— Do Łzy! Rand, ja od dwóch miesięcy jestem w drodze. Moje siedzenie nabrało kształtu siodła.
— Mogę cię ugościć tutaj tej nocy. Dzisiaj. Prześpisz się w jakimś generalskim namiocie i będziesz trzymał się z dala od siodeł tak długo, jak zechcesz.
Perrin popatrzył na niego; zdawał się mówić to wszystko poważnie. Nagle zadał sobie pytanie, czy Rand zachował jeszcze zdrowe zmysły. Światłości, przecież musi je zachować, przynajmniej do Tarmon Gai’don. Upił duży łyk ponczu, chcąc pozbyć się gorzkiego smaku z ust. Jak mógł tak pomyśleć o przyjacielu!
— Rand, nawet gdybyś mógł przenieść mnie teraz do Kamienia Łzy, to i tak bym ci odmówił. Jest tu w Caemlyn ktoś, z kim muszę porozmawiać. I chciałbym też zobaczyć się z Bode i pozostałymi dziewczętami.
Rand zdawał się go nie słuchać. Padł na jedno z pozłacanych krzeseł i zapatrzył się ponuro na Perrina.
— Pamiętasz, jak Thom żonglował, i zdawało się to takie łatwe? No cóż, ja właśnie teraz żongluję, tak jak potrafię, ale to nie jest proste. Sammael w Illian; pozostali Przeklęci, Światłość jedna wie gdzie. Czasami myślę, że oni wcale nie są w tym wszystkim najgorsi. Rebelianci, którzy mnie uważają za fałszywego Smoka. Zaprzysięgli Smokowi, którzy uważają, że mogą palić wioski w moim imieniu. Czyś ty słyszał, co głosi Prorok, Perrin? Nieważne zresztą, wcale nie jest gorszy od innych. Mam sojuszników, którzy nienawidzą się wzajemnie; a najlepszy generał, jakiego znam, taki, który może stawić czoło Illian, koniecznie chce już ruszyć do szarży i dać się zabić. Elayne zjawi się tu prawdopodobnie za półtora miesiąca, jeśli szczęście dopisze, ale do tego czasu w tym kraju może dojść do buntu. Światłości, ja chcę jej przekazać zjednoczony Andor. Zastanawiałem się, czy osobiście jej tutaj nie przywieźć, ale to najgorsza z rzeczy, jakie mogę zrobić. — Pocierał twarz obiema dłońmi. — Najgorsza.
— Co na to Moiraine?
Rand opuścił dłonie, tylko odrobinę, by móc spojrzeć na Perrina.
— Moiraine nie żyje, Perrin. Zabiła Lanfear, umarła, i na tym koniec.
Perrin usiadł. Moiraine? Nie wierzył własnym uszom.
— Jeśli Alanna i Verin są tutaj... — Obrócił — puchar w dłoniach. Nie potrafił się zmusić, by zaufać którejkolwiek. — Czy prosiłeś je o radę?
— Nie! — Ręka Randa wykonała gwałtowny gest, jakby coś cięła. — One mają trzymać się ode mnie z daleka, Perrin; powiedziałem im to jasno.
Perrin postanowił, że poprosi Faile, by ta dowiedziała się od Alanny albo Verin, co się właściwie dzieje. W obecności tych dwóch Aes Sedai często czuł się nieswojo, ale Faile zdawała się utrzymywać z nimi dobre stosunki.
— Rand, wiesz równie dobrze jak ja, że niebezpiecznie jest gniewać Aes Sedai. Moiraine przyjechała nas szukać, ale bywały takie sytuacje, kiedy miałem wrażenie, że chce zabić Mata, mnie i ciebie. — Rand nic nie powiedział, ale chyba słuchał, bo przekrzywił głowę. — Jeśli bodaj dziesiąta część opowieści, jakich się nasłuchałem od Baerlon, przynajmniej w połowie opiera się na prawdzie, to chyba jest to najmniej odpowiedni moment, by doprowadzać Aes Sedai do wściekłości z twojego powodu. Nie będę udawał, że wiem, co się dzieje w Wieży, ale...
Rand otrząsnął się i pochylił do przodu.
— Wieża podzieliła się na dwie równe części, Perrin. Jedna połowa uważa, że ja jestem prosiakiem, którego da się kupić na targowisku, druga zaś... Właściwie to nie wiem, co te sobie myślą. Przez trzy kolejne dni odbywałem codzienne spotykania z kilkoma posłankami. Tego popołudnia mam je znowu przyjąć, ale co z tego? Nadal nie potrafię ich zmusić, żeby się określiły. Pada z ich ust o wiele więcej pytań niż odpowiedzi i raczej nie są zadowolone, że jestem równie lakoniczny jak one. Elaida przynajmniej... to ona jest nową Amyrlin, jeśli jeszcze nie słyszałeś... jej posłanki przynajmniej coś mówią, mimo iż najwyraźniej uznały, że nie będę specjalnie dociekliwy, tak wielkie wrażenie zrobią na mnie dygające Aes Sedai.
