Выбрать главу

Nynaeve zmarszczyła czoło. Mówił o tym tak zdawkowo, zupełnie jak człowiek, który zdaje relację z przebiegu polowania, a wszak opowiadał o własnym upadku i każde jego słowo stanowiło kolejny gwóźdź do trumny Elaidy. A być może i do trumny wszystkich Czerwonych Ajah. Skoro Czerwone zmusiły Logaina, by ogłosił się Smokiem Odrodzonym, to czy mogły zrobić to samo z Gorinem Rogadem albo Mazrimem Taimem? A może z wszystkimi fałszywymi Smokami w całej historii? Widziała wręcz niemalże myśli obracające się niby kółka w głowach Altaran, jak koła zębate w młynie, z początku z oporami, stopniowo wpadając w coraz to szybszy rytm.

— Przez cały rok pomagały mi unikać innych Aes Sedai — powiedział Logain — przysyłały posłańców, gdy jakaś znalazła się w okolicy, aczkolwiek wtedy nie kręciło się ich tam wiele. Kiedy już ogłosiłem swoją proklamację i zacząłem zbierać wyznawców, przysyłały wieści, gdzie są wojska króla i jak liczne. Skąd więc, waszym zdaniem, wiedziałbym zawsze, gdzie i kiedy zaatakować? — Jego słuchacze przestąpili z nogi na nogę, zarówno pod wpływem jego piekielnego uśmiechu, jak i słów.

Nienawidził Aes Sedai. Nynaeve nabrała takiego przekonania na podstawie tych niewielu okazji, kiedy była w stanie zmusić się do badania tego mężczyzny. Zresztą od wyjazdu Min ani razu tego nie robiła, a przedtem i tak niczego się nie dowiedziała. Kiedyś wydawało jej się, że z tym badaniem Logaina będzie tak, jakby oglądała problem z innego ujęcia — nigdy nie było widać równie wyraźnie przy korzystaniu z Mocy, że mężczyźni tak bardzo różnią się od kobiet — ale okazało się, że to gorsze niż zaglądanie do jakiejś ciemnej jamy; tam po prostu nic nie było, nawet tej jamy. Tak czy inaczej, przebywanie w obecności Logaina całkiem ją wyprowadzało z równowagi. On obserwował każdy jej ruch z niesłychanym napięciem, od którego przeszywał ją dreszcz, nawet mimo świadomości, że może opakować go w Moc, jeśli on tylko podniesie nie ten palec, co trzeba. Obserwował nie z tym żarem, jaki niekiedy przepełnia męski wzrok utkwiony w kobiecie, a za to z czystą wzgardą, której najlżejszy ślad nie pojawiał się na jego twarzy, co czyniło to wszystko tym bardziej przerażającym. Aes Sedai odcięły go od Jedynej Mocy na zawsze; Nynaeve potrafiła sobie wyobrazić, co by poczuła, gdyby to jej coś takiego zrobiono. Nie mógł się jednak zemścić na wszystkich Aes Sedai. Mógł natomiast zniszczyć Czerwone Ajah i poczynił już ku temu znaczące kroki.

Był to w ogóle pierwszy taki raz, kiedy przybyło do niego aż troje arystokratów jednocześnie, ale mniej więcej raz na tydzień ten lord czy tamta lady pojawiali się, by wysłuchać jego opowieści, z całej Altary, a czasami aż z Murandy, i każdy przy wyjeździe sprawiał wrażenie doszczętnie zdruzgotanego rewelacjami Logaina. I nic dziwnego; chyba jedynie wieść o tym, że Aes Sedai musiały przyznać, iż Czarne Ajah istnieją naprawdę, mogła zaszokować bardziej. No cóż, tego uczynić bynajmniej nie zamierzały, w każdym razie na pewno nie publicznie, i mniej więcej z tego samego powodu, najmocniej jak tylko mogły, strzegły wieści o Logainie. Niby za to wszystko były odpowiedzialne wyłącznie Czerwone Ajah, one wszakże należały do Aes Sedai, a zbyt wielu ludzi nie potrafiło odróżnić jednej Ajah od drugiej. Dlatego więc tylko nielicznym było dane wysłuchać Logaina, przy czym każdego z tej garstki wybierano ze względu na władzę, jaką dysponował jego Dom. Te Domy, które obecnie skłonne były użyczać swego wsparcia Aes Sedai zebranym w Salidarze, nawet jeśli nie zawsze jawnie, albo też w najskromniejszym tylko zakresie, wycofały swe poparcie dla Elaidy.

— Javindhra przysyłała mi zawczasu wiadomość, gdy miała przybyć jakaś większa grupa Aes Sedai — ciągnął Logain — tych, które na mnie polowały, a także informowała mnie o miejscu ich pobytu, żebym mógł je zaatakować, zanim się zorientują. — Pogodne, pozbawione piętna upływu lat rysy Lelaine stwardniały na moment, zaś dłoń Burina powędrowała w stronę rękojeści miecza. Kilka sióstr straciło życie, zanim pojmano Logaina. Sam Logain zdawał się nie zauważać ich reakcji. — Czerwone Ajah ani razu mnie nie zwiodły. Zrobiły to dopiero na samym końcu, kiedy zostałem zdradzony.

