— I wybuduje — rzuciła oschle Sheriam. Ręka jej się zatrzęsła w trakcie czytania w milczeniu czegoś, co wyglądało jak krótka notatka. — Shemerin uciekła. Przyjęta Shemerin.
Wszystkie trzy zerknęły na Elayne i dopiero wtedy na powrót zajęły się szkatułką, którą znowu musiały otworzyć. Żadna nie skomentowała słów Sheriam.
Elayne omal nie zazgrzytała zębami. Ona i Nynaeve powiedziały im, że Elaida zdegradowała Shemerin, Żółtą siostrę, do rangi Przyjętej, ale oczywiście im nie uwierzyły. Aes Sedai mogła zostać zmuszona do odbycia pokuty albo wygnana, ale nie można jej było odebrać szala, o ile nie została wcześniej ujarzmiona. A jednak wychodziło na to, że Elaida postępuje wbrew prawu obowiązującemu w Wieży.
Te kobiety nie dawały wiary wielu informacjom, które od nich usłyszały. Ktoś tak młody jak Przyjęte nie mógł posiadać dostatecznej wiedzy o świecie, by wiedzieć, co może, a co nie może się zdarzyć. Młode kobiety są łatwowierne, naiwne; mogły zobaczyć i uwierzyć w coś, co nie istniało. Z dużym wysiłkiem się pohamowała, by nie tupnąć nogą. Przyjęta przyjmowała to, co jej dała Aes Sedai i nie prosiła o to, czego Aes Sedai nie chciała jej dać. Czyli na przykład o przeprosiny. Zachowała więc niewzruszoną twarz, ukrywając wrzące w środku emocje.
Siuan nie czuła się ograniczona niczym takim. Zazwyczaj. Kiedy Aes Sedai na nią nie patrzyły, kąpała je wszystkie w ponurych spojrzeniach. Rzecz jasna, gdy któraś z nich zerknęła w jej kierunku, w mgnieniu oka oblekała twarz w maskę pokornej akceptacji. W tym miała sporo wprawy. Lew uchodzi z życiem dzięki temu, że jest lwem, usłyszała od niej kiedyś Elayne, a mysz dzięki temu, że jest myszą. Siuan konsekwentnie starała się udawać mysz, jednak robiła to z przymusu i z widoczną niechęcią.
Elayne wydało się, że wychwyciła niepokój w oczach Siuan. To zadanie należało do Siuan, od czasu gdy dowiodła Aes Sedai, że potrafi bezpiecznie posługiwać się pierścieniem — po tajnych lekcjach, które Elayne i Nynaeve udzieliły jej i Leane — i stanowiła główne źródło informacji. Ponowne nawiązanie kontaktu ze szpiegami rozsianymi po różnych krajach i sprawienie, by kierowali swe raporty nie do Wieży, lecz do Salidaru, wymagało czasu. Gdyby Sheriam i pozostałe postanowiły przejąć to na siebie, wówczas Siuan stałaby się o wiele mniej użyteczna. W całej historii Wieży nie istniała taka siatka agentów, która byłaby prowadzona przez kogoś innego niż pełną siostrę, dopóki do Salidaru nie przybyła Siuan ze swoją wiedzą o wywiadzie Amyrlin oraz Niebieskich Ajah, którymi kierowała, zanim została Zasiadającą. Beonin i Carlinya wyrażały otwartą niechęć wobec uzależnienia się od kobiety, która nie była już jedną z nich, a pozostałe nie były od tego dalekie. Prawdę powiedziawszy, chodziło pewnie o to, że nie czuły się swobodnie w obecności kobiety, która została ujarzmiona.
Sama Elayne też nie bardzo miała co robić. Aes Sedai mogły nazywać to lekcją, mogły nawet tak o tym myśleć, ale na podstawie przeszłych doświadczeń wiedziała, że gdyby nie proszona próbowała im udzielić jakichś nauk, to wtedy przerwano by jej bezceremonialnie. Była tutaj tylko po to, by odpowiadać na ich ewentualne pytania i nic więcej. Pomyślała o stołku — pojawił się, z nogami rzeźbionymi w liście winorośli — i zasiadła na nim, przygotowując się na dłuższe oczekiwanie. Krzesło mogłoby być wygodniejsze, ale z pewnością sprowokowałoby to jakiś komentarz. Przyjętą usadowioną zbyt wygodnie często uważano za Przyjętą, której brakuje zajęcia. Po chwili Siuan zrobiła sobie podobny stołek. Uśmiechnęła się trochę przekornie do Elayne, kierując swe zawadiackie spojrzenie również w stronę pleców Aes Sedai.
Za pierwszym razem, gdy Elayne odwiedziła tę izbę w Tel’aran’rhiod, stał w niej z tuzin, może więcej, takich samych stołków, uszeregowanych w półkolu przed bogato rzeźbionym stołem. Od tego czasu przy każdej wizycie widziała ich coraz mniej, a obecnie nie było już żadnego. Była pewna, że to coś oznacza, aczkolwiek nie potrafiła tego odgadnąć. Była pewna, że Siuan też to dostrzegła i że najprawdopodobniej domyśliła się już powodu, ale nawet jeśli istotnie tak było, to nie podzieliła się swymi domysłami z Elayne albo Nynaeve.
