Выбрать главу

— Chyba za późno. — Kobieta powstała i popatrzyła na zwycięzcę. — Musisz powiedzieć żonie Masika, że zabiłeś jej męża, Baris.

— Tak, Asra — odparł potulnie Baris.

Asra odwróciła się, nie patrząc więcej na żadnego z mężczyzn, i w rzadkim tłumie utworzyło się przejście. Kiedy mijała je, w odległości kilku kroków, Elayne zauważyła dwie rzeczy. Jedną z nich była siła tej kobiety; Elayne postarała się ją ocenić. Spodziewała się poczuć całkiem sporo, ale Asra najprawdopodobniej nigdy by nie pozwoliła zrobić sobie sprawdzianu na Przyjętą. Uzdrawianie musiało być jej najsilniejszym Talentem — być może jedynym, jako że zapewne była dzikuską — i znakomicie wyćwiczonym dzięki stałemu używaniu. Może nawet wierzyła, że te zioła są niezbędne. Drugą rzeczą, na jaką Elayne zwróciła uwagę, była twarz kobiety. Ogorzała wcale nie od słońca, jak jej się z początku wydawało. Asra z całą pewnością pochodziła z Arad Doman. Co, na Światłość, dzikuska z Arad Doman robiła w Rahad?

Elayne miała ochotę pójść za nią, ale Birgitte pociągnęła ją w przeciwną stronę.

— Znam to twoje spojrzenie, Elayne. — Birgitte omiotła wzrokiem ulicę, jakby się spodziewała, że któryś z przechodniów może podsłuchiwać. — Nie wiem, dlaczego chcesz gonić tę kobietę, ale ją tutaj wyraźnie szanują. Spróbuj ją zaczepić, a zobaczysz więcej dobytych noży, niż ty i ja razem wzięte potrafiłybyśmy odeprzeć.

Miała rację, zresztą nie po to przyjechały do Ebou Dar, żeby szukać dzikusek z Arad Doman.

Dotknąwszy ramienia Birgitte, skinęła głową w stronę dwóch mężczyzn, którzy właśnie wychodzili zza rogu. Nalesean, ubrany w niebieski kaftan z satynowymi paskami, wyglądał w każdym calu na taireniańskiego lorda; był zapięty po szyję, toteż jego spocona twarz błyszczała niemalże tak samo jak wypomadowana bródka. Spoglądał krzywo na każdego, kto bodaj na niego zerknął, i z pewnością już dawno wdałby się w bójkę, gdyby cały czas nie gładził rękojeści miecza, dając do zrozumienia, że ma na to wielką ochotę. Mat, dla odmiany, nie stroił żadnych min. Szedł obok chwiejnym krokiem i gdyby nie ewidentnie zły humor, mógłby się znakomicie bawić. W rozchełstanym kaftanie, kapeluszu naciągniętym na czoło i chuście zawiązanej na szyi, wyglądał tak jakby spędził całą noc na wałęsaniu się po tawernach, co zresztą było jak najbardziej prawdopodobne. Zdziwiła się, ponieważ dotarło do niej, że nie myślała o nim od wielu dni. Aż ją zaświerzbiły ręce, tak chciała je położyć na jego ter’angrealu, ale czara była nieskończenie ważniejsza.

— Dotąd nigdy mi to nie przyszło do głowy — mruknęła Birgitte — ale uważam, że Mat jest o wiele bardziej niebezpieczny niż ci dwaj. N’Shar z Mameris. Zastanawiam się, co oni robią po tej stronie Eldar.

Elayne wytrzeszczyła oczy. Co? Gdzie?

— Pewnie wypili całe wino po drugiej stronie. Birgitte, wolałabym doprawdy, żebyś się skupiła na tym, co my tutaj robimy. — Tym razem nie zamierzała zadawać żadnych pytań.

Kiedy Mat z Naleseanem przeszli dalej, Elayne znowu przestała o nich myśleć i zaczęła uważnie obserwować ulicę. Byłoby cudownie, gdyby znalazły dzisiaj czarę. Nie tylko dlatego, że następnym razem miała się połączyć w parę z Aviendhą. Zaczynała już lubić tę kobietę — mimo jej nadzwyczaj osobliwych wyobrażeń na temat Randa i ich obu; nadzwyczaj! — niestety, Aviendha lubiła prowokować kobiety, które zdawały się chętne do użycia noża. Była wręcz rozczarowana, że mężczyźni spuszczali wzrok, kiedy na nich popatrzyła; zamiast dać się sprowokować, tak jak to czyniły kobiety!

— To ten — powiedziała Elayne, pokazując palcem. Nynaeve mogła nie mieć racji odnośnie czterech pięter. Czyżby? Elayne naprawdę liczyła, że Egwene znalazła jakieś rozwiązanie.

