Выбрать главу

Cirocco spojrzała na Gaby, która siedziała z posępną twarzą, kiwając nogami.

— To okropne — szepnęła Cirocco. — Co się z nami stało?

— Miałam nadzieję, że czegoś się od niej dowiemy. Cokolwiek to było, ją dotknęło najsilniej. Silniej niż Gene’a.

Wróciła po kilku godzinach, nie potrafiła jednak odpowiedzieć na najważniejsze pytania. Wydawało się, że nawet o nich nie myślała.

— Skąd mam wiedzieć? — powiedziała. — Znalazłam się w ciemności, a potem obudziłam się taką, jaką mnie widzicie. Nie miało to znaczenia wtedy i nie ma teraz.

— Możesz to wyjaśnić?

— Jestem szczęśliwa. Nikt nie chciał mnie ani moich sióstr. Nikt nas nie kochał. No cóż, teraz tego nie potrzebuję. Jestem z rodu Orłów, dumna i samotna.

Ostrożne przepytywanie wyjaśniło, o co chodzi z tym rodem Orłów. Nie było to ani plemię, ani stowarzyszenie, jak zdawała się sądzić i sugerować April — był to raczej osobny gatunek w obrębie ogólnego rodzaju aniołów.

Orły żyły samotnie od urodzenia do śmierci. Nie zbierały się nawet ze swoimi pobratymcami. Towarzystwo innych osobników mogły znieść zaledwie przez kilka minut i to tylko krążąc w odpowiedniej od nich odległości. April dowiedziała się o obecności ludzi wewnątrz szprychy właśnie z takich przelotnych rozmów.

— Dwóch rzeczy nie rozumiem — powiedziała ostrożnie Cirocco. — Czy mogę o nie spytać?

— Nie obiecuję odpowiedzi.

— W porządku. Jeżeli nie zbliżacie się do siebie, to w jaki sposób się rozmnażacie?

— Na dnie świata rodzi się co jakiś czas pozbawiony duszy stwór. Spędza całe życie na wspinaczce na wierzchołek. Co roku znajduję go i składam jajo na jego grzbiecie. O ile szczęście dopisze, męskie anioły składają na nim swoją spermę. Zapłodnione jajo jest wynoszone na górę właśnie przez to stworzenie. Dziecko rodzi się wtedy, gdy umiera nosiciel. Rodzimy się w powietrzu i musimy się nauczyć latać, spadając w dół. Niektórym się to nie udaje. Zależy to od woli Gai. To jest nasza…

— Chwileczkę. Powiedziałaś Gai. Dlaczego wybrałaś to imię?

Zapadła cisza.

— Nie rozumiem pytania.

— Nie mogę tego powiedzieć jaśniej. Calvin nazwał to miejsce Gaja. Sądził, że to pasuje. Czy ty też jesteś znawcą mitologii greckiej?

— Nigdy przedtem nie słyszałam tego imienia. Ludzie nazywają to stworzenie Gają. Jest czymś w rodzaju Boga, chociaż niezupełnie. Przyprawiasz mnie o ból głowy. Jestem szczęśliwa taka, jaka jestem, a teraz muszę już lecieć.

— Poczekaj, poczekaj jeszcze chwilę.

April wycofywała się w stronę wierzchołka drzewa.

— Powiedziałaś: stwór. Czy masz na myśli to, co wypełnia szprychę?

April sprawiała wrażenie zaskoczonej. — Nie, dlaczego? To jest tylko jej część. Cały świat jest Gają. Myślałam, że o tym wiesz.

— Nie, ja… Poczekaj, proszę, nie odchodź. — Było za późno. Usłyszały łopot skrzydeł. — Czy wrócisz jeszcze? — krzyknęła Cirocco.

— Jeszcze raz — dobiegła ich z dala odpowiedź.

— Jedna istota, powiadasz. Jedno olbrzymie stworzenie. Skąd to wiesz?

Tym razem April wróciła już po upływie godziny. Cirocco miała nadzieję, że tamta zaczyna przywykać do ich towarzystwa, ale odległość między nimi nadal wynosiła dwadzieścia metrów.

— Uwierz w to. Niektórzy z moich ludzi rozmawiali z nią.

— A więc jest stworzeniem inteligentnym?

— Dlaczego nie? Posłuchaj… Kapitanie. — Przyłożyła na chwilę dłonie do skroni. Cirocco wyobrażała sobie jej rozterkę. April była jednym z najlepszych fizyków w systemie. Teraz żyła jak dzikie zwierzę, zgodnie z regułami niemal zupełnie dla Cirocco niezrozumiałymi. Pomyślała, że być może dawna April walczy, by przebić się przez instynkty stworzenia, którym się stała.

