Każda twarz miała jednak jakiś kobiecy charakter. Nie mogła się pozbyć tej naleciałości kulturowej, pomimo tego, że penis świadczył o czymś innym.
Gene wykorzystał farbę do malowania skóry dla wyrysowania mapy na stoliku Mistrza. Dwie równoległe linie przebiegały ze wschodu na zachód, a inne linie dzieliły całą przestrzeń na prostokąty. Był to wewnętrzny pierścień Gai, rozrysowany i widziany z góry.
— Tutaj jest Hyperion — powiedział, dźgając usmarowanym czerwoną farbą palcem. — Na zachodzie Okeanos, na wschodzie… jak to nazwaliście?
— Rea.
— Właśnie. Potem idzie Krios. Kable podtrzymujące biegną tędy, tędy i tędy. Tytanie zamieszkują wschodni Hyperion i zachodni Krios. Na Rei nie ma aniołów. A wiesz dlaczego, Rocky? Ponieważ mieszkają w szprychach.
— Wszystko jedno. Jakie to ma znaczenie?
— Zaufaj mi przez chwilę i postaraj się to przetłumaczyć, dobrze?
Zrobiła, co mogła. Po kilku próbach zainteresował się i położył palec zakończony pomarańczowym paznokciem w pobliżu punktu w zachodnim Hyperionie.
— To zatem miałyby być wielkie schody do nieba, w pobliżu tej wioski?
— Tak, a Titantown sąsiaduje z nią.
Mistrz zmarszczył brwi.
— Dlaczego więc ich nie widzę?
— Zrozumiałem to — powiedział Gene po angielsku… — Ponieważ tego nie narysowałem — zaśpiewał, po czym z okrągłym gestem postawił kropkę w pobliżu tej większej.
— W jaki sposób te linie zabiją wszystkie anioły? — zapytał Mistrz.
Gene obrócił się do Cirocco.
— Czy on pyta, dlaczego ja to wszystko rysuję?
— Nie, on spytał, jak to się ma do sprawy zabijania aniołów, a ja chętnie dorzuciłabym pytanie od siebie, które brzmi: cóż ty, do diabła, właściwie robisz? Zabraniam ci kontynuować tę dyskusję. Nie możemy pomagać żadnej z walczących stron konfliktu. Nie czytałeś Genewskich Protokołów dotyczących kontaktu?
Gene przez chwilę milczał, patrząc w bok. Kiedy spojrzał na nią ponownie, spokojnie podjął:
— Nie pamiętasz tej rzezi, czy też rzeczywiście umknęło to twojej uwadze? Starli ich na proszek, Rocky. Wyskoczyło piętnaście tych bałwanów. Zginęły wszystkie prócz jednego, tak samo jak dwójka, która była z tobą. Anioły straciły dwóch, plus jednego rannego.
— Trzech. Nie widziałeś, co stało się z trzecim. — Na samo wspomnienie jeszcze robiło się jej niedobrze.
— Wszystko jedno. Rzecz w tym, że to była nowa taktyka. Anioły zabrały się na miękkolocie. Z początku sądziliśmy, że anioły zawarły z nimi przymierze, ale okazuje się, że miękkoloty są również przygnębione całą sprawą. Są z natury neutralne. Anioły wsiadły w czasie burzy, a miękkolot pomyślał, że dodatkowe obciążenie to po prostu woda. W czasie deszczu nabierają po kilka ton.
— Co to znaczy „my”? Czy ty należysz do sojuszu? Nie masz takich uprawnień. Mam je tylko ja, jako kapitan statku.
— Może powinienem zwrócić ci uwagę na drobny fakt, że nie ma już statku.
Jeśli chciał ją dotknąć, nie mógł trafić lepiej. Odchrząknęła i ciągnęła dalej:
— Gene, nie jesteśmy tu w roli doradców wojskowych.
— Do licha, po prostu pomyślałem, że pokażę im kilka rzeczy. Na przykład mapę. Nie można planować strategii bez mapy. Będą również potrzebowały nowej taktyki, ale…
Mistrz wydał wysoki gwizd, który był czymś w rodzaju chrząknięcia. Cirocco przypomniała sobie o jego obecności.
— Przepraszam — zaśpiewał. — Ten rysunek jest rzeczywiście bardzo dobry. Każę go sobie wymalować na piersi w czasie najbliższego festiwalu trójmiejskiego. Ale mówiliśmy o sposobach zabijania aniołów. Chętnie usłyszałbym coś więcej o szarym proszku przemocy, o którym mówiłeś wcześniej.
