– Nie.
– W takim razie jestem najprawdopodobniej dzieckiem obcych ludzi.
To w żadnym wypadku nie zmienia faktu, że mama i tato kochają cię, wychowali cię i oddaliby za ciebie życie.
Drżącą ręką nalał herbatę do dwóch filiżanek. Podał jedną z nich Jeannie i usiadł obok niej na kanapie.
– Ale jak wytłumaczyć istnienie trzeciego bliźniaka?
– Trzeciego trojaczka. Jeśli w probówce mogły powstać bliźniaki, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby powstały trojaczki. Proces jest podobny: jeden z embrionów ponownie się dzieli. To zdarza się w naturze, więc może się zdarzyć również w laboratorium.
Steve wciąż miał wrażenie, że wiruje w powietrzu, ale teraz doznał niewielkiej ulgi. Jeannie opowiadała przedziwne rzeczy, lecz to co mówiła, wyjaśniało przynajmniej, dlaczego oskarżono go o dwie brutalne zbrodnie.
– Czy mama i tato cokolwiek o tym wiedzą?
– Nie sądzę. Twoja matka i Charlotte Pinker powiedziały mi, że w klinice poddano je kuracji hormonalnej. W tamtych czasach nie dokonywano zabiegów sztucznego zapłodnienia. Genetico musiało wyprzedzić o całe lata inne ośrodki badawcze. I sądzę, że eksperymentowali, nie mówiąc w ogóle swoim pacjentkom, co robią.
– Nic dziwnego, że teraz się boją – stwierdził. – Nareszcie rozumiem, dlaczego Berrington stara się tak desperacko cię zdyskredytować.
– Zgadza się. To, czego się dopuścili, jest naprawdę nieetyczne. Naruszenie prywatności to przy tym drobiazg.
– Nie chodzi tylko o etykę. Sprawa może ich zrujnować finansowo.
Jeannie podniosła z zainteresowaniem wzrok.
– To by dużo wyjaśniało. Ale w jaki sposób może ich to zrujnować?
– Wyrządzili krzywdę niemajątkową. Uczyliśmy się tego w zeszłym roku. – Dlaczego mówię o krzywdzie niemajątkowej, przemknęła mu myśl, zamiast powiedzieć, jak bardzo ją kocham. – Jeśli Genetico zaoferowało kobiecie kurację hormonalną, a potem świadomie, w ogóle jej o tym nie informując, umieściło w jej macicy cudzy płód, oznacza to, że od początku nie mieli zamiaru dotrzymać warunków umowy.
– Przecież to zdarzyło się tak dawno temu. Czy tego rodzaju przestępstwa nie są objęte jakimś przedawnieniem?
– Owszem, ale jego okres rozpoczyna się od momentu ujawnienia oszustwa.
– Wciąż nie rozumiem, w jaki sposób może to ich doprowadzić do bankructwa.
– To idealna sprawa do wystąpienia o odszkodowanie. Jego wysokość ma nie tylko zrekompensować poszkodowanym koszty, które ponieśli na przykład na wychowanie dziecka, ale również ukarać sprawców tak, żeby oni sami oraz inni bali się ponownie popełnić to przestępstwo.
– O jakiej mówimy sumie?
– Genetico świadomie wykorzystało ciało kobiety do swoich własnych celów… jestem pewien, że każdy szanujący się adwokat zażąda stu milionów dolarów.
– Według tego artykułu w „Wall Street Journal”, cała firma jest warta tylko sto osiemdziesiąt milionów.
– Więc pójdą z torbami.
– Mogą minąć lata, zanim dojdzie do procesu.
– Naprawdę tego nie rozumiesz? Sama groźba może storpedować transakcję z Landsmannem.
– W jaki sposób?
– Niebezpieczeństwo milionowych odszkodowań, które będzie musiało zapłacić Genetico, obniża wartość akcji. Przejęcie firmy zostanie z całą pewnością opóźnione, żeby specjaliści Landsmanna mogli oszacować ewentualne straty.
– Stawką nie jest więc wyłącznie reputacja. Mogą również stracić całą tę sumę.
– Właśnie. – Steve przypomniał sobie o własnych problemach. – Ale to w niczym nie polepsza mojej sytuacji – powiedział, wpadając z powrotem w przygnębienie. – Musiałbym udowodnić, że twoja teoria trzeciego bliźniaka jest prawdziwa. A żeby to zrobić, trzeba go odnaleźć. – Nagle przyszła mu do głowy nowa myśl. – Czy nie można by użyć w tym celu twojego programu komputerowego? Rozumiesz, o co mi chodzi?
– Jasne.