— Cirocco, mówisz, że rozmawiasz z… z tymi na obręczy. — Tylko w ten sposób mogła wspomnieć o Tytanitach, nie rzucając się do ucieczki. — Rozumieją cię. Calvin może rozmawiać z salonowcami. Zmiany, które wprowadziła we mnie Gaja, są pełniejsze. Ja naprawdę jestem członkiem swojej społeczności. Obudziłam się, wiedząc, jak się zachować wśród nich. Mam takie same uczucia i dążenia jak każdy inny anioł. I jest jedna rzecz, którą wiem na pewno: Gaja jest Jedna, Gaja jest żywa, a my żyjemy w niej. Gaby troszeczkę pozieleniała.

— Rozejrzyj się dookoła — ciągnęła April. — Czy widziałaś tu coś, co wygląda na maszynę? Cokolwiek? Zostaliśmy porwani przez żywą bestię. Twierdzicie, że pod obręczą jest stwór. Szprycha jest cała wypełniona czymś żywym, ogromnym. Wy twierdzicie, że to jest tylko jakby powłoka, wyścielająca znajdującą się pod spodem konstrukcję.

— To, co mówisz, jest intrygujące.

— Więcej. To prawda.

— Jeśli ją przyjmę, nigdy nie znajdę sterowni w piaście.

— Ale będziesz tam, gdzie ona żyje. Siedzi niczym pająk i pociąga za sznurki jak aktor w teatrze kukiełkowym. Obserwuje wszystkie swoje stworzenia i włada wami dwiema zupełnie tak samo jak włada mną. Manipulowała nami w imię swoich własnych celów.

— A jakież to cele?

April wzruszyła ramionami gestem tak ludzkim, że Cirocco nie mogła na nią patrzeć bez bólu.

— Nie powiedziałaby mi. Byłam tam, ale nie chciała mnie widzieć. Moi ludzie powiadają, że trzeba mieć wielką misję, by dostąpić posłuchania przez Gaję. Widocznie moja nie była dostatecznie wielka.

— A o co chciałaś ją zapytać?

April długo milczała. Cirocco zrozumiała, że tamta plącze. Podniosła głowę i ponownie na nie spojrzała.

— Zadajesz mi ból. Myślę, że nie będę dłużej ciągnąć tej rozmowy.

— Proszę, April. Proszę w imię naszej dawnej przyjaźni.

— Przyjaźni? Powiedziałaś: przyjaźni? Nie przypominam sobie. Pamiętam tylko siebie i August, a poza tym, dawno temu, również moje pozostałe siostry. Zawsze byłyśmy same. Teraz jestem sama, zupełnie sama.

— Tęsknisz za nimi?

— Tęskniłam — powiedziała głuchym głosem. — Dawno temu. Latam, ciągle latam szukając samotności. Samotność jest światem rodu Orłów. Wiem, że tak powinno być, ale zanim… dawniej, kiedy jeszcze tęskniłam za moimi siostrami…

Cirocco nie odezwała się nawet słówkiem, bojąc się ją spłoszyć.

— Łączymy się w grupy tylko raz — powiedziała ze spokojnym westchnieniem. — Kiedy Gaja dyszy, po zimie, wtedy wywiewa nas ponad ląd…

— Tego dnia leciałam z wiatrem. Dzień był piękny. Zabiliśmy wtedy wielu, ponieważ moi ludzie posłuchali mnie i wsiedli na wielkiego balonowa. Czworonogi były zaskoczone, ponieważ tchnienie przeminęło, zostało nas tylko kilku w salonowcu, zmęczonych i głodnych, a jednak ciągle zdolnych do wspólnych czynów.

— To był dzień wielkich pieśni. Moi ludzie podążali za mną — za mną! — robili, co im kazałam i w głębi serca wiedziałam, że wkrótce zetrzemy czworonogi z powierzchni Gai. Była to zaledwie pierwsza utarczka w nowej wojnie.

— I wtedy ujrzałam August i straciłam zmysły. Chciałam ją zabić, chciałam od niej uciec, chciałam ją objąć i razem z nią zapłakać.

— Uciekłam.

— Teraz drżę na myśl o tchnieniu Gai, ponieważ pewnego dnia znowu zaniesie mnie na dół i wtedy zabiję moją siostrę i sama umrę. Jestem Szybkim Arielem, ale zbyt wiele jest jeszcze we mnie April Polo, bym mogła żyć z czymś takim.

Cirocco była poruszona, ale równocześnie opowiadanie ją podnieciło. April mówiła tak, jakby była kimś znacznym w społeczności aniołów. Na pewno miała wśród nich posłuch.