Выбрать главу

Jak na razie nie bardzo udawało mu się ją oczarować. Była zbyt sprytna. Może powinien połechtać jej intelektualną dumę.

– Uważam po prostu, że powinnaś się w to bardziej zaangażować – stwierdził. – Jesteś naszą czołową fizyczką, jedną z najwybitniejszych postaci na tym uniwersytecie… musisz mieć więcej do powiedzenia w tej sprawie.

– Czy ta biblioteka kiedykolwiek powstanie?

– Moim zdaniem Genetico pokryje dużą część kosztów.

– To dobra wiadomość. Ale dlaczego tak się tym interesujesz?

– Trzydzieści lat temu zyskałem rozgłos, kiedy zacząłem zastanawiać się, jakie ludzkie cechy są dziedziczne, a jakie wyuczone. Dzięki moim badaniom i badaniom innym wiemy teraz, że dziedzictwo genetyczne w większym stopniu aniżeli wychowanie i środowisko określa cały szereg właściwości psychicznych.

– Natura, nie środowisko.

– Właśnie. Udowodniłem, że człowiek jest taki, jakie jest jego DNA. Młodsze pokolenie interesuje się przebiegiem tego procesu. Jaki mechanizm sprawia, że dzięki pewnej kombinacji związków chemicznych mam niebieskie oczy, a dzięki innej kombinacji ty masz oczy, które są głębokie, ciemnobrązowe, przypominające niemal kolorem czekoladę.

– Berry! – przerwała mu, uśmiechając się przekornie. – Gdybym była trzydziestoletnią sekretarką z prężnym biustem, pomyślałabym, że ze mną flirtujesz.

Tak już lepiej, pomyślał. W końcu trochę zmiękła.

– Z prężnym biustem? – powtórzył z uśmiechem. Z premedytacją przyjrzał się jej piersiom, a potem podniósł wzrok. – Twój też robi wrażenie całkiem prężnego.

Roześmiała się, ale widział, że jest zadowolona. Nareszcie posunął się z nią do przodu.

– Muszę już iść – oznajmiła niespodziewanie.

Niech to szlag. Zupełnie nie panował nad sytuacją. Musiał zaabsorbować czymś szybko jej uwagę. Wstał razem z Jane od stolika.

– Propozycję stworzenia nowej biblioteki rozpatrzy prawdopodobnie specjalna komisja – powiedział, kiedy wychodzili z kafeterii. – Chciałbym wiedzieć, kto według ciebie powinien się w niej znaleźć.

– Jezu, muszę się nad tym spokojnie zastanowić. Za chwilę mam wykład na temat antymaterii.

Do diabła, wymyka mi się z rąk, pomyślał.

– Może spotkamy się później? – zapytała nagle.

Berrington uchwycił się tego jak ostatniej deski ratunku.

– Co powiesz na wspólną kolację?

Jane zrobiła zdziwioną minę.

– Dobrze – odparła po chwili.

– Dzisiaj wieczorem.

Na jej twarzy ukazało się rozbawienie.

– Czemu nie?

– Podjadę po ciebie o ósmej – zaproponował z ulgą. Będzie miał jeszcze jedną szansę.

– W porządku. – Dała mu swój adres, który zanotował w kieszonkowym notesie.

– Jakie lubisz jedzenie? – zapytał. – Zresztą nie musisz odpowiadać, pamiętam, ty myślisz o swoim akceleratorze cząsteczek. – Wyszli na gorące słońce. Berrington uścisnął lekko jej ramię. – Do zobaczenia wieczorem.

– Chyba nie chcesz ode mnie czegoś konkretnego, Berry?

– A co masz do zaoferowania? – odparł, mrugając do niej okiem.

Jane roześmiała się głośno i odeszła.

35

Dzieci z probówki. Zapłodnienie in vitro. To było brakujące ogniwo. Jeannie wszystko nagle zrozumiała.

Zarówno Charlotte Pinker, jak i Lorraine Logan leczone były na bezpłodność w Aventine. Klinika prowadziła pionierskie badania w dziedzinie zapłodnienia in vitro: procesu, podczas którego spermę od ojca i jajo od matki łączy się w laboratorium, a powstały embrion umieszcza w macicy kobiety.

Jednojajowe bliźnięta powstają, kiedy embrion dzieli się na pół w macicy i rodzi się dwoje dzieci. To samo mogło się wydarzyć w probówce. Wtedy bliźniaki z probówki można umieścić w macicach dwóch różnych kobiet. W ten sposób Jednojajowe bliźnięta mogły zostać urodzone przez dwie niespokrewnione ze sobą matki. Bingo.

