Выбрать главу

Wayne wprowadził ich przez jedne z czerwonych drzwi do dużego wysokiego pomieszczenia. Okna zasłonięte były tu czarnymi aksamitnymi kotarami, a całe wnętrze oświetlone niskimi lampami. Na jednej ze ścian wisiała wielka nazistowska flaga. W stojaku na parasole stała oświetlona reflektorkiem kolekcja bieży. Na malarskiej sztaludze spoczywał duży olejny obraz przedstawiający ukrzyżowanie; przyglądając mu się bliżej, Jeannie zobaczyła, że na krzyżu nie wisi Chrystus, lecz naga zmysłowa kobieta z długimi blond włosami. Przeszedł ją dreszcz obrzydzenia.

Znajdowali się w domu sadysty: było to tak oczywiste, jakby zawiesił na drzwiach stosowną tabliczkę.

Herb rozglądał się zdumiony dookoła.

– Z czego pan się utrzymuje, panie Stattner?

– Jestem właścicielem dwóch nocnych klubów w Nowym Jorku. Szczerze mówiąc, dlatego właśnie chcę dobrze żyć z policją. Ze względu na swoje interesy muszę być czysty jak łza.

Herb strzelił palcami.

– Oczywiście, Wayne Stattner. Czytałem o panu w magazynie „New York”. Młodzi milionerzy z Manhattanu. Powinienem rozpoznać nazwisko.

– Może usiądziecie?

Jeannie ruszyła w stronę wysokiego fotela, po chwili zorientowała się jednak, że to krzesło elektryczne, jakiego używa się podczas egzekucji.

– To sierżant Michelle Delaware z policji Baltimore – przedstawił swoją koleżankę Herb.

– Z Baltimore? – powtórzył ze zdziwieniem Wayne. Jeannie szukała na jego twarzy oznak strachu, ale wydawał się dobrym aktorem. – Popełniają tam jakieś zbrodnie? – zapytał z przekąsem.

– Ufarbował pan włosy, prawda? – zapytała.

Mish posłała jej zniecierpliwione spojrzenie: Jeannie miała obserwować, a nie przesłuchiwać podejrzanego.

Pytanie jednak wcale nie wytrąciło go z równowagi.

– Bardzo pani spostrzegawcza.

Miałam rację, pomyślała z triumfem Jeannie. To on. Spojrzała na jego ręce i przypomniała sobie, jak darł na niej ubranie. Doigrałeś się, ty sukinsynu.

– Kiedy pan je ufarbował? – zapytała.

– Kiedy miałem piętnaście lat.

Kłamca.

– Czarny kolor był modny, odkąd pamiętam.

Miałeś jasne włosy we czwartek, kiedy wpychałeś te swoje wielkie łapska pod moją spódnice, i przedtem, w niedzielę, kiedy zgwałciłeś moją przyjaciółkę Lisę w kotłowni pod salą gimnastyczną.

Ale dlaczego kłamał? Czy wiedział, że mają podejrzanego blondyna?

– O co tutaj chodzi? – zapytał. – Czy kolor moich włosów jest kluczem do rozwiązania zagadki? Uwielbiam tajemnicze historie.

– Nie zajmiemy panu dużo czasu – oznajmiła Mish. – Chcemy wiedzieć, gdzie pan był w ostatnią niedzielę o ósmej wieczór.

Jeannie zastanawiała się, czy Wayne ma jakieś alibi. Zawsze mógł powiedzieć, że grał w karty z jakimiś typkami z półświatka, a potem zapłacić im, żeby to potwierdzili, bądź też oświadczyć, że był w łóżku z prostytutką, która złoży fałszywe zeznanie za działkę cracka.

Wayne zaskoczył ją.

– Proszę bardzo – odparł. – Byłem w Kalifornii.

– Czy ktoś może to potwierdzić?

Wayne roześmiał się.

– Jakieś sto milionów ludzi.

Jeannie ogarnęły złe przeczucia. Facet nie mógł mieć autentycznego alibi. To on był gwałcicielem.

– Co to znaczy? – zapytała Mish.

– Byłem na bankiecie z okazji wręczania nagród Emmy.

Jeannie przypomniała sobie, że odwiedzając Lisę w szpitalu, widziała w telewizji migawki z bankietu. Jak Wayne zdołał wziąć udział w ceremonii? W ciągu kilkunastu minut, które zajęła jej jazda do szpitala, mógł co najwyżej dojechać na lotnisko.

– Nie dostałem oczywiście żadnej nagrody – wyjaśnił. – Nie pracuję w tej branży. Uhonorowano Saline Jones, moją starą przyjaciółkę.

Mówiąc to, zerknął na obraz i Jeannie uświadomiła sobie, że namalowana na nim kobieta przypomina aktorkę, która grała Babę, córkę gderliwego Bryana, w rozgrywającym się w restauracji komediowym serialu Gdzie kucharek sześć. Musiała pozować malarzowi.

