— Nie.
— Aha… Rozumiem. — Nie przejęła się zbytnio. Już dawno zapomniały o pokładowych relacjach między kapitanem i załogą. Roześmiała się i potrząsnęła głową. — W porządku. Jaki masz plan?
— Po pierwsze, rozejrzeć się. Później — za cztery czy pięć lat — wyszłybyśmy na zdrowe idiotki, gdyby jeden z budowniczych zapytał nas, dlaczego nie skorzystałyśmy z windy.
Rozdział 21
Podstawa szprychy liczyła w obwodzie około dwieście pięćdziesiąt kilometrów. Zaczęły ją obchodzić, rozglądając się za wszystkim, co mogło przypominać środek transportu, poczynając od drabinki sznurowej, a na antygrawitacyjnym helikopterze skończywszy. Na razie znalazły jednak tylko poziomo rosnące drzewa, które tworzyły pionowy las.
Badając wystające do środka gałęzie i posuwając się wzdłuż pni aż do korzeni tkwiących w ścianie, musiały się wspiąć na zbocze utworzone z odpadłych gałęzi i gnijących liści. Sama szprycha zbudowana była z szarego, gąbczastego materiału, który poddawał się pod naciskiem niczym miękka guma. Kiedy Cirocco wyrwała ze ściany krzak wraz z długim, palowym korzeniem, zaczął z niej kapać gęsty, mleczny płyn, a potem mała dziurka zasklepiła się.
Nie było tu gleby, docierało też bardzo niewiele światła słonecznego. Po wyjściu z ciemnego tunelu wydawało im się bardzo widno, teraz jednak okazało się, że tak naprawdę światła było bardzo niewiele. Cirocco zakładała, że podobnie jak wielu roślin na obręczy, również wegetacja tutejszych zależała od jakichś zasobów znajdujących się pod powierzchnią.
Ściana była wilgotna, porośnięta mchami i porostami, natomiast innych roślin rosło raczej niewiele. Brakowało trawy, a pasożytnicze pnącza porastały pnie drzew.
Wiele drzew gatunkowo przypominało roślinność obrzeża, przystosowaną do dziwacznego, horyzontalnego bytowania. Rozpoznały znajome owoce i orzechy.
— To załatwia problem wyżywienia — powiedziała Gaby. Trudno się było spodziewać, by płynęły tu rzeki, ale ściana pobłyskiwała malutkimi strużkami wody.
— Z pewnością nie zginiemy też z pragnienia.
Zaczęły mieć nadzieję, że pomimo wszystko wspinaczka będzie możliwa. Cirocco jednak nie bardzo podniosło to na duchu.
Jeśli wykluczyć ewentualne schody — a szybko się przekonały, że i tak by ich nie znalazły, bowiem drzewa skutecznie uniemożliwiały przeszukiwanie ściany — na szczyt prowadziły dwie drogi.
Jedna, to wspinaczka po drzewach. Cirocco oceniała, że jest możliwa. Można by się przenosić z gałęzi na gałąź w miejscach, gdzie tworzyły właściwie jedną splątaną gęstwę.
Druga możliwość, to wspinaczka po ścianie. Mogły po prostu wbijać w nią haki, które przygotowały jeszcze z Tytaniami.
Cirocco skłonna była zawierzyć raczej ścianie niż drzewom. Gaby wolała gałęzie, które dawały możliwość szybszego posuwania się. Rozważały tę alternatywę jeszcze następnego dnia, kiedy wydarzyły się dwie rzeczy.
Pierwszą dostrzegła Gaby, przyglądając się szarej powierzchni ponad dnem szprychy. Zmrużywszy oczy, pokazała na coś w górze.
— Zdaje się, że otwór zniknął — powiedziała.
Cirocco spojrzała przelotnie, ale nie była pewna.
— Wejdźmy na górę i przyjrzyjmy się.
Związały się liną i zaczęły przedzierać przez gałęzie.
Wbrew obawom Cirocco, nie było tak źle. Jak w każdym przypadku i tu istniał pewien optymalny sposób pokonywania terenu, na który niebawem wpadły. Można było mianowicie znaleźć pośrednią trasę pomiędzy grubszymi gałęziami bliżej ściany — które wprawdzie były bardzo solidne, ale zbyt od siebie oddalone — i cieńszymi, które oferowały tysiące dogodnych oparć dla rąk i nóg, ale za to były dość kruche i pękały pod ciężarem ciała.
— Trochę bliżej ściany — zawołała Cirocco do Gaby, która podjęła się rozpoznawania drogi na końcu pięciometrowej liny. — Powiedziałabym, że dwie trzecie odległości od czubka drzewa, to mniej więcej to, o co nam chodzi.
