— Siuan, na razie mogę zrobić tylko tyle. Romanda będzie bardziej niż zadowolona, mogąc zarekwirować te ter’angreale snu do dyspozycji Komnaty. Nie dysponuje dostateczną liczbą głosów Zasiadających, by przeprowadzić taką uchwałę, jeśli jednak Sheriam uzna, że jest inaczej, jeśli Sheriam zorientuje się, że wykorzystujesz swój wpływ na Lelaine i na mnie, aby do tego nie dopuścić, wówczas nie będzie w stanie ci odmówić. Wiem, że Lelaine się zgodzi. Ale z kolei nie rozumiem, dlaczego właściwie chcesz się spotkać z tymi kobietami Aielów. Romanda uśmiecha się niczym kot w spiżarni, obserwując jak Sheriam, cała wściekła, chodzi jak lew w klatce po każdym z tych spotkań. Biorąc pod uwagę twój temperament, zapewne skończy się na tym, że wybuchniesz złością. — Jak to się wszystko zmieniło. Kiedyś nawet by jej nie przyszło do głowy, że mogłaby wypowiedzieć jakąś uwagę na temat usposobienia tamtej; teraz potrafiła mówić o tym, nawet się nie zastanawiając.
Zachmurzone oblicze Siuan rozjaśniło się nagle.
— Miałam nadzieję, że zrobisz coś takiego. Porozmawiam z Lelaine. I z Janyą; sądzę, że Janya pomoże. Musisz jednak się upewnić, że Romanda naprawdę nie podejmuje takich działań. Z tego co wiem, a jest tego niewiele, Sheriam wypracowała wreszcie jakiś sposób radzenia sobie z Aielami. Obawiam się, że Romanda będzie musiała zaczynać od początku. Oczywiście, to może być nieistotne w oczach Komnaty, ale ja z pewnością nie będę chciała spojrzeć na nie po raz pierwszy w sytuacji, gdy zachowują się, jakby miały haki powbijane w skrzela.
Delana ukrywała uśmiech, kiedy odprowadzała Siuan do frontowych schodów i ściskała ją na pożegnanie. Tak, to będzie bardzo ważne dla Komnaty, jeśli uda się jakoś opanować te Mądre, chociaż Siuan oczywiście nie mogła o tym wiedzieć. Odprowadziła wzrokiem Siuan szybko zbiegającą po schodach, zanim wróciła do środka. Wychodziło na to, że teraz ona będzie musiała chronić tamtą. Miała nadzieję, że spisze się równie dobrze jak wcześniej przyjaciółka.
Herbata była wciąż ciepła, postanowiła więc wysłać Miesę, swoją służącą, po jakieś pierożki i owoce, kiedy jednak usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi salonu, okazało się, że to nie Miesa, lecz Lucilde, jedna z nowicjuszek, które przywiodły za sobą z Wieży.
Wymizerowana dziewczyna wykonała nerwowy ukłon, ale przecież Lucilde zawsze zachowywała się nerwowo.
— Delana Sedai? Dziś rano przybyła do Salidaru pewna kobieta? Anaiya Sedai powiedziała, że mam ją do ciebie przyprowadzić? Nazywa się Halima Saranov? Mówi, że cię zna?
Delana otworzyła już usta, aby oznajmić, że nie zna żadnej Halimy Saranov, i wtedy ta kobieta pojawiła się w drzwiach. Delana nie pohamowała się i wytrzeszczyła oczy. Przybyła jakimś sposobem wydawała się równocześnie szczupła i tęga; miała na sobie szarą suknię do konnej jazdy z absurdalnie głębokim dekoltem, a długie, lśniące, czarne włosy okalały twarz, w której lśniły zielone oczy, zdolne sprawić zapewne, że każdy mężczyzna szeroko rozdziawiłby usta. Delana, rzecz jasna, nie z tych powodów zareagowała tak gwałtownie. Kobieta trzymała ręce opuszczone wzdłuż boków, jednak kciuki zaplotła pomiędzy dwa pierwsze palce. Delana nie spodziewała się nigdy zobaczyć tego znaku u kobiety, która nie nosiła szala, a Halima Saranov nie potrafiła nawet przenosić. Znajdowała się na tyle blisko, by można to było łatwo wyczuć.
