Выбрать главу

Kiedy podniosła się na nogi, była zbyt pijana, by można było podróżować na jej grzbiecie. Oprowadziły ją kilka razy w kółko i wreszcie powędrowały do miasta. Po upływie kilku godzin znowu mogły jej dosiąść.

Fletnię Pana znalazły wkrótce potem, jak ujrzały zarysy Titantown.

Krew już zakrzepła na jego pięknym błękitnym futrze. Z jednej strony sterczała dzida, celując w niebo. Widać było liczne okaleczenia.

Piszczałka uklękła przy nim i zapłakała, a Gaby i Cirocco dyskretnie przystanęły. Cirocco poczuła w ustach gorycz. Czy Piszczałka obarczała ją winą? Czy wolałaby zginąć razem z przyjacielem, czy też było to beznadziejnie ziemskie wytłumaczenie? Tytanie zdawały się nie rozumieć ducha walki — walczyły dlatego, iż nie mogły się oprzeć. Cirocco podziwiała je za to pierwsze, żałowała za to drugie.

Czy radować się tą, którą się uratowało, czy też opłakiwać stratę? Nie mogła robić obu rzeczy naraz, więc płakała.

Piszczałka podniosła się z wysiłkiem. Trzy lata, pomyślała Cirocco. To nic nie znaczy. Miała w sobie niewinność trzyletniego dziecka, ale była jednocześnie dorosłą Tytanią.

Podniosła pokancerowaną głowę i pocałowała ją. Nie zaśpiewała niczego. Tytanie nie miały pieśni na taką okoliczność.

Gaby i Cirocco dosiadły jej ponownie, a Piszczałka ruszyła ku miastu powolnym truchtem.

— Jutro — powiedziała Cirocco. — Jutro ruszamy w stronę piasty.

Rozdział 18

Piąć dni później Cirocco nadal przygotowywała całą grupę do wymarszu. Powstał problem wokół tego, kogo i co zabrać.

Bill nie wchodził w rachubę, chociaż sam był odmiennego zdania. To samo August. Odzywała się teraz rzadko, spędzając całe dnie na skraju miasta i odpowiadając monosylabami. Calvin nie był w stanie orzec, czy dla jej zdrowia byłoby lepiej, gdyby z nimi poszła, czy też gdyby została. Cirocco musiała podjąć decyzję, uwzględniając nadrzędny interes wyprawy, który mógłby być zagrożony, gdyby August nagle się załamała.

Calvin też nie wchodził w rachubę, ponieważ obiecał pozostać w Titantown do czasu, aż Bill wydobrzeje na tyle, by mógł samemu się o siebie zatroszczyć. Potem Calvin mógł zrobić, co tylko zapragnie.

Gene zdecydował się uczestniczyć w wyprawie. Cirocco chciała go mieć na oku, z dala od Tytanii.

Pozostawała jeszcze Gaby.

— Nie możesz mnie opuścić — powiedziała nie tyle prosząc, ile stwierdzając fakt. — Pójdę za tobą.

— Nie mam zamiaru cię zostawiać. Zanudzasz mnie tym fiołem, który masz na moim punkcie i na który nie zasługuję. Uratowałaś mi jednak życie, za co ci jeszcze tak naprawdę nie podziękowałam, więc chcę, żebyś wiedziała, że nigdy ci tego nie zapomnę.

— Nie chcę podziękowań — powiedziała Gaby. — Pragnę twojej miłości.

— Tego nie mogę ci dać. Naprawdę cię lubię, Gaby. Do diabła, jesteśmy razem od samego początku. Pierwsze pięćdziesiąt kilometrów mam zamiar przelecieć w Gwizdku. Nie chcę cię do niczego zmuszać.

Gaby zbladła, ale odpowiedziała mężnie:

— Nie musisz.

Cirocco kiwnęła głową.

— Jak powiedziałam, to zależy tylko od ciebie. Calvin twierdzi, że możemy dolecieć do poziomu strefy mroku. Miękkoloty wyżej nie latają, ponieważ anioły tego nie lubią.

— A więc lecimy we trójkę? Ty, ja i Gene?

— Tak. — Cirocco zmarszczyła brwi. — Cieszę się, że idziesz z nami.