— Do środka, od czubka — powiedziała Gaby. — Mylą ci się kierunki.
— Dół drzew jest przy ścianie. Czubek — w powietrzu. Cóż może być prostszego?
— Niech ci będzie.
Po pokonaniu dziesięciu drzew zaczęły przedzierać się ku wierzchołkowi ostatniego. Przywiązały linę do mocniejszej gałęzi, kiedy wyczuły, że gałęzie zaczynają się uginać pod ich ciężarem. Teraz działało to na ich korzyść, bowiem otwierało okienko w nieprzeniknionym gąszczu listowia. Wybrały drzewo, które w tym poziomym lesie przerastało swoich sąsiadów. We wnętrzu szprychy oznaczało to, że sterczało bardziej do środka.
— Miałaś rację. Zniknęła.
— Jeszcze nie całkiem. Ale za chwilę rzeczywiście zniknie.
Cirocco ujrzała, co zostało z otworu. Był to po prostu malutki czarny owal na szarej podłodze, zamykający się na ich oczach niczym źrenica w oku. Wtedy, kiedy obserwowały go z dołu, był prawie tak wielki jak sama szprycha. Teraz miał mniej niż dziesięć kilometrów średnicy i nadal się zaciskał. Niedługo powinien zamknąć się wokół pionowych kabli wyrastających w samym jego środku.
— Masz jakiś pomysł? — spytała Gaby. — Jaki sens ma odcinanie szprychy od obręczy?
— Nie mam najmniejszego pojęcia. Przypuszczam, że kiedyś znowu się otworzy. Anioły się przedostawały i to regularnie, więc… — Przerwała z uśmiechem.
— To jest tchnienie Gai.
— Co proszę?
— To właśnie Tytanie nazywają wiatrem ze wschodu. Okeanos przynosi ochłodzenie i Lament Gai, a Rea z kolei gorąco i anioły. Masz więc rurę o wysokości 300 kilometrów z zaworami na obu końcach. Możesz ją wykorzystać jako pompę. Możesz tworzyć obszary wysokiego i niskiego ciśnienia, a to z kolei wywołuje ruch powietrza.
— A jak miałoby to według ciebie działać? — spytała Gaby.
— Myślę o dwóch sposobach. Na przykład rodzaj ruchomego tłoka dla sprężania albo rozrzedzania powietrza. Nie widzę tu niczego takiego i mam cholerną nadzieję, że go nie ma, boby nas zmiotło.
— Coś takiego nie wyszłoby tym drzewom na zdrowie.
— Racja. A więc musi być inna metoda. Może ściany rozszerzają się lub kurczą. Jeśli otworzysz dolny zawór, zamkniesz górny i rozszerzysz szprychę, wtedy wciągniesz powietrze dołem. Jeśli zrobisz odwrotnie, powietrze dmucha w obręcz.
— A skąd się bierze to powietrze wciągane górą?
— Albo jest zasysane kablami — częściowo jest tak na pewno, bo widziałyśmy to — albo też dopływa z innych szprych. Wszystkie się przecież łączą u góry. Z dodatkowymi zaworami można by operować kilkoma szprychami jako dmuchawami. Manipulując w ten sposób można zassać powietrze znad Okeanosa, przepuścić przez piastę i wdmuchiwać nad Reę. Gdybym jeszcze tylko wiedziała, dlaczego budowniczowie uznali to za niezbędne.
Gaby pogrążyła się w rozmyślaniach.
— Myślę, że mogę to wyjaśnić. Właśnie to mnie dręczyło. Dlaczego całe powietrze nie gromadzi się na dole, w obręczy? Powietrze tu w górze jest rzadsze, ale nadal zupełnie dobre, ponieważ ciśnienie w obręczy jest wyższe niż na Ziemi. Przy niskiej sile ciążenia spadek ciśnienia nie jest tak szybki. Na przykład atmosfera Marsa nie jest zbyt gęsta, ale rozciąga się na znacznej przestrzeni. Jeżeli podtrzymujesz obieg powietrza, nie ma ono czasu opaść. Możesz podtrzymać odpowiednie ciśnienie powietrza na całej powierzchni Gai.
Cirocco kiwnęła głową z westchnieniem.
— W porządku. Właśnie uwolniłaś mnie od ostatniego zastrzeżenia, które mogłoby nas powstrzymywać przed podjęciem wspinaczki. Mamy jedzenie i wodę, a w każdym razie wygląda na to, że będziemy mieć. Teraz wygląda na to, że będziemy miały również czym oddychać. Co byś powiedziała, gdybyśmy się stąd wyniosły?