Выбрать главу

— Wychodzi na to, że one wszystkie lubią kopać — mruknął Mat, poprawiając się na baryłce. — Pewnie ci nie uwierzyła, więc jak ją tu winić?

— Ależ uwierzyła! I oburzyła się, że mi w ogóle przyszło do głowy, jakoby ona miała kiedykolwiek opuścić swego ukochanego męża. Jej własne słowo: „ukochanego”. Pobiegła do tego człowieka, co sił w nogach, a mnie pozostał wybór: albo go zabiję, albo natychmiast wskoczę do swojego powozu. Musiałem zostawić prawie całą garderobę, jaką posiadałem. Podejrzewam, że ona żyje z nim po dziś dzień i to na takiej samej stopie jak ongiś. Zaciska w garści sznureczki od sakiewki i rozbija mu głowę wszystkim, co jej wpadnie w ręce, za każdym razem, gdy on wstąpi do gospody na kufel mocnego trunku. Tak jak to zawsze robiła, czego dowiedziałem się później drogą sekretnych dociekań. — Stuknął fajką o zęby, jakby chciał dobitnie podkreślić swoje słowa.

Mat podrapał się po głowie.

— Nadal nie rozumiem, gdzie tu związek.

— Po prostu nie myśl sobie, że znasz całą historię, kiedy poznałeś tylko jej część. Czy wiesz, na przykład, że Elayne i Nynaeve wyjeżdżają za kilka dni do Ebou Dar? Ja i Juilin mamy im towarzyszyć.

— Ebou... ! — Mat ledwie zdążył złapać fajkę zębami, zanim ta upadła na uschłe chwasty wyściełające alejkę. Nalesean opowiedział kilka historii, które mu się przydarzyły podczas jednej wizyty w Ebou Dar, i wynikało z nich, że to burzliwe miejsce, nawet jeśli wziąć poprawkę na jego zwyczaj przechwalania się w związku z kobietami albo bójkami, w jakich rzekomo uczestniczył. A więc to tak? Uznały, że uda im się wywieźć potajemnie Elayne? — Thom, musisz mi pomóc...

— W czym? — wtrącił Thom. — W wykradzeniu ich szewcowi? — Wydmuchnął kłąb błękitnawego dymu. — Nie zrobię tego, chłopcze. Nadal nie znasz całej historii. I co ty właściwie czujesz względem Egwene i Nynaeve? Nie, cofam to, niech to będzie tylko Egwene.

Mat zmarszczył czoło, zastanawiając się, czy ten człowiek przypadkiem sobie nie wymyślił, że wszystko zaciemni, jeśli będzie dostatecznie długo mówił zagadkami.

— Lubię Egwene. L.. A żebym sczezł, Thom, Egwene to Egwene i można już na tym poprzestać. Właśnie dlatego próbuję uratować ten jej głupi kark.

— Chcesz powiedzieć, uratować ją z rąk szewca — mruknął Thom, ale Mat ciągnął dalej.

— Kark jej i Elayne; nawet kark Nynaeve, pod warunkiem, że ona mnie najpierw nie udusi. Światłości! Chcę im tylko pomóc. A poza tym, jeśli pozwolę, by Elayne coś się stało, to wtedy Rand urwie mi głowę.

— A czyś ty się kiedykolwiek zastanawiał, jak im pomóc w taki sposób, by mogły zrobić to, co same chcą, a nie to, czego ty chcesz? Gdybym ja mógł zrobić to, co chcę, to posadziłbym Elayne na jakiegoś konia i skierował do Andoru. Niestety, ona jest zmuszona... tak to, moim zdaniem trzeba określić: jest zmuszona... robić inne rzeczy, więc uganiam się tylko za nią, pocąc dniem i nocą ze strachu, że ktoś ją zabije, zanim uda mi się temu zapobiec. Elayne pojedzie do Caemlyn, kiedy będzie mogła. — Z ukontentowaniem zaciągnął się fajką, ale na samym końcu tyrady w jego głosie zabrzmiała jakaś fałszywa nuta, jakby wbrew pozorom nie podobało mu się to, co mówi.

— A mnie się zdaje, że one chcą sprezentować własne głowy Elaidzie. — Ach tak? Thom posadziłby tę głupią dziewkę na konia? Bard, który wlecze Dziedziczkę Tronu na jej własną koronację! Wysokie mniemanie ma o sobie ten Thom.

