Выбрать главу

Rozejrzałam się dokoła. Trudno mi było przeszukiwać wzrokiem trawę. Niemal widziałam to, co kryło się w ziemi. Ale postrzegałam wszystko oczyma duszy. To, co widziałam fizycznie, kończyło się odległym o pięć metrów parkanem. Czy doszłam aż tak daleko? Czy to jedyny pusty grób?

Wstałam i powiodłam wzrokiem ponad grobami. Dolph i dwójka tępicieli wciąż stała o trzydzieści metrów za mną. Trzydzieści metrów? To ci dopiero wsparcie.

Przeszłam szmat drogi. To przez tego złośliwego ducha. I gorące miejsce. A także ten najświeższy grób. Teraz to było moje miejsce. Znałam cały ten cmentarz. I wszystko, co było na nim niespokojne. Wszystko, co nie było całkiem martwe, kręciło się nad grobami. Białe widmowe zjawy. Migoczące gniewne światła. Ożywienie. Istniało wiele sposobów na ożywienie umarłych.

Ale wreszcie uspokoją się i pogrążą we śnie, o ile można to tak nazwać. Ponownie spojrzałam na pusty grób. Żadnych trwałych uszkodzeń.

Przywołałam Dolpha i pozostałych. Wyjęłam z kieszeni kombinezonu plastikową torebkę i wrzuciłam do środka kilka grudek ziemi.

Blask księżyca zaczął nagle blednąc. Dolph stanął nade mną. Wydawał się niespokojny.

– No i? – zapytał.

– Zombi wyszedł z tego grobu – stwierdziłam.

– Czy to zombi morderca?

– Nie wiem na pewno.

– Nie wiesz?

– Jeszcze nie.

– A kiedy będziesz wiedzieć?

– Zaniosę to Evansowi, aby przetestował tę ziemię dotykiem.

– Evans jasnowidz – mruknął Dolph.

– Taa.

– To szajbus.

– Racja, ale jest dobry.

– Wydział nie korzysta już z jego usług.

– Punkt dla wydziału – rzekłam. – Ale Animatorzy sp. z o.o. niekiedy go wynajmuje.

– Nie ufam Evansowi. – Dolph pokręcił głową.

– Ja nie ufam nikomu – odparłam. – I co z tego?

– Rozumiem. – Uśmiechnął się. Zerwałam kilka źdźbeł trawy i włożyłam do drugiej plastikowej torebki. Podpełzłam do szczytu grobu i rozgarnęłam chwasty. Nagrobka nie było. Niech to szlag! Jasny piaskowiec został odbity u podstawy. Odłupano go. I zabrano. Cholera. – Kto miałby niszczyć nagrobek i po co? – zapytał Dolph.

– Nazwisko i data mogłyby okazać się dla nas istotnymi informacjami, dzięki nim być może dowiedzielibyśmy się, dlaczego zombi został przywołany i co poszło nie tak.

– Co poszło nie tak? Jak to?

– Możesz ożywić zombi, aby zabić tę czy inną osobę, ale nie po to, by dokonywać wielokrotnych, przypadkowych masakr. Nikt by się tego nie podjął.

– Chyba że ten ktoś jest obłąkany – wtrącił.

– To nie jest zabawne. – Spojrzałam na niego.

– Jasne, że nie.

Także szaleniec mógł ożywić tego trupa. Morderczy zombi przywołany przez psychopatę. Ale czad. A jeśli ten ktoś zrobił coś takiego raz…

– Dolph, jeśli mamy do czynienia z szaleńcem, możemy przypuszczać, że jest więcej niż jeden zabójczy zombi.

– Poza tym jeśli ten ktoś jest wariatem, może okazać się, że nie istnieje żaden wzorzec jego poczynań – dokończył Dolph.

– Cholera.

– Otóż to.

Brak wzorca oznaczał brak motywu. Brak motywu oznaczał, że być może nie zdołamy rozwikłać tej sprawy.

– Nie. Nie wierzę w to – powiedziałam.

– Dlaczego nie? – zapytał.

– Bo gdybym w to uwierzyła, okazałoby się, że zabrnęliśmy w ślepą uliczkę. – Wyjęłam scyzoryk, który zwykle noszę przy sobie i zaczęłam odłupywać okruchy ze zniszczonego nagrobka.

– Niszczenie nagrobków to poważne wykroczenie – rzekł Dolph.

– Też prawda – przyznałam, wrzuciłam kilka drobnych kawałków piaskowca do trzeciego woreczka, po czym odłupałam jeden większy okruch marmuru wielkości mojego kciuka.

