Raporty z Ziemi skupiały się na działaniach publicznej służby zdrowia, zmierzających do ograniczenia chorób epidemicznych, które od dawna uważano za wytępione. Niestety, powstały nowe szczepy bakteryjne gorączki Ebola, gruźlicy, a nawet dżumy, które były odporne na antybiotyki. Zaraza pustoszyła ulice nawet w wielkich miastach, gdzie budynki były sterylne, a woda odkażana. W biedniejszych częściach świata epidemie wyrwały się jednak spod wszelkiej kontroli.
Yańez zastanawiał się, jak to wygląda w jego ojczystym Buenos Aires. Jaki ma wpływ na żyjących tam ludzi? Czuł jakąś dziwną przyjemność na samą myśl, że ludzie, którzy wygnali go z Ziemi, teraz musieli zmagać się z epidemiami, z którymi on walczył jako lekarz. „Moja jest pomsta, mówi Pan”, przypomniał sobie Yańez. Czerpał z tej myśli chłodną satysfakcję.
Oczywiście, nie było żadnych raportów na temat AIDS ani innych chorób przenoszonych drogą płciową. Zadufane skromnisie, które go wygnały, zabraniały takich badań; uważali, że powodowane przez nie cierpienia i zgony to kara za grzechy.
Biuletyny z Selene były zupełnie inne. Badania w księżycowych laboratoriach skupiały się na przedłużaniu ludzkiego życia, terapiach odmładzających, nanotechnologii — na Ziemi wszystkie te dziedziny były zakazane.
Yańez zamrugał ze znużeniem, po czym odwrócił wzrok od ekranu i dostrzegł, że jest już po północy. Dziwne, że Estela nie przyszła się położyć. Przetarł oczy i poszedł do salonu.
Estela znów oglądała przemówienie Holly Lane.
— Znowu to pokazują? — spytał, kierując się do kuchni po resztkę empanadas, którą Estela trzymała w pojemniku na chleb.
— Nie, nagrałam jej przemówienie — odparła spokojnym tonem Estela. Była szczupłą, niewielką kobietką, o ciele bez grama tłuszczu. Yańez często myślał o niej jako o swojej kochanej małej jaskółeczce. Wiedział przy tym, że ta jaskółeczka ma wewnętrzną siłę orła.
Zatrzymał się, sięgając do pojemnika.
— Nagrałaś? Po co?
— Myślę, że to ważne, co ona mówi. Yańez zachichotał niepewnie.
— Jesteś chyba za stara na dzieci. Uśmiechnęła się blado.
— Zdarzało się, że kobiety w moim wieku rodziły. Doskonale o tym wiesz.
— Po przeszczepieniu jajnika od dawcy.
— I co z tego?
— Estela, ja jestem za stary na wychowywanie dziecka! Zaśmiała się głośno.
— Nie martw się, ąuerido. Nie zamierzam przez to przechodzić.
— To dobrze — odparł, nie zauważając goryczy w jej głosie. Sięgnął do pojemnika, myśląc, że Estela głosowała na Eberlyego podczas ostatnich wyborów i pewnie tym razem też to zrobi.
A przynajmniej taką miał nadzieję.
TYTAN ALFA
Maszyny nie odczuwają monotonii czy znudzenia. Tytan Alfa toczył się po falistym, gąbczastym gruncie, zbierając dane i zapisując je w głównej pamięci. Pamięć była bliska zapełnienia się i główny program Alfy dostrzegł, że niedługo przyjdzie mu podjąć decyzję.
Oceniając nagromadzone dotąd dane, główny program uznał, ze ubogie życie na Tytanie składało się w 83% z jednokomórkowców, pamiątek po formach protokomórkowych, które mnożyły się losowo, zamiast reprodukować się zgodnie ze schematem wbudowanym w ich materiał genetyczny. Organizmy protokomórkowe nie miały własnego materiału genetycznego, przynajmniej nie w takim sensie, jak ziemskie komórki. Kodu genetycznego też nie. Składały się całkowicie z odpowiedników białek i rozmnażały się w drodze losowego podziału. Potomstwo wykazywało statystycznie nieznaczące podobieństwo do rodziców.
