— A co z Billem?! — wrzasnęła Cirocco.
Oczy Gaby spotkały się z jej wzrokiem na krótką chwilę. Wydawało się, że chce coś powiedzieć, ale tylko niewyraźnie zamruczała i wzięła od Cirocco swój miecz. Przejawiając znacznie więcej odwagi niż zdrowego rozsądku, stanęła w tyle wozu w oczekiwaniu na zbliżające się anioły. Po raz kolejny stawała pomiędzy swoją miłością a zbliżającym się niebezpieczeństwem.
Anioły zignorowały ją.
Stała z mieczem gotowym do zadania ciosu, gdy latający napastnicy ominęli ją po bokach wozu, by zetrzeć się z ukrytymi z tyłu Tytaniami.
Wybuchł nieopisany hałas. Zawodzenie aniołów mieszało się z wrzaskiem Tytanii, kiedy powietrze przecinały masy potężnych skrzydeł.
Z chmury pyłu wyłonił się potworny kształt. Koszmar wymalowany w odcieniach brązu i czerni. Skrzydła poruszały się niczym ożywione cienie. Był ślepy, z lancą i mieczem dźgającym bez celu, kiedy anioły próbowały wskazać mu kierunek pośród zamętu walki. Wydawał się nie większy niż dziesięcioletnie dziecko. Ciemna krew ściekała z rany na jego boku.
Znalazł się nad nimi i rzucił lancą. Brązowy grot przeszedł przez rękaw szaty Gaby i wbił się w dno wozu, drgając niczym cięciwa łuku. Potem przemknął koło nich anioł z drewnianym oszczepem tkwiącym w karku. Upadł i Cirocco nic więcej nie zdołała dostrzec.
Bitwa wokół wozu ustała równie nagle, jak rozgorzała. Zawodzenie aniołów zmieniło tonację i uskrzydleni napastnicy wzbili się w powietrze. W chwilę później widać było tylko sylwetki oddalające się na wschód.
Na ziemi wokół wozu panował zamęt. Trzy Tytanie deptały ciało zabitego anioła, które wkrótce przestało przypominać ludzką postać. Cirocco odwróciła wzrok. Widok krwi i morderczej pasji na twarzach centaurów przyprawiał ją o mdłości.
— Jak sądzisz, dlaczego się oddalili? — spytała Gaby. — Jeszcze parę minut i mieliby to z głowy.
— Muszą wiedzieć o czymś, czego my nie wiemy — powiedziała Cirocco.
Bill spoglądał ku zachodowi.
— Tam — powiedział, wskazując ręką. — Ktoś się zbliża. Cirocco dostrzegła dwie znajome sylwetki. To byli pasterze Rożek i Banjo zbliżający się w pełnym galopie.
Gaby zaśmiała się gorzko.
— Moglibyście pokazać mi coś lepszego. Jak powiedziała Rocky, jeden z tych dzieciaków ma zaledwie trzy lata.
— Tam — powiedział znowu Bill, wskazując w inną stronę.
Ze wzgórza nadciągała fala Tytanii niczym pstra kawaleria.
Rozdział 16
Sześć dni po ataku aniołów, sześćdziesiątego pierwszego dnia od ich pojawienia się na Gai Cirocco leżała wyciągnięta na niskim stoliku ze stopami w zaimprowizowanych strzemionach. Calvin leżał na dole, ale nie chciała na niego patrzeć. Kołysanka, białowłosa uzdrawiaczka przypatrywała się i śpiewała w miarę postępu operacji. Pieśni działały kojąco, ale nie bardzo pomagały.
— Szyjka macicy jest wyciągnięta — powiedział Calvin.
— Wolałabym o tym nie słyszeć.
— Przepraszam. — Wyprostował się na chwilę, a Cirocco dostrzegła jego oczy i czoło ponad maską chirurgiczną. Obficie się pocił. Kołysanka wytarła pot, a on wzrokiem wyraził jej wdzięczność. — Czy możesz przysunąć tę lampę?
Gaby przystawiła pełgającą lampę, która rzucała olbrzymi cień jej nóg na ścianę. Cirocco dobiegł metaliczny szczęk narzędzi wyciąganych ze sterylizującej kąpieli, a potem poczuła zgrzyt łyżeczki przesuwanej przez wziernik.
Calvin chciał mieć instrumenty z nierdzewnej stali, ale Tytanie nie były w stanie ich sporządzić. Razem z Kołysanką i najlepszymi rzemieślnikami pracowali tak długo, aż sporządzili narzędzia mosiężne, które musiały go zadowolić.
