Выбрать главу

— Za mało jesz — stwierdziła Somara, usiłując pogładzić go po włosach, dopóki nie cofnął głowy.

Enaila przyjrzała mu się uważnie.

— Aviendha przypilnowałaby, żebyś jadł, tylko ty jej unikasz.

— Najpierw wzbudza jej zainteresowanie, a potem przed nią ucieka — mruknęła Somara. — Musisz znowu przyciągnąć jej uwagę. Może zaproponujesz, że jej umyjesz włosy?

— Nie powinien być aż taki śmiały — odparła stanowczo Enaila. — Będzie aż nadto, jeśli ją poprosi o zgodę na wyszczotkowanie włosów. Z pewnością nie chce, by uznała go za zbyt śmiałego.

Somara pociągnęła nosem.

— Ona nie pomyśli, że jest nazbyt śmiały, skoro teraz przed nią ucieka. Można cię uznać raczej za zbyt skromnego, Randzie al’Thor.

— Do was nie dociera, że żadna z was nie jest moją matką, prawda?

Dwie odziane w cadin’sor kobiety popatrzyły na siebie z konsternacją.

— Czy twoim zdaniem to kolejny dowcip mieszkańca mokradeł? — spytała Enaila, a Somara wzruszyła ramionami.

— Nie wiem. On nie wygląda na rozbawionego. — Poklepała Randa po plecach. — Jestem pewna, że to był dobry dowcip, ale musisz go nam wytłumaczyć.

Rand cierpiał w milczeniu, zgrzytając tylko zębami, a one przypatrywały mu się, kiedy jadł. Dosłownie przypatrywały się każdej nabranej przez niego łyżce. Sprawy nie stały się łatwiejsze, kiedy wyszły, zabierając talerz, a ich miejsce zajęła Sulin. Sulin udzieliła mu dość bezczelnej i całkiem niestosownej rady odnośnie do sposobu, w jaki mógłby na powrót wzbudzić zainteresowanie Aviendhy; wśród Aielów pierwsza-siostra mogła zrobić coś takiego dla pierwszego-brata.

— Powinieneś być w jej oczach przyzwoicie skromny — powiedziała mu siwowłosa Panna — ale nie tak skromny, by cię uznała za nudnego. Poproś ją, żeby ci wyszorowała plecy w łaźni parowej, ale bądź przy tym zawstydzony, spuść oczy. Kiedy już się rozbierzesz przed nocnym spoczynkiem, wykonaj nagle taneczny pląs, jakbyś radował się życiem, po czym przeproś, udając, że teraz dopiero zauważyłeś jej obecność i natychmiast schowaj się pod koce. Potrafisz się zaczerwienić?

Dalej cierpiał, nie mówiąc słowa. Panny wiedziały tak dużo, a jednocześnie nie dość.

Po powrocie do Caemlyn, kiedy słońce już zaszło, Rand zakradł się do swych apartamentów z butami w ręku, po omacku szukając w przedsionku drogi do sypialni. Nawet gdyby nie wiedział, że Aviendha tam z pewnością będzie, już wyciągnięta na legowisku pod ścianą, wyczułby jej obecność. W ciszy nocnej potrafił dosłyszeć jej oddech. Tym razem przynajmniej zdawało mu się, że odczekał dostatecznie długi czas, by zdążyła zasnąć. Próbował położyć kres temu wszystkiemu, ale zupełnie nie zwracała uwagi na jego starania, a Panny wyśmiewały się z jego “nieśmiałości” i “skromności”. To dobre cechy u mężczyzny, kiedy jest sam, zgadzały się, o ile nie są doprowadzone do przesady.

Ułożył się łóżku, z ulgą, że Aviendha już śpi — i niejakim rozgoryczeniem, bo nie odważył się zapalić lampy i nie mógł się umyć — i w tym momencie przewróciła się na swym posłaniu. Najprawdopodobniej przez ten cały czas w ogóle nie spała.

— Śpij dobrze i czujnie. — Tyle tylko powiedziała.

Z myślą, jak idiotyczne jest to nagłe zadowolenie z tego powodu, że jakaś kobieta, której tak starał się unikać, powiedziała mu dobranoc, wepchnął pod głowę wypchaną gęsim pierzem poduszkę. Aviendha prawdopodobnie uznała to za absolutnie cudowny dowcip; naigrawanie się było u Aielów niemalże rodzajem sztuki, a im bliżej sytuacji, w której omalże nie dochodziło do przelania krwi, tym lepiej. Sen zaczął przychodzić i jego ostatnią świadomą myślą było, że wymyślił własny, kapitalny dowcip, na razie znany jedynie jemu, Matowi i Bashere. Sammael nie miał za grosz poczucia humoru, ale ten wielki młot, armia czekająca w Łzie, była największym dowcipem, jaki świat kiedykolwiek słyszał. Jeśli szczęście dopisze, Sammael będzie już martwy, zanim się zorientuje, że powinien się śmiać.