— Tak — powiedziała Delana — zdaje mi się, że ją pamiętam. Zostaw nas, Lucilde i, dziecko, postaraj się pamiętać, że nie każde zdanie jest pytaniem. — Lucilde wykonała ukłon tak pospieszny i głęboki, że omal się nie przewróciła. W innych okolicznościach Delana by westchnęła; z jakichś niewiadomych powodów nigdy nie potrafiła postępować z nowicjuszkami właściwie.
Lucilde nie opuściła jeszcze na dobre izby, gdy Halima przysunęła sobie krzesło, które wcześniej zajmowała Siuan, i usiadła na nim, nie czekając na zaproszenie. Wzięła nietkniętą filiżankę tamtej, założyła nogę na nogę i zaczęła popijać, jednocześnie spod oka obserwując Delanę.
Delana obrzuciła ją twardym spojrzeniem.
— Wyobrażasz sobie, że kim jesteś, kobieto? Niezależnie od tego, jak wysoka jest twoja pozycja, nikt nie stoi wyżej od Aes Sedai. I gdzie się nauczyłaś tego znaku? — Chyba pierwszy raz w jej życiu to spojrzenie nie przyniosło spodziewanego efektu.
Halima uśmiechnęła się do niej szyderczo.
— Czy ty naprawdę sądzisz, że tajemnice... powiedzmy, ciemniejszych Ajah, stanowią jakikolwiek sekret? A jeśli chodzi o twoją pozycję, sama wiesz bardzo dobrze, że jeśli nawet żebrak wylegitymuje się właściwym znakiem, będziesz skakać na jego rozkaz. Opowiadam wszystkim, że towarzyszyłam w podróży niejakiej Cabrianie Mecandes z Błękitnych Ajah. Tak się złożyło, że Cabriana spadła nieszczęśliwie z konia i umarła, a jej Strażnik zwyczajnie odmówił opuszczenia swych kocy czy choćby przyjęcia kęsa pożywienia po tym wypadku. Wkrótce również umarł. — Halima uśmiechnęła się, jakby chciała zapytać, czy Delana za nią nadąża. — Cabriana i ja rozmawiałyśmy dużo przed jej śmiercią; opowiedziała mi o Salidarze. Dowiedziałam się też od niej mnóstwa ciekawych rzeczy na temat planów Białej Wieży dotyczących was oraz Smoka Odrodzonego. — Kolejny uśmiech, przelotny błysk białych zębów, a potem zajęła się swoją herbatą i obserwowaniem Delany.
Delana nigdy się łatwo nie poddawała. Zmuszała królów do podpisywania traktatów pokojowych, kiedy oni chcieli wojny, brała królowe za kark i wlokła do stołu, przy którym podpisywały układy, jakie podpisać należało. Prawda, okazałaby posłuszeństwo temu hipotetycznemu żebrakowi, gdyby wykonał właściwie znaki i wypowiedział właściwe słowa, jednak znak, jaki Halima wykonała palcami, identyfikował ją jako Czarną Ajah, którą oczywiście nie była. Być może ta kobieta uznała, że to jedyny sposób, by Delana ją przyjęła i potwierdziła jej tożsamość, a być może chciała tylko popisać się zakazaną wiedzą. Delanie Halima bardzo się nie spodobała.
— I to pewnie ja mam zadbać o to, by Komnata uwierzyła w te informacje — odparła burkliwym tonem. — Nie będzie z tym problemu, pod warunkiem, że wiesz dosyć na temat Cabriany, aby uwiarygodnić swoją opowieść. W tej kwestii nie mogę ci pomóc, nie spotkałyśmy się więcej niż dwa razy. Przypuszczam też, że nie istnieje szansa, aby ona pojawiła się znienacka i podważyła twoje słowa?
— Nie ma żadnej szansy. — Znowu ten przelotny, szyderczy uśmiech. — A poza tym wiem o rzeczach, o których ona dawno temu zapomniała.
Delana tylko pokiwała głową. Zabitej siostry zawsze należało żałować, ale mus to mus.
— A więc nie ma problemu. Komnata przyjmie cię w charakterze gościa, a ja mogę cię zapewnić, iż zostaniesz wysłuchana.
— Rola gościa to nie jest coś, na czym mi zależy. Wolałabym coś bardziej trwałego. Twoja sekretarka, albo jeszcze lepiej dama do towarzystwa. Muszę mieć pewność, że Komnata będzie należycie sterowana. Poza tą opowieścią o informacjach Cabriany, od czasu do czasu będę miała dla ciebie też inne polecenia.