Brodaty mężczyzna wpatrywał się w Logaina tak twardo, że nie ulegało wątpliwości, iż się do tego przymusza.

— Aes Sedai, co z jego wyznawcami? Może w Wieży nie był groźny, ale przecież pojmano go w odległości dobrych wielu mil bliżej tego miejsca.

— Nie wszyscy zostali zabici albo wzięci do niewoli — wtrącił się tuż po nim lord o wymizerowanej twarzy. — Większość uciekła, ulotniła się. Znam historię swego kraju, Aes Sedai. Wyznawcy Raolina Darksbane’a, kiedy już go pojmano, ośmielili się zaatakować samą Białą Wieżę, wyznawcy Guaire Amalasana podobnie. Przemarsz armii Logaina przez nasze ziemie za dobrze wbił nam się w pamięć, byśmy życzyli sobie jej powrotu, a wszak mogą zechcieć przyjść mu na ratunek.

— Nie musicie się tego obawiać. — Lelaine omiotła Logaina wzrokiem, przelotnie się uśmiechając, dokładnie tak, jakby patrzyła na dzikiego psa, wiedząc, że jest oswojony i ma na pysku kaganiec ze smyczą. — On już nie pragnie sławy, chce tylko skromnie wynagrodzić wyrządzone przez siebie krzywdy. Wątpię poza tym, czy wśród jego byłych wyznawców znalazłoby się wielu takich, którzy by odpowiedzieli na jego wezwanie, zwłaszcza po tym, jak odwieziono go w klatce do Tar Valon i poskromiono. — Altaranie, niczym echo, podjęli jej śmiech, ale zrobili to dopiero po chwili i znacznie ciszej. Twarz Logaina przywodziła na myśl żelazną maskę.

Lelaine uniosła brew, zauważywszy nagle stojącą na progu Nynaeve. Nieraz wymieniła z Nynaeve różne uprzejmości, chwaliła odkrycia dokonane rzekomo przez nią i Elayne, ale potrafiła być równie prędka jak każda inna Aes Sedai, gdy należało skarcić Przyjętą, która zrobiła coś złego.

Nynaeve dygnęła i wskazała gestem gliniany kubek po herbacie.

— Wybacz mi, Lelaine Sedai. Muszę go odnieść do kuchni. — I wymknęła się na skwarną ulicę, zanim Aes Sedai zdążyła powiedzieć chociaż słowo.

Na szczęście nie zobaczyła nigdzie w pobliżu Myrelle. Nie miała nastroju do kolejnego wykładu na temat odpowiedzialności, panowania nad swoim usposobieniem czy dowolnej z kilkunastu podobnie głupich rzeczy. I na jeszcze większe szczęście w odległości niecałych trzydziestu kroków zobaczyła Siuan i Garetha Bryne, którzy stali naprzeciwko siebie na samym środku ulicy, tarasując drogę tłumowi przechodniów. Podobnie jak u Myrelle, u Siuan również nie można było dostrzec ani śladu po tych cięgach, o jakich opowiadała Elayne; może jednak nabrałyby więcej respektu dla Tel’aran’rhiod, gdyby jednak nie wyszły stamtąd tak zwyczajnie i gdyby komuś nie udało się Uzdrowić skutków ich uchybień. Nynaeve podeszła bliżej.

— Co z tobą, kobieto? — warknął Bryne na Siuan. Jego siwa głowa pochyliła się nad jej pozornie młodą; rozstawione szeroko nogi w wysokich butach i pięści wsparte na biodrach sprawiały, że zdawał się górować nad nią, wielki niczym głaz. Pot spływający mu z twarzy równie dobrze mógł spływać z cudzej, tyle bowiem zwracał na niego uwagi.

— To ja cię tu wychwalam za to, że moje koszule są takie miękkie, a ty chcesz mi w zamian urwać głowę?! I powiedziałem też, że wyglądasz na radosną, co, jak mi się zdaje, nie jest wcale jakimś wstępem do bitwy. To był komplement, kobieto, nawet jeśli nie zawierał róż.

— Komplement? — odburknęła Siuan, wpijając w niego płonące niebieskie oczy. — Ja nie chcę twoich komplementów! Czerpiesz po prostu uciechę z faktu, że muszę prasować twoje koszule. Jesteś nikczemniejszym człowiekiem, niż mi się kiedykolwiek wydawało, Garecie Bryne.. Czy ty sobie myślisz, że kiedy armia pomaszeruje, to ja się za tobą powlokę niczym jakaś markietanka, z nadzieją, że usłyszę jeszcze więcej twoich komplementów? I nie mów na mnie”kobieto!” To tak brzmi tak samo jak “Do nogi, psie!”