Kiedy strażnik wsunął śniadanie między prętami, Steve zignorował je. Prosiak podniósł tackę. Wtrąbił cały bekon, jajka i grzankę, po czym bez żenady skorzystał głośno z toalety.
Załatwiwszy się, podciągnął spodnie, usiadł na pryczy i spojrzał na Steve'a.
– Za co tutaj trafiłeś, biały chłopcze? – zapytał.
To był moment największego zagrożenia. Prosiak starał się go wyczuć. Steve nie mógł teraz pozwolić, żeby domyślił się, kim naprawdę jest: porządnym studentem, który od wielu lat nie brał udziału w żadnej bójce.
Obrócił głowę i spojrzał na Prosiaka tak, jakby dopiero teraz go zauważył. Patrzył mu w oczy bardzo długo, zanim się odezwał.
– Zasraniec zaczął się do mnie dopierdalać, więc przypierdoliłem mu raz a dobrze – odparł, lekko się zacinając.
Prosiak nie spuszczał z niego oczu. Steve nie potrafił powiedzieć, czy facet dał się nabrać.
– Morderstwo? – zapytał po dłuższej chwili.
– Zgadza się, kurwa.
– Ja też.
Wyglądało na to, że Prosiak uwierzył mu.
– Zasraniec nie będzie się do mnie, kurwa, więcej dopierdalać – dodał po chwili buńczucznym tonem Steve.
– Jasne – zgodził się Prosiak.
Zapadło długie milczenie. Prosiak chyba się nad czymś zastanawiał.
– Dlaczego nas razem wsadzili? – zapytał w końcu.
– Nic na mnie, kurwa, nie mają – odparł Steve. – Kombinują, że jeśli cię skasuję, będą mogli mnie skazać.
Prosiak poczuł się dotknięty na honorze.
– A co, jeżeli to ja cię skasuję? – zapytał.
Steve wzruszył ramionami.
– Wtedy będą mieli coś na ciebie.
Prosiak pokiwał powoli głową.
– Cwaniaki – mruknął.
Wyglądało na to, że nie ma nic więcej do powiedzenia. Po chwili z powrotem się położył.
Steve czekał. Czy niebezpieczeństwo minęło?
Po kilku minutach Prosiak zapadł chyba w sen.
Kiedy zaczął chrapać, Steve oparł się z ulgą o ścianę.
Przez kilka następnych godzin nic się nie zdarzyło.
Nikt nie przyszedł, żeby z nim porozmawiać, nikt nie powiedział mu, co się dzieje. Nie było okienka z informacją, do którego mógłby podejść. Chciał wiedzieć, kiedy będzie mógł poprosić o zwolnienie za kaucją, ale nikt go o tym nie poinformował. Próbował zagadnąć nowego strażnika, lecz facet po prostu go zignorował.
Prosiak wciąż spał, kiedy strażnik przyszedł i otworzył drzwi celi. Założył Steve'owi kajdanki i łańcuchy na nogi, a potem obudził Prosiaka i zrobił z nim to samo. Przykuto ich do innych mężczyzn i zaprowadzono do małej sali na tym samym piętrze.
Wewnątrz były dwa biurka, każde z komputerem i laserową drukarką, przed nimi rząd szarych plastikowych krzeseł. Przy pierwszym biurku siedziała elegancko ubrana czarna kobieta koło trzydziestki. Zerknęła na więźniów, mruknęła: „proszę usiąść” i zaczęła z powrotem stukać wypielęgnowanymi palcami w klawiaturę.
Szurając nogami, przedefilowali przed biurkiem i usiedli. Steve rozejrzał się dookoła. Ze swoimi stalowymi szafkami, tablicami ogłoszeń, przeciwpożarową gaśnicą i staroświeckim sejfem sala przypominała zwykły sekretariat. Po kilkunastu godzinach spędzonych w celi wydawała mu się piękna.
Prosiak zamknął oczy i chyba ponownie zasnął. Z dwu pozostałych mężczyzn, jeden wpatrywał się z niedowierzaniem w gips, w którym tkwiła jego prawa noga, drugi uśmiechał się błogo, wyraźnie nie mając pojęcia, gdzie jest, naćpany jak świnia, opóźniony w rozwoju albo jedno i drugie.
Kobieta odwróciła w końcu wzrok od ekranu.
– Proszę podać nazwisko.
– Steve Logan – odparł Steve, który siedział pierwszy w szeregu.
