Выбрать главу

— To jest naprawdę najbardziej niesamowite z wszystkich odkryć dokonanych przez Nynaeve — powiedziała Myrelle. Żółte nauczyły się tego od niej, i dalej kontynuują badania, dokonując własnych cudów, jednak to właśnie ona wszystko zaczęła. Usiądź, dziecko. Jest to zbyt długa opowieść, by wysłuchiwać jej na stojąco.

— Wolę postać, dziękuję. — Egwene zmierzyła wzrokiem twarde krzesło z prostym oparciem, które wskazała jej Myrelle, i omal nie zadygotała w widoczny dla wszystkich sposób. — A co się dzieje z Elayne? Czy też miewa się dobrze? Chcę wszystko wiedzieć o niej i o Nynaeve. — Najbardziej niesamowite odkrycie Nynaeve? To oznaczało, że było ich więcej niż jedno. Wychodziło na to, że podczas pobytu u Mądrych pozostała z tyłu, więc będzie musiała bardzo się spieszyć, żeby je dogonić. Przynajmniej teraz zaczynała odnosić wrażenie, że jej na to pozwolą. Nie wierzyła, by po tak ciepłym powitaniu odesłały ją w niełasce. Nie ukłoniła się dotąd ani razu, ani też nie tytułowała ich Aes Sedai — przede wszystkim dlatego, że nie dały jej po temu okazji — a one ani razu nie przywołały jej jeszcze do porządku. Może jednak wcale o niczym nie wiedziały? Tylko w takim razie, o co tu chodzi?

— Wyjąwszy drobne problemy, jakie ona i Nynaeve mają teraz z szorowaniem garnków... — zaczęła Sheriam, ale Siuan ostro weszła jej w słowo.

— Dlaczego tak trajkoczecie jak kumoszki na rynku? Przejdźmy do rzeczy; jest już chyba zbyt późno, żeby się bać. Zaczęło się, wy to zaczęłyście. Albo doprowadzicie całą sprawę do końca, albo Romanda powiesi waszą gromadkę na słońcu i to razem z tą dziewczyną, a Delana i Faiselle oraz reszta Komnaty zapewne dopatrzy, abyście naprawdę dobrze wyschły.

Sheriam i Myrelle niemalże równocześnie spojrzały na nią. Podobnie jak pozostałe Aes Sedai: Morvrin i Carlinya okręciły się na swoich krzesłach. Z chłodnych twarzy Aes Sedai wyzierały teraz chłodne oczy Aes Sedai.

Z początku Siuan odpowiedziała na te spojrzenia stosownie wyzywającym wzrokiem; była taką samą Aes Sedai jak one, chociaż młodszą. Potem jednak nieznacznie opuściła głowę, a na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy. Wstała z krzesła, spuściła oczy.

— Gniew przeze mnie przemawiał — wymamrotała cicho. Jednak spojrzenie jej oczu nie zmieniło się nawet na jotę; być może tamtym Aes Sedai nie udało się tego dostrzec, jednak Egwene to widziała. To było zachowanie charakterystyczne dla Siuan.

Egwene zdała sobie równocześnie sprawę, że nie ma pojęcia, co się właściwie tutaj dzieje. Zresztą to miało chyba najmniejsze znaczenie. Cóż one zaczęły? Dlaczego, jeśli to coś przerwą, miałyby wisieć na słońcu tak długo, aż wyschną?

Aes Sedai przestały wymieniać ze sobą spojrzenia, równie zagadkowe, jak zawsze w ich przypadku. Morvrin pierwsza skinęła głową.

— Zostałaś tu wezwana z bardzo szczególnego powodu, Egwene — oznajmiła uroczyście Sheriam.

Egwene poczuła, jak serce zaczyna jej żywiej bić. Nie miały pojęcia o tym, co ona zrobiła. Nie miały. Więc o co chodziło?

— To ty — kontynuowała Sheriam — masz zostać następną Zasiadającą na Tronie Amyrlin.

35

W Komnacie Zasiadających

Egwene patrzyła na Sheriam, zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinna wybuchnąć śmiechem. Być może podczas miesięcy spędzonych u Aielów zapomniała, co uchodzi za żart wśród Aes Sedai. Sheriam odwzajemniła się jej spojrzeniem; zielone oczy nawet nie mrugnęły. Egwene popatrzyła po pozostałych. Siedem twarzy całkowicie pozbawionych wyrazu, tylko wisząca w powietrzu atmosfera oczekiwania. Jedynie Siuan uśmiechała się lekko, wszak taki „uśmiech” równie dobrze stanowić mógł naturalny krój ust. Migoczące światło lamp sprawiło, że ich oblicza zdały się nagle zupełnie obce i nieludzkie.

