Выбрать главу

— No to pospiesz się, do licha. Jeżeli zaskoczą cię tu samą, nie będziesz miała najmniejszej szansy.

— Już za późno — zaśpiewała Piszczałka, jej oczy zalśniły dziko, a wargi cofnęły się obnażając zęby.

— Rusz się! — Cirocco wyćwiczyła ten rozkazujący ton przez długie lata praktyki i jakoś udało jej się wyrazić go w śpiewnym języku Tytanii. Piszczałka ruszyła galopem, a Fletnia Pana mknął tuż za nią.

Wkrótce również Cirocco usłyszała zawodzenie aniołów. Piszczałka zachwiała się, myląc krok. Strasznie chciała się odwrócić i podjąć walkę.

Zbliżały się do samotnego drzewa. Cirocco podjęła błyskawiczną decyzję.

— Zatrzymaj się. Prędko, nie ma czasu do stracenia.

Stanęły pod rozłożystymi konarami i Cirocco zeskoczyła.

Piszczałka próbowała się wymknąć, ale Cirocco uderzyła ją w twarz, otrzeźwiając na moment.

— Gaby, odetnij te juki. Fletnio! Przestań! Wracaj tu zaraz.

Lawendowy centaur sprawiał wrażenie niezdecydowanego, ale wrócił. Gaby i Cirocco pracowały jak szalone, drąc swoją odzież na pasy, z których skręciły sześć mocnych lin.

— Przyjaciele — zaśpiewała Cirocco, kiedy pęta były już gotowe. — Nie ma czasu na wyjaśnienia. Proszę, żebyście mi zawierzyli i robili to, co mówię. — Włożyła w swoją pieśń całą swą determinację, modulując głos tak, jak mawiali starzy i mądrzy do młodych i głupich. Zadziałało, ale słabo. Obie Tytanie nadal spoglądały na wschód.

Kazała im położyć się na boku.

— To boli — narzekała Piszczałka, gdy Cirocco wiązała jej tylne nogi.

— Wybacz. To dla twojego dobra. — Szybko związała jej przednie nogi i ramiona, a potem cisnęła Gaby bukłak. — Wlej mu tyle, ile tylko zdołasz. Chcę, żeby był zbyt zalany, by ruszyć choćby palcem.

— Robi się.

— Mój drogi, chcę żebyś to wypił — zaśpiewała. — Ty również. Napij się porządnie. — Wetknęła dziubek do ust Piszczałki. Odgłos zbliżających się aniołów był coraz głośniejszy. Piszczałka gwałtownie zastrzygła uszami.

— Wata, wata — zamruczała Cirocco. Porwała kawałki ze swojej i tak już wystrzępionej tuniki i zwinęła je w twarde kulki. — Udało się Odyseuszowi, może uda się i mnie. Gaby, uszy. Zatkaj mu uszy.

— To boli! — zawyła Piszczałka. — Pozwól mi się podnieść, ty ziemski potworze. Nie podoba mi się ta zabawa. — Zaczęła jęczeć i tylko od czasu do czasu przez ten jęk przebijały się słowa pełne nienawiści.

— Łyknij sobie jeszcze wina — pocieszyła ją Cirocco. Tytania zakrztusiła się, kiedy Cirocco lała jej wino do gardła. Krzyki aniołów stały się teraz bardzo głośne. Piszczałka zawyła w odpowiedzi. Cirocco chwyciła uszy Tytanii i przycisnęła je, a potem objęła dużą głowę, przyciskając do piersi. Przyłożyła usta do ucha centaura i zaczęła śpiewać miejscową kołysankę.

— Rocky, pomocy! — wrzasnęła Gaby. — Nie znam żadnych tutejszych pieśni. Śpiewaj głośniej! — Fletnia wyrywał się, wrzeszcząc, kiedy Gaby próbowała przytrzymać go za uszy. Młócił na oślep związanymi rękami, odrzucając ją od siebie.

— Trzymaj go! Nie daj mu się wyrwać!

— Robię, co mogę. — Obiegła centaura dookoła i spróbowała przycisnąć go do ziemi, ale był od niej znacznie silniejszy. Odrzucił ją ponownie. Podniosła się z czołem rozciętym nad prawym okiem.

Fletnia Pana kąsał pęta wiążące przeguby. Materiał pękł, a centaur szarpał teraz paznokciami uszy.

— Co robić, Rocky? — zawołała w rozpaczy Gaby.

— Chodź tu i pomóż mi — powiedziała. — Zabije cię, jeśli staniesz mu na drodze. — Było za późno, żeby powstrzymać Fletnię Pana. Uwolnił już przednie nogi i wił się niczym wąż, usiłując wyzwolić tylne.

Nawet nie spojrzawszy na kobiety i Piszczałkę, ruszył w stronę Titantown. Niebawem zniknął za zboczem wzgórza.