— Boli — zgrzytnęła Cirocco.
— Zadajesz jej ból — wyjaśniła Gaby, tak jakby Calvin nie rozumiał po angielsku.
— Gaby, albo będziesz cicho, albo znajdę kogoś innego do trzymania lampy. — Cirocco nigdy jeszcze nie słyszała Calvina przemawiającego takim ostrym tonem. Przerwał na chwilę i tarł czoło rękawem.
Ból nie był bardzo mocny, ale tępy i trudny do umiejscowienia, niczym rwanie w uchu środkowym. Słyszała i czuła skrobanie, i to sprawiało, że zagryzała wargi.
— Mam — powiedział Calvin miękko.
— Co masz? Widzisz to?
— Tak. Jesteś bardziej zaawansowana, niż sądziłem. To dobrze, że tak popędzałaś. — Znowu zabrał się do skrobania, przerywając co chwilę, by oczyścić narzędzie.
Gaby odwróciła się do światła, by zbadać coś, co leżało na jej dłoni.
— Ma cztery nogi — wyszeptała, zbliżając się do boku Cirocco.
— Nie chcę tego widzieć. Zabierzcie to ode mnie.
— Można obejrzeć? — zaśpiewała Kołysanka.
— Nie! — Z trudem powstrzymywała mdłości i nie będąc w stanie odśpiewać Tytanii odpowiedzi, potrząsnęła gwałtownie głową. — Gaby, zniszcz to! Teraz, słyszysz?
— Zrobione, Rocky.
Cirocco gwałtownie wypuściła powietrze i westchnienie przeszło w szloch.
— Nie chciałam na ciebie krzyczeć. Kołysanka powiedziała, że chce to obejrzeć. Pewnie powinnam jej była pozwolić. Może mogłaby powiedzieć, co o tym sądzić.
Cirocco chciała iść o własnych siłach, ale miejscowe wyobrażenie medycyny obejmowało przede wszystkim przytulanie, ogrzewanie ciepłem ciała i śpiewanie pokrzepiających piosenek. Kołysanka przeniosła ją przez ubitą drogę do kwatery, którą przydzieliły im Tytanie. Kładąc ją na łóżko, śpiewała piosenkę wspierającą w czasie duchowej udręki. Obok stały jeszcze dwa puste łóżka.
— Witaj w lecznicy dla zwierząt — powitał ją Bill. Zdobyła się na słaby uśmiech, kiedy Kołysanka układała pościel.
— Twój dowcipny przyjaciel znowu żartuje? — zaśpiewała Kołysanka.
— Tak, nazywa to miejsce lecznicą dla zwierząt.
— Powinien się wstydzić. Leczenie to leczenie. Wypij to, od razu się odprężysz.
Cirocco wzięła skórzany bukłak i solidnie pociągnęła. Paliło i wydzielało ciepło rozlewające się po całym ciele. Tytanie pijały sfermentowane napoje z tych samych powodów co ludzie i było to jedno z najprzyjemniejszych odkryć ostatnich sześciu dni.
— Mam uczucie, że coś klepie mnie po przegubach — powiedział Bill. — Teraz już znam ten ton głosu.
— Ona cię kocha, Bill, nawet wtedy, gdy jesteś wstrętny.
— Miałem nadzieję dodać ci otuchy.
— To była interesująca próba. Bill, to miało cztery nogi.
— Och, a ja tu się wygłupiam z kliniką dla zwierząt. — Sięgnął i chwycił ją za rękę.
— W porządku. Już po wszystkim. Teraz mam ochotę tylko na sen. — Jeszcze dwa razy pociągnęła solidnie z naczynia i zasnęła.
Pierwszą godzinę po operacji Gaby spędziła opowiadając na prawo i lewo, że czuje się świetnie, a potem zwymiotowała i przez dwa dni miała gorączkę. August przeszła zabieg bez żadnych objawów chorobowych. Cirocco była zdrowa, choć zgorzkniała.
Bill robił postępy w tym sensie, że wracał do zdrowia, ale według Calvina kość nie została złożona prawidłowo.
— O ile przedłuży to leczenie? — spytał Bill. Pytał o to już przedtem. Nie było nic do czytania, nie było też telewizji, jedyną rozrywkę stanowiło okno wychodzące na ciemną ulicę Titantown. Ze swoimi pielęgniarkami mógł się porozumiewać tylko w jakichś strasznie amatorskich przyśpiewkach. Kołysanka uczyła się angielskiego, ale szło jej bardzo opornie.
— Przynajmniej jeszcze dwa tygodnie — powiedział Całym.