Dłoń Myrelle zacisnęła się na ramieniu Nynaeve.
— Wybacz nam, Romanda. Chciałybyśmy porozmawiać z Nynaeve na osobności.
Ręka Sheriam zacisnęła się na drugim ramieniu.
— Najlepiej nie odkładać tego na później.
Romanda z roztargnieniem skinęła głową. Spod zmarszczonych brwi patrzyła na Logaina. Podobnie jak większość Aes Sedai, nie miała zamiaru odchodzić.
Sheriam i Myrelle podniosły niemalże Nynaeve i popchnęły w kierunku drzwi.
— Co wy robicie?- dopytywała się bez tchu. — Dokąd mnie zabieracie? — Na zewnątrz musiały torować sobie drogę przez tłum Aes Sedai, wśród których wiele patrzyło na nią karcąco, spojrzenia niektórych zaś miały wyraźnie oskarżycielski charakter. Wpadły wreszcie prosto na Elayne, która uśmiechnęła się przepraszająco. Kiedy dwie Aes Sedai wlokły ją za sobą, tak szybko, że aż się potykała, Nynaeve cały czas zerkała przez ramię za siebie. Oczywiście nie spodziewała się pomocy ze strony Elayne, ale mógł to być ostatni raz, kiedy ją widziała. Beonin powiedziała coś do Elayne i ta natychmiast puściła się biegiem przez tłum. — Co macie zamiar mi zrobić? — wyjęczała Nynaeve.
— Możemy sprawić, że będziesz szorowała garnki przez resztę swego życia na tym świecie — oznajmiła Sheriam tonem stosownym dla zwykłej towarzyskiej rozmowy.
Myrelle przytaknęła.
— Możesz przez cały dzień pracować w kuchni.
— Albo możemy każdego dnia urządzać ci chłostę.
— Zedrzeć pasami skórę.
— Zamknąć cię w baryłce i karmić przez otwór na szpunt.
— Ale tylko jakąś papką. Zeschniętą papką.
Nynaeve poczuła, jak uginają się pod nią kolana.
— To był przypadek! Przysięgam! Nie chciałam tego zrobić!
Sheriam potrząsnęła nią mocno, odrobinę nawet nie zwalniając kroku.
— Nie bądź głupia, dziecko. Być może udało ci się dokonać niemożliwego.
— Wierzycie mi? Wierzycie mi! Dlaczego nic nie powiedziałyście, kiedy Nisao i Varilin, i... Dlaczego nic nie powiedziałyście?
— Powiedziałam „może”, dziecko. — Głos Sheriam brzmiał przygnębiająco obojętnie.
— Inna możliwość — dodała Myrelle — jest taka, że twój umysł doznał przeciążenia od ciągłego napięcia. — Jej oczy mierzyły Nynaeve spod ciężkich powiek. — Byłabyś zaskoczona, wiedząc, jak wiele jest Przyjętych, a nawet nowicjuszek, które utrzymują, że odkryły jakiś zapomniany Talent, albo wynalazły nowy. Kiedy ja byłam nowicjuszką, pewna Przyjęta o imieniu Echiko była tak przekonana, że potrafi latać, iż skoczyła ze szczytu Wieży.
Czując beznadziejny zamęt w głowie, Nynaeve popatrywała to na jedną kobietę, to na drugą. Wierzą jej czy nie? Czy naprawdę myślą, że przewróciło jej się w głowie?
„Co, na Światłość, one zamierzają ze mną zrobić?”
Próbowała znaleźć jakieś słowa, które by je przekonały — nie kłamała, nie zwariowała, naprawdę Uzdrowiła Logaina — ale poruszała tylko bezdźwięcznie ustami, kiedy tak gnały razem do Małej Wieży.
Dopiero gdy weszły do pomieszczenia, które kiedyś stanowiło prywatny gabinet, długiego pokoju, w którym stał pod ścianą wąski stół z przystawionymi krzesłami, Nynaeve zdała sobie sprawę, że podąża za nimi niewielki orszak. Kilkanaście Aes Sedai szło, następując im na pięty, Nisao, z ramionami ściśle zaplecionymi na piersiach, Dagdara, wystawiająca podbródek tak, jakby przy jego pomocy zamierzała sforsować ścianę, Shanelle i Therva, i... Same Żółte Ajah, oprócz Sheriam i Myrelle. Widok tego stołu w niewielkim pomieszczeniu kojarzył się z salą sądu, szereg ponurych twarzy przywodził na myśl proces. Nynaeve z trudem przełknęła ślinę.
Sheriam i Myrelle kazały jej stać, same zaś podeszły do stołu, gdzie krótko się naradzały, zwrócone do niej plecami. Kiedy się odwróciły, wyraz ich twarzy dalej pozostawał zagadką.
