Выбрать главу

— Zrobiłaś dobrze — powiedział. — Zobaczysz. Za tydzień będę chodził.

Było późne popołudnie, wieczne, monotonne, późne popołudnie i ktoś szarpnął ją za ramię. Zamrugała gwałtownie.

— Przybyli twoi przyjaciele — zaśpiewała Foxtrot.

— To był ten powietrzny olbrzym, którego widzieliśmy wcześniej — dodała Kołysanka. — Lecieli na nim cały czas.

— Przyjaciele?

— Tak, twój uzdrawiacz i jeszcze dwójka.

— Dwójka… — Zerwała się na równe nogi. — Ci inni. Masz o nich jakieś informacje? O jednej już wiem. Czy ta druga jest do niej podobna, czy też jest mężczyzną, tak jak mój przyjaciel Bill?

Uzdrawiacz zmarszczył brwi.

— Wasze zaimki plączą mi się. Szczerze mówiąc, nie wiem, kto z was jest kobietą, a kto mężczyzną, ponieważ ukrywacie się pod paskami materiału.

— Bill jest mężczyzną, a ja i Gaby jesteśmy kobietami. Wyjaśnię ci to później, ale kto jest na powietrznym gigancie?

Kołysanka wzruszyła ramionami.

— Olbrzym nie powiedział. Jest tak samo otumaniony jak ja. Gwizdek zawisł nad kolumną Tytanii i wozem, który zatrzymał się, by zaczekać na zrzut. Pojawił się spadochron z uczepioną doń maleńką czarną sylwetką. To był na pewno Calvin.

Kiedy powoli opadał, pojawił się jeszcze jeden spadochron i Cirocco wytężyła wzrok, by przekonać się, kto szybował pod nim. Postać wydawała jej się zbyt wielka. Później otworzył się trzeci spadochron, a wreszcie czwarty.

Zanim dostrzegła Gene’a, w powietrzu unosił się już cały tuzin spadochronów. Reszta grupy, nie do wiary, składała się z Tytanii.

— Hej, to Gene! — wrzasnęła Gaby. Stała niedaleko od Cirocco, z Foxtrot i Piszczałką. Cirocco została przy wozie. — Ciekawa jestem, czy April…

— Anioły! Anioły atakują! Formuj się!

Głos Tytanii przypominał skrzek: był wyzbyty całej melodyjności i nabrzmiały nienawiścią. Cirocco ze zdumieniem ujrzała, jak Kołysanka schyla się nad radarem, wykrzykując rozkazy. Z wykrzywioną twarzą, zdawała się zupełnie zapomnieć o Billu.

— Co się dzieje? — zaczęła Cirocco, ale natychmiast padła na ziemię, kiedy Kołysanka przeskakiwała nad nią.

— Leż, dwunożna! Trzymaj się od tego z daleka.

Cirocco podniosła głowę i zobaczyła niebo wypełnione skrzydłami.

Spadały z boków miękkolota, ze skrzydłami zwiniętymi dla nabrania prędkości i atakowały spadające Tytanie, które bezsilnie zwisały ze swoich szelek. Były ich całe tuziny.

Rzuciło ją na podłogę wozu, który ruszył gwałtownie do przodu z przypominającym odgłos bicia klaśnięciem skórzanej uprzęży. Omal nie wypadła przez otwarte tylne drzwi, jednak zdołała jakoś utrzymać się na czworakach. Widząc, jak Gaby skacze i chwyta burtę wozu, Cirocco pomogła jej dostać się do środka.

— Co się do diabła dzieje? — Gaby trzymała miecz z brązu, którego Cirocco przedtem nie zauważyła.

— Uważaj! — Billa wyrzuciło z posłania. Cirocco podczołgała się do niego i spróbowała wciągnąć z powrotem, ale utrudniały to dzikie podskoki wozu na kamieniach i wybojach.

— Zatrzymaj to świństwo, do jasnej cholery! — zawyła Cirocco, a potem przytomnie zaśpiewała to samo w miejscowym języku. Bez rezultatu. Dwójka zaprzężona z przodu rwała się do walki i nic nie było w stanie jej zatrzymać. Jeden z centaurów wywijał wzniesionym mieczem, wrzeszcząc przy tym demonicznie.

Cirocco klapnęła jednego z centaurów po zadzie i omal nie została oskalpowana śmignięciem miecza, które było reakcją na jej zabiegi. Schyliła głowę i przyjrzała się węzłom, za pomocą których „rumaki” były przywiązane do wozu.

— Gaby, daj mi ten interes i to szybko.

