Cirocco próbowała umiejscowić tę twarz, starając się zatrudnić szare komórki i jednocześnie nie snuć żadnych teorii. W.C. Fields? Nie, tylko nos pasował do tej roli. Wreszcie wpadła na to: Gaja mocno przypominała Charlesa Laughtona w filmie „Prywatne życie Henryka VIII”.
Gaby i Cirocco siedziały na przeciwnych końcach lekko podniszczonej kanapy. Gaja postawiła szklanki na stoliku i przeszła przez pokój, by zapaść w fotel z wysokim oparciem. Zasapała i splotła dłonie na brzuchu.
— Pytajcie — powiedziała, pochylając się do przodu w geście zachęty i oczekiwania.
Cirocco i Gaby spojrzały po sobie, a potem wróciły spojrzeniem do Gai. Zapadła krótka cisza.
— Mówisz po angielsku — powiedziała Cirocco.
— To nie jest pytanie.
— Dlaczego mówisz po angielsku? Gdzie się nauczyłaś?
— Oglądam telewizję.
Cirocco wiedziała, o co chce jeszcze spytać, ale nie wiedziała, czy powinna. Można było założyć, że to stworzenie jest ostatnim potomkiem budowniczych Gai. Nie znajdowała żadnego dowodu na to, że Gaja rzeczywiście była jednym organizmem, jak twierdziła April, ale było możliwe, że ta osoba sądziła, że była Boginią.
— Może byś wyjaśniła cały ten pokaz…? — spytała Gaby.
Gaja zbyła to machnięciem ręki.
— Sztuczka z lustrami, moja droga. Zwykłe sztuczki kuglarskie. — Popatrzyła na swoje ręce splecione na brzuchu, a potem zrobiła zakłopotaną minę. — Chciałam was odstraszyć, o ile nie byłybyście materiałem na prawdziwego bohatera. Włożyłam w to cały mój talent. A potem pomyślałam, że na tym etapie łatwiej nam będzie rozmawiać tutaj. — Wygodne otoczenie, jedzenie i picie — chciałybyście coś zjeść? Kawa? Kokaina?
— Nie, wolałabym… Powiedziałaś…
— Powiedziałaś: kawa?
— …kokaina?
Cirocco świerzbił nos, ale od chwili, gdy dotarły do piasty, nie czuła się bardziej rozluźniona i mniej zalękniona. Usadowiła się wygodnie na kanapie i spojrzała w oczy stworzenia, które nazywało się Gają.
— Lustra, powiadasz. A więc kim jesteś naprawdę?
Gaja uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
— Do rzeczy, co? Dobrze. Lubię bezpośredniość. — Oblizała usta i zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią.
— Chcesz powiedzieć: co to jest, czy też: kim jestem? Złożyła ręce powyżej swoich wielkich piersi, nie czekając na odpowiedź. — Jestem trzema rodzajami życia. Jest więc samo moje ciało, które jest otoczeniem, przez które wędrowałyście. Są moje twory, takie jak na przykład Tytanie, które do mnie należą, chociaż ich nie kontroluję. Są wreszcie moje narzędzia, oddzielne, ale stanowiące część mnie. Dysponuję pewną siłą umysłu, która pomogła mi stworzyć również iluzje, które miałyście okazję podziwiać. Możecie to nazwać hipnozą lub telepatią, chociaż w istocie nie jest ani jednym, ani drugim.
— Mogę tworzyć istoty będące projekcją mojej woli. Ta ma osiemdziesiąt lat i jest jedyna w swoim rodzaju. Ale mam też i inne. Zbudowały ten pokój i schody na zewnątrz, w większej części według planów, które ściągnęłam z filmów. Jestem wielką miłośniczką kina i dlatego rozumiem cię…
— Tak, ale wracając…
— Wiem, wiem — uspokajała ją Gaja. — Odbiegam od tematu. To piekielnie uciążliwe, ale muszę z tobą mówić w ten sposób. Kiedy przedtem powiedziałam: „słyszę cię”… Cóż, użyłam górnego zaworu nad Okeanosem w roli krtani, wypychając powietrze ze szprychy. Diablo to zmienia pogodę: to trzy słowa zasłały śniegiem cały Hyperion.
— Pokazując wam to ciało, sprawiam, że jesteś skłonna wierzyć w coś zupełnie innego. Że mianowicie jestem zwariowaną samotną staruchą.
Popatrzyła z ukosa na Cirocco.
— Ciągle podejrzewasz, że tak to właśnie jest, prawda?
— Ja… ja nie wiem, co sądzić. Nawet jeśli ci uwierzę, nadal nie wiem, kim jesteś.
— Jestem Tytanem. Chcesz wiedzieć, kim jest Tytan? — Oparła się w fotelu, a jej wzrok zaczął błądzić gdzieś daleko.
