– Piazza Jacini do Polla czterdzieści, jesteśmy na miejscu! – Motor Polla zatrzymuje się z hałasem przed wjazdem na osiedle Babi.
Step wita się z portierem, który podnosi barierkę i wpuszcza ich na teren. Motor wtacza się na podjazd. Portier spogląda za nimi trochę zaniepokojony. Pollo odwraca się do Stepa.
– Jak widzę, byłeś tu już, portier cię rozpoznał.
– Nie byłem. Wszyscy portierzy są tacy, wystarczy się z nimi przywitać, a przepuszczają cię bez gadania. Zatrzymaj się tu i zaczekaj na mnie. – Step zeskakuje z motoru.
Pollo dodaje gazu i gasi silnik.
– To, co liczy pieniądze, zaczyna bić. Pospiesz się.
– Taksometr.
– Jak zwał, tak zwał. Nie zwlekaj. Bo jak nie, to cię zostawię.
Step jest przy domofonie, znajduje nazwisko, dzwoni.
– Kto tam?
– Mam paczkę dla Babi.
– Pierwsze piętro.
Step wchodzi na górę. W drzwiach stoi gruba służąca.
– Dzień dobry. Proszę to przekazać Babi. Ostrożnie, żeby się nie rozbiło.
– Rina, kto to? – Słychać czyjś głos z głębi korytarza.
– Chłopiec ma paczkę dla panienki.
Zbliża się Raffaella i przygląda się chłopcu. Szerokie ramiona, krótkie włosy, charakterystyczny uśmieszek. Widziała go już, ale nie pamięta gdzie.
– Dzień dobry pani. Jak się pani miewa? Przyniosłem to dla Babi, taki drobiazg. Czy może jej to pani przekazać, jak wróci ze szkoły?
Raffaella uśmiecha się. Nagle kojarzy. Uśmiech gaśnie na jej ustach.
– Jesteś tym, który tak załatwił pana Accado. Jesteś Stefano Mancini.
Step nie poddaje się zaskoczeniu.
– Nie przypuszczałem, że jestem taki sławny.
– Bo i nie jesteś sławny. Jesteś po prostu łobuzem. Twoi rodzice wiedzą, co teraz będzie?
– A co będzie?
– Podano cię do sądu.
– Och, nie szkodzi. Jestem przyzwyczajony. – Uśmiecha się. – A poza tym jestem sierotą.
Raffaella na chwilę ulega zakłopotaniu. Nie wie, czy można mu wierzyć. I słusznie.
– Trudno. W każdym razie nie chcę, żebyś się kręcił koło mojej córki.
– Tak naprawdę, to ona zawsze trafia tam, gdzie ja. Ale nie ma problemu, nie przeszkadza mi. Bardzo proszę, niech pani nie krzyczy na nią, ona nie jest winna, ja ją rozumiem.
– A ja nie. – Raffaella obrzuca go spojrzeniem od stóp do głów, chcąc go wprowadzić w zakłopotanie. Nie udaje się. Step tylko się uśmiecha.
– Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie podobam się matkom. Cóż, przepraszam panią, ale muszę już iść. Czeka na mnie taksówka. Wydam majątek. – Step zbiega po schodach w samą porę, żeby usłyszeć za sobą zatrzaskiwane drzwi. Jakże ona przypomina Babi. To interesujące. Ten sam wykrój oczu, ten sam kształt twarzy. Ale Babi jest ładniejsza. I chyba mniej się wścieka. Przypomniał sobie, jak widzieli się ostatnim razem. Nic, w tym też jest podobna. Miałby ochotę ją teraz zobaczyć. Pollo przykleja się do klaksonu.
– Możesz się ruszyć? Co ty, kurde, wyrabiasz? Zakochałeś się?
Step sadowi się za nim.
– Czy to możliwe, żeby ci się nie chciało być nawet taksówkarzem?
– Zamknij się. Godzinę czekam. Coś ty tam robił?
– Rozmawiałem z mamą. – Stepowi przychodzi coś na myśl. Podnosi głowę. Rzeczywiście, przeczuł to. Raffaella stoi w otwartym oknie. Cofa się gwałtownie. Za późno, Step już ją dostrzegł. Uśmiecha się do niej i żegna ją ruchem ręki. Raffaella z rozmachem zatrzaskuje okno, a chłopcy znikają za zakrętem. Pollo zatrzymuje się przed szlabanem. Step żegna portiera. Warto tu mieć w kimś przyjaciela.
– Rozmawiałeś z matką? I coś jej powiedział?
