— Obawiam się, że na to jest za późno — żałośnie odrzekła Elayne. — Wieść już się rozniosła.
Larissa Lyndel i Zenare Ghodar runęły na Nynaeve z dwu przeciwnych stron niczym jastrzębie. Larissa była kościstą kobietą o tak zwyczajnych rysach twarzy, że ich pospolitość niemalże przyćmiewała ten charakterystyczny dla Aes Sedai brak śladów upływu lat; Zenare była pulchna i do tego tak wyniosła, że starczyłoby dla dwu królowych. Na twarzach obu zastygł wyraz chciwego oczekiwania. Obie należały do Żółtych Ajah, choć żadnej nie było w gospodzie, gdy Nynaeve Uzdrowiła Siuan i Leane.
— Chcę, żebyś dokładnie pokazała mi wszystko, krok po kroku — powiedziała Larissa, łapiąc ją pod ramię.
— Nynaeve — mówiła Zenare, chwytając drugie ramię założę się, że odkryję setkę rzeczy, o których nawet nie pomyślałaś, kiedy dostatecznie wiele razy powtórzysz swój splot.
Salita Toranes, Tairenianka niemalże równie smagła jak kobiety Ludu Morza, wyrosła jakby spod ziemi.
— Jak widzę, inne były szybsze. Cóż, niech sczeźnie ma dusza, jeśli będę czekała w kolejce.
— Ja byłam pierwsza, Salita — zdecydowanie stwierdziła Zenare. I wzmocniła swój uchwyt.
— To ja byłam pierwsza — oznajmiła Larissa, zaciskając mocniej palce.
Nynaeve rzuciła Elayne spojrzenie pełne najczystszego przerażenia, a w zamian otrzymała jedynie grymas współczucia i wzruszenie ramion. To właśnie miała na myśli Elayne, mówiąc, że jest za późno. Po tym wszystkim nie będzie miała dla siebie ani jednej wolnej chwili.
— ...rozzłoszczona? — pytała Zenare. — Od razu mogę wymienić pięćdziesiąt sposobów, dzięki którym zrobisz się tak rozzłoszczona, że będziesz miała ochotę gryźć kamienie.
— Ja potrafię wymyśleć sto — powiedziała Larissa. — Zamierzam rozbić jej blokadę, nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu.
Magla Daronos przepchnęła się przez zgromadzoną wokół Nynaeve grupkę; nie sprawiło jej to szczególnego kłopotu, gdyż była potężnej postury. Wyglądała tak, jakby właśnie przed chwilą odłożyła na bok miecz albo młot kowalski.
— Rozbijesz ją, Larissa? Ha! A mi tu na miejscu przychodzi do głowy kilka sposobów, jak tę blokadę z niej wyrwać.
Nynaeve miała ochotę krzyczeć.
Siuan ledwie potrafiła się powstrzymać przed ciągłym obejmowaniem saidara, a potem trzymaniem go w uścisku, ale doszła do wniosku, że jeżeli to uczyni, to zaraz rozpłacze się ponownie. A z tego jej nic nie przyjdzie. Poza tym zachowywała się jak jakaś głupia nowicjuszka, robiąc z siebie widowisko na oczach tych wszystkich kobiet tłoczących się wokół niej w poczekalni. Wszelkie wyrazy zdumienia i zadowolenia, cieplejsze pozdrowienia, jakby przez wiele lat przebywała gdzieś w dalekich stronach, spływały niczym balsam na jej duszę; w szczególności sprawiały jej radość wszystkie oznaki żywszych emocji ze strony tych, z którymi się przyjaźniła, zanim została Amyrlin, zanim brak czasu i nawał obowiązków spowodowały ochłodzenie wzajemnych stosunków. Lelaine i Delana objęły ją ramionami, czego nie czyniły od wielu już lat. Tylko z Moiraine była bliżej, tylko z nią, prócz Leane, udawało jej się pozostać blisko, ale w tym przypadku to właśnie obowiązek je do siebie zbliżał.
— Jak to dobrze, że znowu jesteś z nami — śmiała się Lelaine.
— Naprawdę dobrze — szepnęła serdecznym tonem Delana.
Siuan śmiała się i jednocześnie musiała ocierać łzy z policzków. Światłości, co się z nią działo? Nawet jako dziecko nie płakała z taką łatwością!
