— Przedprogramowanie? — spytała Cirocco podejrzliwie.
— Nikt nie dozna żadnej krzywdy, moja droga. Połknie je ziemia, a po pewnym czasie pojawią się ponownie, ale już uwolnione od wojennego przymusu. Zadowolone?
Cirocco zastanawiała się, jaki mają wybór, ale kiwnęła głową w milczeniu.
— Bardzo dobrze. A teraz druga sprawa: twój statek.
— Ja tego nie powiedziałam.
Gaja podniosła rękę, upewniając się, że Cirocco jej nie będzie przerywać, po czym ciągnęła dalej:
— Powiedziałam wam, że jestem całym światem, że jestem Gają. Kiedyś było tak w istocie, ale teraz to niezupełnie prawda. Pamiętajcie, że mam trzy miliony dwanaście tysięcy dwieście sześćdziesiąt sześć lat — przerwała i uniosła brwi.
— Trzy miliony… — Cirocco zmrużyła oczy. — Powiedziałaś, że taka jest właśnie długość waszego życia.
— Dokładnie. Jestem stara nawet według naszych standardów, a nie tylko waszych. Miałyście okazją zaobserwować to zarówno na obręczy, jak w piaście. Moje pustynie nigdy nie były tak suche, a mroźne pustkowia — przykryte tak grubą warstwą lodu jak dziś. Nic na to nie mogę poradzić. Wątpię, czy przeżyję jeszcze sto tysięcy lat.
Nagle Cirocco się roześmiała. Gaby wyglądała na zaskoczoną, a Gaja siedziała w uprzejmej pozie, z głową przechyloną na bok i czekała, aż Cirocco zapanuje nad sobą.
— Wybacz mi — powiedziała Cirocco, ciągle jeszcze krztusząc się śmiechem — ale jakoś trudno mi się zdobyć na współczucie. Tylko sto tysięcy lat! — Znowu parsknęła śmiechem, i tym razem Gaja jej zawtórowała.
— Masz rację — powiedziała. — Jest jeszcze masę czasu, by kupić kwiatki na grób. Mogę jeszcze przeżyć całą waszą rasę. — Odchrząknęła. — Powróćmy jednak do tego, o czym mówiłam. Otóż umieram. Szwankuję na tysiące sposobów — to znaczy jeszcze się trzymam, za pozwoleniem, ale to nie to, co dawniej.
— Pomyślcie o dinozaurze. Jeden mózg w głowie, drugi w zadzie. Zdecentralizowana kontrola olbrzymiego ciała. Ja chciałam to samo. Kiedy byłam młoda, moje dodatkowe mózgi współpracowały ze mną, tak jak wasze palce słuchają waszej woli. W ciągu ostatniego pół miliona lat sytuacja uległa zmianie. Straciłam znaczną część kontroli nad najbardziej oddalonymi obszarami. W pierścieniu jest dwanaście inteligentnych ośrodków, nawet w moim centralnym ośrodku nerwowym, tu w piaście, rozpadam się na dwie osobowości.
— W jakiś sposób przypomina to nieco grecką teogonię, którą kiedyś tak lubiłam. Moje dzieci są nieposłuszne, konfliktowe, uparte. Ciągle z nimi walczę. Tam na dole są kraje dobre i złe. Hyperion należy do dobrych. Mam z nim całkiem przyjazne stosunki. Natomiast najgorszy jest Okeanos. W żaden sposób nie możemy się z sobą dogadać. To, co robię w Okeanosie, robię okrężną drogą, podstępem i zdradą. To właśnie Okeanos schwytał wasz statek.
Rozdział 25
Okeanos czekał pogrążony w rozmyślaniach całe dziesięć tysięcy lat, aż poczuł, że władza Gai słabnie. Ciągle jeszcze możliwe było, że zniweczy pączkującą niezależność, którą tak starannie ukrywał. Paliły go jątrzące rany i krzywdy.
Dlaczego właśnie on musiał być pogrążony w ciemności? On, najpotężniejszy z oceanów, pokryty wiecznym lodem. Życie, które jeszcze przetrwało w tym ponurym terenie, było nędzne i karłowate. Wiele jego dzieci mogłoby umrzeć w pełni dnia. Cóż takiego dobrego było w Hyperionie, że był tak bujny i czysty?
Powoli, po kilka metrów dziennie wysuwał podziemny nerw, by nawiązać bezpośrednią łączność z Reą. Dostrzegł w niej pierwsze zalążki szaleństwa i zaczął zwracać wzrok ku zachodowi w poszukiwaniu sojusznika.