Egwene czekała cierpliwie, a Logain tymczasem napił się wody. Jego namiot nie był taki przestronny jak kwatery w Salidarze, ale i tak obszerniejszy niż większość rozbitych w obozie. Musiało w nim starczyć miejsca dla sześciu sióstr siedzących na zydlach, podtrzymujących jego tarczę. Sugestia Egwene, żeby ją podwiązać, wywołała niemalże wstrząs, aczkolwiek żadna tego nie uzewnętrzniła, zwłaszcza teraz, po tym, jak wyniosła cztery kobiety do godności Aes Sedai bez przeprowadzenia sprawdzianów i bez Różdżki Przysiąg, i istniała możliwość, że nie zechce na tym poprzestać. Siuan uprzedziła, że one się na to nie zgodzą. Nie liczyło się dla nich, że Logain, podobnie jak Siuan i Leane, w wyniku poskromienia i Uzdrowienia, nie jest już taki silny jak kiedyś, w związku z czym jego tarczę mogły podtrzymać trzy siostry; obyczaj dyktował, że ma ich być sześć i że tarcza odcinająca mężczyznę od Źródła powinna być podtrzymywana, nie podwiązywana. Pojedyncza lampa rzucała migotliwe światło. Ona i Logain siedzieli na kocach rozłożonych w zastępstwie dywaników.

— Żebyśmy się właściwie zrozumieli — powiedział Logain po odstawieniu cynowego pucharu. — Chcesz wiedzieć, co ja myślę o amnestii al’Thora? — Część sióstr poruszyła się niespokojnie na zydlach, może dlatego, że nie raczył nazwać jej „Matką”, ale najprawdopodobniej powodem był wstręt, który wzbudzał w nich ten temat.

— Tak, chcemy znać twoje przemyślenia. Z pewnością jakieś musisz mieć. W Caemlyn, przy nim, bez wątpienia otrzymałbyś jakieś zaszczytne stanowisko. Tutaj możesz lada dzień zostać poskromiony. Ale do rzeczy. Twierdzisz, że od sześciu lat skutecznie bronisz się przed obłędem. Jakie, twoim zdaniem, są szanse, że tym mężczyznom też się to uda?

— Czy one naprawdę znowu chcą mnie poskromić? — Mówił cicho, zbolałym i jednocześnie gniewnym głosem. — Połączyłem z wami swój los. Zrobiłem wszystko, o co prosiłyście. Sam zaproponowałem, że przysięgnę na wszystko, co chcecie.

— Komnata niebawem o tym zadecyduje. Niektóre wolałyby, żebyś niebawem umarł, w jakichś dogodnych okolicznościach, tak by twoja śmierć wyglądała na całkowicie naturalną. Aes Sedai nie mogą kłamać. Ale nie sądzę, byś musiał się tego obawiać. Nie dopuszczę, żeby coś ci się stało, bo służyłeś nam dobrze. I cokolwiek się zdarzy, nadal możesz to robić i dopatrzyć, by Czerwone Ajah poniosły karę, jeśli tego pragniesz.

Logain gwałtownym ruchem podźwignął się z kolan, z gniewnym grymasem na twarzy; natychmiast objęła saidara i w mgnieniu oka został opakowany w strumienie Powietrza. Siostry włożyły w tarczę całą swoją siłę — jeszcze jeden obyczaj; należało włożyć całą siłę w tarczę odcinającą mężczyznę od Źródła — ale niektóre mogły rozszczepić sploty i skierować je przeciwko niemu, jeśli uważały, że chce ją skrzywdzić. Pragnęła go ochronić przed okaleczeniem.

Sploty sprawiły, że musiał ponownie uklęknąć; zdawało się to nie robić na nim wrażenia.

— Chcesz wiedzieć, co myślę o amnestii al’Thora? Żałuję, że nie jestem teraz przy nim! A żebyście sczezły! Zrobiłem wszystko, o co prosiłyście! A żebyście sczezły w Światłości!

— Uspokój się, panie Logain. — Egwene zdziwiła się, że mówi tak spokojnym głosem. Serce jej waliło, aczkolwiek z pewnością nie ze strachu przed tym człowiekiem. — Przysięgam ci to. Nigdy nie uczynię ci krzywdy, ani też nie dopuszczę, by zrobiła to jedna z tych, które podążają za mną, o ile będę miała na to wpływ, chyba że obrócisz się przeciwko nam. — Rozwścieczenie, które do tej pory malowało się na jego twarzy, ustąpiło miejsca obojętności. Czy on jej w ogóle słuchał? — Niemniej jednak Komnata postąpi tak, jak zadecyduje. Czy już się uspokoiłeś?- Zmęczony, pokiwał głową, a wtedy uwolniła sploty. Przypadł z powrotem do posadzki namiotu, nie patrząc na nią. — Porozmawiam z tobą na temat amnestii, kiedy będziesz bardziej opanowany. Może za dzień lub dwa. — Znowu skinął głową, szorstko, odwracając wzrok.