— Światłości! — wydyszał Perrin. — Światłości! Chcesz powiedzieć, że część Aes Sedai naprawdę się zbuntowała i że znalazłeś się dokładnie pomiędzy Wieżą i rebeliantkami? Dwa niedźwiedzie gotowe do walki, a ty zamierzasz zbierać między nimi jagody! Czy nigdy ci nie przyszło do głowy, że i bez tego możesz mieć dość kłopotów ze strony Aes Sedai? Powiem ci otwarcie, Rand. Siuan Sanche sprawiała, że palce skręcały mi się w butach, ale przy niej człowiek przynajmniej wiedział, na czym stoi. Przez nią czułem się tak, jakbym był koniem, a ona starała się zadecydować, czy się nadaję do długiej, trudnej jazdy, ale przynajmniej okazywała jasno, że nie zamierza mnie osiodłać.
Śmiech Randa zabrzmiał zbyt ochryple, by można go było nazwać wesołym.
— Naprawdę uważasz, że jeśli ja zostawię Aes Sedai w spokoju, to one zrobią to samo? Rozłam w Wieży jest najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić. Są zbyt zajęte obserwowaniem siebie nawzajem, by skierować całą uwagę na mnie. Gdyby nie to, wszędzie, gdzie bym się nie udał, towarzyszyłoby mi dwadzieścia Aes Sedai. Pięćdziesiąt. Mam za sobą Łzę i Cairhien, do pewnego stopnia, a także poparcie w tym kraju. Bez tego rozłamu za każdym razem, gdy otworzyłbym usta, znalazłby się ktoś, kto by powiedział: „No tak, ale Aes Sedai mówią...” Perrin, Moiraine robiła, co mogła, żeby wiązać do mnie sznurki, dopóki nie kazałem jej przestać, i prawdę powiedziawszy, nie jestem wcale pewien, czy rzeczywiście posłuchała. Kiedy jakaś Aes Sedai twierdzi, że będzie ci tylko udzielać rad, a decydować będziesz ty sam, to chce przez to powiedzieć, że wie, co powinieneś robić, i że w miarę możności zmusi cię do tego. — Podniósł puchar i upił duży łyk. Kiedy go odstawił, zdawał się spokojniejszy. — Gdyby Wieża była zjednoczona, nie mógłbym nawet ruszyć palcem bez zapytania pierwej sześciu Aes Sedai o pozwolenie.
Perrin omal nie parsknął śmiechem, ale nie dlatego, że zrobiło mu się wesoło.
— A więc ty uważasz, że lepiej... no co?... wykorzystać zbuntowane Aes Sedai w do walki z Wieżą? Albo przyklaskujesz bykowi, albo niedźwiedziowi; jak przyklaskujesz obydwóm, to cię zadepczą i zjedzą.
— To nie takie proste, Perrin, tyle, że one o tym nie wiedzą — odparł Rand zadowolonym tonem i pokręcił głową. — Jest jeszcze trzecia strona, gotowa przede mną uklęknąć. O ile będzie skłonna raz jeszcze nawiązać ze mną kontakt. Światłości! Nie powinniśmy spędzać pierwszej godziny naszego pierwszego spotkania po takim czasie na gadaniu o Aes Sedai. Pole Emonda, Perrin... — Twarz mu złagodniała, przez co niemalże przypominał Randa, którego Perrin zapamiętał z dawnych lat, i nawet się szczerze uśmiechnął.- Spędziłem bardzo mało czasu w towarzystwie Bode i innych dziewcząt, ale trochę opowiedziały mi o zmianach. Wyjaśnij, co się zmieniło, Perrin. I co zostało takie, jak zawsze.
Przez dłuższą chwilę rozmawiali o uchodźcach i wszystkich nowościach, które ci sprowadzili: o nieznanych odmianach fasoli, dyni, gruszek i jabłek, o tkaniu cienkich materii i być może dywanów, o wypalaniu cegieł i dachówek, o kamieniarce i meblach zdobniejszych, niźli wszystkie, jakie dotychczas widziano w Dwu Rzekach. Perrin przywykł do rzesz ludzi, przybywających przez Góry Mgły, ale Randa te wieści wyraźnie oszołomiły. Omówili dokładnie zalety i wady muru, który niektórzy chcieli postawić wokół Pola Emonda i innych wiosek, i kwestię, czy lepiej stawiać mury z kamienia, czy z bali. Rand czasami zdawał się w rozmowie taki jak dawniej, kiedy na przykład naśmiewał się z kobiet, które na początku twardo występowały przeciwko strojom z Tarabonu albo Arad Doman, a później podzieliły się na te, które nie włożą nic prócz grubych sukien z Dwu Rzek, i te, które pocięły wszystkie stare ubrania na szmatki. Albo z tych licznych młodych mężczyzn, którzy wyhodowali sobie wąsy jak Tarabonianie albo Domani, a niekiedy też kozie bródki rodem z Równiny Almoth. Niektórzy wyglądali tak, jakby mieli uwiązane jakieś zwierzę pod nosem. Perrin wolał nie dodawać, że brody takie jak jego stały się jeszcze bardziej popularne.