– Jeśli za pierwszym razem odnalazłaś mnie i Dennisa – stwierdził podniecony – następnym razem możesz znaleźć mnie i trzeciego, Dennisa i trzeciego albo całą naszą trójkę.
– Zgadza się.
Jeannie nie była tym tak zachwycona, jak powinna.
– Możesz to zrobić? – zapytał.
– Po tym artykule nie wiem, czy ktoś w ogóle udostępni mi swoje bazy danych.
– Do diabła!
– Jest jednak pewna szansa. Mój program przeszukał już kartotekę odcisków palców FBI.
Steve ponownie odzyskał nadzieję.
– Dennis na pewno tam jest. Jeśli od trzeciego pobrano kiedykolwiek odciski palców, program musiał go wyłapać! To wspaniale!
– Wyniki są jednak na dyskietce w moim gabinecie.
– Och, nie! A ty nie możesz się tam dostać!
– Nie mogę.
– Wyłamię drzwi. Jedźmy tam, na co jeszcze czekamy?
– Mogą cię z powrotem wsadzić. Znajdźmy jakiś łatwiejszy sposób.
Steve uspokoił się, choć nie przyszło mu to łatwo.
– Masz rację. Musi być jakiś inny sposób odzyskania tej dyskietki.
Jeannie podniosła słuchawkę.
– Poprosiłam Lisę Hoxton, żeby spróbowała się dostać do mojego gabinetu. Zobaczymy, czyjej się udało. – Wystukała numer. – Cześć, Liso, jak się masz? Ja? Niezbyt dobrze. Słuchaj, trudno ci będzie w to uwierzyć. – Opowiedziała jej w skrócie o swoim odkryciu. – Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale potrafiłabym to udowodnić, gdybym miała w ręku tę dyskietkę. Nie udało ci się dostać do gabinetu. Cholera. – Jeannie zmieniła się na twarzy. – Cóż, dzięki i za to. Wiem, że ryzykowałaś. Naprawdę to doceniam. Tak. Cześć. – Odłożyła słuchawkę. – Lisa próbowała przekonać strażnika, żeby ją wpuścił. Prawie jej się udało, ale facet zapytał w ostatniej chwili swojego zwierzchnika i o mało nie wyleciał z roboty.
– Co teraz zrobimy?
– Jeśli przyjmą mnie jutro z powrotem do pracy, będę mogła tam po prostu wejść.
– Kto jest twoim adwokatem?
– Nie mam żadnego adwokata. Nigdy go nie potrzebowałam.
– Możesz być pewna, że uniwersytet wynajmie najdroższego prawnika w całym mieście.
– Kurczę. Nie stać mnie na adwokata.
Steve bał się powiedzieć na głos to, co chodziło mu po głowie.
– Znam się coś niecoś na prawie.
Rzuciła mu badawcze spojrzenie.
– Skończyłem dopiero dwa semestry, ale na zajęciach z adwokatury miałem najlepsze oceny z całego roku. – Podniecała go myśl, że jako jej obrońca mógłby wystąpić przeciwko potężnemu Uniwersytetowi Jonesa Fallsa. Lecz może Jeannie uzna, że jest zbyt młody i niedoświadczony? Próbował wyczytać coś z jej twarzy. Wciąż bacznie mu się przyglądała. Nie spuścił wzroku i spojrzał w jej ciemne oczy. Mógłbym w nie patrzeć przez całą wieczność, pomyślał.
A potem Jeannie pochyliła się i pocałowała go lekko w usta.
– Do diabła, Steve, jesteś niesamowity – westchnęła. Pocałunek był bardzo krótki, ale Steve miał wrażenie, że przeszedł go prąd. Poczuł się o wiele lepiej. Nie bardzo wiedział, co rozumiała przez „niesamowity”, było to jednak naprawdę coś dobrego.
Nie mógł jej teraz zawieść. Zaczął się martwić o to, czy sprosta zadaniu.
– Wiesz może, jaki jest regulamin komisji i porządek posiedzenia?
Jeannie sięgnęła do płóciennej teczki i wręczyła mu tekturową kopertę. Przejrzał szybko zawartość. Regulamin stanowił połączenie uniwersyteckiej tradycji i współczesnego żargonu prawniczego. Wśród wykroczeń, za które można było zwolnić pracownika naukowego, znajdowały się sodomia i bluźnierstwo; ale to, które wydawało się odnosić do Jeannie, brzmiało dość tradycyjnie: narażenie na szwank dobrego imienia uczelni.
Komisja dyscyplinarna nie miała w rzeczywistości ostatniego słowa: przedstawiała wyłącznie swoją opinię senatowi, naczelnej władzy uczelni. Warto było to wiedzieć; gdyby Jeannie przegrała jutro, senat mógł posłużyć jako sąd apelacyjny.