— O Jezu, Gene! — Nie wytrzymała Cirocco, a później opanowała się na tyle, by kontrolować głos. — Mistrzu, mój przyjaciel, który kiepsko opanował waszą śpiewną mowę, musiał się źle wyrazić. Nic mu nie wiadomo o takim proszku.
Oczy Mistrza wpatrywały się uparcie.
— Jeśli nie szary proszek, to może opowiesz mi o urządzeniu do miotania grotów w powietrze dalej, niż może tego dokonać siła rąk.
— Nie, musiałeś źle zrozumieć. Zaufaj mi jeszcze na chwilę, proszę. — Odwróciła się do Gene’a, próbując zachować zewnętrzny spokój. — Gene, wyjdź. Pomówię z tobą później.
— Rocky, ja tylko chciałem…
— To rozkaz, Gene.
Zawahał się. Była wyćwiczona w walce wręcz i miała dłuższe ręce, ale on też był kiedyś szkolony i był oczywiście silniejszy. Nie była wcale pewna, że może go pokonać, ale była gotowa spróbować.
Chwila konfrontacji minęła. Gene odprężył się, a potem uderzył dłonią w stół i wyszedł. Mistrz śledził go czujnym spojrzeniem, któremu nie mógł umknąć najmniejszy szczegół.
— Przepraszam, jeśli sprawiłem, że pomiędzy tobą i twoim przyjacielem przepłynęły złe uczucia — zaśpiewała Tytania.
— To nie twoja wina. — Jej ręce były teraz zimne. Na szczęście starcie się zakończyło. — Ja… popatrz tu, Mistrzu — zaśpiewała. — Komu wierzysz: mnie czy Gene’owi?
— Bądźmy szczerzy, Rak-ki, wyglądasz, jakbyś coś ukrywała.
Cirocco zagryzła palce, zastanawiając się, co robić. Tytania była pewna, że Cirocco kłamie, ale ile faktycznie już wiedziała?
— Masz rację — zaśpiewała w końcu. — Mamy proszek przemocy na tyle silny, by zniszczyć całe to miasto. Znamy tajniki zniszczenia, o których nawet wstyd mi wspominać, rzeczy, które mogą wybić siłą wybuchu dziurę w waszym świecie i spowodować, że całe powietrze, którym oddychacie, uleci w zimny kosmos.
— Niczego takiego nie potrzebujemy — zaśpiewał Mistrz, patrząc z zainteresowaniem. — Proszek w zupełności wystarczy.
— Nie mogę ci go dać. Nie przywieźliśmy go z sobą.
Mistrz najwyraźniej dobrze rozważył jej pieśń, zanim się odezwał:
— Twój przyjaciel Gene uważa, że można to zrobić. Mamy dobrze opanowaną technologię drewna i chemię organiczną.
Cirocco westchnęła.
— Prawdopodobnie ma rację. Nie możemy wam jednak przekazać tych tajemnic.
Mistrz nie odzywał się.
— Moje własne, prywatne odczucia nie mają z tym nic do czynienia — wyjaśniła. — Moi zwierzchnicy, mędrcy należący do mojego rodzaju tak zdecydowali.
Mistrz wzruszył ramionami.
— Jeśli władają tym starsi, nie macie wielkiego wyboru.
— Cieszę się, że widzisz to w ten sposób.
— Tak — przerwał, starannie przygotowując pieśń. — Twój przyjaciel Gene nie ma takiego szacunku dla swoich starszych. Jeżeli ponownie go poproszę, być może powie mi to, czego potrzebuję, by odnieść zwycięstwo.
Serce załomotało jej w piersi, spróbowała jednak tego nie okazać.
— Gene się zapomniał. W czasie podróży przeżył trudne chwile, jego myśli wędrowały, ale teraz przypomniałam mu o jego obowiązkach.
— Rozumiem. — Znowu się zawahał i poczęstował ją szklanką wina, którą z wdzięcznością wypiła.
— Jestem przekonany, że sam mógłbym zbudować miotacz grotów. Elastyczny drąg, dwa końce związane rzemieniem.
— Szczerze mówiąc dziwię się, że jeszcze go nie macie. Macie rzeczy znacznie bardziej złożone.
— Mamy coś podobnego i dzieci używają tego do zabawy.
— Istota waszej wojny z aniołami jest dla mnie zagadką. Dlaczego ze sobą walczycie?