Выбрать главу

Zdjęcie z polaroida jest teraz wyraźniejsze. – Patrz, postawię je pomiędzy tymi dwoma. Nawet tak bardzo nie odstajesz. Coś mi się zdaje, że nie możesz oderwać wzroku od mojego grafiku. Co jest, mistrzuniu, też masz ochotę potrenować sobie za friko? Od razu cię przejrzałam, co… dobra, tobie też zrobię taki grafik, przesunę wszystko o jeden dzień i będziesz mógł sobie kursować do woli, bez ryzyka, że kiedykolwiek nasze drogi się ze sobą skrzyżują.

– Nie jest mi to potrzebne.

– A co, bogaty?

– Skąd! Tyle że siłownie same o mnie zabiegają, chodzi im o reklamę!

– Tak, pewnie, jakżeby inaczej! I ja miałabym się na to nabrać. No, koniec wycieczki z przewodnikiem. Odprowadzę cię, bo niedługo moi starzy wracają, chyba że znów wolisz się schować do szafy? W gruncie rzeczy zdążyłeś już nabrać wprawy. – Mija mnie i przygląda mi się, unosząc brew. – Spoko. Już ci powiedziałam, nikomu o tym nie opowiem.

Odprowadza mnie do drzwi i przez chwilę stoimy obok siebie w milczeniu. Po chwili ona zagaduje. – No, postarajmy się, by to pożegnanie nie było zbyt rozdzierające. To cześć, taksiarzu, wkrótce się spotkamy, nie?

– Jakżeby inaczej.

Chciałbym coś powiedzieć. Ale sam nie bardzo wiem co. Coś ładnego. Czasami, kiedy brakuje słów, lepiej postąpić właśnie tak.

Przyciągam ją do siebie i całuję, Gin przez moment się opiera, ale już po chwili daje się ponieść. Równie spragniona jak wcześniej. A nawet bardziej. Ktoś zachodzi nas od tyłu…

– Przepraszam, co? Musicie się żegnać akurat w samych drzwiach…

To jej brat, Gianluca, dopiero co wysiadł z windy. Gin jest wyraźnie speszona. A wręcz poirytowana.

– Nie ma co, zawsze zjawiasz się w kluczowym momencie.

– A, że teraz to niby moja wina? Fajną mam siostrę. Słuchaj, Step, wyświadcz mi przysługę. Między jednym a drugim pocałunkiem, weź, ty ją przywołaj do porządku!

I przepycha się między nami, chcąc dostać się do środka. Gin wykorzystuje okazję i uderza mnie pięścią w klatkę piersiową.

– Wiedziałam, że z tobą to nic tylko same kłopoty.

– Ała! A teraz to niby moja wina?

– A czyja, jak nie twoja? Jeszcze jeden pocałunek i jeszcze, i jeszcze. Co z tobą, nie możesz się powstrzymać? Już tak się ode mnie uzależniłeś? Wiecie co… – I zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Rozbawiony wsiadam do windy.

Gianluca wchodzi do pokoju Gin.

– Step to jest gość, ale to wy już na stałe jesteście parą, co?

– Co ty wygadujesz? Jaki niby gość?

– No bo nic tylko się w kółko całujecie.

– Coś podobnego i to wszystko z powodu jednego pocałunku…

– Dwóch, z tego co ja się mogłem doliczyć.

– A to co, czyżbyś i tutaj zabawiał się w członka komisji wyborczej? To już ci nie wystarczy podliczanie kart wyborczych, byle tylko sobie dorobić.

– Ale polityka to zupełnie co innego.

– Step to według mnie pic na wodę, i tyle.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Że nie ufam komuś takiemu jak on, sympatyczny, nawet zabawny, ale kto go tam wie, co ukrywa.

– Skoro ty tak twierdzisz.

– Pewnie, Luke. Po tym jak ktoś całuje, można poznać wszystko. A on jest… jakiś dziwny.

– To znaczy?

– Sam do siebie nie dopuszcza, jest nieufny, a kiedy ktoś jest nieufny, oznacza to tyle, że sam po pierwsze nie zasługuje na zaufanie.

– Może i tak.

– Tak i już!

