Jakieś poruszenie na tyłach głównej sali zwróciło jej uwagę; odwróciła głowę i w tym momencie zesztywniał jej kark. Dwie Aes Sedai; musiały wracać z łaźni, wyglądały bowiem na świeżo umyte. Ostatnim razem widziała te dwie miesiąc temu, zanim je wyprawiono z Salidaru, ponieważ Sheriam podejrzewała, że Rand jest gdzieś w Pustkowiu Aiel. Tam właśnie skierowano Berę Harkin i Kirunę Nachiman; do Pustkowia, nie do Caemlyn.
Gdyby nie pozbawiona śladów upływu lat twarz, Bera przypominałaby żonę farmera z tymi kasztanowymi włosami przyciętymi na krótko, ale w tym momencie twarz była zacięta w ponurej determinacji. Kiruna, elegancka i posągowa, zdawała się w każdym calu tym, kim w istocie była, czyli siostrą króla Arafel, arystokratką z możnego rodu. Wielkie, ciemne oczy lśniły, jakby zaraz miała wydać rozkaz wykonania egzekucji i lubować się tym. Obrazy i aury zamigotały wokół nich jak zawsze wokół Aes Sedai i Strażników. Zwłaszcza jedna aura, która na mgnienie oka otoczyła obie kobiety, przykuła wzrok Min, brązowo-żółta i ciemnopurpurowa. Same te kolory nic nie oznaczały, ale ta aura sprawiła, że Min przestała oddychać.
Stół nie stał daleko od schodów, ale dwie kobiety nie spojrzały na Min, kiedy się ku nim kierowały. Żadna nie widziała jej nawet dwa razy w Salidarze, a teraz były pochłonięte rozmową.
— Że też ta Alanna jeszcze go nie przywołała do porządku. — Kiruna mówiła cichym głosem, wskazującym jednak, że zaraz może wybuchnąć gniewem. — Ja bym tak postąpiła. Powiem jej to, kiedy się zjawi, i do Czarnego z konwencjami!
— Jego trzeba wziąć na smycz — zgodziła się beznamiętnym tonem Bera — i to zanim zdoła narobić kolejnych szkód w Andorze. — Bera była Andoranką. — W każdym razie im szybciej, tym lepiej.
Kiedy te dwie posuwistymi krokami weszły na schody, Min uświadomiła sobie, że Mahiro na nią patrzy.
— Jak one się tutaj dostały? — spytała i zdziwiła się, że jej głos brzmi tak normalnie. Razem z Kiruną i Berą było ich trzynaście. Trzynaście Aes Sedai. I jeszcze ta aura.
— Wędrowały śladem wieści o al’Thorze. Znajdowały się w połowie drogi do Cairhien, kiedy usłyszały, że on jest tutaj. Ja bym je obchodził z daleka, Min. Wiem od ich Gaidinów, że nie mają najlepszych humorów. — Kiruna miała czterech Strażników, a Bera trzech.
Min zdobyła się na uśmiech. Miała ochotę uciec z oberży, ale tym wzbudziłaby najrozmaitsze podejrzenia, nawet w Mahiro.
— To chyba dobra rada. A co ze wskazówką dla mnie?
Wahał się jeszcze chwilę, po czym odłożył układankę.
— Nie powiem, jak jest albo jak nie jest, ale słowo, które wpadnie do właściwego ucha... Może powinnaś założyć, że to al’Thor jest zdenerwowany. Może powinnaś się nawet zastanowić, czy nie poprosić, by ktoś inny dostarczał wiadomości, może nawet jeden z nas. — Miał na myśli Strażników — Może siostry postanowiły udzielić al’Thorowi krótkiej lekcji pokory. No, chyba właśnie powiedziałem o jedno słowo za dużo, kapustko. Przemyślisz to?
Min nie wiedziała, czy ta „krótka lekcja” odnosi się do zdarzeń, które miały miejsce w pałacu, czy raczej do jakichś przyszłych zajść, ale wszystko pasowało do siebie. I ta aura.
— To chyba dobra rada. Mahiro, czy zechcesz powiedzieć Meranie, gdy ta będzie mnie szukać, żebym przekazała jakąś wiadomość, że przez następnych kilka dni będę zwiedzała Wewnętrzne Miasto?
— A to ci długa wycieczka — odrzekł ze śmiechem i nieznaczną drwiną w głosie. — Jak nie będziesz uważała, to jeszcze złapiesz męża.
Stajenny z wielkimi uszami wytrzeszczył oczy, kiedy Min uparła się, żeby wyprowadził Dziką Różę z jej przegrody i ponownie ją osiodłał. Wyjechała ze stajni stępa, ale tuż za pierwszym zakrętem, kiedy straciła z oczu „Różaną Koronę”, uderzyła piętami boki klaczy i pogalopowała w stronę pałacu najszybciej, jak Dzika Róża potrafiła ją nieść, roztrącając ludzi zagradzających jej drogę.
