Выбрать главу

Mat wyrwał jej z ręki medalion, wsunął go z powrotem na miejsce. Ta kobieta niemalże na chwilę nawet nie milkła, jakby nie musiała w ogóle zaczerpnąć oddechu, z pewnością nie dawała mu dość czasu, by zdążył wtrącić bodaj słowo. Twarz mu pociemniała, gdy usłyszał rechotanie Naleseana i Daerida. Niekiedy to szczęście, które towarzyszyło mu przy hazardzie, stawało okoniem w jego kontaktach z kobietami i tamci zawsze uważali, że to zabawne.

— Nie, bo wtedy nie pozwoliliby ci go zatrzymać, prawda? — trajkotała dalej Betse. — A jeśli jesteś prawie lordem, to pewnie wolno ci posiadać takie rzeczy. Może to dlatego, że wiedziałeś za dużo. Wyglądasz na młodzieńca, który mnóstwo wie. Albo tak mu się wydaje. — Na jej twarzy rozbłysnął jeden z tych przenikliwych uśmieszków, którymi posługują się kobiety, gdy chcą ogłupić mężczyznę. Rzadko oznaczał on, że rzeczywiście coś wiedzą, jednak potrafiły sprawić, że mężczyzna tak myślał. — Czy dlatego próbowali cię powiesić, bo tobie się zdawało, że wiesz za dużo? A może za udawanie lorda? Jesteś pewien, że nie jesteś lordem?

Daerid i Nalesean śmiali się już otwarcie i nawet Talmanes chichotał, mimo iż próbowali udawać, że rozbawiło ich coś innego. Daerid, krztusząc się, przytoczył jakąś opowieść o człowieku, który spadał z konia za każdym razem, gdy dostał zadyszki, ale w tych fragmentach, które Mat posłyszał, nie było nic zabawnego.

Ale nadal uśmiechał się szeroko. Nie zamierzał przyznać się do klęski, nawet jeśli Betse potrafiła mówić szybciej niż on biegać. Była bardzo ładna, a on spędził ostatnie kilka tygodni na rozmowach z ludźmi pokroju Daerida albo, jeszcze gorzej, ze spoconymi mężczyznami, którzy czasem zapominali się ogolić i nie mieli zbyt częstych okazji do kąpieli. Na policzkach Betse perlił się wprawdzie pot, za to jej ciało wydzielało delikatną woń lawendowego mydła.

— W rzeczy samej, szrama jest skutkiem tego, że wiedziałem za mało — oświadczył beztroskim tonem. Kobietom się zawsze podobało, jak człowiek lekceważył swoje blizny; Światłość wie, że miał ich już całkiem sporo. — Teraz wiem za dużo, ale wtedy wiedziałem za mało. Można by rzec, że zostałem powieszony z powodu niewiedzy.

Betse, kręcąc głową, wydęła wargi.

— To tak brzmi, jakbyś chciał powiedzieć coś mądrego, Mat. Młodzi lordowie zawsze prawią różne mądre rzeczy, ale przecież ty twierdzisz, że nie jesteś lordem. A poza tym ja jestem prostą dziewczyną; mądrości ulatują mi z głowy. Moim zdaniem proste słowa są najlepsze. Ponieważ ty nie jesteś lordem, więc powinieneś wyrażać się prosto, bo inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że ty udajesz lorda. Żadna kobieta nie lubi, jak mężczyzna udaje kogoś, kim nie jest. Może potrafiłbyś mi wytłumaczyć, co właściwie chciałeś przez to powiedzieć?

Teraz już uśmiechał się z przymusem. W tych przekomarzaniach się z Betse bynajmniej mu nie poszło tak, jak sobie zamierzył. Sam już nie wiedział, czy ona jest kompletną idiotką, czy tylko zręcznie potrafiła sprawić, że potykał się o własne uszy, by nadążyć za tym jej słowotokiem. Ale tak czy owak, była piękna i pachniała lawendą, a nie potem jak jego męska kompania. Daerid i Nalesean mieli takie miny, jakby zaraz mieli się zadławić na śmierć. Talmanes nucił sobie Żabę na lodzie. A więc jego zdaniem on przypomina taką żabę, która poślizgnęła się, upadła na grzbiet i teraz sunie po lodzie, majtając łapami w górze?

Mat odstawił kubek, po czym wstał i skłonił się nad dłonią Betse.

— Jestem, kim jestem i niczym więcej, ale na widok twej twarzy słowa same cisną mi się na usta. — Tym sprawił, że zamrugała; niech sobie mówią, co chcą, kobiety lubią kwieciste gadanie. — Czy zechcesz ze mną zatańczyć?

Nie czekając na odpowiedź, poprowadził ją do wolnej przestrzeni między stołami. Może mu się poszczęści i taniec spowolni trochę wartki strumień słów; ostatecznie jest szczęściarzem. Poza tym nigdy nie słyszał o kobiecie, której taniec nie zmiękczyłby serca.

“Potańcz z nią, a wybaczy wiele; spisz się dobrze w tańcu, a wybaczy wszystko”.

Tak głosiło stare porzekadło. Bardzo stare.

