Na skroni Bryne’a zaczęła pulsować jakaś żyłka.
— Cieszę się, że dotrzymujesz słowa, Siuan. I spodziewam się, że będziesz go nadal dotrzymywała, kiedy armia już pomaszeruje, o ile to kiedykolwiek nastąpi. Ja tej przysięgi na tobie nie wymusiłem; to był twój własny wybór, przez który starałaś się wykręcić od odpowiedzialności za swoje czyny. W ogóle się nie spodziewałaś, że ktoś jednak będzie wymagał, abyś jej dotrzymała, prawda? A skoro już mowa o wymarszu armii, to co ty właściwie słyszysz, kiedy tak płaszczysz się przed Aes Sedai i całujesz je po nogach?
Wściekłość Siuan w mgnieniu oka przemieniła się w lodowaty spokój.
— Tego moja przysięga nie wymaga. — Można było pomyśleć, że jest młodą Aes Sedai, która stoi na środku ulicy, wyprężona, z charakterystycznie chłodną, arogancką butą, taką Aes Sedai, która nie parała się Mocą dostatecznie długo, by r jej twarzy zniknęły wszelkie ślady upływu lat. — Nie będę szpiegowała dla ciebie. Służysz Komnacie Wieży, Garecie Bryne, zgodnie z przysięgą, którą sam dla odmiany złożyłeś. Twoja armia pomaszeruje, kiedy tak zadecyduje Wieża. Słuchaj ich słów i okazuj posłuszeństwo, kiedy tego żądają.
Zmiana w Brynie zaszła z prędkością błyskawicy.
— Byłabyś wrogiem, z którym warto skrzyżować miecz — zaśmiał się z podziwem. — Byłabyś lepszym... — Śmiech prawie natychmiast zamienił się we wściekłe spojrzenie. — Wieża, powiadasz? Phi! Powiedz Sheriam, że chyba powinna przestać mnie unikać. Zrobi się, co da się zrobić. Powiedz jej, że wilczarz trzymany w klatce równie dobrze może być świnią, kiedy przyjdą wilki. Nie zgromadziłem wszystkich tych ludzi po to, by ich potem sprzedawać na jakimś targowisku. — Krótko skinął głową i energicznymi krokami wmieszał się w tłum. Siuan odprowadziła go wzrokiem, marszcząc czoło.
— O co w tym wszystkim szło? — spytała Nynaeve, a Siuan wzdrygnęła się.
— To nie twoja sprawa — warknęła, wygładzając suknię. Można było pomyśleć, że Nynaeve podkradła się do niej specjalnie, bo chciała ją nastraszyć. Ta kobieta zawsze wszystko brała bardzo osobiście.
— To pominę milczeniem — odparła zimnym tonem Nynaeve. Nie zamierzała dać się zbyć. — Nie omieszkam natomiast cię zbadać. — Tego dnia zamierzała zrobić coś użytecznego, choćby ją to miało zabić. Siuan otworzyła usta, jednocześnie rozglądając się dookoła. — Nie, nie ma przy mnie Marigan i w danej chwili nie potrzebuję jej. Dopuściłaś mnie do siebie zaledwie dwa razy — dwa razy! — od czasu, gdy znalazłam wskazówkę, że coś w tobie jednak da się Uzdrowić. Zamierzam cię dzisiaj badać, a jeśli mi się nie uda, to powiem Sheriam, że nie słuchasz jej rozkazów obejmujących twoją dyspozycyjność. Przysięgam, że to zrobię!
Przez chwilę miała wrażenie, że ta kobieta zamierza ją podjudzać do najgorszego, ale ostatecznie Siuan posępnym tonem stwierdziła tylko:
— Po południu. Tego ranka będę zajęta. Chyba że, w twym mniemaniu, to ważniejsze od udzielania pomocy twojemu przyjacielowi z Dwu Rzek?
Nynaeve zrobiła krok bliżej. Żaden z przechodniów nie zaszczycił ich niczym więcej poza przelotnym spojrzeniem, ale i tak zniżyła głos.
— Co one zamierzają z nim zrobić? Stale powtarzasz, że jeszcze nie podjęły decyzji, co zrobią, ale przecież do tej pory musiały już dojść do jakichś ustaleń. — Gdyby tak było, to Siuan by się o tym dowiedziała, niezależnie od tego, czy jej było wolno.
Nagle pojawiła się tam również Leane i Nynaeve równie dobrze mogła nie powiedzieć ani słowa. Siuan i Leane spiorunowały się wzajem wzrokiem, ze sztywnymi grzbietami, niczym dwa obce koty zamknięte w jednej małej izdebce.
— No, co tam? — wycedziła Siuan przez zaciśnięte usta.
