Kiedy mój ojciec, Mitsobar, przejął tron, pozostałe Domy posiadały większą część miasta niż on sam. Gdyby wyszedł z tego pałacu bez gwardzistów, to zostałby zaszyty w worku z kamieniami i wrzucony do rzeki. Po śmierci dał mi to, co mam teraz. Czyli niewiele w porównaniu z innymi władcami. Człowiek jadący na wypoczętych koniach mógłby dotrzeć do granic moich włości w jeden dzień. Ale nie próżnowałam. W momencie, gdy nadeszły wieści o Smoku Odrodzonym, byłam pewna, że mogę dać Beslanowi dwa razy tyle, ile sama dostałam, a oprócz tego jakieś sojusze. Kamień Łzy i Callandor wszystko zmieniły. A teraz dziękuję Pedronowi Niallowi za to, że załatwił, by Illian zabrało tylko stumilowy płat Altary zamiast dokonywać inwazji. Słucham Jaichima Carridina i nie pluję mu w twarz, nie bacząc na to, ilu Altaran poległo w Wojnie z Białymi Płaszczami. Słucham Carridina, Teslyn i Merilille, modląc się, żebym mogła przekazać cokolwiek memu synowi, zamiast utonąć w wannie w dniu, w którym Beslana spotka wypadek na polowaniu.
Tylin zrobiła głęboki wdech. Pogodna mina pozostała, ale do głosu wkradła się ostra nuta.
— Ale do rzeczy. Stanęłam dla was na samym środku targu rybnego z obnażoną piersią. Odpowiedzcie na moje pytania. Dlaczego mam honor powitać kolejne cztery Aes Sedai?
— Przyjechałyśmy tu po to, żeby znaleźć pewien ter’angreal — wyjaśniła Elayne. Kiedy Nynaeve wytrzeszczała oczy, ona opowiedziała wszystko, począwszy od Tel’aran’rhiod, a skończywszy na kurzu w izbie, w której znajdowała się czara.
— Przywrócenie równowagi w pogodzie byłoby błogosławieństwem — stwierdziła po namyśle Tylin — ale z twoich słów wynika, że ten przedmiot znajduje się chyba w Rahad, po drugiej stronie rzeki. Nawet Gwardia Obywatelska rzadko kiedy tam się zapuszcza. Wybaczcie mi, rozumiem przecież, że jesteście Aes Sedai, ale w Rahad ktoś może wbić wam nóż w plecy, nim się zdążycie zorientować. Jeżeli macie piękne odzienie, to użyją bardzo wąskiego ostrza, żeby jak najmniej zbrukać je krwią. Może powinnyście pozostawić te poszukiwania Vandene i Adelas. Moim zdaniem one mają trochę więcej doświadczenia niż wy.
— One powiedziały ci o czarze? — spytała Nynaeve, marszcząc brew, ale królowa pokręciła głową.
— Powiedziały tylko tyle, że mają tutaj czegoś szukać. Aes Sedai nigdy nie mówią więcej niż muszą. — Raz jeszcze błysnął ten nagły uśmiech; wyglądał na całkiem wesoły, sprawiając przy tym, że blizny na policzkach królowej zamieniały się w cienkie kreski.- Wyjąwszy was dwie. Oby lata zanadto was nie zmieniły. Często żałuję, że Cavandra nie wróciła z Wieży; z nią mogłam rozmawiać w taki sposób. — Powstawszy, dała znak, że mają siedzieć, i posuwistymi krokami przeszła przez komnatę, by zastukać w srebrny gong młoteczkiem z kości słoniowej; rozległ się całkiem donośny dźwięk, mimo iż instrument był mały. — Poślę po chłodną, miętową herbatę i porozmawiamy sobie. Powiecie mi, jakiej pomocy się spodziewacie; jeżeli dam wam żołnierzy w charakterze eskorty do Rahad, to znowu dojdzie do Winnych Zamieszek. Może też spróbujecie mi wyjaśnić, dlaczego w zatoce jest pełno statków Ludu Morza, które ani nie dokują, ani nie handlują...
Sporo czasu zeszło im na piciu herbaty i rozmowie, przeważnie na temat niebezpieczeństw, jakie im mogły zagrozić w Rahad, i tego, czego Tylin nie mogła dla nich zrobić, po czym wprowadzony został Beslan, cichy młodzieniec; skłonił się z szacunkiem i zapatrzył na nie pięknymi, czarnymi oczyma, w których pojawiła się chyba ulga, kiedy jego matka pozwoliła mu odejść. On z pewnością ani przez chwilę nie wątpił, że naprawdę są Aes Sedai. Wreszcie obie szukały drogi powrotnej do apartamentów przez pomalowane na żywe kolory korytarze.
