„Mamo, mamo, co tam jest napisane?” „A sam przeczytać nie możesz? Przecież już dobrze czytasz, Dima! No, czytaj!” „Przeczytałem! Ale nie rozumiem, co to znaczy!”
„Aaa, Dima, tego to i ja nie za bardzo rozumiem. To religia…” A nad miastem grzmiały z głośników radosne marsze, płonęły czerwone sztandary, trzepotały na wietrze karminowe hasła, i zewsząd, niczym salwa Aurory, waliło po oczach wielkokalibrowe „40” — zbliżała się rocznica Wielkiej!!!
Październikowej!!! Socjalistycznej!!!
— A teraz powtarzajcie: Jeśli nie umrze, nie ożyje. Cała trójka! — Jeśli nie umrze, nie ożyje!
Jeśli nie umrze, nie ożyje!!!
— Wiesz co, tato! — Zachwycony Bobka plasnął dłońmi w kolana i poderwał się. — Ja cię zaraz przeskoczę! Tylko siedźcie tak, objęci… Całe wieki już was takich nie widziałem. Ja za moment!
I zapomniawszy o ranach, wypadł do swojego pokoju, ale dosłownie po sekundzie wpadł z powrotem, pośpiesznie wertując jakąś książkę; Malanow zdążył tylko przejechać dłonią po ramieniu Irki, potem po jej odsłoniętej szyi, a ona zdążyła dotknąć go mokrymi wargami w podbródek. Irka była kobietą i wolno jej było płakać. Więc płakała.
— O! — zawołał Bobka, przestając wertować. Nieco niezdarny z powodu bólu, usiadł na krześle naprzeciwko rodziców. Wbił wzrok w kartkę. — Strasznie mi się podoba… „Gdybym posiadał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił a miłości bym nie miał, byłbym niczym. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko nosi wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe”.
— O nie, Bobka! — chlipnęła przez łzy Irka. — Tak nie wolno! Z książki to może każdy, a spróbuj z marszu, od siebie! Jak ojciec!
Na mgnienie oka Bobka strasznie się zasępił i mrugnąwszy zdrowym okiem do Malanowa, bardzo poważnie powiedział: — Jeśli nie umrze, nie ożyje.
Roześmiali się.
A potem powiedzieli Bogu, jak przyjacielowi…
Sankt Petersburg luty 1996