Jednak po pewnym czasie roślinne steki wesoło trzaskały na tłuszczu, a Gene i Gaby wyciągali nosy w stronę źródła niebiańskich zapachów.
Cirocco wykrzesała z siebie jeszcze tylko tyle siły, by przysypać z grubsza resztki ogniska i rozwinąć śpiwór. Zasnęła, zanim jeszcze doń wpełzła.
Trzeci dzień nie był już taki zły jak drugi, podobnie jak pożar Chicago nie był tak strasznym kataklizmem jak trzęsienie ziemi, które zniszczyło San Francisco.
W ciągu niecałych ośmiu godzin zrobili dziesięć kilometrów w stopniowo wznoszącym się terenie. Pod koniec dnia Gaby zauważyła, że nie czuje się już niczym osiemdziesięcioletnia starowinka. Czuła się teraz w sam raz na siedemdziesiąt osiem lat.
Okazało się konieczne przejście na nową taktykę wspinaczki. Rosnące nachylenie terenu czyniło coraz trudniejszym chodzenie nawet na czworakach. Stopy ześlizgiwały im się ze zbocza i żeby nie zsunąć się w dół, od czasu do czasu musieli hamować brzuchem, rozpłaszczeni niczym żaby.
Gene zasugerował, żeby na zmianę brali koniec liny i wspinali się tak daleko, jak sięga, a potem przywiązywali ją do drzewa. Pozostałym wchodziło się już łatwiej, bo mogli pomagać sobie liną. Przodownik pracował ostro dziesięć minut, gdy pozostała dwójka odpoczywała, a później sam odpoczywał dwie zmiany. Za jednym razem robili w ten sposób trzysta metrów.
Cirocco przyglądała się strumieniowi w pobliżu trzeciego biwaku i rozważała zażycie kąpieli, w końcu jednak zrezygnowała. Tak naprawdę, chciało jej się tylko jeść. Gene, nie bez szemrania objął dyżur przy patelni.
Znalazła jeszcze tyle energii, by przejrzeć plecak i skontrolować stan zapasów, a potem padła jak zabita.
Czwartego dnia zaliczyli dwadzieścia kilometrów w dziesięć godzin, a pod jego koniec Gene niemal rzucił się na Cirocco.
Rozbili obóz tam, gdzie strumień, wzdłuż którego podążali, był na tyle szeroki, by umożliwić kąpiel. Cirocco zdjęła ubranie i niewiele myśląc zanurzyła się w wodzie. Przydałoby się mydło, ale ostatecznie drobniutki piasek z dna też nie był zły. Wyszorowała się porządnie. Wkrótce Gaby i Gene poszli w jej ślady. Następnie Gaby, wypełniając polecenie Cirocco, poszła poszukać świeżych owoców. Nie mieli ręczników, więc przykucnęła nago u ogniska, kiedy poczuła, że Gene ją obejmuje.
Podskoczyła, rozrzucając płonące gałązki i odepchnęła jego dłonie od piersi.
— Hej, przestań. — Sprężyła się i wyrwała z jego objęć.
Gene wcale się tym nie zmieszał.
— Daj spokój, Rocky, przecież to nie pierwszy raz.
— Taak? Nie lubię, jak się ktoś do mnie ukradkiem dobiera. Trzymaj ręce przy sobie.
Wyglądał na poirytowanego.
— A jak to ma wyglądać? Co niby mam robić, kiedy dookoła latają dwie gołe baby?
Cirocco sięgnęła po ubranie.
— Nie wiedziałam, że widok gołej kobiety wyzbywa cię wszelkich hamulców. Będę to miała na uwadze.
— Teraz ty się złościsz.
— Nie, nie złoszczę się. Będziemy musieli przez jakiś czas żyć w małym kręgu i złość nie ma w takim układzie żadnego sensu. — Zapięła zatrzaski koszuli i przypatrywała mu się przez chwilę uważnie, a potem poprawiła ognisko, siedząc cały czas zwrócona twarzą do niego.
— A jednak jesteś wściekła. Nie miałem nic złego na myśli.
— Po prostu nie dobieraj się do mnie, to wszystko.
— Przysłałbym ci róże i bombonierkę, ale to jest mało praktyczne.
Uśmiechnęła się i trochę rozluźniła. Znowu bardziej przypominał starego Gene’a i była to znaczna poprawa w stosunku do tego, co ujrzała w jego oczach jeszcze przed chwilą.
— Posłuchaj, Gene. Już na statku byliśmy nieszczególną parą i dobrze o tym wiesz. Jestem zmęczona, głodna i ciągle czuję się brudna. Mogę ci tylko powiedzieć, że jeżeli będę gotowa do czegokolwiek, to dam ci znać.