— Utrzymujesz więc, że Uzdrowiłaś Logaina. — W głosie Sheriam zabrzmiała nutka pogardy. — Utrzymujesz, że Uzdrowiłaś poskromionego mężczyznę.
— Musicie mi uwierzyć — zaprotestowała Nynaeve. — Powiedziałyście, że wierzycie. — Podskoczyła, kiedy coś niewidzialnego smagnęło ją mocno po biodrach.
— Nie zapominaj się, Przyjęta — zimno napomniała ją Sheriam. — Czy podtrzymujesz swe zdanie?
Nynaeve zapatrzyła się na nią. Jeżeli ktoś tu oszalał, to chyba Sheriam, bo tak bezustannie zmieniała front. A jednak zdobyła się na pełne szacunku:
— Tak, Aes Sedai. — Parsknięcie Dagdary zabrzmiało niczym odgłos dartego płótna.
Sheriam gestem nakazała się uciszyć szemrającym coś bez przerwy Żółtym.
— I powiadasz, żeś dokonała tego przez przypadek. Jeżeli tak ma się sprawa, to przypuszczam, iż nie ma możliwości, abyś dowiodła prawdziwości swych słów, dokonując ponownego Uzdrowienia?
— A niby jak miałaby to zrobić? — zapytała Myrelle, która wyglądała na rozbawioną. Rozbawioną! — Jeżeli przez ślepy traf odgadła właściwe rozwiązanie, jak mogłaby to teraz powtórzyć? Ale nawet to nie ma znaczenia, jeśli naprawdę choćby jeden raz udało jej się tego dokonać.
— Odpowiedz mi! — warknęła Sheriam i niewidzialna witka uderzyła ją powtórnie. Tym razem Nynaeve udało się nie podskoczyć. — Czy jest jakaś szansa, że pamiętasz choćby najmniejszą część tego, co zrobiłaś?
— Pamiętam, Aes Sedai — powiedziała ponuro, gotując się na następny cios. Nie doczekała się, ale teraz już była w stanie dostrzec otaczającą Sheriam poświatę saidara. W tym lśnieniu zdawała się tkwić groźba.
Przy drzwiach nastąpiło nieznaczne poruszenie, Carlinya i Beonin przepchnęły się przez szereg Żółtych sióstr, jedna popychała przed sobą Siuan, druga zaś Leane.
— Nie chciały przyjść — powiedziała Beonin tonem pełnym irytacji. — Dacie wiarę? Próbowały nam wmówić, iż są zajęte. — Twarz Leane była zupełnie pozbawiona wyrazu jak u wszystkich Aes Sedai, za to Siuan rzucała ponure, wściekłe spojrzenia na wszystkie, w szczególności zaś na Nynaeve.
W końcu Nynaeve zrozumiała. W końcu wszystko złożyło się w jedną całość. Obecność Żółtych sióstr. Sheriam i Myrelle, które raz jej wierzyły, później zaś zarzucały jej kłamstwo, groziły jej, warczały na nią. Wszystko to było zupełnie zainscenizowane, by wywołać w niej wściekłość, dzięki której byłaby w stanie zademonstrować swe talenty Uzdrawiania na Siuan i Leane, a tym samym dowieść swych umiejętności w obecności Żółtych. Nie, nie tak. Wnioskując z wyrazu ich twarzy, przyszły tutaj, aby obserwować jej porażkę, nie zaś triumf. Nawet nie próbowała skrywać ostrego szarpnięcia, jakie zaaplikowała swemu warkoczowi. W rzeczy samej zrobiła to nawet dwukrotnie, na wypadek, gdyby któraś nie dostrzegła tego za pierwszym razem. Miała ochotę bić je po twarzach. Pragnęła zadać im jakąś taką miksturę z ziół, od której samego zapachu usiadłyby wszystkie na posadzce i załkały jak dzieci. Miała ochotę szarpać je za włosy, a potem dusić je nimi, aż...
— Czy ja muszę znosić te bzdury? — jęknęła Siuan. — Mam ważną pracę do wykonania, ale nawet gdyby chodziło tylko o oprawianie ryb, byłoby to bardziej wa...
— Och, zamknij się — gniewnie wtrąciła Nynaeve. Jeden krok i już ujęła głowę Siuan oburącz, jakby miała zamiar skręcić tamtej kark. Uwierzyła w te idiotyczne groźby, nawet w baryłkę! Manipulowały nią niczym kukiełką!
Wypełnił ją saidar, a potem przeniosła tak, jak to wcześniej zrobiła w przypadku Logaina, łącząc wszystkie Pięć Mocy. Tym razem wiedziała już, czego szuka — tego prawie nie istniejącego wrażenia, że coś zostało odcięte. Duch i Ogień, żeby zacerować rozdarcie i...