— Walki w Shienarze i Arafel zamierają — mruknęła Sheriam na poły do siebie — ale znowu nie jest tu powiedziane, dlaczego w ogóle wybuchły. Zamieszki tylko, ale mieszkańcy Ziem Granicznych nie walczą przecież ze sobą. Mają Ugór. — Była Saldaeanką, a Saldaea stanowiła część Ziem Granicznych.
— Za to przynajmniej w Ugorze nadal panuje spokój — stwierdziła Myrelle. — Niemalże podejrzany. To nie może tak trwać. Dobrze, że Elaida ma mnóstwo agentów rozsianych po całych Ziemiach Granicznych. — Siuan udało się jednocześnie skrzywić i rzucić pełne nienawiści spojrzenie na Aes Sedai. Zdaniem Elayne spowodowane tym, że jak dotąd jeszcze nie nawiązała kontaktu z którymkolwiek z jej agentów w Ziemiach Granicznych; był to szmat drogi od Salidaru.
— Poczułabym się lepiej, gdyby to samo dało się powiedzieć o Tarabonie. — Kartka w ręku Beonin stała się dłuższa i szersza; zerknęła na nią, powąchała i cisnęła na bok. — Agentki w Tarabon nadal milczą. Wszystkie. Jedyne wieści, jakimi dysponuję na temat Tarabon, to plotki z Amadicii, jakoby Aes Sedai zaangażowały się tam w wojnę. — Pokręciła głową, komentując w ten sposób absurdalność przelewania takich pogłosek na papier. Aes Sedai nie angażowały się w wojny domowe. A w każdym razie nie tak jawnie, by to zostało wykryte. — I oprócz tego jest jeszcze nie więcej jak garść, całkiem mylących, jak się zdaje, doniesień z Arad Doman.
— Niebawem dowiemy się o Tarabon wystarczająco dużo na własną rękę — oznajmiła pocieszająco Sheriam. — Już za kilka tygodni.
Poszukiwania ciągnęły się godzinami. Na moment nawet nie zabrakło dokumentów; emaliowana szkatułka ani razu się nie opróżniła. Co więcej, sterta w jej wnętrzu rosła niekiedy po wyjęciu z niej jakiegoś papieru. Naturalnie tylko te najkrótsze trwały nie zmienione dostatecznie długo, by dać się przeczytać w całości, a poza tym co jakiś czas ze szkatułki wypadał list albo raport, który został przejrzany już wcześniej. Długie chwile upływały w milczeniu, aczkolwiek niektóre dokumenty wywoływały komentarz; nad nielicznymi Aes Sedai odbywały dyskusje. Siuan oplotła palce sznurkiem, po czym zaczęła się bawić w kocią kołyskę, najwyraźniej nie zwracając na otaczające je kobiety żadnej uwagi. Elayne żałowała, że nie może zrobić tego samego, albo jeszcze lepiej, poczytać sobie — na posadzce, tuż obok jej stóp pojawiła się książka, Podróże Jaina Daleki Krok, ale czym prędzej sprawiła, że zniknęła — niemniej jednak kobietom, które nie były Aes Sedai przyznawano więcej swobody działania niż tym, które się szkoliły na Aes Sedai. Dowiedziała się zresztą paru rzeczy z samego słuchania.
Zaangażowanie Aes Sedai w Tarabon nie było jedyną pogłoską, jaka znalazła drogę do biurka Elaidy. Plotkowano, iż Pedron Niall zbiera Białe Płaszcze, mogąc mieć na celu właściwie wszystko, począwszy od przejęcia tronu Amadicii — mimo iż z całą pewnością go nie potrzebował — przez tłumienie wojen i anarchii w Tarabon i Arad Doman, po udzielenie poparcia Randowi. Elayne uwierzyłaby prędzej w to, że słońce wzeszło na zachodzie. Były też doniesienia o dziwnych zdarzeniach w Illian i Cairhien — tych raportów mogło być więcej, ale tylko takie wpadły im w ręce — wsie opętane szaleństwem, wcielenia nocnych koszmarów spacerujące w biały dzień, gadające dwugłowe cielęta, Pomiot Cienia pojawiający się znikąd. Sheriam i pozostałe dwie potraktowały je całkiem beztrosko; takie same opowieści napływały do Salidaru z różnych części Altary, Murandy, a także z Amadicii, przez rzekę. Aes Sedai zbywały je jako objaw histerii, która wybuchała wśród ludzi dowiadujących się o Smoku Odrodzonym. Elayne nie była pewna, czy rzeczywiście mają rację. Widziała rzeczy, których one nie widziały, mimo ich lat i doświadczenia. O jej matce krążyły pogłoski, jakoby organizowała armię na zachodzie Andoru — pod starożytną flagą Manetheren, na domiar wszystkiego! — a równocześnie, że znalazła się w niewoli Randa, z której uciekała do wszystkich państw, jakie można było sobie wyobrazić, łącznie z Ziemiami Granicznymi i Amadicią, co było wręcz absurdalnym pomysłem. Wieża najwyraźniej nie wierzyła w nic z tych pogłosek. Elayne natomiast bardzo żałowała, że nie ma pojęcia, w co właściwie sama powinna wierzyć.