jednak czuła jakąś lukę.
Nie była to w istocie żadna luka, raczej poczucie, że coś, co powinno być ciągłe, wcale takie nie jest, że to, co wydawało się gładkie i równe, naprawdę jest tylko obrzeżem nieobecności. Znała dobrze to wrażenie, od pierwszych dni, kiedy się nim zajmowała, kiedy jeszcze myślała, że czegoś się może nauczyć. Wciąż przyprawiało ją to o gęsią skórkę.
Logain spojrzał na nią z uwagą. Nawet nie zauważyła, kiedy przysunęła się bliżej. Jego twarz skrzepła w maskę bezczelnej pogardy — być może nie była Aes Sedai, ale kimś do nich bardzo zbliżonym.
— Jak ty potrafisz robić to wszystko naraz? — zapytała Elayne. — Nie jestem w stanie śledzić połowy twoich poczynań.
— Cicho — wymruczała Nynaeve. Skrywając wysiłek, jaki ją to kosztowało, ujęła szorstkim ruchem głowę Logaina w obie dłonie. Tak. Przy kontakcie fizycznym było znacznie lepiej. Wrażenia stawały się ostrzejsze.
Skierowała pełen strumień saidara w miejsce, gdzie powinna być luka — i była niemalże zaskoczona, gdy zrozumiała, że nic tam nie ma. Oczywiście, dalej nie spodziewała się, że się czegoś nauczy. W użytku czynionym z Mocy mężczyźni różnili się od kobiet w takim samym stopniu, jak różni byli od nich cieleśnie, być może nawet bardziej. Równie dobrze mogłaby badać kamień, spodziewając się nauczyć czegoś o rybie. Z trudem udawało jej się koncentrować na tym, co robi, wiedziała, że wykonuje tylko kolejne, wyuczone ruchy, że zwyczajnie zabija czas.
„Ciekawe, co powie Myrelle. Czy zatrzymała wiadomości od Egwene dla siebie?”
Ta pustka, tak niewielka, że mogłaby jej nie dostrzec, a jednocześnie na tyle szeroka, kiedy już wsunęła w nią swe sploty, na tyle rozległa, by wchłonąć je wszystkie.
„Gdybym tylko mogła porozmawiać z Egwene. Założę się, że kiedy się dowie, iż Wieża wysyła poselstwo do Randa, a te Aes Sedai siedzą tylko z założonymi rękami, pomoże mi przekonać Elayne, że tutaj już zrobiłyśmy wszystko, co było można”.
Rozległa pustka, nicość. A co z tym wrażeniem, jakie ją przepełniało, kiedy badała Siuan i Leane, z tym poczuciem, jakby coś zostało odcięte? Mężczyźni i kobiety mogli być różni, a jednak...
„Wystarczy, jeśli uda mi się z nią porozmawiać. Ona zrozumie, że dla Randa to tylko lepiej, jeśli nas tu nie będzie. Elayne jej posłucha; Elayne sądzi, że Egwene zna Randa lepiej niż ktokolwiek inny”. Jest. Coś odciętego. Tylko wrażenie, ale identyczne jak u Siuan i Leane.
„Tylko jak ją znaleźć? Żeby tak raz jeszcze zajrzała do naszych snów. Założę się, że potrafiłabym ją namówić, żeby się do nas przyłączyła. We trzy zrobiłybyśmy znacznie więcej dobrego dla Randa. Mogłybyśmy mu powiedzieć, czego dowiedziałyśmy się w Tel’aran’rhiod, powstrzymać przed zrobieniem jakiejś pomyłki podczas spotkań z Aes Sedai. Ona to zrozumie”.
Coś w związku z odcięciem... Jeżeli zostało uczynione za pomocą Ognia i Ducha, to...
Zrozumiała, co zrobiła, gdy zobaczyła, jak oczy Logaina leciutko się rozszerzają. Oddech uwiązł jej w gardle. Cofnęła się tak gwałtownie, że aż się potknęła o własną suknię.
— Nynaeve — powiedziała Elayne, prostując się na krześle — co się...?
W mgnieniu oka Nynaeve skierowała całą posiadaną moc saidara w zbudowaną naprędce tarczę.
— Idź i znajdź Sheriam — rzuciła pospiesznie. — Nikogo, tylko Sheriam. Powiedz jej... — Wciągnęła głęboki oddech, który wydawał się jej pierwszym od wielu godzin; jej serce cwałowało niczym stado koni. — Powiedz, że uzdrowiłam Logaina.
30
Uzdrowić ponownie
Coś naparło na tarczę, którą Nynaeve ustanowiła między Logainem a Prawdziwym Źródłem. Nacisk narastał, dopóki tarcza nie zaczęła się wyginać, splot zaś zadrżał, niemalże grożąc rozerwaniem. Pozwoliła, by przepływał przez nią saidar, słodycz sięgała aż do granic bólu, każdy przeniesiony strumyczek Mocy wplatał się kolejną niteczką Ducha w tarczę.