Выбрать главу

— Na temat Lewsa Therina? Ty chyba zupełnie pozbawiony jesteś innych zainteresowań. Otóż on zostanie moim ulubieńcem. Uczynię z niego główną atrakcję każdego pokazu. Nie jest, co prawda, dostatecznie przystojny, ale nada się dzięki temu, kim jest. — Uśmiechnąwszy się znowu do swego kielicha, dodała mrucząc tak niesłyszalnie, że usłyszał to jedynie dzięki saidinowi. — A poza tym ja naprawdę lubię wysokich.

Udało mu się opanować zesztywnienie mięśni, ale kosztowało go to mnóstwo wysiłku. Nie był niski, jednak fakt, że jego wzrost nie dostawał do umiejętności, napawał go goryczą. Lews Therin przewyższał go o głowę, podobnie al’Thor. Zawsze istniało domniemanie, że wyższy mężczyzna jest lepszy. Kolejny wysiłek kosztowało nie dotykanie blizny, która przecinała mu ukośnie twarz, od linii włosów po przyciętą w kwadrat bródkę. To Lews Therin był jej sprawcą; zachował ją na pamiątkę. Podejrzewał, że chciała mu dopiec i dlatego celowo źle zrozumiała jego pytanie.

— Lews Therin już od dawna nie żyje — powiedział ostrym tonem. — Rand al’Thor to tylko pyszałkowaty, młody wieśniak; przypomina gracza w choss, któremu dopisało szczęście.

Graendal zamrugała oczyma, udając zdziwienie.

— Naprawdę tak myślisz? Jego na pewno wspomaga coś więcej prócz szczęścia. Dzięki szczęściu nie osiągnąłby aż tyle i to w tak krótkim czasie.

Sammael nie przybył tu, by rozmawiać o al’Thorze, a mimo to miał wrażenie, że u podstawy kręgosłupa gromadzi mu się lód. Znowu zalały go myśli, których dotychczas usilnie starał się unikać. Al’Thor nie był Lewsem Therinem, ale odrodziła się w nim dusza Lewsa Therina, ta dusza, która kiedyś w podobny sposób odrodziła się w samym Lewsie Therinie. Sammael nie był ani filozofem, ani teologiem, jak na przykład Ishamael, który twierdził, że za tym faktem kryją się iście prorocze tajemnice. Ishamael umarł szalony, prawda, ale nawet wtedy, kiedy jeszcze pozostawał przy zdrowych zmysłach, w czasach, gdy zdawało się, że z całą pewnością pokonają razem Lewsa Therina Telamona, utrzymywał, że ta walka trwa od czasu Stworzenia, że to nie kończąca się wojna między Wielkim Władcą a Stwórcą, wysługującym się ludzkimi zastępcami. Co więcej, zaklinał się, że Wielki Władca równie mocno pragnąłby nawrócenia Lewsa Therina na Cień jak odzyskania wolności. Może Ishamael był już wtedy nieco szalony, ale istotnie, poczyniono wysiłki zmierzające ku nawróceniu Lewsa Therina. I Ishamael twierdził też, że tak już się zdarzało w przeszłości, kiedy najlepszy z tworów Stwórcy stawał się istotą podległą Cieniowi, po czym odradzał się jako najlepszy z tworów Cienia.

Z tych stwierdzeń wynikały niepokojące wnioski, wątki, których Sammael nie chciał roztrząsać, niemniej jednak do jego umysłu stale wdzierała się myśl, że Wielki Władca mógłby naprawdę zechcieć uczynić al’Thora Nae’blis. Wszystko przecież nie mogło realizować się w zupełnej próżni. Al’Thor będzie potrzebował pomocy. Pomocy... to mogło wyjaśniać, skąd to szczęście, które rzekomo dotychczas mu dopisywało.

— Czy dowiedziałaś się, gdzie al’Thor ukrywa Asmodeana? Względnie coś o miejscu pobytu Lanfear? Albo Moghedien? — Pajęczyca wiecznie się gdzieś skrywała; dawała o sobie znać zupełnie znienacka, gdy człowiek nabrał już pewności, że nie żyje.

— Wiesz tyle samo co ja — odparła Graendal z zadowoleniem, po czym urwała, by upić łyk ze swego pucharu. — Ja osobiście uważam, że Lews Therin ich zabił. Och, nie patrz na mnie tak krzywo. Al’Thor, skoro tak się upierasz. Ta myśl bynajmniej nie zdawała się jej niepokoić, ale z kolei ona nigdy nie wdałaby się w otwarty konflikt z al’Thorem. Nigdy nie posługiwała się takimi metodami. Gdyby al’Thor ją kiedykolwiek odkrył, zwyczajnie porzuciłaby wszystko i zainstalowała się na nowo w jakimś innym miejscu, albo poddała się, zanim on zadałby cios, po czym zaczęłaby go przekonywać, że jest niezastąpiona. — Z Cairhien docierają pogłoski, jakoby Lanfear zginęła z rąk Lewsa Therina w tym samym dniu, w którym on zabił Rahvina.