Może to tylko z radości, że odzyskała saidara, że otaczało ją tyle życzliwości. Światłości, to wszystko mogłoby każdego wyprowadzić z równowagi. Dotąd nawet nie ośmieliła się marzyć, że nadejdzie kiedyś taki dzień, a teraz, kiedy tak się stało, zapomniała o wszystkich pretensjach, jakie mogła żywić do tych kobiet, o tym chłodnym dystansie, jaki do tej pory zachowywały względem niej, o tym, jak przywoływały ją do porządku. Linia podziału między Aes Sedai a tymi, które Aes Sedai nie były, została wykreślona jasno — sama przedtem, zanim została ujarzmiona, kładła na to nacisk, było również oczywiste, iż tak będzie dalej — ona zaś wiedziała, jak, dla ich własnego dobra oraz dla dobra tych, które mogły przenosić, należy postępować z ujarzmionymi kobietami. I tak też postąpiono z nią samą. Jakie to dziwne, że tak już nigdy nie będzie.
Kątem oka dostrzegła Garetha Bryne, który właśnie wbiegał po schodach.
— Przepraszam was na chwilę — powiedziała i pospieszyła za nim.
Starała się iść szybko, ale przez całą drogę do schodów musiała przystawać co dwa kroki, aby odbierać kolejne gratulacje; dogoniła go dopiero na drugim piętrze. Podbiegła i stanęła mu na drodze. Jego prawie już całkiem siwe włosy zmierzwił wiatr, kwadratową twarz i znoszony kaftan o bufiastych rękawach pokrywał kurz. Wyglądał niewzruszenie niczym kamień.
Uniósł do góry zwój dokumentów, powiedział:
— Muszę to natychmiast dostarczyć, Siuan — i próbował ją wyminąć.
Rękoma zagrodziła mu drogę.
— Zostałam Uzdrowiona. Mogę znowu przenosić. Pokiwał głową; zwyczajnie tylko pokiwał głową!
— Słyszałem, jak o tym mówiono. Przypuszczam, że to znaczy, iż odtąd będziesz wykorzystywała Moc do prania moich koszul. Być może teraz wreszcie będą czyste. Bo już żałowałem, że tak się łatwo zgodziłem na wyjazd Min.
Patrzyła na niego wytrzeszczonymi oczyma. Ten człowiek nie był głupcem. Dlaczego udawał, że nie rozumie?
— Znowu jestem Aes Sedai. Czy naprawdę oczekujesz, że Aes Sedai będzie się zajmowała praniem twoich rzeczy?
I tylko po to, aby dodać powagi swoim słowom, ujęła saidara — ta utracona, a teraz odzyskana słodycz była tak cudowna, że aż przeszył ją dreszcz — owinęła go strumieniami Powietrza i podniosła do góry. To znaczy próbowała go podnieść. Trochę ogłupiała, zaczerpnęła więcej, spróbowała mocniej, póki słodycz nie wpiła się w nią jakby tysiącem igiełek. Jego buty nawet się nie oderwały od podłogi.
To było niemożliwe. Prawda, tak prosta czynność jak podnoszenie do góry jakiegoś przedmiotu należała do najtrudniejszych, gdy się ją wykonywało z użyciem Mocy, ale niegdyś była w stanie podnieść coś, co trzykrotnie przekraczało jej ciężar.
— Czy w ten sposób chcesz wywrzeć na mnie wrażenie spokojnie zapytał Bryne. — Czy też mnie przestraszyć? Sheriam i jej przyjaciółki dały mi słowo, Komnata złożyła swoje obietnice, a co ważniejsze, ty również, Siuan, coś mi przyrzekłaś. Nie pozwoliłbym ci odejść ode mnie, nawet gdybyś znowu została Amyrlin. Teraz cofnij to, co przed chwilą zrobiłaś, bowiem w przeciwnym razie, kiedy już się uwolnię, przełożę cię przez kolano i dam ci parę klapsów za twoje dziecinne zachowanie. Bardzo rzadko zachowujesz się jak dziecko, ale nie powinnaś sądzić, że teraz ci na to pozwolę.
Zupełnie oszołomiona, uwolniła Źródło. Nie dlatego, że jej groził — byłby gotów spełnić tę obietnicę, robił to już wcześniej, choć nie za takie głupstwo — ale dlatego, że przeżyła prawdziwy wstrząs, nie mogąc go podnieść. W oczach wezbrało jej tyle łez, że lada chwila mogły wytrysnąć niczym fontanna, ale miała nadzieję, że uwolnienie saidara powstrzyma ich napływ. Kilka jednak zdążyło potoczyć się po policzkach, niezależnie od tego, jak mocno mrugała.
Gareth już trzymał jej twarz w swoich dłoniach, zanim w ogóle zdała sobie sprawę, że ruszył się z miejsca.
— Światłości, kobieto, nie mów mi, że cię przestraszyłem. A ja już myślałem, że ciebie nie przerazi nawet groźba wrzucenia do studni pełnej panter.