— Siuan i ja pomyślałyśmy, że możesz być głodna, Nynaeve. Słyszałam, że Żółte dosyć bezwzględnie cię wykorzystywały.
Elayne nie wiedziała, czy powinna wstać z łóżka, czy może leżeć. To były tylko Siuan i Leane, lecz równocześnie przecież ponownie stały się Aes Sedai. W końcu uznała, że jednak to drugie ma teraz większe znaczenie. A one tymczasem rozwiązały jej problem, zwyczajnie siadając. Siuan w nogach łóżka Elayne, Leane na posłaniu Nynaeve. Nynaeve spojrzała na nie podejrzliwie, zanim sama też usiadła, opierając się plecami o ścianę i stawiając sobie tacę na kolanach.
— Słyszałam plotki na temat mowy, którą wygłosiłaś przed Komnatą, Siuan — ostrożnie zaczęła Elayne. — Czy powinnyśmy się skłonić?
— Pytasz o to, czy jesteśmy znowu Aes Sedai, dziecko? Jesteśmy. Kłóciły się w tej sprawie niczym żony rybaków w niedzielę, ale w końcu tyle nam chociaż przyznały. — Siuan wymieniła spojrzenia z Leane i jej policzki lekko pokraśniały. Elayne podejrzewała, że nigdy się nie dowie, na co właściwie tamte się zgodziły.
— Myrelle okazała się na tyle uprzejma, aby mnie potem znaleźć i powiedzieć mi o wszystkim — powiedziała Leane po krótkiej chwili ciszy. — Sądzę, że mam ochotę wybrać Zielone.
Nynaeve zakrztusiła się kolejnym kęsem.
— Co chcesz przez to powiedzieć? Czy to znaczy, że można zmienić Ajah?
— Nie, ty byś nie mogła — poinformowała ją Siuan. — Ale Komnata uradziła, że chociaż obecnie jesteśmy Aes Sedai, to przez jakiś czas nimi nie byłyśmy. A ponieważ one upierały się, że ta bzdura jest całkowicie legalna, wszystkie nasze związki, zobowiązania i tytuły zostały wyrzucone za burtę. — Jej głos brzmiał tak zgrzytliwie, jakby cięła nim drewno. — Jutro zapytam Błękitne, czy zechcą mnie z powrotem. Nigdy jeszcze nie słyszałam, by Ajah kogoś odrzuciły... od momentu, kiedy wynoszą cię do godności Przyjętej, jesteś już kierowana ku właściwym Ajah, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie... ale biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy, nie zdziwiłabym się, gdyby mi zatrzasnęły drzwi przed nosem.
— A jaki jest obecny stan rzeczy? — zapytała Elayne. O coś innego tutaj chodziło. Siuan oszukiwała, przymuszała, wykręcała ci ramię; nie przynosiła zupy, nie siadała na łóżku i nie plotkowała jak z przyjaciółką. — Sądziłam, że wszystko zmierza ku dobremu, przynajmniej na tyle, na ile można się spodziewać. — Nynaeve obdarzyła ją spojrzeniem, które w jakiś sposób było jednocześnie pełne niedowierzania i nieprzytomne. Cóż, Nynaeve powinna wiedzieć, co tamta ma na myśli.
Siuan odwróciła się, żeby móc na nią spojrzeć, ale Nynaeve nie spuściła oczu.
— Przechodziłam obok domu Logaina. Sześć sióstr wciąż utrzymuje jego tarczę, taką samą, jaką zastosowano wówczas, kiedy go pojmano. Próbował się uwolnić, kiedy zrozumiał, iż wiedzą, że został Uzdrowiony, one zaś później powiedziały, że gdyby tarczę podtrzymywało jedynie pięć, to mogłoby mu się udać. A więc jest równie silny jak przedtem, albo prawie tak silny. Ze mną jest inaczej. Podobnie z Siuan. Chciałabym, żebyś spróbowała jeszcze raz, Nynaeve.
— Wiedziałam! — Nynaeve rzuciła łyżkę na tacę. — Wiedziałam, że coś się za tym kryje! Cóż, teraz jestem zbyt zmęczona, żeby przenosić, ale nawet gdybym nie była, niczego by to nie zmieniło. Nie można Uzdrowić tego, co zostało Uzdrowione. Wynoście się stąd i zabierzcie waszą wstrętną zupę ze sobą! — Wstrętnej zupy została już nie więcej jak połowa, a miska nie była mała.
— Wiedziałam, że nic z tego! — odwarknęła Siuan. — Tego ranka wiedziałam, że ujarzmienia nie można Uzdrowić!