Gianluca wychodzi i wreszcie zostawia mnie samą. OK. Dosyć. Wreszcie chcę uporządkować myśli. Kręcę głową i macham włosami. Gin, proszę cię, bądź taka jak dawniej. Nie mogę w to uwierzyć, że się zabujałaś w kolesiu okrzykniętym mianem boskiego, w żywej legendzie. Step nie jest dla ciebie. Problemy, tarapaty, kto wie, co takiego ma naprawdę za sobą? A poza tym zauważyłaś jedną rzecz? Za każdym razem, kiedy się z nim całujesz, w najpiękniejszym momencie, a właściwie, gwoli ścisłości, w najcudowniejszym momencie, wręcz najfantastyczniejszym, najbardziej megabajkowym, zawsze pojawia się Luke, twój brat we własnej osobie. O co tu może chodzić? Palec boży, święty zesłany prosto z raju, który chce cię ocalić przed piekłem, twoje koło ratunkowe. A może zwyczajny pech? Cholera jasna, moglibyśmy się tak całować godzinami. Jakżeż on całuje. Jakżeż on to robi. Jakby to powiedzieć… nie mam zielonego pojęcia! Pocałunek to wszystko. Pocałunek to prawda. Bez nadmiernych wprawek stylistycznych, bez przesadnie zawiłych wygibasów i karkołomnych ewolucji. Naturalny i przez to najpiękniejszy. Całuje tak, jak lubię. Wcale nie chce się przy tym popisać, niczego nie musi udowadniać, po prostu. Robi to pewnie, delikatnie, spokojnie, bez pośpiechu, zabawnie, nic sobie nie robiąc z techniki, ze smakiem. Mogę? Z miłością! O Boże! Nie, co to to nie. Spierdalaj, Step!

28

– Cześć, Pa'.

– Stefano, gdzieś ty się podziewał? Przepadłeś.

– Ej. – Minąłem go w drodze do pokoju. – Wiesz, jaką zasadę wpajają ci w Stanach tuż po przyjeździe?

– Tak, jeśli chcesz żyć, to zajmij się swoimi sprawami.

– Świetnie. A druga?

– Drugiej nie znam.

– Fuck you!

Wchodzę do pokoju i zamykam za sobą drzwi.

– A widzisz, że jednak trochę tego angielskiego rzeczywiście się nauczyłeś, zuch z ciebie. Znasz jeszcze parę innych słów, mam nadzieję.

Puszczam to mimo uszu i padam na łóżko. Dokładnie w tej samej chwili słyszę, jak dzwoni domofon. Znów opuszczam pokój, tym razem biegiem. Paolo już jest w salonie i zmierza do domofonu.

– Ja zobaczę.

Nieomal mu go wyrywam. Zastyga oniemiały.

– Czegoś tu nie rozumiem, to mój dom, ty tu jesteś gościem, a zachowujesz się, jakby to wszystko było twoje.

Krzywo na niego patrzę i zaraz się uśmiecham.

– No co ty, potraktuj to, jakbyś miał u siebie majordomusa. – Jeszcze jeden dzwonek. Podnoszę słuchawkę. Serce mi wali jak szalone.

– Dzień dobry, czy zastałam Stepa? – Kobiecy głos. Serce zaczyna mi walić jeszcze mocniej. – Tu Pallina!

– Ej, to ja, co tu robisz?

– Przychodzę obejrzeć twoje nowe mieszkanie, a potem zabieram cię na rajd po lokalach.

– Co do tego drugiego, to się jeszcze okaże. Okay, wejdź. Piąte piętro. Wciskam przycisk, by mogła otworzyć drzwi. Paolo patrzy na mnie z uśmiechem.

– Kobieta?

Potakuję.

– Chcesz, żebym zwolnił ci chatę? Zamknę się w pokoju i udam, że mnie tu nie ma.

Cały mój brat. Co on tam w ogóle rozumie, co takiego w ogóle może o mnie wiedzieć?

– To Pallina, kobieta Polla.

Nic nie mówi. Wygląda, jakby posmutniał.

– Przepraszam.

Idzie do siebie do pokoju, w milczeniu. Mój brat. Co za egzemplarz, człowiek od czapy. Ale akurat tym razem wykazuje się nieprawdopodobnym wprost wyczuciem. Dzwonek. Idę otworzyć drzwi.

– Hej!

– Kurwa, Step!

Rzuca mi się na szyję i ściska mnie mocno.

– Wciąż jeszcze nie mogę uwierzyć, że już wróciłeś.

– Jeśli mnie zaraz nie puścisz, to wyjeżdżam jak nic, jasne?

– No dobra, sorry.

Pallina stara się być mniej wylewna.

– Pokaż mi mieszkanie.

– Chodź za mną.

Zamykam drzwi i ją oprowadzam, idąc krok przed nią.

– To jest salon, jasne tkaniny, zasłony, i tak dalej, i tak dalej.

Opowiadam, opisując jej wszystko po kolei. Obserwuję ją, jak przemieszcza się tuż za mną, uważnie przygląda się rzeczom, raz po raz ich dotyka, chcąc w ten sposób lepiej je ocenić, niektóre bierze do ręki, by się przekonać, ile ważą. Pallina, ale ty urosłaś, zeszczuplałaś, zmieniłaś uczesanie. Sam makijaż też wygląda, jakby był mocniejszy, a może to raczej moje wspomnienia są już takie wyblakłe?