— Pogłoski! Lanfear wspomagała al’Thora od samego początku, jeśli chcesz wiedzieć. Zdobyłbym jego głowę w Kamieniu Łzy, gdyby ktoś tam nie posłał Myrddraali i trolloków jemu na odsiecz! To była Lanfear; jestem pewien. Mam jej dosyć. Zabiję ją następnym razem, gdy ją spotkam! Ale czemu zabił Asmodeana? Ja bym go zabił, gdybym umiał go znaleźć, ale przecież przeszedł na jego stronę. On go uczy!

— Zawsze znajdziesz usprawiedliwienie dla swoich porażek — szepnęła do swego ponczu, znowu tak cicho, że nie usłyszałby bez saidina. Po czym dodała głośniej: — Znajdź sobie własne wytłumaczenia, jeśli chcesz. Może nawet masz rację. Ja tylko wiem, że wygląda to, jakby Lews Therin eliminował nas z gry, jedno po drugim.

Sammaelowi dłoń zadrżała z gniewu, przez co omal nie wylał ponczu, zanim odzyskał władzę w ręce, w której trzymał kielich. Rand al’Thor nie był Lewsem Therinem. On sam przeżył wielkiego Lewsa Therina Telamona, rezygnując z pochwał za zwycięstwo, którego w pojedynkę nie był w stanie odnieść, przekonany, że inni będą się w tych pochwałach pławić. Żałował tylko, że ten człowiek nie pozostawił po sobie grobu, na który można-by napluć.

Graendal, przebierając upierścienionymi palcami w takt strzępków melodii dobiegającej ich z dołu, przemówiła nieobecnym głosem; całą swoją uwagę zdawała się skupiać na muzyce.

— Tylu nas już zginęło w konfrontacji z nim. Aginor i Balthamel. Ishamael, Belal i Rahvin. I Lanfear, i Asmodean, w cokolwiek byś wierzył. Prawdopodobnie też Moghedien, ale całkiem możliwe, że pełza teraz gdzieś w cieniach i czeka na upadek nas wszystkich, którzy jeszcze pozostaliśmy przy życiu; jest do tego zdolna przez swoją głupotę. Naprawdę mam nadzieję, że przygotowałeś sobie jakąś kryjówkę, do której będziesz mógł uciec. Raczej nie ma wątpliwości, że to ciebie zaatakuje w następnej kolejności. I to już raczej niedługo, gdyby ktoś pytał mnie o zdanie. Ja tutaj nie doczekam się żadnych armii, za to Lews Therin zgromadził już całkiem sporą, po to, by ją posłać przeciwko tobie. To cena, jaką zapłacisz za to, że nie wystarcza ci sama władza, tylko koniecznie chcesz, by widziano, jak ją dzierżysz.

Tak się składało, że przygotował już sobie drogi odwrotu — tak nakazywała przezorność — ale to jej przekonanie, że znalazł się w potrzebie, sprawiło, że wpadł w furię.

— I nie pogwałcę żadnego z rozkazów Wielkiego Władcy, jeśli zniszczę wtedy al’Thora. — Nie rozumiał Wielkiego Władcy, ale nie rozumienia od niego wymagano, a tylko posłuszeństwa. — To wynika z tego, co mi powiedziałaś. A jeżeli ukryłaś...

Oczy Graendal stwardniały, wypełniając się niebieskim lodem. Mogła unikać konfrontacji, ale nie lubiła pogróżek. W następnej chwili już była cała w uśmiechach. Zmienna jak pogoda w Mjinn.

— Przekazałam ci wszystko, co Wielki Władca powiedział Demandredowi, Sammaelu. Co do słowa. Wątpię, czy on odważyłby się skłamać w imieniu Wielkiego Władcy.

— Ale za mało mi powiedziałaś o planach Demandreda — odparł cicho Sammael. — O planach jego, Semirhage albo Mesaany. Praktycznie nic.

— Powiedziałam ci wszystko, co wiem. — Westchnęła z irytacją. Być może mówiła prawdę. Zdawała się żałować, że nie wie nic więcej. Być może. W jej przypadku wszystko mogło być robione na pokaz. — Co do reszty... Pomyśl, Sammaelu. Zwykliśmy spiskować przeciwko sobie niemalże równie zajadle, jak walczyliśmy z Lewsem Therinem, a mimo to już przecież wygrywaliśmy, zanim on nas dopadł, zgromadzonych w Shayol Ghul. — Zadrżała i przez chwilę jej twarz wyglądała na wynędzniałą. Sammael też wolał nie przypominać sobie tego dnia, albo tego, co stało się potem, tego snu bez snów, podczas którego świat zmienił się nie do poznania i wszystko, co on stworzył tak misternie, zniknęło. — Przebudziliśmy się w świecie, w którym powinniśmy stać wyżej od zwykłych śmiertelników i dać początek nowemu gatunkowi, a giniemy. Zapomnij na chwilę, kto zostanie Nae’blis. Al’Thor... skoro już tak musisz go nazywać... al’Thor był bezbronny jak niemowlę, kiedy się przebudziliśmy.