– Nic takiego. Odbyliśmy małą dyskusję. Naprawdę, to ona mnie uwielbia.
– Step, lepiej uważaj.
– Na co?
– Na wszystko. To jest klasyczna historia, która źle się kończy.
– Czemu?
– Ty jej przynosisz prezenty, rozmawiasz z matką. Nigdy tego nie robiłeś. Naprawdę podoba ci się ta Babi?
– Jest niezła.
– A Madda?
– Co ma do rzeczy Madda?
– Jakże? Chcesz związać się z Babi, nie?
– Pollo!
– O co chodzi?
– Widziałeś, że wczoraj zginął jeden z twoich sąsiadów?
– Co ty mówisz? Nic nie wiem. Jak to się stało?
– Poderżnęli mu gardło. – Step ramieniem zakłada Pollowi klamrę na szyi i zaciska. – Był taksówkarzem i zadawał za dużo pytań.
Pollo usiłuje uwolnić się od uchwytu. Bez powodzenia. Więc obraca to w żart i znowu zaczyna skrzeczeć taksówkowym radiem.
– Tu Pollo czterdzieści, zlecenie przyjęte. Ciurlu-ciurlu. Tu Pollo czterdzieści, zlecenie przyjęte. – Ale tym razem wychodzi mu gorzej. Teraz głos ma wyraźnie zduszony.
29
Tylko bić w taką gębę. Raffaella otwiera tubę przyniesioną przez chłopca. W środku plakat. Rozpoznaje na nim tego Stefana na motorze z uniesionym przednim kołem. Dziewczyna z tyłu – to jej córka! Babi! Kto zrobił to zdjęcie? Trochę jakby zgniecione. Wygląda na zdjęcie gazetowe. Na lewo w górze napis flamastrem: „Kultowa para!". Najwyraźniej on sam to zrobił. Natomiast na dole po prawej podpis drukiem: „Uciekający". Co to znaczy?
– Proszę pani, pan przy telefonie.
– Claudio? Słucham.
– Raffaella! – Głos ma głęboko poruszony. – Widziałaś dzisiejsze „Messaggero"? W „Kronice Rzymu" jest zdjęcie Babi…
– Nie, nie widziałam. Natychmiast schodzę po gazetę.
– Halo? Raffaella? – Ale Raffaella już odłożyła słuchawkę. Claudio patrzy na swoją, niemą. Jego żona nigdy nie pozwoli mu skończyć słowa.
Raffaella tymczasem spiesznie zbiega do kiosku pod domem. Bierze „Il Messaggero" i płaci. Otwiera gazetę, nawet nie czekając na resztę. Znaczy to, że jest naprawdę mocno zbulwersowana. Szuka „Kroniki". Jest. To samo zdjęcie. Czyta wytłuszczony tytuł: „Drogowi piraci". Jej córka. Obława, policja municypalna, pościg. Aresztowania. Co ma Babi z tym wspólnego? Litery zaczynają jej skakać przed oczami. Czuje, że za chwilę zemdleje. Oddycha głęboko. Powoli wraca do siebie. Opanowuje się na tyle, by przyjąć resztę. Kioskarz, widząc bladość jej twarzy, pyta niespokojnie:
– Pani Gervasi, czy pani źle się czuje? Jakaś przykra wiadomość?
Raffaella odwraca się, kręcąc głową.
– Nie, nie, nic takiego. – Wychodzi z kiosku. Co mogłaby mu powiedzieć? Co miałaby teraz powiedzieć swoim przyjaciółkom? Swoim sąsiadom? Państwu Accado? Światu?
„Nic się nie stało, nie martwcie się. To tylko moja córka jest jednym z piratów drogowych".
Trudno będzie wytrzymać do chwili, w której wyjdą ze szkoły.
Głos w interfonie jest ciepły, zmysłowy, jak ciało, do którego należy.
– Proszę pana, na jedynce jest pana ojciec.
– Dziękuję pani. – Paolo naciska guziczek.
– Słucham, tato?
– Widziałeś „Messaggero?".
– Tak, mam to zdjęcie przed sobą.
– Czytałeś artykuł?
– Tak.
– Co o nim myślisz?
– Cóż, nie ma tu wiele do myślenia. Myślę, że wcześniej czy później źle skończy.
– Właśnie, ja też tak myślę.
– Co tu można zrobić?
– Niewiele, jak mi się wydaje.
– Kiedy wrócisz do domu, porozmawiaj z nim, proszę.
– Dobrze, porozmawiam. Gdyby to choć trochę pomogło. Ale jeśli cię to uszczęśliwi, porozmawiam, w porządku.