— Przecież nie jesteś jakimś byle durniem, Mat — powiedział cicho Thom. — Wiesz dobrze, co zrobić. Egwene... Trudno myśleć o tym dziecku jako o Amyrlin... — Mat chrząknął kwaśno na znak, że się z nim zgadza, ale Thom nie zwrócił na to uwagi. — ...jednak moim zdaniem ma mocny kręgosłup. Za wcześnie orzekać, czy niektóre fakty to nie czysty zbieg okoliczności, ale zaczynam wierzyć, że ona ma również rozum. Pytanie tylko, czy jest dostatecznie twarda? Jeśli nie, to zjedzą ją żywcem: kręgosłup, rozum i całą resztę.

— A niby kto ją zje? Elaida?

— A któżby inny? Niech no tylko nadarzy jej się sposobność. Z kolei tutejsze Aes Sedai nie bardzo uważają Egwene za Aes’ Sedai; może za Amyrlin tak, ale nie za Aes Sedai, jakkolwiek brzmi to niewiarygodnie. — Thom pokręcił głową. — Nic z tego nie rozumiem, ale to prawda. To samo się tyczy Elayne i Nynaeve. Oczywiście starają się zachować to w tajemnicy, ale nawet Aes Sedai nie są tak nieprzeniknione, jak im się wydaje; jeśli je bacznie obserwować, można dowiedzieć się niejednego. — Znowu wyciągnął list, ale tylko obrócił go w dłoniach, nawet na niego nie patrząc. — Egwene spaceruje po krawędzi urwiska, Mat, i te trzy frakcje, jakie powstały w Salidarze... na pewno trzy, jestem tego pewien... mogą ją zepchnąć w przepaść, jeżeli zrobi jeden zły krok. Elayne skoczy za nią, jeśli do tego dojdzie, podobnie Nynaeve. Albo tamte zepchną te dwie jako pierwsze, po to, by pociągnęły Egwene za sobą.

— Frakcje, jakie powstały w Salidarze... — powtórzył Mat, głosem płaskim jak dobrze oheblowana deszczułka. Thom przytaknął ze spokojem, a wtedy Mat nie pohamował się i wykrzyknął. — I ty chcesz, żebym ja je tutaj zostawił?!

— Chcę, żebyś ty przestał wierzyć, że je do czegokolwiek zmusisz. One już postanowiły, co będą robić, i ty tej decyzji nie zmienisz. Za to być może, powtarzam, być może, masz szansę pomóc mi w ratowaniu im życia.

Mat poderwał się na nogi. W myślach wykwitł mu obraz kobiety z nożem wbitym między piersi; nie było to jedno z zapożyczonych wspomnień. Kopnął beczułkę, która posłużyła mu za siedzisko; poturlała się w głąb alejki. Miałby pomagać jakiemuś tam bardowi w ratowaniu im życia? Coś mu się niejasno przypominało; ktoś, chyba Basel Gill, oberżysta z Caemlyn, mówił coś do Thoma, ale ta wizja była jak mgła, która natychmiast się rozwiała, ledwie spróbował ją pochwycić.

— Od kogo ten list, Thom? Od jeszcze jednej kobiety, którą uratowałeś? Czy raczej zostawiłeś tam, gdzie mogli uciąć jej głowę?

— Zostawiłem ją — odparł cichym głosem Thom. Powstawszy, odszedł, nie mówiąc już ani słowa.

Mat wyciągnął rękę, żeby go zatrzymać. zaczął coś mówić. Tyle że nie wiedział, co powiedzieć.

„Szalony starzec!”

Nie, Thom nie był szaleńcem. Egwene była uparta jak muł, przy czym w porównaniu z Nynaeve mogła uchodzić za wzór uległości. Każda z nich wspięłaby się na drzewo, by móc się lepiej przyjrzeć błyskawicy. A co się tyczy Elayne... wszystkim arystokratkom do tego stopnia brakowało rozsądku, że nie chciały się schować, jak padał deszcz. I potem, kiedy już porządnie zmokły, pałały oburzeniem.

Wystukawszy zawartość fajki, zmiażdżył tlące się popioły obcasem, zanim uschłe chwasty zdążyły się zająć ogniem, po czym porwał z ziemi kapelusz i pokuśtykał w stronę ulicy. Potrzebował informacji z lepszego źródła niż bard, któremu od uganiania się w towarzystwie tej zarozumiałej dziewki zaczęło się roić, że jest nie wiadomo kim. Po lewej stronie zauważył Nynaeve wychodzącą właśnie z Małej Wieży, więc ruszył w jej stronę, lawirując między obładowanymi furami ciągnionymi przez woły albo konie. Ona mogła mu powiedzieć wszystko, co musiał wiedzieć. O ile zechce. Poczuł skurcz w biodrze.