– Nazywam się Williams i jestem komisarzem sądowym, panie Logan.
Przypomniał sobie zajęcia na temat procedury sądowej. Komisarz był funkcjonariuszem sądowym, stojącym o wiele niżej od sędziego. Zajmował się nakazami aresztowania i innymi pomniejszymi formalnościami. Miał również prawo zwolnić za kaucją i Steve'a podniosło to na duchu. Może jednak uda mu się stąd wydostać.
– Do moich obowiązków – oznajmiła Williams – należy poinformowanie pana, o co jest pan oskarżony, kiedy i gdzie odbędzie się proces, czy zostanie pan zwolniony za kaucją lub za poręczeniem, a jeśli tak, to pod jakimi warunkami.
Mówiła bardzo szybko, ale Steve usłyszał wzmiankę o kaucji, która potwierdziła to, co zapamiętał z zajęć. Znajdowała się przed nim osoba, którą musiał przekonać, że można mu wierzyć i że pojawi się na rozprawie.
– Zarzuca się panu gwałt pierwszego stopnia, napaść z zamiarem gwałtu, pobicie oraz sodomię. – Na jej okrągłej twarzy nie odbiły się żadne emocje, gdy wyliczała potworne zbrodnie, o które został oskarżony. Podała mu datę procesu, który miał się odbyć za trzy tygodnie, i Steve przypomniał sobie, że każdemu podejrzanemu przysługuje prawo do rozprawy w ciągu trzydziestu dni od zatrzymania.
– Za gwałt grozi panu dożywocie. Za napaść z zamiarem gwałtu od dwu do piętnastu lat. Oba czyny stanowią przestępstwa kwalifikowane.
Steve wiedział, czym jest przestępstwo kwalifikowane, wątpił jednak, czy zdawał sobie z tego sprawę Prosiak Butcher. Przypomniało mu się, że gwałciciel podpalił również budynek sali gimnastycznej. Dlaczego nie postawiono mu tego zarzutu? Być może policja nie miała żadnego dowodu łączącego go z pożarem.
Williams zadała mu serię szybkich pytań i wpisała odpowiedzi do komputera.
– Proszę podać pełne nazwisko. Adres? Numer telefonu? Jak długo mieszka pan w tym samym miejscu? Gdzie mieszkał pan przedtem?
Informując ją, że mieszka z rodzicami, że studiuje na drugim roku prawa i nie ma kryminalnej przeszłości, czuł, jak budzi się w nim nadzieja. Zapytała, czy jest uzależniony od narkotyków lub alkoholu, a on mógł udzielić jej odpowiedzi przeczącej. Zastanawiał się, kiedy będzie miał okazję zwrócić się z prośbą o zwolnienie, ale ona trajkotała jak nakręcona, stosując się najwyraźniej do z góry ustalonej procedury.
– Co się tyczy sodomii, nie znajduję wystarczających dowodów – stwierdziła. Oderwała wzrok od ekranu i spojrzała mu prosto w oczy. – Nie oznacza to, że nie mógł pan popełnić tego wykroczenia, lecz tylko to, że w policyjnym raporcie nie znajduję dosyć informacji, by taki zarzut potwierdzić.
Steve zastanawiał się, dlaczego policja oskarżyła go o sodomię. Może mieli nadzieję, że zaprzeczy z oburzeniem i zdradzi się mówiąc: To obrzydliwe, przeleciałem ją, ale nie waliłem od tyłu, za kogo mnie macie?
– Zarzut zostanie jednak postawiony podczas rozprawy – dodała Williams.
Steve zupełnie się pogubił. Jaki był sens jej poprzedniego stwierdzenia, skoro i tak postawią mu ten zarzut podczas rozprawy? I jeśli on, student drugiego roku prawa, miał trudności z nadążaniem za tym, co mówiła, co można było powiedzieć o zwyczajnym śmiertelniku?
– Ma pan jakieś pytania? – zapytała komisarz.
Steve wziął głęboki oddech.
– Chcę prosić o zwolnienie za kaucją – zaczął. – Jestem niewinny…
– Jest pan oskarżony o przestępstwa kwalifikowane, panie Logan – przerwała mu – które podpadają pod paragraf sześćset trzydzieści osiem B postępowania sądowego. A to oznacza, że jako komisarz sądowy nie mogę udzielić panu zwolnienia za kaucją. Ta decyzja należy wyłącznie do sędziego.