— Trzynaście — powiedział obojętnie Rand i to wystarczyło, by Lews Therin znowu spróbował przejąć kontrolę nad saidinem. Niema walka z warczącą bestią. Kiedy Min go poinformowała, że w Caemlyn jest trzynaście Aes Sedai, Rand ledwie zdążył objąć Moc, zanim zrobił to Lews Therin. Po jego twarzy ciekł pot; na kaftanie miał ciemne plamy. Potrafił się skoncentrować tylko na jednej rzeczy. Na trzymaniu saidina z dala od Lewsa Therina. Był tak napięty, drżała mu prawa ręka i mięsień w policzku.
Min przestała spacerować po wyłożonej dywanem posadzce bawialni i podskoczyła na palcach.
— To nie tylko to, Rand! — zawołała dramatycznie. — Ja widziałam aurę. Krew, śmierć, Jedyna Moc, te dwie kobiety i ty, wszystko w tym samym miejscu i o tym samym czasie. — Znowu rozbłysły jej oczy, ale tym razem po policzkach pociekły łzy.- Kiruna i Bera naprawdę cię nie znoszą! Pamiętasz, co widziałam? Kobiety, które potrafią przenosić, które robią ci krzywdę. Te aury, ta trzynasta, i w ogóle, Rand. Tego jest za dużo!
Twierdziła zawsze, że jej widzenia się sprawdzają, aczkolwiek nigdy nie umiała powiedzieć, czy stanie się to za dzień, za rok czy za dziesięć lat; czuł, że jeśli nie opuści w Caemlyn, to w grę może wchodzić dzień. Już sam ten warkot w głowie wystarczał, by wiedzieć, że Lews Therin chce zaatakować Meranę i inne, zanim one napadną na niego pierwsze. A skądinąd ten pomysł nieprzyjemnie go kusił. Może to tylko przypadek, może to, że jako ta’veren naginał los, zwracało się teraz przeciwko niemu samemu, ale fakt pozostawał faktem. Merana postanowiła zaatakować go dokładnie w dniu, w którym liczba Aes Sedai osiągnie trzynaście.
Powstawszy, przeszedł się do sypialni, gdzie wyciągnął z szafy miecz i zapiął sprzączkę w kształcie Smoka.
— Idziesz ze mną, Min — powiedział; pochwycił Berło Smoka i ruszył w stronę drzwi.
— Dokąd? — spytała podniesionym tonem i otarła twarz chusteczką, ale poszła za nim posłusznie; zdążył już wyjść na korytarz. Jalani poderwała się na równe nogi nieco szybciej niż Beralna, chuda rudowłosa dziewczyna o niebieskich oczach i groźnym uśmiechu.
Kiedy nie było przy nim nikogo oprócz Panien, Beralna zwykła gapić się na niego tak, jakby się zastanawiała, czy uczynić mu tę łaskę i zrobić to, czego żądał, ale tym razem skarcił ją ostrym spojrzeniem. Pustka sprawiała, że jego głos brzmiał odlegle i zimno. Głos Lewsa Therina przycichł do stłumionych pojękiwań, ale Rand nie odważył się odetchnąć. Nie w Caemlyn; w ogóle nigdzie w okolicy Caemlyn.
— Beralna, znajdź Nanderę i każ jej spotkać się ze mną w komnatach Perrina, z tyloma Pannami, ile zechce zabrać. — Nie mógł zostawić Perrina i to wcale nie z powodu jakiejś wizji; kiedy Merana odkryje, że Smok Odrodzony zniknął, wtedy jedna z nich może zechcieć związać Perrina więzią, tak jak to zrobiła z nim Alanna. — Prawdopodobnie nie wrócę już tutaj. Jeśli ktoś zobaczy Perrina, Faile albo Loiala, niech im powie, że też mają się ze mną spotkać. Jalani, znajdź panią Harfor. Przekaż jej, że potrzebuję pióra, atramentu i papieru. — Przed wyjazdem musiał napisać kilka listów. Znowu zatrzęsła mu się ręka i dodał: — Mnóstwo papieru. No co jest? Idźże wreszcie! — Wymieniły spojrzenia i puściły się do biegu. Sam ruszył w przeciwnym kierunku; Min z trudem dotrzymywała mu kroku.
— Rand, dokąd się udajemy?
— Do Cairhien. — Za sprawą otaczającej go Pustki zabrzmiało to tak jak uderzenie w twarz. — Zaufaj mi, Min. Ja ci nic nie zrobię. Odetnę sobie rękę, zanim cię skrzywdzę. — Milczała, a kiedy wreszcie spojrzał na nią, wpatrywała się w niego z dziwną miną.