Выбрать главу

— Ruszaj się, Elayne! — W ogóle jej nie obeszło, że ten okrzyk brzmiał jak pisk.

Elayne, oby ją Światłość oświeciła, nie marnowała czasu na zadawanie głupich pytań. Poderwała się z krzesła i pobiegła.

Logainowi nie drgnął nawet jeden mięsień. Nie odrywał wzroku od Nynaeve; jego oczy zdawały się jarzyć blaskiem. Światłości, ależ był potężnie zbudowany. Próbowała wymacać dłonią nóż, który nosiła przy pasie, po chwili zrozumiała bezsens swego zachowania — przypuszczalnie byłby go w stanie jej odebrać bez najmniejszego wysiłku; jego barki zdały się nagle tak szerokie jak ona wysoka — i wtedy przeznaczyła część splotu Powietrza na to, żeby przywiązać go do krzesła, za nogi, za ręce. Wciąż przecież tak samo potężny, jednak nagle zdał się jej bardziej normalny, możliwy do opanowania. Jednak w tym momencie dotarło do niej, że zluzowała część mocy tarczy. A nie potrafiła przenieść nawet odrobiny więcej... Czysta radość życia, jaką dawał saidar, była tak silna, że niemalże chciało jej się płakać. Uśmiechnął się do niej.

Jeden ze Strażników, ciemnowłosy mężczyzna z wyrazistym nosem i białą blizną przecinającą szczupłą szczękę wsadził głowę przez drzwi.

— Czy coś się stało? Ta druga Przyjęta wybiegła stąd, jakby usiadła na kępie pokrzyw.

— Wszystko jest całkowicie pod kontrolą — poinformowała go chłodno. Tak chłodno jak tylko było ją stać. Nikt nie może wiedzieć... nikt!... póki nie będzie miała szansy porozmawiać z Sheriam, szansy przeciągnąć ją na swoją stronę. — Elayne po prostu uświadomiła sobie, że o czymś zapomniała. — Zabrzmiało to zupełnie idiotycznie. — Możesz odejść. Jestem zajęta.

Tervail — tak miał na imię, Tervail Dura, związany z Beonin; a jakież, na Światłość, mogło to mieć znaczenie? Tervail obdarzył ją krzywym uśmiechem oraz szyderczym ukłonem, a potem wycofał się na zewnątrz. Strażnicy rzadko pozwalali Przyjętym zabawiać się w Aes Sedai.

Powstrzymywanie się przed ciągłym oblizywaniem warg kosztowało ją niemało wysiłku. Wpatrywała się w Logaina. Na zewnątrz pozostawał całkowicie opanowany, jakby nic się nie zmieniło.

— Nie ma potrzeby tego robić, Nynaeve. Czy sądzisz, że zdecyduję się zaatakować wioskę, w której są setki Aes Sedai? Rozedrą mnie na strzępy, zanim zdołam zrobić dwa kroki.

— Cicho bądź — odrzekła mechanicznie. Macając dłonią za plecami, znalazła krzesło i usiadła na nim, nawet na chwilę nie odrywając odeń wzroku. Światłości, co też zatrzymuje Sheriam? Sheriam powinna zrozumieć, że to był przypadek. Musi zrozumieć! Gniew, który ją przepełniał, stanowił jedyną rzecz, która jeszcze pozwalała jej przenosić. Jak mogła być tak nieostrożna, zachować się jak zupełna idiotka?

— Nie bój się — powiedział Logain. — Teraz nic im nie zrobię. One są częścią moich planów, niezależnie od tego, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie. Czerwone Ajah są skończone. Za rok nie będzie żadnej Aes Sedai, która odważyłaby się przywdziać Czerwień.

— Powiedziałam, że masz być cicho! — warknęła. — Myślisz, że ci uwierzę, iż to tylko Czerwonych nienawidzisz?

— Wiesz, raz widziałem człowieka, który spowoduje znacznie więcej kłopotów, niźli mnie się kiedykolwiek udało. Może był to Smok Odrodzony, nie mam pojęcia. To było wtedy, kiedy wiozły mnie przez Caemlyn, zaraz po pojmaniu. Znajdował się daleko, ale widziałem... poświatę, i zrozumiałem, że to on wstrząśnie światem. Byłem zamknięty w klatce, a mimo to nie mogłem powstrzymać śmiechu.

