Выбрать главу

Cirocco spróbowała wymyślić bezpieczną odpowiedź, ale on najwidoczniej w ogóle nie oczekiwał odpowiedzi. Przesunął się nad nią i przyłożył czubek noża do jej szyi. Cofnęła się; ostry koniec wbił się w miękkie ciało. Był zimniejszy niż jego oczy.

— Nie rozumiem, po co to robisz.

Zawahał się. Drugi nóż sięgał już ku jej brzuchowi. Teraz zatrzymał się w miejscu, którego w tej pozycji nie mogła dojrzeć. Oblizała usta i pomyślała, że bardzo by chciała znowu nad wszystkim zapanować.

— To nieuczciwe pytanie. Zawsze o tym myślałem — który mężczyzna o tym nie myśli? — Szukał w jej oczach zrozumienia i wyglądał na zgubionego, kiedy go nie znalazł.

— Ach, po co to! Jesteś dziewczyną.

— Spróbuj.

Nóż znowu rozpoczął swoją wędrówkę. Poczuła jego płaski ucisk po wewnętrznej stronie uda. Perlisty pot wystąpił jej na czoło.

— Nie musisz tego robić w ten sposób. Odłóż nóż, a ja dam ci, co tylko zechcesz.

— Aha. Już to widzę. — Nóż poruszył się ponownie, kiwając się tam i z powrotem niby matczyny palec w geście przestrogi. — Nie jestem idiotą. Znam wasze babskie sztuczki.

— Przysięgam. To wcale nie musi odbyć się w taki sposób.

— Musi. Zabiłem Gaby, a ty mi tego nie wybaczysz. Wiesz dobrze, że to zawsze było nie w porządku. Dręczyłaś nas wszystkich przez cały czas. Zawsze mieliśmy ochotę, a ty zawsze mówiłaś nie. — Drwił, ale ten lżejszy wyraz twarzy zaraz ustąpił poprzedniemu groźnemu spokojowi. Wolała, kiedy ironizował.

— Po prostu wyrównuję rachunki. Wtedy kiedy zostawiliście mnie w ciemności, zadecydowałem, że będę robił to, na co mam ochotę. Zrobiłem sporo znajomości na Rei. Na pewno moi przyjaciele nie spodobają ci się. Od tej chwili to ja jestem kapitanem, ponieważ powinienem być nim od samego początku. Będziesz robiła to, co ci każę. Tylko bez żadnych głupstw.

Wstrzymała oddech, kiedy ostrze rozdarło jej spodnie. Pomyślała, że wie już, do czego Gene zamierza użyć noża i zastanawiała się, czy woli być raczej głupia i martwa, czy też żywa i zmaltretowana. On jednak ograniczył się do rozcięcia spodni. Skupiła więc ponownie uwagę na ostrzu podpierającym jej podbródek.

Wdarł się w nią. Odwróciła twarz, a czubek noża powędrował w ślad za nią. Bolało jak cholera, ale nie to było ważne. Ważne było drgnięcie policzka Gaby, ślad ręki snującej po piasku i zbliżającej się do topora, uchylona powieka i błysk w oku.

Cirocco spojrzała w górę na Gene’a i bez trudu nadała swojemu głosowi wyraz przerażenia:

— Nie! Proszę, nie, nie jestem przygotowana. Zabijesz mnie!

— Ja decyduję, kiedy masz być gotowa. — Pochylił głowę, a Cirocco rzuciła szybkie spojrzenie na Gaby, która zdawała się zrozumieć. Zamknęła oko.

To wszystko zdarzyło się jakby gdzieś bardzo daleko. Była pozbawiona ciała; to ktoś inny tak bardzo cierpiał. Póki się nie zmęczy, liczył się tylko ostry nóż pod jej brodą.

Zastanawiała się, jaka będzie cena jego błędu? Z pewnością duża, a więc on nie może go popełnić. Musi jednak nadejść chwila, kiedy jego czujność osłabnie choćby na sekundę, ale powinna spowodować, żeby moment ten nadszedł jak najszybciej. Zaczęła się pod nim poruszać. Była to najbardziej obrzydliwa rzecz, jaka jej się kiedykolwiek przydarzyła.

— Teraz widać prawdę — powiedział z rozmarzonym uśmiechem.

— Nic nie mów, Gene.

— Załatwione. Zauważyłaś, że jest znacznie lepiej, kiedy się nie opierasz?

Czy była to tylko jej wyobraźnia, czy też jej skóra w miejscu, którego dotykał nóż, nie była już tak mocno napięta? Czyżby cofnął nóż? Rozważyła tę myśl, starając się nie ulegać niepotrzebnym złudzeniom i zdecydowała, że to jednak prawda. Jej wrażliwość wzrosła teraz niepomiernie. Niewielkie zelżenie nacisku odczuwała niczym zdjęcie ogromnego ciężaru.

