– Co takiego? Żartujesz sobie. Nigdy, raczej śmierć… A propos, wczoraj przeszła tuż koło nas… Wczoraj wieczorem poszedłem do Tartarughina i wiesz, kogo spotkałem?
Step słucha z roztargnieniem. Do Tartarughina nic chodzi nikt, kto mógłby go interesować. Ale postanawia uszczęśliwić brata. W końcu jednak dał mu te dwieście euro.
– Nie, a kto tam był?
– Giovanni Ambrosini.
Step czuje wewnętrzny wstrząs. I nagłe pulsowanie serca. Narasta w nim cicha wściekłość, ukrywa ją starannie.
– Ach tak…
Paolo ciągnie swoje opowiadanie.
– Był z piękną kobietą, o wiele starszą od niego. Kiedy mnie zobaczył, niespokojnie rozejrzał się wokół. Wydawało mi się, że się wręcz przeraził. Pewnie spodziewał się, że ty jesteś ze mną. Uspokoił się, kiedy sprawdził, że cię nie ma. Wtedy nawet jakby się uśmiechnął do mnie, choć nie bardzo mu to wyszło, szczękę ma nadal krzywą. Wiesz lepiej niż ja, dlaczego. Załatwiłeś go wówczas okropnie, ale nigdy nic powiedziałeś mi, o co wam poszło.
To prawda, myśli Step, on nie wie. Nigdy mu o tym nie opowiadał. Bierze Polla pod ramię i prowadzi go do wyjścia. W drzwiach odwraca się jeszcze. Patrzy na swego brata. Jest tam, w głębi, już siedzi za biurkiem. W okrągłych okularkach, podstrzyżony, uczesany u drogiego fryzjera, ubrany nienagannie, w koszuli wyprasowanej tak, jak sam nauczył Marię. Nie, nie powinien się nigdy dowiedzieć. Step uśmiecha się do brata.
– Chcesz wiedzieć, dlaczego pobiłem Ambrosiniego? Paolo przytakuje.
– Chciałbym.
– Bo mi zawsze mówił, żebym się lepiej ubierał. Wychodzą tak, jak weszli. Rozbawieni, bimbający sobie na wszystko. Tym rozkołysanym krokiem, jak przystało na twardzieli. Przechodząc obok sekretarki, Step rzuca do niej parę słów. Dziewczyna podnosi głowę i patrzy na niego. Potem zjeżdżają windą i wysiadają na parterze. Step wita się z portierem.
– Panic Martinelli, poczęstuje nas pan dymkiem?
Z kieszeni marynarki Martinelli wyciąga tanie papierosy w miękkim opakowaniu. Potrząsa paczką. Papierosy wysuwają się. Chłopcy biorą po kilka, nie licząc. Nie czekają też, aż portier poda im ognia, odchodzą. Martinelli odprowadza Stepa wzrokiem. Zupełnie inny niż brat. Pan Paolo za wszystko dziękuje.
I w tej chwili dzwoni wewnętrzny telefon. Martinelli sprawdza skąd. Akurat od pana Paola. Martinelli włącza się.
– Tu portiernia, słucham?
– Tu Mancini. Czy może pan, z łaski swojej, zajrzeć do mnie na chwilę?
– Tak jest, już idę.
Martinelli wsiada do windy i jedzie na czwarte piętro. Paolo czeka na niego w drzwiach swego pokoju.
– Niech pan wejdzie, panie Martinelli, proszę. – Zaprasza, by usiadł, zamyka drzwi. Portier stoi naprzeciw niego lekko zakłopotany. Paolo sadowi się na swym miejscu.
– Proszę, panie Martinelli, niech pan siada. – Martinelli siada w fotelu, ale tylko na brzeżku, z szacunkiem, przejęty, że zajmuje tyle miejsca. 'Paolo krzyżuje ramiona, uśmiecha się do niego. Martinelli odwzajemnia uśmiech, ale siedzi jak na szpilkach. Niecierpliwie czeka na wyjaśnienie wezwania. Czy zrobił coś złego? Popełnił jakiś błąd? Paolo, westchnąwszy, decyduje się w końcu wyjawić, o co mu chodzi. – Panie Martinelli, chciałbym, żeby mi pan wyświadczył pewną przysługę.
Martinelli uspokaja się i wypogadza. Odważniej zajmuje więcej miejsca na fotelu.
– Słucham, proszę pana. Zrobię wszystko, co będę mógł.
Paolo odchyla się do tyłu.
– Niech pan więcej nie wpuszcza tu mojego brata.
Portier robi wielkie oczy.
– Czy dobrze zrozumiałem, proszę pana? Mam nie wpuszczać tu pańskiego brata? Naprawdę? I co mam mu powiedzieć? Jak on się wścieknie, trzeba by Tysona przy drzwiach, żeby go zatrzymać.