5

Inny taniec

Pod wieloma względami “Złoty Jeleń” zasługiwał na swoją reputację. Wielką wspólną izbę gospody zastawiono wypolerowanymi stołami i ławami z nogami rzeźbionymi w róże. Jedna z posługaczek w białym fartuszku nie robiła nic innego, tylko zamiatała posadzkę wyłożoną jasnym kamieniem. Pobielone ściany zdobił malowany pas z niebiesko-złotych zakrętasów, który biegł tuż pod linią styku z wysokim belkowanym stropem. Paleniska kominków zbudowanych z równo ociosanych kamieni dekorowały gałązki wiecznie zielonych roślin; nad każdym nadprożem wyrzeźbiony był jeleń, który rozłożystym porożem wspierał kielich z winem. Obramowanie jednego z kominków stroił dodatkowo wysoki zegar z odrobiną złoceń. Niewielkie podium na tyłach sali zajmowała grupka muzyków, złożona z czterech spoconych mężczyzn w samych koszulach, wśród których dwaj wygrywali płaczliwe trele na fletach, a dwaj inni brzdąkali na dziewięciostrunowych bitternach, oraz rumianolicej kobiety w sukni w niebieskie paski, która manipulowała maleńkimi drewnianymi młoteczkami na dulcimerze osadzonym na cienkich nóżkach. Przez izbę bezustannie przewijało się kilkanaście posługaczek odzianych w jasnoniebieskie suknie i fartuszki — przeważnie pięknych, aczkolwiek były wśród nich również takie, które miały tyle samo lat co pani Daelvin, pulchna i niska oberżystka z siwym koczkiem zaplecionym tuż nad karkiem. Było to jedno z takich miejsc, za jakimi Mat przepadał; obiecywało wygody i pachniało pieniądzem. Wybrał je, ponieważ znajdowało się prawie w samym środku miasta, a i nie bito w nim tak bardzo po kieszeni.

Rzecz jasna, nie wszystko w tej oberży wyjaśniało jej renomę — drugiej w rankingu najlepszych w Maerone. Z kuchni buchała woń baraniny i wszechobecnej rzepy, a także nieodmiennej pikantnej zupy z jęczmienia, mieszając się z napływającym z zewnątrz zapachem kurzu i koni. Cóż, żywność stanowiła problem w miasteczku nie dość, że po brzegi wypełnionym uchodźcami i żołnierzami, to jeszcze otoczonym obozowiskami, w których mieszkali kolejni przybysze. Na ulicy co rusz to rozbrzmiewały, to zamierały męskie głosy wyśpiewujące hałaśliwe pieśni marszowe; słyszało się też stale tupot wysokich butów i końskich kopyt, a także przeklinanie upału. W głównej izbie panowało piekielne gorąco, a powietrze było całkiem nieruchome; otwarcie okien na nic by się nie zdało, a poza tym na wszystkim błyskawicznie osiadłby kurz. Maerone przywodziło na myśl rozgrzany ruszt.

Mat uważał, że z tego, co widzi, należy wnosić, że cały ten przeklęty świat wysycha, ale zupełnie nie miał ochoty się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Bardzo żałował, że nie potrafi zapomnieć o upale, zapomnieć, dlaczego jest w Maerone, zapomnieć o wszystkim. Nie zapiął guzików przy swym dobrym zielonym kaftanie haftowanym złotem przy kołnierzu i mankietach, nie zawiązał tasiemek przy koszuli z cienkiego lnu, a mimo to pocił się jak koń wyścigowy. Może by mu pomogło, gdyby zdjął szarfę z czarnego jedwabiu zapętloną na szyi, ale robił to rzadko tam, gdzie ktoś mógł się mu przyglądać. Wysączywszy wino do dna, postawił cynowy kielich tuż przy łokciu, po czym ujął kapelusz z szerokim rondem, żeby się powachlować. Wszystko, co wypił, ilekolwiek by tego było, szybciej wydalał z potem, niż wchłaniał jego organizm.

Kiedy postanowił zatrzymać się w “Złotym Jeleniu”, lordowie i oficerowie z Legionu Czerwonej Ręki poszli jego śladem, przez co wszyscy inni trzymali się teraz z daleka od tej oberży, co raczej nie budziło niezadowolenia pani Daelvin. Każde łóżko mogła wynająć pięć razy wśród samych tylko lordów i lordziątek z Legionu, a tacy jak oni dobrze płacili, mało wszczynali burd, a jak już jaką wszczęli, to zazwyczaj wychodzili z nią poza oberżę, zanim doszło do rozlewu krwi. Tego popołudnia jednakże tylko dziewięciu czy dziesięciu mężczyzn siedziało przy stołach, a ona co jakiś czas mrugała do pustych ław, klepała się po koczku i wzdychała; do wieczora nie sprzeda znaczniejszych ilości wina, z którego czerpała sporą część zysków. Za to muzycy wkładali dużo wigoru w swoje granie. Garstka lordów zadowolona z muzyki — każdy, kto płacił złotem, zasługiwał na to, by zwracać się doń “mój lordzie” — mogła być bardziej szczodra niźli cała izba pełna prostych żołnierzy.