Выбрать главу

— Ciii — uspokajała ją Gaby, głaszcząc lekko jej czoło. Nie mogę go ruszyć, póki nie zrobię noszy. Po pierwsze, mam zamiar zanieść cię do łodzi i położyć. Cicho! Jeżeli będę musiała, to zrobię to siłą. Nie chcesz przecież sierpowego w szczękę, prawda?

Cirocco miała ochotę ją walnąć, ale znowu poczuła nudności. Padła na ziemię, a Gaby dźwignęła ją. Pamiętała jeszcze, że pomyślała, jak dziwacznie muszą wyglądać: Gaby miała metr pięćdziesiąt wzrostu, natomiast Cirocco metr osiemdziesiąt pięć. Przy stałym ciążeniu musiała poruszać się bardzo ostrożnie, ale noga nie stanowiła żadnego problemu.

Kiedy zamknęła oczy, trochę przestało jej się kręcić w głowie. Położyła głowę na ramieniu Gaby.

— Dziękuję za uratowanie życia — powiedziała, a potem zemdlała.

Obudziła się, słysząc krzyk mężczyzny. Czegoś takiego nigdy nie chciałaby usłyszeć ponownie.

Bill był półprzytomny. Cirocco usiadła i ostrożnie dotknęła swojej skroni. Bolało, ale świat przestał wirować.

— Chodź tu i podaj mi rękę — powiedziała Gaby. — Musimy go przytrzymać albo zrobi sobie krzywdę.

Pospieszyła do nich.

— Jaki jest jego stan?

— Naprawdę poważny. Ma złamaną nogę. Prawdopodobnie również kilka żeber, ale nie pluje krwią.

— Gdzie jest złamanie?

— Jedna z kości podudzia. Nigdy nie wiem, która jest która. Myślałam, że to tylko skaleczenie do chwili, gdy położyłam go na nosze. Zaczął się szarpać i kość wyszła na wierzch.

— Jezu!

— Przynajmniej nie krwawi za mocno.

Cirocco poczuła, że znowu wywraca jej się żołądek, kiedy badała poszarpaną ranę w nodze Billa. Gaby przemywała ją wygotowanymi szmatami z pociętych spadochronów. Kiedy dotykała go, krzyczał chrapliwie.

— Co masz zamiar zrobić? — spytała Cirocco, niejasno zdając sobie sprawę, że to ona powinna powiedzieć, co robić, zamiast zadawać pytania.

Gaby spojrzała z udręką. — Myślę, że powinnaś wezwać Calvina.

— Po co? No tak, wezwę sukinsyna, ale widziałaś, jak długo to trwało ostatnim razem. Jeżeli Bill umrze, zanim Calvin doleci, zabiję go.

— Więc będziemy musiały same złożyć nogę.

— Wiesz, jak się to robi?

— Raz mi pokazywali — powiedziała Gaby. — Facet był pod narkozą.

— Wszystko, co mamy, to kupa szmat, czystych, mam nadzieję. Będę go trzymała za ręce. Poczekaj. — Podeszła do Billa i spojrzała na niego. Nie widział jej, a jego czoło było gorące. — Bill? Posłuchaj. Jesteś ranny, Bill.

— Rocky?

— Tak, to ja. Wszystko będzie w porządku, ale masz złamaną nogę. Rozumiesz?

— Rozumiem — wyszeptał i zamknął oczy.

— Bill, obudź się. Potrzebuję twojej pomocy. Nie możesz się szarpać. Słyszysz mnie?

Podniósł głowę i spojrzał na swoją nogę.

— Tak — powiedział, przecierając twarz brudną ręką. — Będę grzeczny. Zabieraj się do roboty, dobrze?

Cirocco skinęła na Gaby, która skrzywiła się i pociągnęła.

Trzeba było próbować trzy razy, co obie kobiety kosztowało potężny wstrząs. Za drugim szarpnięciem koniec kości wszedł z obrzydliwym mlaśnięciem, które zmusiło Cirocco do torsji. Bill zniósł to dobrze, miał świszczący oddech, a mięśnie karku napięte jak postronki, ale nie krzyczał.

— Chciałabym wiedzieć, czy zrobiłyśmy to dobrze — powiedziała Gaby. Potem się rozpłakała. Cirocco zostawiła ją i zabrała się do bandażowania rozłupanej nogi Billa. Nie odzyskał jeszcze przytomności, kiedy kończyła. Stała, trzymając przed sobą zakrwawione ręce.

— Będziemy musieli wyruszyć — powiedziała. — To nie jest dobre miejsce. Musimy znaleźć teren suchy, rozbić obóz i poczekać, aż Bill trochę wydobrzeje.