Betse ociągała się, zagryzając dolną wargę i popatrując na panią Daelvin, ale korpulentna, niska oberżystka tylko się uśmiechnęła i machnęła ręką na znak, że się zgadza, po czym nieskutecznie przyklepała niesforne pasemka wystające z jej koczka i zaczęła znowu poganiać pozostałe posługaczki, jakby przy stołach było pełno gości. Pani Daelvin z pewnością ruszyłaby na każdego mężczyznę, w jej przekonaniu zachowującego się niestosownie — wbrew łagodnej aparycji. Co więcej, w spódnicach skrywała krótką pałkę i używała jej niekiedy. Nalesean oglądał się na nią podejrzliwie, kiedy podchodziła bliżej — ale jeśli jakiś mężczyzna, który nie skąpił grosza, miał chęć na tańce, to co w tym złego? Mat ujął ręce Betse i rozłożył je na boki. Przestrzeni między stołami powinno wystarczyć. Muzycy zaczęli grać głośniej, choć niestety wcale nie lepiej.

— Naśladuj mnie — powiedział. — Na początku kroki są łatwe. — Zaczął tańczyć w takt muzyki: ugięcie nóg w kolanach, posuwisty krok w bok prawą stopą, dostawienie do niej lewej. Ugięcie, posuwisty krok i dostawienie, cały czas z rękoma wyciągniętymi na boki.

Betse uczyła się szybko, a stopy stawiała lekko. Gdy dotarli do podium, na którym znajdowali się muzycy, zgrabnie uniósł jej ręce w górę i wykonał obrót, dzięki czemu stanęli do siebie plecami. Potem znowu ugięcie i krok w bok, obrót, po którym znowu stali twarzą w twarz, krok w bok i obrót, i jeszcze raz to samo, przez całą drogę do miejsca, z którego zaczęli. Pojęła to równie prędko, uśmiechając się do niego z zachwytem, gdy tylko pozwalały na to obroty. Była naprawdę piękna.

— Teraz będzie trochę trudniej — wymruczał, obracając się w taki sposób, że ustawili się bokiem do muzyków, ze skrzyżowanymi przegubami i dłońmi połączonymi przed sobą. Prawe kolano w górę, lekki wyrzut nogi w lewo, potem posuwisty krok do przodu i w prawo. Lewe kolano w górę, lekki wyrzut nogi w prawo, krok do przodu i w lewo. Betse wybuchnęła śmiechem, kiedy takimi pląsami znowu podeszli do muzyków. Z każdym przejściem kroki stawały się coraz bardziej skomplikowane, ale jej wystarczyło pokazać coś tylko raz, by zaraz się doń dopasowała, zawsze lekka jak piórko w jego rękach, przy każdym obrocie, skręcie i zawirowaniu. A co najważniejsze, nie odzywała się ani słowem.

Muzyka całkiem go pochłonęła; pląsali tam i z powrotem po całej izbie, a jemu w głowie wirowały i te dawno temu zaginione już nuty, i ten taniec wzorów, i wspomnienia. W tych wspomnieniach był o głowę wyższy, miał długie złotawe wąsy i niebieskie oczy. Nosił kaftan z czerwoną szarfą z bursztynowego jedwabiu, z kryzą z najlepszej koronki z Barsine i ćwiekami z żółtych szafirów z Aramaelle na piersi, a tańczył z emisariuszką Atha’an Miere, Ludu Morza, kobietą obdarzoną mroczną urodą. Cienki złoty łańcuszek łączył jej nozdrze z jednym z licznych kolczyków z medalionami, identyfikując ją jako Mistrzynię Fal klanu Shodin. Jej władza go nie interesowała, to był przedmiot zmartwień króla, nie zaś pośledniego lorda. Była piękna i lekka w jego ramionach, a tańczyli pod wielką kryształową kopułą dworu Shaemal, w czasach gdy cały świat zazdrościł Coremandzie splendoru i potęgi. I jeszcze inne wspomnienia przebłyskiwały w tle tych epizodycznych wspomnień, roziskrzając fragmenty zapamiętanego tańca. Następnego dnia miały nadejść wieści o coraz częstszych rajdach trolloków z Wielkiego Ugoru, a miesiąc potem, że Barsine ze złotymi iglicami zostało złupione, spalone i że hordy trolloków suną na południe. Wtedy właśnie miały się zacząć tak zwane Wojny z trollokami, aczkolwiek w tamtych czasach nikt nie określał tych zdarzeń takim mianem; trzysta lat nieprzerwanej bitwy, krwi, ognia i ruiny, zanim trolloki zostały odparte, zanim wyłapano Władców Strachu. Tak miał się zacząć upadek Coremandy, wraz z całym jej bogactwem i potęgą, a także Essenii, z jej filozofami i sławnymi uczelniami, Manetheren, Eharon oraz wszystkich Dziesięciu Narodów, mimo odniesionego przez nie zwycięstwa obróconych w perzynę, z której powstawać miały inne kraje, kraje, które ledwie pamiętały Dziesięć Narodów, najwyżej jako mityczne figury szczęśliwszych czasów. Ale to miało się dopiero zdarzyć, a on odpychał tamte wspomnienia, pragnąc rozkoszować się tylko tym jednym. Tamtego wieczora jego partnerką w tańcu wzorów była...