— A więc jednak zamierzają przejąć kontrolę nad poszukiwaniami — mruknęła Nynaeve, rozglądając się dookoła, żeby się upewnić, że żaden ze służących nie jest dostatecznie blisko, by to usłyszeć. Tylin dowiedziała się zbyt wiele na ich temat i zbyt wcześnie. A jakby się nie uśmiechała, zgromadzenie Aes Sedai w Salidarze wcale jej się nie podobało. — Elayne, uważasz, że mądrze postąpiłaś, mówiąc jej aż tyle? Ona chce, żeby ten chłopiec zasiadł na tronie, więc być może stwierdziła, że osiągnie to, jeśli pozwoli nam znaleźć czarę, a potem opowie o wszystkim Teslyn. — Jak przez mgłę pamiętała Teslyn, niemiłą kobietę z Czerwonych Ajah.
— Wiem, co moja matka myślała o Aes Sedai podróżujących po Andorze, które nie mówiły jej, co robią. Wiem, co ja bym o nich myślała. Poza tym wreszcie sobie przypomniałam, jak mnie uczono tego powiedzenia: „Wesprzyj się na swym nożu i odpocznij”. Musisz skłamać, żeby obrazić osobę, która ci to mówi. — Elayne nieznacznie zadarła podbródek. — Jeśli zaś idzie o Vandene i Adelas, to im się tylko wydaje, że przejęły dowodzenie. W Rahad może być niebezpiecznie, ale moim zdaniem tu wcale nie jest gorzej niż w Tanchico, a poza tym nie będziemy musiały się bać Czarnych Ajah. Założę się, że za dziesięć dni będziemy miały czarę, ja będę wiedziała, co sprawia, że ter’angreal Mata robi coś, czego nie powinien robić, i wtedy wyruszymy w drogę, żeby przyłączyć się do Egwene. Mat będzie tarł czoło równie energicznie jak pan Vanin, a Vandene i Adelas pozostaną tutaj z Merilille i Teslyn, starając się dociec, co się właściwie stało.
Nynaeve nie wytrzymała; wybuchnęła głośnym śmiechem. Jakiś chudy służący, który właśnie przestawiał wielką wazę ze złotej porcelany, wytrzeszczył na nią oczy, na co ona pokazała mu język. Omal nie upuścił naczynia.
— Nie będę się o nic zakładała, najwyżej o Mata. Dziesięć dni, powiadasz?
49
Zwierciadło Mgieł
Rand z ukontentowaniem zaciągnął się fajką; odziany w samą koszulę siedział pod jedną z białych kolumn otaczających niewielki, owalny dziedziniec i obserwował wodę tryskającą z marmurowej fontanny; jej krople iskrzyły się w słońcu niczym klejnoty. Ta część dziedzińca nadal pozostawała w przyjemnym cieniu. Nawet Lews Therin zachowywał się spokojnie.
— Na pewno nie zastanowisz się raz jeszcze nad wyjazdem do Łzy?
Usadowiony pod drugą kolumną Perrin, który także pozbył się kaftana, wypuścił dwa kółka z dymu, zanim ponownie włożył do ust, ozdobioną rzeźbieniami w kształcie wilczych łbów, fajkę.
— A co ty powiesz na to, co widziała Min?
Próba wykonania własnego kółka zbiegła się z kwaśnym burknięciem i Randowi wyszedł z ust jedynie kłąb dymu. Min nie miała prawa mówić o tym tak, by mógł to słyszeć Perrin.
— Naprawdę chcesz być uwiązany do mojego pasa, Perrin?
— To, czego ja chcę, raczej się nie liczy od tamtego pierwszego razu, kiedy zobaczyliśmy Moiraine w Polu Emonda — odparł sucho Perrin. Westchnął. — Jesteś, kim jesteś, Rand. Jeśli ty przegrasz, wszystko przepadnie. — Pochylił się nagle do przodu, patrząc krzywo w stronę szerokich drzwi skrytych za kolumnami po ich prawej stronie.
Chwilę później Rand usłyszał od tamtej strony kroki, zbyt ciężkie, by mógł stawiać je człowiek. Wielka postać, która wsunęła głowę przez drzwi i weszła na dziedziniec, była więcej niż dwa razy wyższa od posługaczki, która niemalże biegła, by dotrzymać kroku długim nogom ogira.
— Loial! — zawołał Rand, niezdarnie podnosząc się na nogi. Razem z Perrinem dobiegli do niego równocześnie. Uśmiech szerokich ust Loiala niemalże dzielił mu twarz na dwie połowy; długi kaftan, rozchodzący się na wywróconych cholewach sięgających kolan butów, był nadal pokryty pyłem z podróży. Wielkie kieszenie wybrzuszały się od kanciastych kształtów; Loial nigdy się nie rozstawał ze swymi książkami. — Czy jesteś zdrów, Loial?