— To uczciwe z twojej strony.
Milczeli oboje, kiedy Cirocco podkładała do ognia, starannie utrzymując go na małej półce skalnej, którą wygrzebali w piasku.
— Czy ty… Czy między tobą i Gaby coś się dzieje? Zarumieniła się, mając nadzieję, że odblask ognia to zamaskuje.
— Nie twój interes.
— Zawsze byłem przekonany, że ona gdzieś w głębi ducha jest lesbijką — powiedział, kiwając głową. — Nie sądziłem, że ty też.
Wciągnęła głęboko powietrze i spojrzała na niego spod zmrużonych powiek. Ruchome cienie nie zdradzały wyrazu jego twarzy okolonej jasną brodą.
— Rzeczywiście chcesz mnie sprowokować? Powiedziałam, że to nie twój interes.
— Gdybyś do niej nic nie czuła, powiedziałabyś po prostu: nie.
Co się z nią działo? — zastanawiała się. Dlaczego sprawił, że cierpła jej skóra? Gene zawsze stosował w odniesieniu do ludzi własną durną logikę. Tłumił starannie swoją zajadłość i dostosowywał się do norm towarzyskich, bo w przeciwnym przypadku nigdy nie zostałby wybrany do składu wyprawy na Saturna. Popełniał z wdziękiem gafę za gafą i był naprawdę zdumiony, kiedy ludzie mieli mu za złe brak taktu. Miał osobowość dostatecznie dobrze kontrolowaną, którą zgodnie z jego typem psychologicznym z trudnością można by zakwalifikować jako ekscentryczną. Dlaczego więc czuła się tak nieswojo pod jego wzrokiem?
— Lepiej wyłożę ci od razu wszystko jak jest, żebyś nie zranił Gaby. No więc, zakochała się we mnie. To jest jakoś związane z odosobnieniem. Byłam pierwszym człowiekiem, jakiego po tym wszystkim ujrzała i tak się zrodziła ta mania. Myślę, że z tego wyrośnie, ponieważ nie ma za sobą poważniejszych doświadczeń homoseksualnych. Zresztą heteroseksualnych też nie ma.
— Ukrywała je — zasugerował.
— Który to mamy rok? 1950? Zadziwiasz mnie, Gene. Testy NASA nie pozwalają niczego ukryć. Miała jakąś przygodę homoseksualną, owszem. Ale ja też miałam i ty także. Czytałam twoje akta. Chcesz, żebym ci powiedziała, ile wtedy miałeś lat?
— Byłem dzieckiem. Rzecz w tym, że mogę ci opowiedzieć o jej reakcjach, kiedy się kochaliśmy. Otóż, nie było żadnych reakcji, wiesz? Założę się, że kiedy robicie to obie, jest zupełnie inaczej.
— My nie… — urwała, zastanawiając się, jak mogła dać się wciągnąć w taką dyskusję. — Rozmowa skończona. Nie chcę więcej o tym mówić, a zresztą wraca Gaby.
Gaby zbliżyła się do ognia i rzuciła koło Cirocco siatkę pełną owoców. Kucnęła, przyglądając im się z namysłem, a potem wstała i ubrała się.
— Czy palą mnie uszy, czy też to tylko wytwór mojej wyobraźni?
Gene i Cirocco nie odezwali się, a Gaby westchnęła.
— A więc znowu do tego doszliśmy. Myślę, że zaczynam się zgadzać z ludźmi, którzy powiadają, że załogowe loty kosmiczne kosztują więcej, niż są warte.
Piątego dnia nieodwracalnie wkroczyli w noc. Jedynym światłem była teraz upiorna poświata odbita od obszarów dnia wznoszących się ku górze po obu stronach. Było to niewiele, ale wystarczyło.
Teren był teraz o wiele bardziej stromy, a pokrywa piachu cieńsza. Często szli po odsłoniętych, ciepłych włóknach, co pozwalało poruszać się pewniej niż po ruchomym piasku. Zaczęli wiązać się razem, zważając, by wtedy, kiedy jedno się wspinało, pozostała dwójka była zawsze przywiązana.
Nawet tu bujna roślinność Gai nie dawała za wygraną. Potężne drzewa oplatały kabel płaskimi korzeniami i wypuszczały wdzierające się pod powierzchnię odnóżki. Wysiłek wyrywania życiodajnych substancji z tak niesprzyjającego terenu pozbawił je wszelkiego piękna. Były ponure i samotne, ich pnie przeświecały bladym wewnętrznym światłem, a liście były cienkie i niemal niewidoczne. Gdzieniegdzie mogli wykorzystać korzenie jako szczeble.