– Dostała nagrodę dla najlepszej aktorki komediowej i ucałowałem ją w oba policzki, kiedy schodziła ze sceny, trzymając w ręku statuetkę. To był cudowny moment i natychmiast uwieczniły go i posłały w świat kamery telewizyjne. Mam to na wideo. Zdjęcie opublikował także w tym tygodniu magazyn „People” – dodał Wayne, pokazując leżące na dywanie czasopismo.

Jeannie wzięła je do ręki czując, jak zamiera jej serce. Na fotografii widać było ubranego w smoking, niewiarygodnie przystojnego Wayne'a, całującego Saline Jones, która trzymała w ręku statuetkę Emmy.

Miał czarne włosy.

„Właściciel nowojorskich nocnych klubów, Wayne Stattner, gratuluje w sobotni wieczór swojej starej przyjaciółce, Salinie Jones, nagrody za rolę w serialu Gdzie kucharek sześć” brzmiał podpis.

Trudno było sobie wyobrazić bardziej żelazne alibi.

Jak to możliwe?

– Nie będziemy panu zabierać więcej czasu, panie Stattner – powiedziała Mish.

– O co byłem podejrzany?

– Prowadzimy śledztwo w sprawie gwałtu, którego dokonano w niedzielę wieczór w Baltimore.

– To nie ja.

Mish zerknęła na ukrzyżowanie i Wayne pobiegł za jej wzrokiem.

– Wszystkie moje ofiary oddają mi się z własnej woli – oznajmił, rzucając jej długie sugestywne spojrzenie.

Mish zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.

Jeannie była załamana. Wszystkie jej nadzieje legły w gruzach, ale umysł wciąż szukał gorączkowo jakiegoś rozwiązania.

– Czy mogę pana o coś spytać? – zwróciła się do Wayne'a, kiedy wstały.

– Jasne – odparł uprzejmym tonem.

– Czy ma pan jakieś rodzeństwo?

– Jestem jedynakiem.

– W czasie gdy się pan urodził, pański ojciec służył w wojsku, prawda?

– Tak, był instruktorem pilotażu w Fort Bragg. Skąd pani o tym wie?

– Czy pańska matka miała może problemy z zajściem w ciążę?

– Dziwne pytanie jak na policjantkę.

– Doktor Ferrami pracuje na Uniwersytecie Jonesa Fallsa – wyjaśniła Mish. – Jej badania wiążą się ściśle ze sprawą, którą prowadzę.

– Czy pańska matka wspominała kiedyś o tym, że przeszła kurację hormonalną? – zapytała Jeannie.

– Nie, nigdy o tym nie słyszałem.

– Czy mogę ją o to zapytać?

– Matka nie żyje.

– Bardzo mi przykro. A pański ojciec?

Wayne wzruszył ramionami.

– Może pani do niego zadzwonić.

– Bardzo bym chciała.

– Mieszka w Miami. Dam pani numer.

Jeannie wręczyła mu długopis. Wayne nagryzmolił numer na okładce czasopisma i oddarł róg.

Mish i Jeannie podeszły do drzwi.

– Dziękujemy panu za współpracę, panie Stattner – powiedziała Mish.

– Zawsze do usług.

– Wierzysz w jego alibi? – zapytała ponuro Jeannie, kiedy zjeżdżały windą.

– Sprawdzę je – odparła Mish – ale wydaje się solidne.

Jeannie potrząsnęła głową.

– Nie wierzę, że jest niewinny.

– Jest winny jak wszyscy diabli, kochanie, ale nie tego gwałtu.

44

Steve siedział w wielkiej kuchni w domu swoich rodziców w Georgetown obserwując, jak matka robi mielone kotlety, i czekając na telefon od Jeannie. Zastanawiał się, czy Wayne Stattner okaże się jego sobowtórem. Zastanawiał się, czy Jeannie i sierżant Delaware odnajdą go pod jego nowojorskim adresem. Zastanawiał się, czy Wayne przyzna się do zgwałcenia Lisy Hoxton.

Mama kroiła cebulę. Była zdumiona i oszołomiona, gdy po raz pierwszy powiedział, co zrobiono jej w klinice Aventine w grudniu 1972 roku. Nie uwierzyła mu wtedy do końca, lecz dla dobra sprawy nie podważała całej historii, kiedy rozmawiali z adwokatem. W piątek wieczorem Steve siadł razem z rodzicami i opowiedział im ich dziwną historię. Mama zdenerwowała się wtedy; myśl, że lekarze eksperymentowali z pacjentkami bez ich zgody, doprowadziła ją do białej gorączki. W swoich felietonach stale pisała o prawie kobiet do decydowania o tym, co dzieje się z ich ciałami.