Paolo przygląda się uważniej siedzącemu przed nim spokojnemu człowiekowi w szarym ubraniu i o szarych włosach, mającemu również szare życie. W wyobraźni widzi Martinellego, jak zatrzymuje Stepa w drzwiach. „Przepraszam, pan nie może wejść, dostałem takie dyspozycje". I dyskusję. I Stepa, jak się dziwi. I portiera, jak podnosi głos. Brata, jak traci cierpliwość. Martinellego, jak go wypycha. Stepa, jak chwyta portiera za klapy i uderza nim o ścianę. I potem wszystko inne, jak w scenariuszu…
– Ma pan rację, panie Martinelli. To był zły pomysł. Proszę o tym zapomnieć, sam się tym zajmę. Porozmawiam z nim w domu.
Martinelli wstaje.
– Cokolwiek innego, proszę pana, chętnie, naprawdę, ale nie to…
– Nie, nie, ma pan rację. Popełniłem błąd. prosząc pana o to. Dziękuję panu, dziękuję i tak!
Martinelli wychodzi. Przyzywa windę i wraca na dół, na parter. Nie popisał się. Ale kto by go zatrzymał, tego opętańca? Wyciąga paczkę z resztą papierosów. Zasłużył sobie, by coś mocnego zapalić! Całe szczęście, że pan Mancini to facet życiowy. Nic tak jak jego brat. Step buchnął mu pół paczki
I nawet nie powiedział dziękuję. Ani razu. A potem mówią, że portier ma spokojne życie. Martinelli wzdycha i zapala sobie papierosa.
Na czwartym piętrze Paolo wygląda przez okno. Ma dziwne uczucie satysfakcji. W gruncie rzeczy, słusznie postąpił. Ocalił życie Martinellemu. Wraca na fotel. No dobrze, be/ przesady. Oszczędził mu raptem trudnej sytuacji. Wchodzi sekretarka z nowymi aktami.
– Oto sprawy, o które pan prosił.
– Dziękuję pani! Ale sekretarka nic odchodzi.
– Pana brat to dziwny człowiek. Nie jesteście do siebie podobni.
Paolo zdejmuje okulary w próżnym usiłowaniu okazania się bardziej zajmującym.
– Czy to komplement?
Sekretarka nie jest szczera.
– W pewnym sensie tak. Mam nadzieję, że pan nie zaczepia dziewcząt na mieście, dopytując się o cenę ich majtek.
Paolo uśmiecha się z zakłopotaniem.
– Hm, raczej nie.
Bez okularów nie widzi za daleko, pewnie dlatego jego uwaga skupia się na przezroczystej bluzeczce. Sekretarka dostrzega to, lecz w najmniejszym stopniu nie reaguje.
– A pański brat powiedział mi, żeby panu powiedzieć, że pan jest zbyt dobry dla mnie, że nie powinien był płacić i pozwolić mu zrobić tę rzecz. – Sekretarka staje się aż natarczywa. – Jeśli mogę zapytać… Jaką rzecz, proszę pana?
Paolo przygląda się sekretarce. Jej zgrabnemu ciału. Jej nienagannej spódniczce, spod której wyrastają jej pięknie toczone nogi. Może jego brat miał rację. Wyobraża sobie tę dziewczynę na pół nagą, gdy Step zrywa z niej majteczki. Podnieca się.
– Nic takiego, proszę pani, to był tylko żart.
Sekretarka odchodzi nieco rozczarowana. Paolo ledwie zdąża założyć okulary, żeby pochwycić w ich ogniskową oddalające się profesjonalnym, niemal prowokacyjnym ruchem pośladki.
– Ależ ze mnie kretyn! Powinienem był mu pozwolić to zrobić!
Pomyślał, że jeżeli Step nie zwróci mu tych pieniędzy, będzie to najgorszy interes w ciągu wielu ostatnich lat. Nie, nie najgorszy. Bo najgorszy zrobił pan Forte. Powierzając swoje trudne problemy podatkowe specjaliście, który ma do rozwiązania własne problemy rodzinne. Nie można spędzić całego ranka na dyskusji z bratem i w końcu dać mu pieniądze, byle nie ściągnął majtek jego sekretarce. Z poczuciem winy Paolo wraca do sprawy pana Forte.
16
Na małej, wąskiej uliczce, w skromnym warsztacie, pracuje Sergio, mechanik. Ma na sobie granatowy kombinezon z biało-czerwonym prostokątem Castrolu na plecach. Nie wiadomo, czy to pamiątka po dawnym ściganiu się w barwach firmy, czy reklama oleju, który wymienia dzisiaj w różnych silnikach. Faktem jest, że za każdym razem, kiedy ktoś przyprowadza mu jakiś pojazd z psującym się motorem, kończy oględziny w ten sam sposób: „Mamy tu do zrobienia pewną robótkę, a potem dokonamy pięknej wymiany oleju".