Выбрать главу

Wstawiłam krzesło, blokując oparciem klamkę drzwi prowadzących na korytarz. Gdyby ktoś chciał je sforsować, usłyszę go. Może. Zamknęłam na zasuwkę drzwi do łazienki i weszłam z bronią pod prysznic. Bezpieczniejsza już chyba nie będę. Nagość sprawia, że czuję się niepewnie. Wolałabym ewentualnym łotrom stawić czoło w ubraniu niż goluteńka. Chyba wszyscy tak mają.

Gruby opatrunek na ugryzionym ramieniu stanowił pewien problem, jeżeli chodziło o umycie włosów. Musiałam zmyć krew niezależnie od opatrunku. Wykorzystałam hotelowy zapas szamponu i odżywki. Te małe próbki mają kwiatowy zapach i powinny utrzymywać ten aromat, ale wcale tak nie jest. Na moim ciele widniały zaschnięte ślady krwi. Wyglądałam, jakbym miała cętki. Woda spływająca do otworu odpływowego miała różowawy kolor. Zużyłam całą buteleczkę szamponu, zanim domyłam pozlepiane w strąki włosy. Przy ostatnim płukaniu woda przesączyła się przez bandaż na moim ramieniu. Ból był ostry i natarczywy. Musiałam pamiętać, aby zrobić zastrzyk przeciwtężcowy. Umyłam się starannie gąbką i mydłem. Gdy już doprowadziłam się do porządku, wzięłam długi, gorący prysznic. Strugi wody spływały mi po plecach i po całym ciele. Bandaż przesiąkł do cna już dawno temu.

A jeśli nie uda się nam powiązać Domingi z zombi? Jeżeli nie znajdziemy żadnych dowodów? Spróbuje ponownie. Teraz stawką była jej duma. Napuściła na mnie dwa zombi, a ja rozwaliłam oba żywe trupy. Z niewielką pomocą policji. Dominga Salvador przyjmie to jako rzucone jej osobiste wyzwanie. Ożywiła zombi, a ten trup całkiem wyrwał się spod kontroli. Wolała, aby zginęli niewinni ludzie, niż miałaby przyznać się do popełnienia błędu. A ona raczej mnie zabije, niż pozwoli mi to udowodnić. Mściwa suka. Senorę Salvador należało powstrzymać. Gdyby nakaz nie pomógł, będę musiała zadziałać bardziej praktycznie. Jasno dała mi do zrozumienia, że na tym świecie nie było miejsca dla nas dwu. A zatem ja albo ona. Wolałabym, aby to była ona. A w razie konieczności osobiście dopilnuję, aby Dominga Salvador pożegnała się z tym światem.

Otworzyłam oczy i zakręciłam wodę. Nie chciałam już o tym myśleć. Zastanawiałam się nad popełnieniem morderstwa. Ja postrzegałam to jako samoobronę, ale wątpiłam, aby ława przysięgłych wzięła moją stronę. Trudno to byłoby udowodnić. Chciałam zaledwie paru rzeczy. Aby Dominga Salvador wypadła z obiegu, trafiła za kratki albo na cmentarz. Abym ja sama pozostała przy życiu. Abym nie znalazła się w więzieniu pod zarzutem morderstwa. Abym dopadła morderczego zombi, zanim znowu zabije. To mało prawdopodobne. Abym odkryła, na ile w to wszystko jest zamieszany niejaki John Burke. A także, aby Harold Gaynor nie zdołał przekonać ani zmusić mnie do złożenia ofiary z człowieka. Nieomal o tym zapomniałam. To był gorący tydzień.

Pod drzwiami na małej tacy pozostawiono dla mnie kawę. Wniosłam ją do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i ponownie zablokowałam klamkę odwróconym krzesłem. Dopiero wtedy postawiłam tacę z kawą na niedużym stoliku przy zasłoniętym oknie. Browning leżał już na stoliku, wyjęty z kabury. Uprząż spoczywała na łóżku.

Rozsunęłam zasłony. Zwykle zasłaniam okna, ale dziś łaknęłam światła. Nastał już ranek. Robiło się coraz jaśniej. O tej porze, wczesnym rankiem, nie panowało jeszcze gorąco, powietrze było chłodne i rześkie.

Kawa nie była zła, ale daleka od ideału. Nawet najgorsza kawa świata smakowałaby mi dziś jak ambrozja. No, z wyjątkiem kawy na komendzie. Ale nawet lura była lepsza niż nic. Kawa była moim ulubionym napojem. Nie mógł się z nią równać żaden alkohol.

Rozłożyłam teczkę Gaynora na stoliku i zaczęłam czytać. Do ósmej rano, wcześniej niż zwykle wstaję, przeczytałam każdą napisaną odręcznie notatkę i obejrzałam każde, nawet najbardziej zamazane zdjęcie. Wiedziałam o Haroldzie Gaynorze więcej, niż mogłam sobie życzyć i nie na wiele to mi się zdało.

Gaynor miał kontakty z mafią, ale nikt nigdy niczego mu nie udowodnił. Był multimilionerem. Sam doszedł do tej fortuny. Punkt dla niego. Stać go było na zapłacenie tego półtora miliona, który zaproponował mi Tommy. Miło wiedzieć, że faceta stać na zapłacenie rachunków. Nie miał rodziny, jego matka zmarła dziesięć lat temu, ojciec zmarł rzekomo jeszcze przed jego narodzeniem. Nie było informacji na temat śmierci ojca. Zupełnie jakby ojciec w ogóle nie istniał.

