Tym razem Min nie próbowała wstać. W rzeczy samej nie był pewien, czy ona przypadkiem nie przysnęła, bo tak się jakoś na nim ułożyła, wtuliwszy głowę w jego pierś, i tak wolno oddychała. Powiedziała mu przecież, że do Caemlyn dotarła nocą. Nagle zdał sobie sprawę, że trzyma dłoń wciśniętą we wcięcie talii Min, więc zdecydowanym ruchem przeniósł ją na oparcie krzesła. Westchnęła niemalże z żalem i przytuliła się do niego jeszcze mocniej. Zasypiała, nie było wątpliwości.
— Przynoszę wieści — oświadczyła Melaine — ale nie jestem pewna, która jest najważniejsza. Egwene opuściła namioty. Udaje się do miejsca zwanego Salidar, w którym są Aes Sedai. Te Aes Sedai, które mogą cię wesprzeć. Na jej prośbę nie rozmawiałyśmy wcześniej z nimi na twój temat, ale teraz ci powiem, że one są uparte, niezdyscyplinowane, swarliwe i pełne przekonania o własnej wyższości, całkiem bez powodu. — Pod koniec mówiła z głową wysuniętą do przodu, głosem, do którego wkradła się zapalczywa nuta.
A zatem jedna ze spacerujących po snach w Cairhien przemówiła do Melaine podczas snu. Tyle mniej więcej wiedział na temat umiejętności spacerujących po snach i mimo iż one mogły się przydać, spacerujące rzadko kiedy były skłonne mu ich użyczyć. Nowością za to była ta mowa o uporze i tak dalej. Większość Aielów tak się zachowywała, jakby ich zdaniem Aes Sedai mogły na nich napaść, jakby wierzyli, że na to zasługują, i jakby zamierzali przyjąć cios bez sprzeciwu. Nawet Mądre nie wyrażały się o Aes Sedai inaczej jak z szacunkiem. Coś najwyraźniej się zmieniło. Niemniej jednak powiedział tylko:
— Wiem.
Jeżeli Melaine zamierzała mu wyjaśnić, jakie są powody, to zrobi to bez pytania. A jeżeli nie miała takiego zamiaru, to wypytywanie jej na nic się nie zda.
— Są też wieści o Egwene i Salidarze. Do Caemlyn przybyło właśnie dziewięć Aes Sedai z Salidaru. Min przyjechała razem z nimi. — Min poruszyła się na jego piersi i coś wymruczała. Lews Therin znowu mamrotał, zbyt cicho, by dało się go zrozumieć, ale Rand tym razem był zadowolony, że rozpraszał jego uwagę. Min była taka... miła w dotyku. Obraziłaby się na śmierć, gdyby mogła przejrzeć jego myśli. A może wręcz przeciwnie, może by się śmiała, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę tę obietnicę, że go zmusi, by jej zapłacił. Może. Czasami reagowała bardzo żywiołowo.
Melaine nie zdziwiła się, że on wie, nawet nie poprawiła szala. Od czasu poślubienia Baela zdawała się — „wyciszona” nie było tu raczej właściwym określeniem, w odniesieniu do niej zbyt łagodnym — jakby mniej skora do wybuchów.
— To była druga wiadomość. Musisz się ich wystrzegać, Randzie al’Thor, i traktować je z całą stanowczością. One nie uszanują niczego innego. — Naprawdę coś się zmieniło.
— Będziesz miała dwie córki — mruknęła Min. — Podobne do siebie jak dwa lustra.
O ile Melaine nie okazywała wcześniej żadnego zdziwienia, to teraz nadrobiła to z nawiązką. Oczy jej ogromniały i wzdrygnęła się tak gwałtownie, że omal nie poderwało jej z posadzki.
— Skąd ty... ? — zaczęła z niedowierzaniem i urwała, żeby się opanować. Ale zaraz potem mówiła dalej, nawet nie zaczerpnąwszy oddechu. — Do dzisiejszego ranka nie byłam pewna, że będę miała dziecko. Skąd wiedziałaś?
Wtedy Min wstała, obrzucając go spojrzeniem, które znał aż za dobrze. Z jakiegoś powodu to była jego wina. Nawet ona miała wady, niewielkie wprawdzie, ale jednak. Zaczęła miętosić poły kaftanika i patrzyła na wszystko, tylko nie na Melaine, kiedy zaś jej spojrzenie padło ponownie na niego, stanowiło tylko wariację poprzedniego. On ją w to wciągnął, więc on ją powinien z tego wyciągnąć.
