Выбрать главу

Nynaeve otwarła usta i zaraz szybko je zamknęła; przełknęła ślinę z nieznacznie pobladłymi policzkami. Rozumiała, o czym mówi Egwene.

— Tak, tak, chyba tak będzie najlepiej, Matko.

Sheriam obserwowała zamykające się drzwi z lekkim grymasem, który nadal miała na twarzy, zwracając się do Egwene.

— Doszło do jakiejś wymiany zdań, Matko?

- Tylko do takiej, jakiej można się spodziewać, kiedy starzy przyjaciele spotykają się po dłuższym niewidzeniu. Nynaeve pamięta Mata jako małego hultaja, ale on już nie ma dziesięciu lat i oburza się, kiedy go tak nazywać. — Związane Przysięgą przeciwko kłamstwu Aes Sedai doprowadziły mówienie półprawd, ćwierćprawd i dawanie czegoś do zrozumienia do perfekcji. To była użyteczna sztuka, zdaniem Egwene. Zwłaszcza w rozmowach z Aes Sedai. Trzy Przysięgi nie dawały nikomu przewagi, a już najmniej samym Aes Sedai.

— Trudno czasem pamiętać, że ludzie się zmieniają. — Sheriam bez pytania usiadła na krześle i starannie ułożyła swe spódnice z niebieskiego jedwabiu. — Zakładam, że ten, kto dowodzi Zaprzysięgłymi Smokowi, przysyła młodego Mata z posłaniem od Randa al’Thora? Mam nadzieję, że nie powiedziałaś niczego; co on mógłby potraktować jako obietnicę, Matko. Armia Zaprzysięgłych Smokowi obozująca w odległości niecałych dziesięciu mil od Salidaru stawia nas w delikatnej sytuacji. Nie będzie dobrze, jeśli ich dowódca uzna, że ślubowałyśmy wrócić.

Egwene przyglądała się przez chwilę swej rozmówczyni. Nie istniało nic takiego, co mogłoby zaniepokoić Sheriam. A jeśli nawet, to nie dawała tego po sobie poznać. Sheriam wiedziała całkiem sporo na temat Mata, podobnie jak kilka innych sióstr w Salidarze. Czy można to było wykorzystać do popchnięcia go we właściwym kierunku czy raczej to sprawi, że zacznie wierzgać?

„Mat na później — pomyślała stanowczo — teraz Sheriam”.

— Czy zechciałabyś kogoś poprosić, by przyniósł herbatę, Sheriam? Trochę mi się chce pić.

Wyraz twarzy Sheriam uległ tylko nieznacznej zmianie; w skośnych oczach pojawiło się lekkie napięcie, tak lekkie, że ledwie zakłóciło jej pozorny spokój. Ale Egwene niemalże widziała w nich pytanie, które tamta chciała zadać. Co ona takiego powiedziała Matowi, o czym nie chciała rozmawiać? Jakie obietnice złożyła, że Sheriam będzie musiała ją ratować i to w taki sposób, by nie utracić swojej pozycji na rzecz Romandy albo Lelaine?

Sheriam powiedziała kilka słów do kogoś na zewnątrz, a kiedy ponownie usiadła, Egwene nie pozwoliła jej otworzyć ust Wręcz przeciwnie, zadała jej cios między oczy. Tak to można było nazwać.

— Zaiste, Mat jest dowódcą, Sheriam, i ta armia właśnie stanowi swoiste posłanie. Rand ewidentnie chce, abyśmy wszystkie przybyły do Caemlyn. Padła wzmianka o przysięgach lojalności.

Sheriam gwałtownie uniosła głowę, wytrzeszczywszy oczy. Ale tylko częściowo z wściekłości na taką sugestię. Było w tym widać niewątpliwie domieszkę... no cóż, u każdego z wyjątkiem Aes Sedai Egwene nazwałaby to strachem. Całkiem zrozumiałe, jeśli to rzeczywiście był strach. Skoro ona to obiecała — a pochodziła z tej samej wioski; między innymi dlatego była przydatna w roli Amyrlin, że dorastała razem z Randem — wyplątanie się potem z czegoś takiego byłoby niczym wydostawanie się ze sztolni bez dna. Wieść by się rozeszła, czego by Sheriam nie zrobiła; niektóre z Komnaty zapewne ją obarczyłyby winą, względnie wykorzystałyby to jako pretekst. Romanda i Lelaine nie były jedynymi Opiekunkami, które przestrzegły Egwene przed korzystaniem z rad Sheriam bez uprzedniego skonsultowania się z Komnatą. Prawdę powiedziawszy, tylko Delana tak naprawdę zdawała się w pełni wspierać Sheriam, ale ona też radziła słuchać Romandy i Lelaine, jakby człowiek rzeczywiście mógł kierować się sugestiami trzech osób. I nawet gdyby poradziła sobie jakoś z Komnatą, to jeśli wieści o złożeniu, a następnie wycofaniu obietnicy dotarłyby do Randa, to miałyby z nim potem dziesięć razy trudniejszą przeprawę. Sto razy trudniejszą.