Włożyłam scyzoryk i wszystkie plastikowe torebki do kieszeni kombinezonu.

– Naprawdę sądzisz, że Evans będzie w stanie wyczytać coś z tych kawałków i drobin?

– Nie wiem. – Wstałam i spojrzałam na grób. Dwójka tępicieli stała nieopodal. Dawali mi odrobinę prywatności. To uprzejmie z ich strony. – Wiesz, Dolph, może ktoś zniszczył ten kamień, ale grób nadal tu jest.

– Tylko że nie ma trupa – odparł Dolph.

– Racja, ale trumna mogłaby nam coś powiedzieć. Przyda się każdy trop.

– W porządku, załatwię nakaz ekshumacji. – Skinął głową.

– Czy nie moglibyśmy wykopać trumny już teraz, dzisiaj?

– Nie – odparł. – Muszę postępować zgodnie z przepisami. – Spojrzał na mnie z powagą. – I nie chciałbym po powrocie tutaj stwierdzić, że grób został rozkopany. Materiał dowodowy na nic się nie przyda, jeśli ktoś będzie nim manipulował.

– Materiał dowodowy? Naprawdę sądzisz, że ta sprawa trafi do sądu?

– Tak.

– Dolph, musimy po prostu unicestwić tego zombi.

– Anito, chcę dopaść łajdaków, którzy go ożywili. Chcę postawić ich przed sądem pod zarzutem morderstwa.

Pokiwałam głową. Przyznawałam mu rację, choć wątpiłam, aby pragnienia Dolpha się ziściły. Dolph był policjantem, musiał przestrzegać prawa. Ja martwiłam się o prostsze sprawy, na przykład o przetrwanie i własną skórę.

– Dam ci znać, jeśli Evans powie mi coś istotnego – oświadczyłam.

– Mam nadzieję.

– Gdziekolwiek jest teraz ta bestia, na pewno nie ma jej tutaj.

– Krąży gdzieś, prawda?

– Taa.

– I może zabija kolejne ofiary, podczas gdy my marnujemy tutaj czas, goniąc za własnym ogonem.

Miałam ochotę go dotknąć. Powiedzieć mu, że będzie dobrze, ale sama w to nie wierzyłam. Wiedziałam, co teraz czuje. Kręciliśmy się w kółko. Nawet jeśli był to grób zabójczego zombi, nie przybliżył nas do odnalezienia tego żywego trupa. A musieliśmy go odnaleźć. Znaleźć, pochwycić i unicestwić. Pytanie brzmiało, czy zdołamy go dopaść, zanim zabije ponownie. Nie znałam na nie odpowiedzi. Nie. Skłamałam. Znałam odpowiedź. Tyle tylko, że ani trochę nie przypadła mi ona do gustu. Gdzieś tam krążył zabójczy zombi. Był głodny i na pewno już wkrótce znów zechce się pożywić.

15

Parking przyczep, gdzie mieszka Evans, znajduje się w St. Charles, przy zjeździe z autostrady nr 94. Rzędy przyczep ciągną się w każdym kierunku jak okiem sięgnąć. Oczywiście nie przypominają już one dawnych domów na kółkach. Gdy byłam mała, przyczepy można było podczepiać do samochodu i przewozić z miejsca na miejsce. Proste. To była jedna z ich zalet. Niektóre z tych domów na kołach miały trzy lub cztery sypialnie oraz kilka łazienek z prysznicami. Jedyne, co mogłoby je uciągnąć, to półciężarówka albo tornado.

Przyczepa Evansa to starszy model. Myślę, że gdyby musiał, mógłby podpiąć ją łańcuchem do półciężarówki i ruszyć w drogę. To byłoby chyba łatwiejsze niż wynajem firmy przewozowej. Mimo to wątpię, aby Evans kiedykolwiek się stąd ruszył. W gruncie rzeczy nie opuścił swojej przyczepy od prawie roku.

Okna rozjaśniał złocisty blask. Przy wejściu znajdował się prowizoryczny ganek z równie prowizorycznym dachem. Wiedziałam, że Evans nie śpi. Nigdy nie sypiał. Bezsenność to z pozoru coś niegroźnego. W przypadku Evansa to choroba.

Znów miałam na sobie czarne szorty. Trzy woreczki z przedmiotami wcisnęłam do kieszonek przy pasku. Gdybym weszła do środka, wymachując tymi rzeczami, Evans chyba by oszalał. Musiałam go urobić, działać subtelnie. Niech wierzy, że wpadłam tu tylko po to, by spotkać się ze starym kumplem. Żadnych podtekstów, zero ukrytych motywów. Jasne.