— Ale nie pamiętałeś mojego imienia. Czy właśnie to z takim trudem chciałeś mi powiedzieć?
— Tak. — Wyglądał żałośnie. — Czy to nie okropne? August powiedziała mi twoje imię, ale nie powiedziała mi, że nazywałem cię Rocky. Nawiasem mówiąc, to zdrobnienie o wiele bardziej mi się podoba.
Cirocco roześmiała się.
— Próbowałam pozbyć się tego imienia przez większą część mojego dorosłego życia, ale zawsze się poddaję, gdy ktoś mi je szepcze do ucha. — Wzięła go za rękę. — Co jeszcze o mnie pamiętasz? Przypominasz sobie, że byłam kapitanem statku?
— O, na pewno. Pamiętam, że byłaś pierwszym kapitanem — kobietą, pod którą służyłem.
— Bill, w stanie nieważkości nie ma znaczenia, kto jest na górze, a kto na dole.
— Nie to chcę… — Uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, że Cirocco żartuje. — Co do tego też nie jestem pewien. Czy my… to znaczy, czy my razem…?
— Czy się pieprzyliśmy? — Zdziwiona potrząsnęła głową. — Przy każdej okazji, kiedy tylko przestałam napastować Gene’a i Calvina i zrozumiałam, że najbardziej męskim mężczyzną na statku jest mój główny inżynier. Bill, mam nadzieję, że nie ranie twoich uczuć, ale w jakiś sposób lubię cię takim, jakim jesteś.
— A jaki jestem?
— Nie potrafiłbyś się zmusić, żeby spytać, czy byliśmy sobie… bliscy. — Przydała przerwie możliwie dramatyczny wydźwięk, spuszczając nieśmiało oczy, a on się roześmiał. — Taki byłeś, zanim się poznaliśmy. Nieśmiały. Myślę, że to zawsze będzie jak za pierwszym razem, a pierwszy raz zawsze jest szczególny, zgodzisz się ze mną? — Mrugnęła do niego i wyczekała stosowną chwilę, ale on się nie poruszył, więc podeszła do niego i mocno się przytuliła. Wcale jej to nie zaskoczyło: ona też chciała okazać swoje uczucia, jak za pierwszym razem.
Kiedy przerwali pocałunek, spojrzał na nią z uśmiechem.
— Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham. Nie dałaś mi okazji.
— Nigdy przedtem tego nie mówiłeś. Być może nie powinieneś się deklarować, póki nie odzyskasz pamięci.
— Myślę, że mogłem wtedy nie wiedzieć, że cię kocham. Więc… wszystko, co mi zostało, to twoją twarz i uczucie. Temu zawierzę. Naprawdę tak myślę.
— Hmm. Miły jesteś. Czy pamiętasz, co z tym robić?
— Jestem pewien, że przypomnę sobie w praktyce.
— A więc myślę, że najwyższy już czas, żebyś zaczął znowu pode mną służyć.
Dało im to tyle samo radości, co za pierwszym razem, ale bez zakłopotania, które temu wówczas towarzyszyło. Cirocco zapomniała o wszystkim innym. Było wystarczająco dużo światła, by mogła widzieć jego twarz i dokładnie tyle siły ciążenia, by uczynić snop słomy delikatniejszym niż najszlachetniejszy jedwab.
Bezczasowa jakość tego długiego popołudnia miała niewiele wspólnego z niezmiennym światłem Temidy. Cirocco nie chciała być nigdzie indziej, nie chciała dokądkolwiek iść, nigdy.
— A teraz czas na papierosa — powiedział. — Jak by to było dobrze…
— Strzepywać na mnie popiół — docięła mu. — Wstrętny zwyczaj. Ja chciałabym mieć odrobinę kokainy. Wszystko przepadło razem ze statkiem.
— Możesz się bez niej obejść.
Nie odsunął się od niej. Pamiętała, jak bardzo lubiła na „Ringmasterze” chwile, kiedy czekała, aż będzie można znowu wrócić do dzieła. Z Billem przeważnie nie musiała długo czekać.
Teraz było trochę inaczej.
— Bill, obawiam się, że w tej pozycji trochę mnie drażnisz.
Uniósł się na rękach, zmniejszając ciężar, który ją przygniatał.
— Słoma drapie cię w plecy? Teraz ja mogę być na dole, jeśli chcesz.
— To nie słoma, kotku, i nie chodzi o plecy. To jest coś trochę bardziej osobistego. Obawiam się, że drapiesz jak papier ścierny.
