Выбрать главу

Teraz muszę poczekać, aż wysłuchają mojej wiadomości i pomyślą o niej, powiedział sobie Gaeta. Pieprzyć to. Nie będę tu siedział z palcem w tyłku. Trzeba rozwiązać problem.

— Komputer, przesłanie danych nie zaszkodziłoby formom życia w gruncie.

ZASZKODZIŁOBY.

— Dlaczego? Cisza.

Gotując się ze złości, Gaeta przeformułował pytanie.

— W jaki sposób przesłanie danych zaszkodziłoby formom życia w gruncie?

ZOSTAŁYBY PRZYSŁANE DODATKOWE SONDY. KAŻDA NOWA SONDA ZWIĘKSZA RYZYKO SKAŻENIA.

— Ale musimy podjąć to ryzyko. Nie możemy się niczego dowiedzieć o tych formach życia, jeśli nie przyślemy tu sond, żeby je badać.

NALEŻY ZAPOBIEGAĆ SKAŻENIU.

— Należy unikać skażenia, jeśli to tylko możliwe. NALEŻY ZAPOBIEGAĆ SKAŻENIU Z ZASTOSOWANIEM WSZELKICH DOSTĘPNYCH ŚRODKÓW.

— Nie możemy badać tych form życia nie ryzykując skażeniem.

LUDZIE SĄ ŹRÓDŁEM SKAŻENIA. NALEŻY ZABRONIĆ BADANIA TYCH FORM ŻYCIA.

Jezu, pomyślał Gaeta. On brzmi jak Urbain. Nic dziwnego, tworzeniem oprogramowania dla tego komputera kierował Urbain.

— Posłuchaj, chłopie. Powodem twojego istnienia jest badanie tych form życia i przesyłanie tego, co odkryjesz, ludziom, którzy cię zbudowali.

DRZEWO LOGICZNE: WYSYŁAM DANE Z CZUJNIKÓW LUDZIOM. BĘDĄ CHCIELI WIĘCEJ DANYCH. WYŚLĄ WIĘCEJ SOND. W KOŃCU WYŚLĄ LUDZI. SONDY SĄ EWENTUALNYM ŹRÓDŁEM SKAŻENIA. LUDZIE SĄ PEWNYM ŹRÓDŁEM SKAŻENIA.

Rany boskie, wszystko sobie wykoncypował. Jak ja go mam wyrwać z tego programistycznego zaklętego kręgu.

— Hej, komputer: jestem człowiekiem a nie powoduję skażenia form życia.

Przez kilka sekund komputer nie odpowiadał. Gaeta pomyślał, że nie jest w stanie zrozumieć tego zdania. Potem jednak nadeszła odpowiedź:

LUDZIE SĄ ŹRÓDŁEM SKAŻENIA.

Laser o mocy dziesięciu megadżuli wysunął się ze swojej niszy i zaczął obracać się w kierunku Gaety.

28 MAJA 2096: ZAWIERUCHA

Timoshenko wypłynął powoli ze śluzy, unosząc się jak liść na stawie. Odwrócił się i zobaczył potężną krzywiznę kadłuba habitatu, potężnej metalowej konstrukcji, zbudowanej przez ludzi.

LUDZIE SĄ ŹRÓDŁEM SKAŻENIA.

Gaeta dostrzegł, że laser obraca się w jego stronę. Myślał intensywnie: ten laser ma moc dziesięciu megadżuli, ile to jest? Czy zdoła przebić skafander?

Zaczął niezgrabnie pełznąć w stronę lasera. Jeśli będę wystarczająco blisko, jeśli zdołam się znaleźć pod nim, nie będzie mógł mnie trafić. Albo wyrwę skurwiela z obudowy i zrzucę.

— Laser! — krzyknął w słuchawkach Habib.

— Z jaką energią on strzela? — spytał Gaeta, gramoląc się po dachu Alfy.

Brak odpowiedzi. A Gaetę nagle coś zatrzymało. Kabel łączący go z gniazdem głównego komputera rozwinął się na całą długość. Gaeta zaczął grzebać przy module łączności przy pasie, by uwolnić się od kabla.

Coś trzepnęło go w ramię. Miał wrażenie, że został trafiony pociskiem. Opierając się nadal na kolanach i rękach, zakołysał się, po czym instynktownie upadł na brzuch. Z przerażeniem sprawdził kontrolki systemów podtrzymywania życia. Nic. Wszystkie na zielono.

— Ściągam specyfikację lasera — dotarł do niego głos Habiba. — Impulsy dziesięć megadżuli, dziesięć na sekundę. To odpowiada mocy dwóch kilogramów trotylu.

— Chryste! Jak granat ręczny!

I znów to przeklęte opóźnienie. Gaeta myślał intensywnie: skafander jest opancerzony, obrywał już odłamkami lodowymi i wtedy, gdy Gaeta przewracał się podczas zjazdu z Mount Olympus. Ale pieprzony granat?