— Chyba nie powinnyśmy go ruszać.

— Tak — westchnęła. — Ale musimy. Za dzień powinniśmy dotrzeć do tej wysoko położonej krainy, którą widzieliśmy wcześniej. Ruszajmy.

Rozdział 13

Potrzebowały na to dwóch dni, a nie jednego i były to straszne dni. Często przystawały, żeby wysterylizować bandaże Billa. Kociołek, którego używały do gotowania wody, nie był tak dobry, jak ceramiczny garnek: łuszczył się i topił, a woda była mętna. Trzeba było prawie godziny, żeby ją zagotować, ponieważ ciśnienie na Gai było wyższe od atmosferycznego.

Gaby i Cirocco złapały na zmianę kilka godzin snu, tam, gdzie rzeka była spokojna i szeroka. Kiedy jednak wpływali na odcinki niebezpieczne, razem musiały zdrowo się napocić, żeby łódź nie wpadła na brzeg. Poza tym nadal regularnie padało.

Bill wciąż spał, a po dwudziestu czterech godzinach obudził się o pięć lat starszy. Miał siną twarz. Kiedy Gaby zmieniała bandaże, jego rana nie wyglądała dobrze. Podudzie i większa część stopy spuchły niemal do dwukrotnych rozmiarów.

Kiedy wreszcie wydostali się z bagien, ciągle majaczył, pocił się bardzo obficie i miał wysoką gorączkę.

Drugiego dnia Cirocco nawiązała kontakt z przelatującym miękkolotem, odbierając wysoki i wznoszący się gwizd. Jak jej wyjaśnił Calvin, oznaczał on: „OK, powiem mu”, ale bardzo się obawiała, że i tak może być za późno. Patrzyła, jak miękkolot spokojnie żegluje w stronę zamrożonego morza i zachodziła w głowę, dlaczego upierała się, by porzucili las. A jeśli już musieli, dlaczego nie polecieli Gwizdkiem, żeglując ponad tym wszystkim, z dala od takich okropności jak ryba błotna, która nie chciała zdechnąć.

Argumentacja, którą przywoływała wtedy, była dobra i dziś, ale mimo to robiła sobie gorzkie wyrzuty. Gaby nie mogła latać miękkolotami, a musieli przecież znaleźć drogę powrotną. Pomyślała jednak, że z pewnością są inne, łatwiejsze i wdzięczniejsze zadania, niż branie odpowiedzialności za życie innych, zwłaszcza że własne życie przyprawiało ją o mdłości. Chciała się stąd wydostać, chciała, żeby ktoś zdjął z niej ten ciężar. Jak mogła w ogóle myśleć, że nadaje się na kapitana? Co zrobiła jak trzeba od czasu objęcia dowództwa „Ringmastera”?

To, czego chciała naprawdę, było banalne, ale trudne do znalezienia. Jak wszyscy, pragnęła miłości. Bill wyznał jej, że ją kocha, dlaczego więc nie potrafiła mu się odwzajemnić tym samym?

Myślała, że kiedyś wreszcie się na to zdobędzie, ale teraz wyglądało na to, że Bill umrze, a przecież za niego odpowiadała.

Równie gorąco pragnęła przygody. To dążenie przez całe życie kierowało jej postępkami, od pierwszego komiksu, który przeglądała, od pierwszych filmów dokumentalnych o podboju kosmosu, które oglądała szerokimi z podziwu oczami dziecka, od pierwszych, jeszcze czarno-białych filmów awanturniczych i kolorowych westernów. Pragnienie dokonania czegoś wielkiego i bohaterskiego nigdy jej nie opuszczało. To właśnie ono odepchnęło ją od kariery śpiewaczki, której pragnęła dla niej matka i od roli kury domowej, którą wszyscy usiłowali jej narzucić. Chciała spaść nagle w ogniu laserów na bazę kosmicznych piratów, przedzierać się przez dżunglę z bandą zagorzałych rewolucjonistów w nocnym rajdzie na twierdzę wroga, szukać Świętego Graala albo zniszczyć Gwiazdę Śmierci. Jednak już jako osoba dorosła znalazła inne powody, by wyrąbywać sobie drogę w college’u i osiągnąć mistrzostwo w ćwiczeniach, tak, by kiedy nadarzyła się sposobność, nie mogli wybrać nikogo innego do misji na Saturna. Pomimo to, pod tym wszystkim nadal tkwił pociąg do podróży, zwiedzania dziwnych miejsc i do robienia rzeczy, których nikt przed nią nie robił i w końcu chyba dlatego wylądowała na „Ringmasterze”.