— To, czym rzeczywiście jestem, ginie w mroku przeszłości. Jesteśmy starzy, to wiem na pewno. Jesteśmy rezultatem nie ewolucji, a świadomych zabiegów konstruktorskich. Żyjemy po 3 miliony lat i istniejemy od ponad tysiąca generacji. W tym czasie ulegaliśmy zmianom, chociaż nie na drodze procesów ewolucyjnych w waszym rozumieniu.
— Większa część naszej historii uległa zapomnieniu. Nie znamy rasy, która nas zbudowała, nie znamy również celu, jaki temu dziełu przyświecał. Wystarczy powiedzieć, że nasi twórcy byli dobrymi budowniczymi. Odeszli, ale my pozostaliśmy. Być może ich spadkobiercy nadal żyją we mnie, jednak jeśli tak jest, zapomnieli o swojej dawniejszej wielkości. Słucham przekazów moich sióstr rozproszonych po całej galaktyce, ale żadna z nich nie mówi nic o budowniczych.
Przymknęła na chwilę oczy, a potem znowu otworzyła je w oczekiwaniu.
— W porządku — powiedziała Cirocco. — Pominęłaś masę szczegółów. Jak się tu dostałaś? Dlaczego tylko ty? Słuchasz radia. Czy również nadajesz? Jeżeli tak, to dlaczego dotychczas nie nawiązałaś kontaktu z Ziemią? Jeżeli…
Gaja podniosła rękę i zaśmiała się.
— Nie wszystko na raz, proszę. Czynisz masę założeń. Co każe ci sądzić, że jestem gościem? Urodziłam się w tym systemie tak samo jak ty. Moim domem jest Rea. Na Japetusie moja córka właśnie osiąga wiek dojrzałości. Jest też rodzina Tytanów obiegających Uran. Tworzą niewidzialne kręgi. Wszyscy są mniejsi ode mnie; ja jestem największym Tytanem w okolicy.
— Japetus? — powiedziała Gaby. — Jednym z powodów, dla których…
— Spokojnie, wyjaśnię to zaraz, oszczędzając ci trudu. Nic możemy odbywać podróży międzygwiezdnych. W ogóle nie możemy się poruszać, jeżeli nie liczyć drobnych korekt orbity.
— Uwalniam jaja z pierścienia, gdy mają już znaczną prędkość spowodowaną moim obrotem. Mierzę, jak mogę najlepiej, ale na tę odległość prawdopodobieństwo trafienia jest wysoce problematyczne, jaja bowiem — raz wyrzucone — nie dają się sterować.
— Kiedy upadną w odpowiednim świecie — a Japetus jest doskonały: brak powietrza, skalisty grunt, masa światła słonecznego, niezbyt duży, ale i nie za mały — zakorzeniają się. Po 50.000 lat następują urodziny małego Tytana. Na tym etapie moja córka pokryła całą półkulę. Dlatego właśnie przed 75 laty Japetus wyglądał inaczej: jedna strona była znacznie jaśniejsza od drugiej.
— Potem młody Tytan kurczy się tak, że w końcu tworzy grubą obręcz, okalającą świat od bieguna do bieguna. Tak właśnie stało się z Japetusem. Moja córka sięgnęła głęboko. Sięgnęła do samego jądra, by znaleźć potrzebne do życia elementy. Obawiam się, że Japetus jest już zdrowo splądrowany. Moja babka, a jej matka przedtem też korzystały z tego samego księżyca.
— Moja córka prowadzi syntezę paliwa, którego potrzebuje, by uwolnić się od Japetusa. Powinno to nastąpić za 5-6 lat. Kiedy będzie gotowa — i ani dnia wcześniej, ponieważ raz zrodzona, obejmie całą masę, jaką będzie mogła mieć kiedykolwiek — wystrzeli się w kosmos. Jest wielce prawdopodobne, że w trakcie tej operacji Japetus rozpadnie się, podobnie jak inny księżyc, który kiedyś utworzył pierścienie. Potem…
— Chcesz powiedzieć, że Tytani są sprawcami powstania pierścieni? — spytała Gaby.
— Czyżbym tego właśnie nie powiedziała? — Gaja sprawiała wrażenie odrobinę zniecierpliwionej, ale opowiadanie najwyraźniej ją wciągnęło.
— To było dawno temu i nie ponoszę za to żadnej odpowiedzialności. W każdym razie, moja córka po uwolnieniu przestanie się kręcić w dotychczasowym rytmie i zacznie wirować tak jak ja. Ta jej część, która przekształci się w piastę, obecnie styka się z powierzchnią Japetusa. W przestrzeni kosmicznej skurczy się i wykształci szprychy. Będzie wirować coraz szybciej, stabilizując się, wypełniając powietrzem, zaczynając wypiętrzać góry i przygotowując powstanie stworzeń, które… No cóż, widziałyście ten obraz. Odbiegam od tematu, jak wszyscy rodzice opowiadający o swoich dzieciach…