Egwene nie czekała, aż Sheriam otworzy usta, tylko przemówiła jako pierwsza.

— Oczywiście powiedziałam mu, że to niedorzeczność.

— Oczywiście. — W głosie Sheriam nie było już takiej pewności jak przedtem. I bardzo dobrze.

— Ale raczej masz rację. Sytuacja jest delikatna. Co za szkoda. Twoja rada odnośnie traktowania Romandy i Lelaine okazała się przydatna, ale moim zdaniem w tej chwili samo przyspieszenie przygotowań do wyjazdu już nie wystarczy.

Romanda rozmawiała z nią na osobności i surowym tonem wygłosiła wykład o tym, że pośpiech wiedzie do nieszczęścia; armia Garetha Bryne’a winna się rozrosnąć, rozrosnąć do takich rozmiarów, by wieści o niej zastraszyły Elaidę. Poza tym brakowało jej słów, by dostatecznie mocno podkreślić, po raz kolejny, że misje poselskie posłane do władców winny otrzymać rozkaz powrotu; nikt oprócz Aes Sedai nie może się dowiedzieć o kłopotliwej sytuacji w Wieży, jeśli da się tego uniknąć. Lelaine, dla odmiany, nie interesowała się ani armią lorda Bryne’a, ani władcami — jedni i drudzy się nie liczyli — aczkolwiek doradzała ostrożność i czekanie. Odpowiednio przeprowadzone pertraktacje z tymi Aes Sedai, które jeszcze pozostawały w Wieży, z pewnością przyniosą żniwo; można usunąć Elaidę z Tronu Amyrlin i posadzić na nim Egwene w taki sposób, że nikt oprócz kilku sióstr nie będzie w ogóle wiedział, co tak naprawdę się stało. Po jakimś czasie fakt, że w Białej Wieży kiedykolwiek doszło do rozłamu, nie będzie uważany za nic więcej jak tylko wioskową plotkę. Wszystko to mogło się udać, gdyby miały dość czasu. Zwłaszcza jeśli Elaida byłaby pozbawiona sposobności wpływania na siostry zgromadzone tutaj.

Lelaine różniła się od Romandy również tym, że wszystko mówiła z uśmiechem, który byłby jak najbardziej stosowny, gdy by przemawiała do ulubionej nowicjuszki albo Przyjętej dającej wiele powodów do dumy. Ponowne odkrycie Podróżowania dokonane przez Egwene wywołało moc uśmiechów na twarzach Aes Sedai, aczkolwiek jedynie garstka była dostatecznie silna, by wykonać bramę na tyle dużą, że dało się przez nią przełożyć rękę; większość nie potrafiła nawet tego. Romanda chciała wykorzystać bramy do zabrania z Wieży Różdżki Przysiąg, razem z paroma innymi przedmiotami — Egwene nie dowiedziała się, jakimi dokładnie — dzięki czemu mogłyby tworzyć w Salidarze prawdziwe Aes Sedai, jednocześnie pozbawiając tej możliwości Elaidę; Egwene z pewnością chciała być prawdziwą Aes Sedai. Lelaine zgodziła się z tym ostatnim, ale nie podobał jej się pomysł z przedostawaniem się do Wieży za pomocą bram; ryzyko, że zostaną wykryte, było zbyt duże, a poza tym straciłyby sporo ze swej przewagi, gdyby te z Wieży nauczyły się Podróżować. Te zastrzeżenia mocno zaważyły na opinii Komnaty, co bynajmniej nie zachwyciło Romandy.

Na twarzy Sheriam nie było uśmiechu.

— Matko, nie jestem pewna, czy cię dobrze pojęłam powiedziała podejrzanie ugodowym tonem. — Przygotowania z pewnością wystarczą do przekonania Komnaty, że nie dasz się okpić. Wyjazd, zanim sprawy zostaną uporządkowane, może się okazać katastrofalny w skutkach.

Egwene zdobyła się na obłudną minę.

— Rozumiem, Sheriam. Nie wiem, co ja bym zrobiła bez twoich rad. — Nie mogła doczekać się dnia, kiedy nareszcie położy temu kres. Sheriam znakomicie się nadawała na Opiekunkę — może nawet na Amyrlin — ale Egwene cieszyła się już na myśl o chwili, kiedy pokaże tej kobiecie, gdzie jej miejsce. Nie tylko jej, ale również Komnacie. — Chodzi tylko o to, że Mat i jego armia Zaprzysięgłych Smokowi stoi na naszym progu. Co zrobi lord Bryne? Albo któryś z jego żołnierzy? Na własną rękę. Wszyscy mówią, że on chciał wysłać swoich ludzi, by polowali na tych Zaprzysięgłych Smokowi, za to, że rzekomo puszczają wioski z dymem. Wiem, że mu przykazano, by ich trzymał w ryzach, ale...