Mnemozyna nie nadawała się. Była fizycznie i emocjonalnie pogrążona w żalu, opłakując utratę swoich bujnych lasów. Jakkolwiek mocno by się starał rozbudzić w niej niechęć do Gai, Okeanos nie mógł przedrzeć się przez głębie depresji Mnemozyny. Rył więc dalej.
Za Mnemozyna był nocny obszar Kronosa. Tu władza Gai trzymała się mocno, a pomocniczy mózg, który władał tym terytorium, był tylko narzędziem centralnego mózgu i jak dotychczas nie dorobił się własnej osobowości.
Okeanos nadal więc przebijał się ku zachodowi. Nie zdając sobie z tego sprawy, stworzył sieć łączności, która wreszcie powiązała sześć zbuntowanych krajów.
Najsilniejszego sojusznika znalazł w Japetusie. Gdyby nie dzieląca ich odległość, już dawno mogliby obalić Gaję. Taktyka, którą przyjęli, zależała w wielkiej mierze od fizycznej bliskości, więc na razie mogli tylko wspólnie spiskować. Zmuszony był do powrotu do swojego sojuszu z Reą.
Kolejny jego ruch przypadł na okres, gdy na Ziemi wznoszono piramidy. Bez ostrzeżenia wstrzymał przepływ płynu chłodzącego, przechodzącego przez olbrzymie ciało i przez kontrolowane przez siebie kable wspierające. Na wschodnim skraju morza, które było głównym akcentem jego mroźnego pejzażu, opanował dwie pompy rzeczne — olbrzymie, trzykomorowe mięśnie, które pompowały wody Ophion do zachodniego Hyperiona. Wstrzymał pracę tych potężnych serc. Na wschodzie Rea zrobiła to samo z pięcioma pompami, które ciągnęły wodę przez jej wschodnie łańcuchy górskie, przyspieszając jednocześnie działanie pomp na granicy z Hyperionem. Odcięty od zachodu i wysysany od wschodu, Hyperion zaczął wysychać.
W ciągu kilku dni Ophion wstrzymał swój bieg.
— O tym wszystkim dowiedziałam się pośrednio od Rei — powiedziała Gaja. — Wiedziałam, że peryferyjne mózgi wymykają się spod kontroli, ale nikt się jakoś nie skarżył. Nie wyobrażałam sobie, że może dojść do czegoś takiego.
Zapadał coraz głębszy mrok, gdy Gaja opowiadała historię rebelii Okeanosa. Większość prześwitujących płyt w podłodze zgasła. Te, które się jeszcze świeciły, rzucały nierówny pomarańczowy blask. Ściany pokoju pogrążyły się w ciemności.
— Wiedziałam, że powinnam coś zrobić. Zamierzał zniszczyć całe ekosystemy. Mogłoby upłynąć tysiąc lat, zanim zdołałabym je odbudować.
— I co zrobiłaś? — szepnęła Gaby. Cirocco podskoczyła jak obudzona ze snu — spokojny głos Gai niemal ją zahipnotyzował.
Gaja wyciągnęła rękę i powoli zacisnęła ją w pięść, przypominającą kamienną bryłę.
— Przycisnęłam.
Ogromny kolisty mięsień drzemał przez trzy miliony lat. Miał tylko jedno zadanie: ściągnąć piastę i wysunąć szprychy zaraz po urodzeniu Tytana. Opierała się na nim cała sieć kabli Gai. Było to centrum konstrukcji planety, potężne spoiwo, które ją związywało.
Szarpnęło.
Miliony ton lodu i skały wystrzeliły w powietrze.
Dziesięć tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni Okeanosa podniosło się niczym ekspresowa winda. Zamarznięte morze przekształciło się w breję, usianą górami lodowymi wielkości wielopiętrowych bloków. Na całej Gai trzasnęły włókna kabli niczym przegniłe liny, plącząc się i miażdżąc krainę w dole.
Mięsień rozprężył się.
Przez przyprawiającą o zawrót głowy chwilę na Okeanosie zapanował stan nieważkości. Kilometrowe kry fruwały niczym płatki śniegu, wirując w potężniejącym podmuchu z centrum planety.
Kiedy Okeanos został wywrócony na nice, piętnaście kabli jęknęło piekielną muzyką zemsty Gai. Fala dźwiękowa zerwała dziesięciometrową warstwę gleby z okolicznych rejonów i wzbudziła burze pyłowe, które kilkanaście razy obiegły pierścień, zanim ich furia opadła.
Ulokowany w piaście mięsień kurczył się i rozprężał w rytmie dwudniowym, co sprawiło, że cała Gaja drżała niczym olbrzymia gumowa taśma szarpana gigantyczną dłonią.