Poczuł uderzenie w plecy i nagle połowa kontrolek systemu podtrzymywania życia zapaliła się na czerwono. Gesu! Skurwiel trafił w plecak! Gaeta odłączył kabel łączący go z gniazdem komputera i zaczął jak najszybciej pełznąć w kierunku obudowy lasera.

— Wyrwę tego drania z korzeniami! — na konsoli Habiba rozległ się krzyk Gaety.

— Nie! — krzyknął odruchowo Habib. — Nie wolno niszczyć lasera, jeśli tylko można tego uniknąć!

Jeden z techników Helmhołtza przedarł się przez tłum otaczający konsolę Habiba, ze ściągniętą strachem, spoconą twarzą. Chwycił Fritza za szczupłe ramię.

— System podtrzymywania życia jest w stanie krytycznym.

Helmholtz zerwał się na równe nogi.

— Musimy go stamtąd wyciągnąć! Habib odwrócił się od swojej konsoli.

— Jak wyłączyć ten laser? — krzyknął.

— Nie da się! — jęknął któryś z inżynierów. — Bestia nie przyjmuje od nas żadnych poleceń. Wyłączyła anteny odbiorcze, nie pamiętasz?

— Mój Boże — jęknął Habib. — To już po nim.

Gaeta przytulił się do obudowy lasera, a serce waliło mu tak mocno, że słyszał puls w uszach.

Dobrze, powiedział sobie. Uspokój się. Tu jesteś bezpieczny. Ten chingado laser tu cię nie trafi, jesteś pod nim. Weź głęboki oddech. I jeszcze jeden. Zwolnij tętno. Fritz nie puści ci tego płazem; dostaje odczyty telemetryczne z systemów podtrzymywania życia, powie, że pewnie narobiłeś w spodnie.

Rzucił okiem na odczyty systemu podtrzymywania życia wyświetlane na szybce hełmu. Drań trafił w zbiornik z powietrzem. Przecieka. Muszę się stąd wydostać.

Jeśli jednak się ruszę, ten znów zacznie do mnie strzelać. Paragraf 22: jeśli tu zostanę, uduszę się, jeśli pobiegnę do zasobnika, zastrzeli mnie.

— Fritz — zawołał najgłośniej, jak mógł. — Masz jakiś pomysł?

Cisza.

I wtedy Gaeta dostrzegł, że czarna burza śnieżna jest już całkiem blisko, prawie przy nim.

Cardenas i Negroponte maszerowały stanowczym krokiem z laboratorium biologicznego do centrum kontroli misji. Wysłały już pilną wiadomość do Wunderly, na Ziemię, i teraz szły do Urbaina, by mu powiedzieć, że stworzenia z pierścieni Saturna były w istocie nanomaszynami.

Nanomaszyny. Cardenas trudno było w to uwierzyć. Dlaczego, zadawała sobie to pytanie. Naprawdę sądziliśmy, że jesteśmy jedynymi w kosmosie, którzy opanowali nanotechnologię? Nie jesteśmy nawet jedynymi w Układzie Słonecznym.

Sekundę później, gdy przecisnęły się przez niestrzeżone drzwi centrum kontroli misji, jej myśli o nanotechnologii i obcej inteligencji wyparowały. W powietrzu było jakieś napięcie; inżynierowie i technicy zbili się w ciasne grupki; Cardenas domyśliła się, że coś się stało.

— Urbaina tu nie ma — rzekła Negroponte. — Pewnie jest u siebie.

Cardenas nie słyszała jej. Pobiegła do von Helmholtza i jego załogi, stłoczonej wokół jednej z konsoli. Negroponte poszła do Urbaina sama.

28 MAJA 2096: DZIAŁANIA

Timoshenko unosił się w pustce, gapiąc się na cienką linę, która łączyła go z otwartą klapą śluzy. Nie pamiętał, że się przypinał. Myślał, że po prostu będzie dryfował od habitatu w nieskończoność.

Pewnie przypiąłem ją odruchowo, pomyślał. Nie byłem świadom tego, co robię. Po prostu w ramach rutynowych czynności wykonywanych przed wyjściem, jak wkładanie skafandra.

Wiedział, że lina jest wykonana z nanorurek. To najmocniejszy ze znanych materiałów, pomyślał. Moja lina bezpieczeństwa. Moja więź z życiem.

Lina prowadziła prosto do klapy śluzy wbudowanej w zakrzywioną płaszczyznę habitatu. Timoshenko patrzył na obracający się pękaty kształt, olbrzymi cylinder upstrzony śluzami i bulajami obserwacyjnymi. Wisiał w próżni jak sparaliżowany i obserwował roboty naprawcze pędzące po swoich trasach.