— Wszystko w porządku, Min — uspokoił ją. — Melaine jest Mądrą i, jak podejrzewam, wie takie rzeczy, od których włosy by ci się skręciły. — I tak się kręciły, z natury. — Jestem pewien, że ona obieca dochować twojego sekretu, a ty możesz zaufać jej obietnicy. — Melaine, jąkając się, wygłosiła stosowną formułkę.
Min raz jeszcze spojrzała na Randa, zanim usiadła obok Melaine. Z wyrzutem, chyba. A jak, jej zdaniem, miał się zachować? Melaine nie zapomni, ale dotrzyma obietnicy i nie zdradzi sekretu. Wielu jego tajemnic dochowała.
Wbrew swojej niechęci, Min udzieliła pełniejszej odpowiedzi niż kiedykolwiek udzieliła jemu za jednym razem, w czym być może pomogły jej nieustające pytania drugiej kobiety, a także zmiana jej nastawienia. Jakby Melaine zaczęła uważać, że Min dzięki swym umiejętnościom wcale nie jest mieszkanką mokradeł, tylko kimś jej równym.
— To niesamowite — stwierdziła w końcu Melaine. — Jakby interpretować sen bez śnienia. Dwie, powiadasz? Dwie dziewczynki? Bael będzie zachwycony. Dorindha dała mu trzech synów, ale obie wiemy, że on chciałby mieć córkę. — Min zamrugała i potrząsnęła głową. Nic dziwnego, nie miała pojęcia o siostrach-żonach.
Następnie przeszły do omawiania porodu. Żadna nigdy dotąd nie rodziła, ale pomagały akuszerkom.
Rand chrząknął głośno. Wcale nie dlatego, by te szczegóły go denerwowały. Pomagał owcom się kocić, klaczom źrebić i krowom cielić. Irytowało go natomiast, że one tak tu siedzą, nachylając się ku sobie głowami, jakby on przestał istnieć. Żadna się nie obejrzała, kiedy znowu chrząknął, tak głośno, aż się przestraszył, czy sobie czegoś nie nadwyrężył.
Melaine przysunęła się jeszcze bliżej do Min i przemówiła szeptem, który dałoby się usłyszeć w sąsiedniej komnacie.
— Mężczyźni zawsze mdleją.
— I to zawsze w tym najgorszym momencie — zgodziła się Min tym samym tonem.
Co one by sobie pomyślały, gdyby zobaczyły go w stodole, całego zalanego krwią i płynami porodowymi, z trzema żebrami złamanymi, bo klacz, która nigdy się wcześniej nie źrebiła, była tak przerażona, że go skopała? Źrebak okazał się wspaniały, a klacz już nigdy więcej nie wierzgała przy takich okazjach.
— Zanim zemdleję — powiedział sucho, przysiadając się do nich — może któraś z was zechce coś dodać na temat Aes Sedai? — Wstałby albo usiadł na posadzce wcześniej, gdyby nie miał zajętych kolan. Wśród Aielów tylko wodzowie posiadali krzesła, a korzystali z nich tylko wtedy, gdy obwieszczali jakiś wyrok albo przyjmowali hołd pokonanego wroga.
Obie zostały stosownie upomniane. Żadna się nie odezwała, ale było i gwałtowne poprawianie szala, i wygładzanie kaftanika, a takie unikanie jego wzroku. Przestały, kiedy przystąpili do rozmowy. Min uparcie obstawała przy swoim zdaniu, że mianowicie Aes Sedai z Salidaru nie zamierzają mu zrobić nic złego i że być może udzielą mu wsparcia, pod warunkiem, że potraktuje je właściwie, czyli będzie im publicznie okazywał szacunek. Ona i tak doniesie mu o wszystkim, co uda jej się podsłuchać.
— Ja nie jestem zdrajczynią, rozumiesz, Melaine? Ja naprawdę poznałam Randa wcześniej niż Aes Sedai, z wyjątkiem Moiraine, i prawda jest taka, że zobowiązałam się do lojalności względem niego jeszcze przed jej śmiercią.
Melaine wcale nie uważała Min za zdrajczynię, wręcz przeciwnie; zdawała się nawet być o niej wysokiego mniemania. O ile szło o pogląd Aielów na temat zdrajców, to Mądre stworzyły jego własną wersję. Melaine dowiodła jednak że, z kilkoma znaczącymi wyjątkami, Aes Sedai można ufać tak samo jak Shaido; innymi słowy, nie można im ufać dopóty, dopóki nie zostaną pojmane do niewoli i uczynione gai’shain. Niby nie proponowała wprost, żeby wziąć do niewoli Aes Sedai zamieszkujące Różaną Koronę, ale zasadniczo to właśnie dała do zrozumienia.