Dziecko z nieprawego łoża? Zatuszowana ciąża? Być może. A zatem Gaynor był bękartem w dosłownym tego słowa znaczeniu. I co z tego? Wiedziałam coś na ten temat. Miałam już o nim wyrobione zdanie.

Przystawiłam do dzbanka z kawą zdjęcie Wandy Wózek. Uśmiechała się, jakby pozowała do zdjęcia. A może była po prostu fotogeniczna. Na dwóch zdjęciach była razem z Gaynorem. Na jednym uśmiechali się i trzymali za ręce, podczas gdy Tommy pchał wózek Gaynora, a Bruno Wandy. Patrzyła na Gaynora maślanymi oczami. W tych oczach malowały się podziw i miłość. Ja też kiedyś to przerabiałam. Jeszcze w college’u. To mija.

Drugie zdjęcie było prawie identyczne jak pierwsze. Bruno i Tommy pchali wózki. Ale Gaynor i Wanda już nie trzymali się za ręce. Gaynor się uśmiechał. Wanda nie. Wydawała się wściekła. Obok Gaynora szła, trzymając go za rękę, blondwłosa Cicely o pustych oczach. To wszystko tłumaczyło. No jasne.

A więc Gaynor przez pewien czas spotykał się z nimi obiema. Dlaczego Wanda odeszła? Co nią powodowało? Zazdrość? Czy Cicely przyłożyła do tego rękę? Czy Gaynor znudził się nią? Najprościej byłoby zapytać.

Spojrzałam na fotografię z Cicely. Postawiłam ją obok zdjęcia uśmiechniętej Wandy. Nieszczęśliwa młoda kobieta, odrzucona kochanka. Jeśli nienawidziła Gaynora bardziej, niż się go obawiała, na pewno zechce ze mną porozmawiać. Byłaby głupia, gdyby poszła z tym do prasy, ale ja nie zamierzałam upubliczniać jej tajemnic.

Chciałam poznać sekrety Gaynora, aby nie mógł zastosować wobec mnie swoich brudnych metod. Potrzebowałam czegoś, z czym mogłabym pójść na policję. Gdyby udało mi się wpakować pana Gaynora za kratki, miałby inne problemy na głowie, niż przejmowanie się moją skromną osobą. Może dzięki temu zapomni o pewnej niechętnej animatorce. No, chyba że dowiedział się, iż przyłożyłam ręki do jego aresztowania. To nie byłoby wskazane. Gaynor wydał mi się mściwym typem. Dominga Salvador była na mnie wściekła. Nie potrzebowałam więcej wrogów.

Zasunęłam zasłony i zamówiłam śniadanie na dwunastą w południe. Irving będzie musiał poczekać na zwrot akt. Bądź co bądź, załatwiłam mu wywiad z nowym Mistrzem Miasta. To powinno zapewnić mi łagodniejsze traktowanie z jego strony. Jeżeli nie, to do diabła z nim. Zamierzałam się trochę przespać. Zanim się położyłam, zadzwoniłam jeszcze do domu Petera Burke’a. Uznałam, że tam właśnie zastanę Johna. Po piątym sygnale włączyła się automatyczna sekretarka.

– Mówi Anita Blake. Być może udało mi się zdobyć informację dla Johna Burke’a w sprawie, o której rozmawialiśmy we czwartek. – Informacja była dość niejasna, ale nie chciałam powiedzieć wprost: – Zadzwoń do mnie w sprawie dotyczącej morderstwa twego brata. – To zabrzmiałoby zbyt melodramatycznie i okrutnie. Prócz mojego, zostawiłam także numer do hotelu. Tak na wszelki wypadek. Zapewne wyłączono telefon. Ja tak bym zrobiła. Sprawa trafiła na pierwsze strony, bo Peter był animatorem. Animatorzy nie padają ofiarami pospolitego morderstwa. Zwykle przydarza im się coś znacznie bardziej niesamowitego.

W drodze do domu odwiozę akta Gaynora. Zamierzałam zostawić teczkę w recepcji. Nie miałam ochoty rozmawiać z Irvingiem o wywiadzie. Nie chciałam dowiedzieć się, jak cudowny był Jean-Claude ani jak wspaniałe miał plany dla naszego miasta. Na pewno w rozmowie z reporterem zachował daleko posuniętą ostrożność. To powinno dobrze wyglądać w druku. Ale ja znałam prawdę. Wampiry są w takim samym stopniu potworami jak zombi. Kto wie – może nawet bardziej. Wampiry zwykle powstają za przyzwoleniem ofiar. Zombi nie. Irving też z własnej woli udał się do Jean-Claude’a i został z nim. Rzecz jasna, gdyby Irving nie był wtedy ze mną, mistrz zostawiłby go w spokoju. Chyba. Tak więc to była jednak moja wina, nawet jeśli decyzja ostatecznie należała do Irvinga. Byłam potwornie zmęczona, ale wiedziałam, że nie zmrużę oka, dopóki nie usłyszę głosu Irvinga. Mogłabym zadzwonić do niego pod pretekstem, że oddam mu akta później, niż się umawialiśmy.