Oddzieliła niewielką porcję Powietrza od krępujących go więzów i zakneblowała mu usta. Ze złości aż zmrużył oczy, jednak prawie natychmiast się opanował, ona za to nie dbała o nic. Teraz miała go pod kontrolą. W końcu... Nawet nie próbował się wyrywać, być może dlatego, że od początku wiedział, iż ona ma zamiar tylko go spętać. Zapewne tak właśnie było. Ale ile wysiłku włożył tak naprawdę w próbę przedarcia się przez tarczę? Tamto pierwsze pchnięcie — było ani szczególnie powolne, z rozmysłem podjęte, z drugiej strony wcale też nie jakieś raptowne. Jakby mężczyzna napinał mięśnie od dawna nie używane, jakby przykładał dłoń nie tyle z zamiarem przesunięcia przedmiotu, ile po to, by poczuć swą powracającą siłę. Ta myśl sprawiła, że jej żołądek zamienił się w bryłę lodu.

Ku jej jeszcze większemu rozdrażnieniu, wyraźnie rozbawiony Logain zmrużył oczy, jakby dokładnie znał myśli przelatujące jej przez głowę. Siedział tam z głupawo rozwartymi ustami, związany i oddzielony tarczą, a jednak to on zachowywał całkowity spokój. Jak mogła być taką idiotką? Jeśli jednak jej blokada załamie się w tej chwili, teraz, to widocznie nie została stworzona po to, by zostać Aes Sedai. Widocznie jest zbyt słaba, żeby puszczano ją samodzielnie. Birgitte powinna pilnować, by przypadkiem nie upadła twarzą w kurz podczas zwykłego przechodzenia przez ulicę.

Nie robiła tego z rozmysłem, ale to dzięki tym skargom na samą siebie udawało jej się podsycać własny gniew, do czasu aż drzwi rozwarły się z łomotem. To nie była Elayne.

Do środka, za Romandą, weszła Sheriam, potem Myrelle, Morvrin i Takima, za nimi Lelaine i Janya, Delana i Bharatine, Beonin, a potem następne, aż wreszcie zapełniły całą izbę. Przez otwarte drzwi, których z powodu panującego ścisku nie było jak zamknąć, Nynaeve mogła dostrzec pozostałe, które stały na zewnątrz. Te, które weszły do komnaty, patrzyły teraz na nią i na jej splot, z taką uwagą, że nie wytrzymała i z wysiłkiem przełknęła ślinę... a wtedy cały jej gniew rozwiał się niczym mgła. A wraz z nim, oczywiście, i tarcza, i więzy krępujące Logaina.

Zanim Nynaeve zdążyła poprosić którąś, aby ponownie oddzieliła go od Źródła, wprost przed nią stanęła Nisao. Mimo iż taka niska, w tym momencie przytłoczyła ją.

— Natychmiast mi wytłumacz, co znaczą te bzdury, że niby go Uzdrowiłaś?

— Powiedziała coś takiego? — Logainowi naprawdę udało się odegrać całkowite zaskoczenie.

Varilin niemalże następowała Nisao na pięty. Szczupła, rudowłosa Szara była wyższa od swej siostry, niemal równie wysoka jak Logain.

— Obawiałam się tego od chwili, gdy wszyscy zaczęli chwalić ją za jej odkrycia. Kiedy odkrycia skończyły się, pochwały przestały płynąć, ona zaś musiała wymyślić coś, żeby je znowu usłyszeć.

— To przez to, że jej pozwalano marnować czas nad Siuan i Leane — oświadczyła surowym tonem Romanda. — Oraz nad tym człowiekiem. Powinno się jej powiedzieć, że są przypadki, których nie da się Uzdrowić, i niech się to wszystko nareszcie skończy!

— Kiedy mi się naprawdę udało! — zaprotestowała Nynaeve. — Dokonałam tego! Błagam, oddzielcie go tarczą. Błagam, musicie to zrobić! — Stojące przed nią Aes Sedai odwróciły się, żeby spojrzeć na Logaina, rozstępując się przy tym, dzięki czemu ona również mogła go widzieć. Na wszystkie spojrzenia odpowiadał zupełnie beznamiętną miną. Nawet wzruszył ramionami!

— Myślę, że możemy jednak oddzielić go tarczą, przynajmniej póki nie uzyskamy ostatecznej pewności — zaproponowała Sheriam. Romanda pokiwała głową i natychmiast pojawiła się tarcza, tak silna, że byłaby w stanie powstrzymać giganta, a równocześnie poświata saidara otoczyła niemalże wszystkie kobiety znajdujące się w izbie. Romanda zaraz zaprowadziła trochę po rządku, szybko wywołując z imienia sześć kobiet, które miały podtrzymywać mniejszą, ale wciąż wystarczająco silną tarczę.