Gaby zdawała się nie zauważać, że płacze klęcząc obok Cirocco, ani też, że po policzku spływa jej krew.

— Jak mogę pomóc?

— Nie mam pojęcia. Dotykaj jej, pocieszaj, rób cokolwiek, byle nie myślała o aniołach.

Piszczałka zastygła z zaciśniętymi zębami i twarzą, z której odpłynęła cała krew. Cirocco trzymała ją możliwie blisko, a Gaby przesunęła pętlę na pierś centaura, unieruchamiając ramiona z obu stron.

— Cicho, cicho — szeptała Cirocco. — Nie ma się czego bać. Będę się tobą opiekować aż do powrotu twojej zadniej matki. Będę ci śpiewała jej piosenki.

Piszczałka stopniowo się uspokajała, a jej oczy odzyskiwały inteligentny wyraz, który zwrócił uwagę Cirocco już pierwszego dnia, kiedy się spotkały. Wyglądała o wiele lepiej niż przerażające zwierzę, w które się przed chwilą przeistoczyła.

Minęło jeszcze dziesięć minut, zanim ostatni anioł przeleciał nad nimi. Piszczałka była zlana potem, jak ktoś, kto cierpi z powodu narkotycznego albo alkoholowego głodu.

Kiedy czekali na powrót aniołów, zaczęła chichotać. Cirocco usiadła obok i mocno przycisnęła jej głowę do siebie. Zdumiał ją ruch Tytanii, który różnił się od wcześniejszej próby wytrzymałości więzów. Ten ruch miał w sobie coś niedwuznacznie seksualnego. Cirocco poczuła nagle na twarzy wilgotne wargi. Pocałunek tak wielkich i tak gorących ust onieśmielił ją.

— Gdybym była chłopcem — wybełkotała pijackim szeptem. Cirocco spojrzała w dół.

— Jezu! — westchnęła Gaby. Ogromny penis Tytanii wysunął się z pochwy, a jego koniec pulsował na piasku.

— Dla siebie możesz być dziewczyną — zaśpiewała Cirocco — ale dla mnie jesteś chłopcem nawet za bardzo.

Piszczałka uznała to za zabawne. Ryknęła i próbowała znowu pocałować Cirocco, ale zrezygnowała, kiedy ta szybko się odsunęła.

— Mogłabym ci zrobić wielką krzywdę — zarechotała. — Niestety, to jest do tylnych otworów, których nie macie. Gdybym tylko mogła być chłopcem i miała członek na twoją miarę.

Cirocco uśmiechnęła się i pozwoliła jej oddać się marzeniom, ale jej oczy pozostały bardzo poważne. Popatrzyła na Gaby przez ramię Piszczałki.

— Ostatnia deska ratunku — powiedziała spokojnie po angielsku. — Jeżeli będziesz widziała, że może się wyswobodzić, weź ten kamień i kropnij ją w głowę. Jeżeli się wyrwie — koniec z nią. — Zrozumiano. O czym ona mówiła?

— Chce się ze mną kochać.

— Tym? Może lepiej walnę ją już teraz.

— Nie wygłupiaj się. Nie grozi nam z jej strony żadne niebezpieczeństwo. Jeżeli się wyswobodzi, nawet na nas nie spojrzy. Słyszysz, jak wracają?

— Tak, sądzę, że tak.

Okazało się, że za drugim razem poszło im znacznie łatwiej niż za pierwszym. Nie pozwoliły, by Piszczałka w ogóle usłyszała przelatujące anioły i chociaż pociła się i wyrywała, jak gdyby jednak jakoś je wyczuwała, nie szarpała się zbyt mocno.

Wreszcie odleciały, wracając ku wiecznej ciemności szprychy wysoko ponad Reą.

Płakała, kiedy ją uwolniły, wstrząsana bezsilnym łkaniem dziecka, które nie rozumie, co się z nim dzieje. Potem płacz przeszedł w rozdrażnienie i narzekanie, głównie na piekące nogi i uszy. Gaby i Cirocco masowały jej nogi w miejscach, gdzie pęta wpiły się w ciało. Jej parzyste kopyta były przezroczyste i czerwone jak wiśniowa galaretka.

Wydawała się zmartwiona myślą, gdzie podziewa się Fletnia Pana, ale jakoś nie przejęła się, gdy jej powiedziały, że ruszył do boju. Ucałowała je i przyciskała się do nich miłośnie, wprawiając Gaby w niejaki popłoch, chociaż Cirocco wyjaśniła jej, że Tytanie bardzo ściśle rozgraniczały przednie i tylne stosunki. Organy z przodu służyły do produkcji na wpół zapłodnionych jajeczek, które następnie były ręcznie umieszczane w tylnej pochwie i doprowadzane do stanu zapłodnionego przy pomocy tylnego penisa.