Potrzebowały bardzo wielu rzeczy, a Cirocco nie miała pojęcia, skąd je wziąć. Tytanie miały system wymiany, ale ceny były ustalane przy użyciu zawiłej formuły obejmującej takie czynniki, jak stopień pokrewieństwa, pozycja społeczna i doniosłość potrzeby. Nikt nie głodował, ale jednostki o niskim statusie jak Piszczałka stać było co najwyżej na jedzenie, dach nad głową oraz najbardziej niezbędny makijaż. Dla Tytanii potrzeba ozdabiania ciała szła zaraz za potrzebą jedzenia.

Istniał tu też system kredytowy, który wykorzystał w pewnej mierze Mistrz Śpiewu, próbując im pomóc, ale opierało się to przede wszystkim na arbitralnie ustalonym statusie Cirocco, która występowała jako jego duchowa zadnia córka i na twierdzeniu, że powinna być adoptowana przez społeczeństwo ze względu na charakter swojej misji.

Większość tutejszych rzemieślników kupiła ten pomysł i z niemalże krępującą ochotą zabrała się do wyposażenia całej trójki. Sporządzono plecaki z szelkami dostosowanymi do wymiarów ludzkiego ciała. Wszyscy rzucili się, by zaoferować swoje najlepsze towary.

Cirocco zdecydowała, że każde z nich powinno dźwigać około pięćdziesięciu kilo bagażu. Był to pokaźny pakunek, ale w tutejszych warunkach ważył zaledwie dwanaście kilo, a w miarę zbliżania się do piasty powinien stawać się jeszcze lżejszy. Gaby twierdziła, że grawitacja spowodowana siłą odśrodkową powinna stanowić zaledwie jedną czterdziestą siły przyciągania ziemskiego.

Podstawową sprawą była lina. Tytanie uprawiały roślinę, która wytwarzała doskonałą linę, mocną, cienką i elastyczną. Każde z nich z powodzeniem mogło zabrać stumetrowy zwój.

Tytanie dobrze się wspinały, chociaż najczęściej ograniczały się do drzew. Cirocco omówiła z kowalami sprawę haków i dostała najlepsze, jakie mogli tutaj wykuć. Niestety, Tytanie nie znały stali. Gene popatrzył na te haki i pokręcił głową.

— To jest najlepsze, co mogą zrobić — powiedziała Cirocco. — Zahartowały je zgodnie z moimi wskazówkami.

— I tak są jeszcze niedostatecznie mocne. Ale nie martw się. Cokolwiek tworzy wnętrze szprychy, na pewno nie jest to skała. Skała na pewno nie wytrzymałaby naprężeń, które występują w takim miejscu. W gruncie rzeczy nie bardzo wiem, co mogłoby być dostatecznie mocne.

— Co oznacza po prostu, że ludzie, którzy zbudowali Gaję, wiedzieli coś, czego my nie wiemy.

Cirocco nie przejmowała się tym zbytnio. Anioły żyły w szprychach. Chyba nie latały przez całe życie, a więc musiały od czasu do czasu gdzieś przysiąść. Jeżeli tak, to na pewno i ona mogłaby się tego uczepić.

Wzięli młotki do wbijania haków, najlżejsze i najmocniejsze, jakie Tytanie zdołały wykonać. Kowale przynieśli też topory i noże, a także osełki do ich ostrzenia. Zapakowali również po spadochronie — prezencie od Gwizdka.

— Odzież — powiedziała Cirocco. — Co z odzieżą?

Mistrz zrobił bezradną minę.

— Ja nie potrzebuję odzienia, jak zresztą widać — zaśpiewał. — Niektórzy nasi ludzie, mający podobnie jak wy nieowłosioną skórę, noszą odzież w czasie chłodów. Możemy zrobić, co tylko zechcecie.

W końcu zostali odziani w szyte na miarę jedwabne stroje. Właściwie to nie był jedwab, ale materiał, który bardzo go przypominał w dotyku. Na wierzch szły po dwa komplety filcowych koszul i spodni, a potem jeszcze tkane swetry i kalesony. Zrobili również futrzane płaszcze i spodnie, a także wyłożone futrem rękawice i mokasyny na grubej podeszwie. Musieli być przygotowani na wszystko, a chociaż odzież zajmowała masę miejsca, Cirocco nie narzekała. Zapakowali też jedwabne hamaki i śpiwory. Tytanie miały zapałki i lampki olejowe. Wzięli po jednej, a także niewielki zapas paliwa. Nie było szans, by zapewnić paliwo na całą drogę, ale podobnie było z żywnością i wodą.

— Woda — denerwowała się Cirocco. — To może być wielki problem.