— Chwileczkę, Siuan — powiedziała Leane. — Nynaeve, czy zdajesz sobie sprawę, czym ryzykujemy, przychodząc tutaj razem? To nie jest jakaś boczna uliczka czy alejka w ogrodzie, gdzie twoja przyjaciółka stoi na straży z łukiem gotowym do strzału; w tym domu pełno jest kobiet z oczyma, które widzą, i językami, które gotowe są o wszystkim donieść. Jeżeli wyjdzie na jaw, że Siuan i ja wciągałyśmy wszystkich do naszej gry... i to od równych dziesięciu lat... cóż, dość powiedzieć, że Aes Sedai też można karać, a więc my dwie najpewniej skończymy na jakiejś farmie i będziemy plewić kapustę, dopóki nie posiwieją nam głowy. Przyszłyśmy tutaj do ciebie, mając na względzie to, co dla nas zrobiłaś, aby na nowo ułożyć wzajemne stosunki.
— Dlaczego nie poszłyście do jednej z Żółtych? — zapytała Elayne. — Większość z nich musi teraz wiedzieć równie dużo jak Nynaeve. — Nynaeve spoglądała na nie urażona znad łyżki z zupą. Wstrętną?
Siuan i Leane wymieniły spojrzenia. Po chwili Siuan przyznała z niechęcią:
— Gdybyśmy poszły do którejś z sióstr, wszystkie by się dowiedziały, wcześniej czy później. Gdyby jednak Nynaeve udało się tego dokonać, to być może te, którym chciało się dzisiaj o nas radzić, doszłyby do wniosku, że się pomyliły. Oficjalnie przyjmuje się, że wszystkie siostry są równe, dlatego więc tytuł Amyrlin może otrzymać nawet taka, która potrafi przenieść tylko tyle, ile trzeba do przywdziania szala, ale tak naprawdę przy wyborze Amyrlin i przywódczyń Ajah obyczaj każe ustąpić ci miejsca tej, która jest od ciebie silniejsza.
— Nie rozumiem — odparła Elayne. Z takich wypowiedzi mogła się naprawdę sporo nauczyć; hierarchia miała w jej oczach sens, ale przypuszczała, że była to jedna z tych rzeczy, o których niczego nie dane będzie jej się dowiedzieć na pewno, póki nie zostanie pełną Aes Sedai. W taki czy inny sposób zdołała zgromadzić już dość wskazówek, aby podejrzewać, iż prawdziwa edukacja zaczyna się dopiero od momentu przywdzianiem szala. Gdyby Nynaeve zdołała cię ponownie Uzdrowić, wówczas byłabyś silniejsza.
Leane pokręciła głową.
— Nikt nigdy przedtem nie został Uzdrowiony z Ujarzmienia. Być może inne będą postrzegały to tak jak, powiedzmy, bycie dzikuską. A to z kolei stawia cię na pozycji jeszcze niższej niźli ta, jaką daje ci twoja siła. Ale może będzie się liczył fakt, że się było słabszą. Skoro Nynaeve nie udało się Uzdrowić nas w pełni za pierwszym razem, to być może zwróci nam jedynie dwie trzecie uprzedniej siły, albo tylko połowę. Nawet to byłoby lepsze od tego, czym dysponujemy teraz, ale wciąż większość z tu zgromadzonych byłaby równie silna, a wiele wręcz silniejszych.
Elayne patrzyła na nią, jeszcze bardziej zbita z tropu niż poprzednio. Nynaeve miała taką minę, jakby właśnie otrzymała cios między oczy.
— Liczy się tutaj wszystko — zaczęła wyjaśniać Siuan. Kto uczył się szybciej, kto był krócej nowicjuszką i Przyjętą. Istnieją tu wszelkie odcienie gradacji. Nie da się precyzyjnie określić czyjejś siły. Dwie kobiety mogą się wydawać równie silne; być może są, może nie są, ale jedynym sposobem na uzyskanie takiej pewności byłby pojedynek, a my, Światłości niech będą dzięki, do tego się nie zniżamy. Jeśli Nynaeve nie zwróci nam pełnej siły, narażamy się na ryzyko uzyskania stosunkowo niskiej pozycji.
Leane podjęła temat.
— Hierarchia rzekomo nie kieruje niczym prócz codziennego życia, a jednak tak nie jest. Rada udzielona przez którąś z zajmujących wyższą pozycję liczy się bardziej niźli rada kogoś stojącego niżej. Nie miało to znaczenia w momencie, gdy zostałyśmy Ujarzmione. Wówczas nie miałyśmy żadnej pozycji. To, co powiedziałyśmy, było oceniane wyłącznie ze względu na wartość merytoryczną. Teraz będzie inaczej.
— Rozumiem — powiedziała słabo Elayne. Nic dziwnego, że ludzie powiadali, iż to Aes Sedai wymyśliły Grę Domów! Przy tych subtelnościach Daes Dae’mar wydawała się doprawdy prosta.