Kelnerka przyniosła sałatkę, ale Jeannie była zbyt podekscytowana, żeby jeść.

Na początku lat siedemdziesiątych zapłodnienie in vitro było na etapie teorii, ale Genetico najwyraźniej wyprzedziło o kilka lat inne ośrodki.

Lorraine i Charlotte powiedziano, że przechodzą terapię hormonalną. Wyglądało na to, że zostały oszukane przez klinikę.

Już to samo było naganne, ale rozważając dalsze implikacje, Jeannie zdała sobie sprawę z czegoś gorszego. Bliźniaki, które powstały z podziału, mogły być dziećmi Lorraine i Charlesa lub Charlotte i majora – ale nie obu par. Któreś z małżeństw otrzymało dziecko drugiej pary.

A potem uświadomiła sobie z przerażeniem i grozą, że oba małżeństwa mogły otrzymać dzieci zupełnie obcych ludzi.

Zastanawiała się, dlaczego Genetico oszukało w tak podły sposób swoje pacjentki. Zabieg nie był wcześniej wykonywany: może potrzebowali ludzkich królików doświadczalnych. Może poprosili o zgodę i jej nie uzyskali. A może mieli jakiś inny powód, żeby zachować to w tajemnicy.

Jakiekolwiek były ich motywy, Jeannie zrozumiała teraz, dlaczego Genetico tak bardzo wystraszyło się jej poszukiwań. Trudno było sobie wyobrazić coś bardziej nieetycznego od wszczepienia kobiecie bez jej zgody obcego embrionu. Gdyby Lorraine Logan kiedykolwiek się o tym dowiedziała, musieliby jej zapłacić bajońskie sumy.

Wypiła łyk kawy. Podróż do Filadelfii nie poszła jednak na marne. Nie znalazła odpowiedzi na wszystkie pytania, ale rozwiązała główną zagadkę. Sprawiło jej to głęboką satysfakcję.

Kiedy podniosła wzrok, zobaczyła wchodzącego do kawiarni Steve'a.

Zamrugała zaskoczona oczyma i wlepiła w niego wzrok. Miał na sobie spodnie khaki i niebieską koszulę i znalazłszy się w środku, zamknął za sobą drzwi piętą.

Jeannie uśmiechnęła się szeroko i wstała, żeby go przywitać.

– Steve! – zawołała z radością. Pamiętając o swoim postanowieniu, zarzuciła mu ręce na ramiona i pocałowała w usta. Pachniał dzisiaj inaczej, mniej tytoniem, bardziej przyprawami. Przycisnął ją do siebie i odwzajemnił pocałunek.

– Mój Boże, kiedy ja się ostatnio tak całowałam – odezwała się jakaś starsza kobieta i kilka osób roześmiało się.

– Siadaj – powiedziała Jeannie. – Chcesz coś zjeść? Spróbuj trochę mojej sałatki. Co tutaj robisz? Trudno mi w to uwierzyć. Musiałeś mnie chyba śledzić. Nie, nie, znasz przecież nazwę kliniki i postanowiłeś się tu ze mną spotkać.

– Miałem po prostu ochotę z tobą pogadać.

Steve pogładził brwi opuszką wskazującego palca. Coś w tym geście ją zaniepokoiło – u kogo widziałam coś takiego? – ale szybko przestała o tym myśleć.

– Uwielbiasz niespodzianki – stwierdziła.

– Tak sądzisz? – odparł zaczepnie.

– Lubisz pojawiać się bez uprzedzenia, prawda?

– Tak jakby.

Uśmiechnęła się do niego.

– Jesteś dzisiaj trochę dziwny. Co cię trapi?

– Słuchaj, spociłem się tu z tobą. Może wyjdziemy?

– Jasne. – Jeannie położyła na stoliku pięciodolarowy banknot i wstała z krzesła. – Gdzie jest twój samochód? – zapytała, kiedy wyszli na ulicę.

– Pojedźmy twoim.

Wsiedli do czerwonego mercedesa. Jeannie zapięła pasy, ale on tego nie zrobił. Kiedy tylko ruszyła, przysunął się do niej na siedzeniu, odgarnął jej włosy i zaczął całować w szyję. Było jej przyjemnie, ale trochę ją to krępowało.