Musi zamknąć oczy. Czyż mężczyźni nie zamykają zawsze oczu w takiej chwili?

Rzeczywiście zamknął je i prawie już ruszała, kiedy szybko otworzył je znowu. Sprawdzał ją, psiakrew. Nie dostrzegł jednak podstępu. W normalnych warunkach była podłą aktorką, ale ten nóż uskrzydlił jej talent.

Wygiął plecy i zamknął oczy. Nacisk noża ustąpił.

Nic nie poszło tak, jak powinno.

Trzasnęła go w rękę z jednej strony, obracając głowę w drugą. Nóż przeciął jej brzeg policzka. Walnęła go z całej siły w krtań, chcąc mu ją zmiażdżyć, ale się uchylił. Błyskawicznie się okręciła, kopnęła i poczuła, jak nóż prześlizguje się po jej łopatce. Zerwała się na równe nogi, ale jeszcze nie biegła. Jej stopy przez rozpaczliwie długie sekundy nie dotykały ziemi, a ona oczekiwała uderzenia noża.

Nie nastąpiło, a ona znalazła tyle oparcia dla stóp, że wybiła się znowu w powietrze i zaczęła uciekać. Lecąc w powietrzu spojrzała przez ramię i stwierdziła, że jej kopniak był mocniejszy, niż mogła przypuszczać. Gene właśnie lądował po locie, w który go wyprawiła. Gaby podniosła się bezszelestnie na nogi. Adrenalina sprawiała, że ziemskie mięśnie zachowywały się przy słabym ciążeniu jak szalone.

Pościg rozkręcał się nieskończenie wolno, ale teraz nabrał gwałtownie tempa.

Nie sądziła, żeby Gene wiedział o czyhającej za nim Gaby. Gdyby wiedział, gdyby zobaczył twarz Gaby, na pewno nie ścigałby Cirocco w takim zaślepieniu.

Obozowali na centralnym dziedzińcu zamku, na płaskim terenie, którego budowniczowie nie chcieli czy też nie zdążyli podzielić na „komórki”. Ogień rozpalili dwadzieścia metrów od pierwszej galerii pokoi. Cirocco nadal przyspieszała, kiedy uderzyła w pierwszą ścianę. Parła niepowstrzymanie, rozwalając kilkanaście następnych, zanim nie schwyciła jednego z dźwigarów. Obróciła się o dziewięćdziesiąt stopni i podciągnęła na niego, a potem runęła przez trzy stropy, zanim nie zatrzymała się w powietrzu. Usłyszała trzaski, kiedy Gene gramolił się ku niej, nie rozumiejąc jej manewru.

Wsparła stopę na dźwigarze i ponownie wybiła się w górę. Poleciała w chmurze szklanych odłamków, skręcając w nieskończenie powolnym obrocie. Skoczyła w bok i przeleciała przez trzy ściany, zanim się nie zatrzymała. Przedarła się w lewo, potem jedno piętro w górę, a później w bok i dwa piętra w dół.

Zatrzymała się skulona na jednym z dźwigarów i nasłuchiwała.

Z oddali dobiegł ją brzęk tłuczonego szkła. Było ciemno. Znajdowała się pośrodku zbudowanego z komórek labiryntu, który ciągnął się w nieskończoność we wszystkich kierunkach: w górę, w dół i na boki. Nie wiedziała dokładnie, gdzie jest, ale przecież on też nie wiedział, a tego właśnie chciała.

Trzaski stały się głośniejsze i po chwili ujrzała, jak Gene przelatuje górą przez pokój po jej lewej stronie. Dała nura w prawo i w dół, chwytając się belki dwa piętra niżej i przesuwając siłą rozpędu znowu w prawo. Stanęła bosymi stopami na kolejnym dźwigarze. Wokół niej powoli opadała chmura tłuczonego szkła.

Nie zauważyłaby, że jest aż tak blisko, gdyby nie poprzedzający go deszcz szkła. Szedł wzdłuż dźwigarów, ale siła nacisku jego stóp była zbyt wielka, by mógł ją wytrzymać strop, obciążony już odłamkami po przejściu Cirocco. Zawalił się, a masa szkła poleciała w dół niczym płatki śniegu. Okręciła się wokół dźwigara i skoczyła stopami w dół.

Uderzyła mocno i obróciła się oszołomiona, widząc, jak Gene ląduje na równe nogi, tak jak i ona powinna zrobić, gdyby miała choć trochę oleju w głowie. Zapamiętała go stojącego nad nią, potem jeszcze siekierę walącą go w głowę, a później zemdlała.