— Ty zresztą też, ale byłem zbyt grzeczny, żeby to powiedzieć. — Sturlał się z niej i podłożył ramię pod jej plecy. — Śmieszne, że kilka minut wcześniej jakoś tego nie zauważyłem.
Roześmiała się.
— Gdyby ci kilka minut temu wyrosły kolce, też bym nic nie zauważyła. Ale chciałabym jednak, żeby nam znowu wyrosły włosy. Tak jak teraz czuję się dość głupio, poza tym jest to diabelnie niewygodne.
— Myślisz, że tobie jest źle? Mnie odrastają wszędzie. Czuję, jakby na całej skórze tańczyły mi muchy. Przepraszam, ale muszę się podrapać. — Uczynił to z lubością, a Cirocco pomogła mu w miejscach na plecach, do których nie mógł dosięgnąć. — Taak… Czy już ci mówiłem, że cię kocham? Byłem szalony, nie wiedziałem, co to miłość. Dopiero teraz wiem.
Akurat w tym momencie w drzwiach pojawiła się Gaby.
— Przepraszam, Rocky, ale zastanawiałam się, czy nie powinniśmy czegoś zrobić ze spadochronami. Jeden z nich już porwała rzeka.
Cirocco usiadła szybko.
— Co niby mamy z nimi zrobić?
— Zachować je. Mogą się przydać.
— Ty… w porządku, Gaby. Może masz rację.
— Po prostu pomyślałam, że może to dobry pomysł. — Spojrzała na podłogę i zaszurała stopą, dostrzegając wreszcie Billa.
— No… dobrze. Pomyślałam, że może… mogłabym coś dla ciebie zrobić. — Wybiegła z chałupy.
Bill usiadł i oparł łokcie na kolanach.
— Czy doszukuję się w tym czegoś więcej, niż powinienem?
Cirocco westchnęła.
— Obawiam się, że nie. Gaby będzie dla nas nie lada problemem. Ona też myśli, że jest we mnie zakochana.
Rozdział 9
— Co masz na myśli mówiąc: do widzenia? Dokąd się wybierasz?
— Przemyślałem to wszystko — powiedział spokojnie Calvin. Zdjął swój zegarek i podał Cirocco. — Wam bardziej się przyda niż mnie.
Cirocco była bliska wybuchu.
— I to ma nam służyć za całe wytłumaczenie: „Przemyślałem to sobie”?! Calvin, musimy się trzymać razem. Ciągle jeszcze jesteśmy wyprawą badawczą, a ja nadal jestem twoim kapitanem. Powinniśmy razem pracować nad tym, żeby się stąd jak najszybciej wydostać.
Uśmiechnął się blado.
— A dokładnie jak mamy to zrobić?
Wolałaby, żeby nie zadawał tego pytania.
— Nie miałam czasu, żeby opracować odpowiedni plan — powiedziała mętnie. — Musi przecież być coś, co możemy zrobić.
— To daj mi znać, kiedy coś wymyślisz.
— Rozkazuję ci pozostać z nami.
— A niby jak masz zamiar mnie powstrzymać od odejścia, jeśli tego zechcę? Rąbniesz mnie i zwiążesz? Ile energii będziesz potrzebowała, żeby mnie pilnować przez cały czas? Trzymając mnie tutaj będziesz miała tylko kłopot. Jeżeli pójdę, możesz mieć z tego pożytek.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Po prostu. Miękkoloty mogą się porozumiewać na całym obwodzie Temidy. Są pełne nowin, wszyscy tutaj ich słuchają. Jeżeli kiedykolwiek będę do czegoś potrzebny, wrócę. Wszystko, co muszę zrobić, to nauczyć was prostych sygnałów. Umiesz gwizdać?
— Mniejsza o to — powiedziała Cirocco, z irytacją machając ręką. Potarła czoło i rozluźniła się. Jeżeli miała go zatrzymać, to musiała go przekonać, a nie zmusić.
— Nadal nie rozumiem, dlaczego chcesz odejść. Nie podoba ci się tu z nami?
— Ja… nie, nie bardzo. Byłem szczęśliwy, kiedy byłem sam. Między wami jest zbyt wiele napięcia. Zbyt wiele złości.
— Wszyscy wiele przeżyliśmy. Powinno nam pójść lepiej, kiedy wyjaśnimy sobie szczerze niektóre sprawy.
Wzruszył ramionami.
— Wtedy możesz mnie zawołać, i wtedy znowu spróbuję. Nie interesuje mnie już jednak towarzystwo mojego własnego gatunku. Miękkoloty są wolne i mądrzejsze. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy, jak podczas tego lotu.