Leane pociągnęła nosem i zadarła głowę tak gwałtownie, że aż zakołysały jej się loki. Szyderczy grymas wykrzywił jej usta, ale słowa nie pasowały ani do miny, ani do tonu głosu.
— Próbowałam im to wyperswadować — odwarknęła, tyle że cicho. — Ale one raczej nie wysłuchały twoich argumentów, bo w ogóle nie wzięły ich pod uwagę. Nie spotkasz się tej nocy z Mądrymi.
— Rybie bebechy! — zaklęła Siuan i obróciwszy się na pięcie, odmaszerowała, ale nie szybciej niż Leane, za to w przeciwległym kierunku.
Przepełniona frustracją Nynaeve omal nie wyrzuciła z rozpaczą rąk ku niebu. One rozmawiały w taki sposób, jakby jej tu wcale nie było, jakby ona nie wiedziała dokładnie, o czym one gadają. Całkowicie ją lekceważą. Niech ta Siuan lepiej się zjawi się tego popołudnia zgodnie z obietnicą, bo inaczej już ona znajdzie sposób na to, żeby ją wyżąć i powiesić do wyschnięcia! Podskoczyła, kiedy za jej plecami rozległ się kobiecy głos:
— Te dwie powinno się odesłać do Tiany po porcję solidnych batów. — Lelaine stanęła obok Nynaeve, patrząc najpierw w stronę Siuan, a potem Leane. To straszenie ludzi! Nigdzie nie było widać śladu po Logainie, Burinie czy altarańskich arystokratach. Błękitna siostra poprawiła szal. — Nie są już tymi osobami, co kiedyś, ma się rozumieć, ale można by pomyśleć, że powinny zachować odrobinę dobrych manier. Nic z tego nie przyjdzie, jeśli rzeczywiście zaczną wyrywać sobie włosy na środku ulicy.
— Zdarza się, że ludzie działają sobie na nerwy — zauważyła Nynaeve. Siuan i Leane wkładały tyle pracy w podtrzymywanie swojej fikcji, a ją nic nie kosztuje, jeśli im w tym pomoże. Jak ona nienawidziła, gdy ktoś tak się znienacka do niej podkradał.
Puściła warkocz, gdy Lelaine zmierzyła wzrokiem zaciśniętą na nim dłoń. Stanowczo za wiele Aes Sedai wiedziało o jej nawyku; nawyku, który z całej siły próbowała wykorzenić. Jednak jej rozmówczyni powiedziała tylko:
— Nie wtedy, kiedy to narusza godność Aes Sedai, dziecko. Kobiety, które służą Aes Sedai, powinny publicznie okazywać jakąś powściągliwość, jakkolwiek były głupie w rzeczywistości. — Na to z pewnością nie dało się nic odpowiedzieć; w każdym razie nie potrafiła wymyśleć żadnej w miarę bezpiecznej riposty. — Po co tam weszłaś, kiedy ja znowu pokazywałam Logaina?
— Myślałam, że nikogo nie ma w środku — prędko odparła Nynaeve. — Przepraszam. Mam nadzieję, że ci nie przeszkodziłam. — Nie była to żadna odpowiedź; raczej nie mogła się przyznać, że ukrywała się przed Myrelle, ale szczupła Błękitna tylko przez chwilę patrzyła jej w oczy.
— Co twoim zdaniem zrobi Rand al’Thor, dziecko?
Nynaeve zamrugała, całkiem zbita z pantałyku.
— Aes Sedai, ja go nie widziałam od pół roku. Ja wiem tylko tyle, ile usłyszałam tutaj. Czyżby Komnata...? Aes Sedai, co postanowiła Komnata w związku z nim?
Lelaine wydęła wargi, przyglądając się dokładnie twarzy Nynaeve. Wyraz ciemnych oczu zdających się widzieć, co działo się we wnętrzu jej głowy, był dość niepokojący.
— Znaczący zbieg okoliczności. Pochodzisz z tej samej wioski co Smok Odrodzony, podobnie jak ta druga dziewczyna, Egwene al’Vere. Spodziewano się niezwykłych zdarzeń, kiedy tamta została nowicjuszką. Czy masz może jakieś pojęcie, gdzie ona jest? — Nie zaczekała na odpowiedź. — I tamci inni dwaj młodzi ludzie, Perrin Aybara oraz Mat Cauthon. Jak rozumiem, obaj są także ta’veren. Doprawdy znaczące. I jeszcze ty, z tymi twoimi nadzwyczajnymi odkryciami mimo tak poważnych ograniczeń. Czy Egwene, gdziekolwiek teraz jest, również zapuszcza się tam, dokąd nie dotarła żadna z nas? Wszyscy niejednokrotnie stajecie się tematem dyskusji sióstr, jak sobie zapewne wyobrażasz.