Gaby rzuciła miecz rękojeścią ku niej. Ciachnęła skórzaną uprząż, uwalniając wóz najpierw od jednego, a później od drugiego centaura.

Tytanie nie zauważyły straty. W szybkim tempie oddalały się od wozu, który wreszcie walnął w duży głaz na drodze i zatrzymał się.

— Co tu się dzieje?

— Nie wiem. Dowiedziałam się jedynie tyle, że trzeba trzymać się blisko ziemi. Pomóż mi z Billem, dobrze?

Nie spał i na pierwszy rzut oka był cały. Obserwował niebo, kiedy kładły go z powrotem na pryczę.

— Święty Boże! — powiedział na tyle głośno, że jego głos przebił się przez wrzaski Tytanii. — Ależ jatki!

Cirocco spojrzała w górę i dostrzegła, jak jedno z latających stworzeń przecina trzy linki spadochronu szybującej Tytanii. Spadochron zwinął się, a nieszczęsny stwór z prędkością, która przyprawia o mdłości, zniknął za niewysokim wzgórzem na zachodzie.

— To mają być anioły? — zdziwił się Bill.

Dla Tytanii były to anioły śmierci. Ludzkiej postaci, z opierzonymi skrzydłami o rozpiętości siedmiu metrów” anioły zamieniły spokojne niebo ponad Hyperionem w jatkę. Wkrótce wszystkie spadochrony zniknęły z firmamentu.

Bitwa nadal toczyła się za wzgórzem, poza zasięgiem ich wzroku. Tytanie wydawały dźwięki podobne do przeciągania paznokciem po tablicy, a wyżej rozlegało się niesamowite zawodzenie, które musiały wydawać anioły.

— Za tobą! — krzyknęła Gaby ostrzegawczo. Cirocco błyskawicznie się odwróciła.

Ze wschodu po cichu zbliżał się anioł. Dotknął ziemi, a wielkie skrzydła znieruchomiały, ogromniejąc z niesamowitą prędkością. Zobaczyła miecz w jego lewej dłoni, ludzką twarz wykrzywioną w krwiożerczym grymasie, łzy kapiące z kącików oczu i muskuły naprężające się na ramieniu wznoszącym miecz…

Przeleciał nad nimi bijąc skrzydłami, by wznieść się nad niewysokie wzgórze. Końce skrzydeł dotknęły ziemi i podniosły tumany kurzu.

— Chybił — odezwała się Gaby.

— Siadaj — powiedziała Cirocco. — Stojąc tak, stanowisz znakomity cel. Zresztą ta bestia wcale nie chybiła. W ostatniej chwili rozmyślił się, widziałam, jak wstrzymał ruch miecza.

— Dlaczego to zrobił? — Gaby przykucnęła koło Cirocco i zaczęła obserwować horyzont.

— Nie wiem. Najprawdopodobniej dlatego, że nie masz czterech nóg. Następny może jednak nie być taki spostrzegawczy.

Widziały, jak następny anioł zbliża się z nieco innego kierunku. Przecinał powietrze ze złączonymi nogami, za którymi pojawiło się coś w rodzaju ogona, z ramionami i skrzydłami rozłożonymi tylko na tyle, by utrzymać prędkość. Cirocco nigdy nie widziała stworzenia poruszającego się w powietrzu równie wdzięcznie i efektownie.

Dostrzegły jeszcze jednego anioła, nabierającego prędkości w bezpośrednim locie nurkowym. W ostatnim momencie wyhamował, przemknął tuż nad ziemią i zniknął za stokiem wzgórza. Każdego pilota-specjalistę od lotów agrotechnicznych taki wyczyn przyprawiłby o kołatanie serca.

— Są bardzo dobre — wyszeptała Gaby.

— Nie chciałabym walczyć z nimi wręcz — zgodziła się Cirocco. — Porąbałyby mnie na kawałki.

Ze wschodu powiał chłodny wiatr, unosząc pył z wysuszonej ziemi.

Zza wzgórza pojawiły się Tytanie ścigane przez całe stado aniołów. Cirocco rozpoznała Kołysankę, Piszczałkę i Foxtrota. Lewa przednia noga Piszczałki była zakrwawiona. Tytanie były uzbrojone w drewniane lance z mosiężnymi grotami i w brązowe miecze.

Nie śpiewały już pieśni bojowej, ale ich oczy nadal jarzyły się szałem walki. Z nozdrzy buchała para, a gładkowłose błyszczały od potu. Przemknęły z hałasem obok wozu, a potem zawróciły, by stawić czoła aniołom.

— Wykorzystują wóz jako osłonę! — krzyknęła Gaby. — Złapią nas w środek. Wychodzimy, szybko!