Egwene poczuła jakąś niezwykłą lekkość w głowie, a jednocześnie słabość w kolanach. Niewiele myśląc, klapnęła na krzesło z wysokim oparciem. Natychmiast jednak z niego powstała. To jej z pewnością pomogło rozjaśnić myśli, przynajmniej do pewnego stopnia.

— Nie jestem nawet Aes Sedai — oznajmiła bez tchu. Te słowa wydawały się jej w wystarczającym stopniu dyplomatyczne. To musiał być jakiś rodzaj żartu, albo... albo... albo jednak może nie.

— Ten problem można obejść — zdecydowanie oznajmiła Sheriam, podkreślając swoje słowa mocnym szarpnięciem za koniec bladobłękitnego paska.

Miodowe warkoczyki Beonin zakołysały się, kiedy pokiwała głową.

— Zasiadająca na Tronie Amyrlin jest Aes Sedai... prawo w tej kwestii jest zupełnie jasne, w kilku miejscach stwierdza się bowiem: „Zasiadająca na Tronie Amyrlin jako Aes Sedai”... nigdzie jednak nie jest powiedziane, że trzeba być Aes Sedai, żeby zostać Amyrlin. — Każda z Aes Sedai powinna być zaznajomiona z prawem Wieży, jednak jako negocjatorki Szare musiały znać prawa obowiązujące w każdym kraju, toteż Beonin przyjęła taki ton, jakim udziela się wykładu, jakby wyjaśniała coś, czego prócz niej nikt nie wiedział: — Prawo, które określa w jaki sposób powinna być wybrana Amyrlin, zwyczajnie powiada: „kobieta, która zostanie wezwana”, albo „ta, która stanie przed Komnatą” czy inne rzeczy temu podobne. Od początku do końca słowa „Aes Sedai” nie zostają wymienione ani razu. Nigdy. Niektóre mogą powiedzieć, że w takim wypadku należy uwzględnić intencje prawodawczyń, jest jednak jasne, że niezależnie od tego, jakie były intencje kodyfikujących to prawo... — Zmarszczyła brwi, kiedy Carlinya jej przerwała:

— Bez wątpienia uznały, że to się rozumie samo przez się, więc nie trzeba tego wyrażać wprost. Jednakże logicznie rzecz biorąc, prawo obowiązuje dokładnie w takim zakresie, jaki jest w nim wyraźnie określony, niezależnie od tego, co prawodawczynie miały na myśli.

— Twórcy prawa rzadko troszczą się o logikę — kwaśno oznajmiła Beonin. — W tym przypadku jednak — podjęła po chwili — masz całkowitą rację. — A na użytek Egwene dodała: — Komnata też tak to widzi.

Wszystkie były bardzo poważne, nawet Anaiya, która rzekła:

— Staniesz się Aes Sedai, dziecko, w momencie, w którym wyniesiona zostaniesz na Tron Amyrlin. I na tym koniec.

Nawet Siuan była poważna, mimo iż lekko się uśmiechała.

— Będziesz mogła złożyć Trzy Przysięgi, gdy tylko powrócimy do Wieży — poinformowała ją Sheriam. — Zastanawiałyśmy się, czynie mogłabyś ich wypowiedzieć niezależnie od wszystkiego, jednak bez Różdżki Przysiąg to mogłoby zostać potraktowane jako kpina. Lepiej zaczekać.

Egwene mało co, a byłaby znowu usiadła. Być może Mądre miały jednak rację, może podróżowanie przez Tel’aran’rhiod we własnym ciele w jakiś sposób nadwyrężyło jej umysł.

— To szaleństwo — zaprotestowała. — Ja nie mogę zostać Amyrlin. Ja jestem... Ja jestem.... — Obiekcje spiętrzyły się na jej języku w taki kłąb, że nie mogła wykrztusić ani słowa. Była zbyt młoda; sama Siuan była najmłodszą Amyrlin w całej historii, a miała trzydzieści lat, kiedy ją wyniesiono. Ledwie zaczęła przecież swoje nauki, niezależnie od tego, co wiedziała o Świecie Snów; Amyrlin posiadały ogrom wiedzy i doświadczenia. I były mądre, z pewnością oczekiwano od nich, że będą mądre. Uczucia w jej duszy splotły się w pomieszany i mętny węzeł. Większość kobiet spędzała dziesięć lat w charakterze nowicjuszek i następne dziesięć jako Przyjęte. Prawda, niektóre pokonywały te szczeble szybciej, nawet znacznie szybciej. Na przykład Siuan. Ale ona sama była nowicjuszką niecały rok, Przyjętą zaś nawet krócej. To niemożliwe! — wykrztusiła wreszcie.