Program biologiczny przekazywał nieustannie pilne żądanie przesłania tej informacji. Było to coś tak bardzo odmiennego od obserwacji przechowywanej w archiwum, że program biologiczny domagał się, by przesłano tę informację bezzwłocznie. Podstawowe ograniczenie głównego programu zabraniało jednak przesyłania jakichkolwiek danych. Program biologiczny przeszukał swój ograniczony repertuar reakcji i nie znalazł żadnego sposobu przełamania podstawowego ograniczenia.
Alfa zatem brnęła do przodu, wspinając się po trzeszczących wzniesieniach z pękającego lodu, wnikając w pokryte błotem kratery, które były na tyle płytkie, że dało się z nich wydostać. Okrążała brzeg metanowego morza, które nazwano w ziemskim atlasie Głową Smoka, wystrzeliła wiązkę lasera w pokryte cienką skorupą fale, przelewające się leniwie po powierzchni morza, by sprawdzić, czy jego skład chemiczny pokrywa się ze składem morza Leniwego H, gdzie wylądowała.
Spadł etanowy deszcz, a strumienie nasyconej etanem wody spłynęły do pobliskiego morza. Czarny śnieg z tholinów pokrył na krótko okolicę, po czym odleciał z porywczym wiatrem, pchającym wolno po niebie ciężkie chmury.
Alfa podążała więc dalej, gnana dwoma priorytetami: przetrwaniem i zbieraniem danych.
Fakt, że pamięć była prawie przepełniona, jawił się programowi głównemu jak błysk światła prosto w oczy. Główny program ocenił dostępne opcje. Tryb hibernacji spowodowałby zawieszenie zbierania danych i był środkiem naprawdę ostatecznym. Przesłanie istniejących danych było kolejną możliwością. Główny program prześledził swoją ścieżkę logiczna trzykrotnie, po czym przejrzał wszystkie systemy, poszukując dodatkowej pamięci. Znalazł trochę przestrzeni w programach: biologicznym i geofizycznym, jak również w programie konserwacyjnym. Oceniając wszystkie inne dostępne opcje Alfa uznała, że skoro nie korzysta z programów do przesyłania i odbierania danych, może je zamknąć i wykorzystać dodatkową przestrzeń do zapisywania nowych danych.
Główny program ponownie prześledził dopuszczalne opcje, a po piętnastu nanosekundach spędzonych na porównywaniu priorytetów i ograniczeń stworzył hierarchię decyzji.
Kiedy pamięć główna całkowicie się wypełni, program główny:
Zapisze dane w dostępnej przestrzeni programów: biologicznego, geofizycznego i konserwacyjnego.
Zminimalizuje program komunikacyjny do pobierania danych i wykorzysta dostępną przestrzeń do zapisania dodatkowych danych z czujników.
Zminimalizuje program komunikacyjny do wysyłania danych i wykorzysta dostępną przestrzeń do zapisania dodatkowych danych z czujników.
Zadowolona z tej decyzji Alfa posuwała się dalej. Aż wspięła się na lodowe pasmo i jej czujniki wykryły warstwę grubego i ciemnego, opartego na węglu materiału, pokrywającego grunt aż po kres zasięgu czujników. Nie był to błotnisty metan, który przelewał się po lodzie i był zmywany przez deszcz. Węglowa mata była twarda i gruba, jakby była chroniona solidną, ciemną skorupą, ciągnącą się aż za horyzont.
Alfa zatrzymała się, a programy biologiczny i geologiczny przeszły w stan będący maszynowym odpowiednikiem hiperwentylacji.
20 MARCA 2096: LABORATORIUM SYMULACYJNE
Pancho musiała zmrużyć oczy zbliżając się do pierścienia. Była to pierwsza symulacja pełnej misji i wprowadzono wszystkie możliwe szczegóły, co miało być rodzajem testu.
— Strasznie to jaskrawe — powiedziała do mikrofonu wbudowanego w hełm. — Albo symulacja jest zbyt jaskrawa, albo musimy dodać jeszcze jedną warstwę barwną do wizjera.
— Sprawdzę to — odezwał się głos Gaety. Przypominało to wskoczenie prosto w zamieć. Symulator nie był w stanie odtworzyć ściskającego w żołądku uczucia spadania, ale obserwując wirujące cząstki zbliżającego się do niej pierścienia B Pancho miała wrażenie, że naprawdę spada.